Koniec wojny 10- letniej.

Czekałam na to 10 lat. Tak, na to pranie – piąte już chyba, segregowanie. Zadzwonił TEN telefon. Poznaliśmy NASZĄ Córeczkę, ma 3 miesiące. Nie wiem czy większe są emocje, czy jeszcze niedowierzanie. Radość z poznania naszej Córci miesza się z radością zakończenia 10 przeklętych lat. Jeszcze to wszystko do nas nie dociera.

Urlop we dwoje – czyli same przyjemności: relaks, odsypianie, randki, kolacje, seks i …. pociąg osobowy wjeżdża na tor…przy peronie…

Jestem ciekawa jak wyglądają Wasze …. Myśli, gdy jesteście na urlopie, albo jak wyglądały zanim zostaliście rodzicami. Wiem, że też przeszliście jakieś tornado, tsunami lub minimum lekkie turbulencje w niepłodności – inaczej nie trafilibyście na mój blog. Skąd takie pytanie na dzień dobry? Minęły już 2 tygodnie od naszego powrotu z bieszczadzkiego urlopu, a ja… Czytaj dalej Urlop we dwoje – czyli same przyjemności: relaks, odsypianie, randki, kolacje, seks i …. pociąg osobowy wjeżdża na tor…przy peronie…

Poszukuje inspiracji do jesiennej regeneracji – help..

Dziś będzie inaczej niż zwykle – dziś będzie post- prośba. Ostatnio dużo u nas się dzieje, a właściwie mówiąc bardziej szczegółowo to psuje niż buduje, głównie zawodowo. Jedyny plus (ujemny) tej sytuacji, to że nie myślimy tak bardzo o braku dzieci i korku w OA, bo największy stres generuje praca M. i brak mojej –… Czytaj dalej Poszukuje inspiracji do jesiennej regeneracji – help..

Druga kwalifikacja do wciąż pierwszej adopcji.

Pozwoliłam sobie samej ostatnio więcej odpuszczać. Że jestem słowna, to już wiecie pewnie, bo blog świeci pustkami. Ten rok zaskakująco często pokazuje mi, jak bardzo na nic nie mam wpływu i jak często babcia miała rację w swych „babcinych mądrościach”. Dochodzi do mnie, jak to życie jest nieprzewidywalne i że moim zadaniem jest tylko i… Czytaj dalej Druga kwalifikacja do wciąż pierwszej adopcji.

Odzyskuję powoli równowagę. Czekamy na kolejną kwalifikację.

  To niesamowite jak stres działa na nasz organizm. Zaczynam powoli wracać do normalnego życia. Nerwy związane z pracą, a właściwie relacjami, które okazało się, że zależą tylko od pieniędzy, zrujnowały mnie najpierw psychicznie na kilka tygodni, a potem fizycznie. Gdy opada największy stres, organizm czuje że już nie musi walczyć lub uciekać, myślałam że… Czytaj dalej Odzyskuję powoli równowagę. Czekamy na kolejną kwalifikację.

Każda izolacja jest ciężka, ta z okazji pandemii okazała się dla mnie pestką.

To wpis raczej dla tych niedzieciatych, choć podejrzewam, że niektórzy dzieciaci, szczególnie długo o to walczący też będą wiedzieć o co chodzi. Zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości, jak małej to nie wiem, bo w moim, znajomym otoczeniu to mniejszość jednostkowa, więc nie mam żadnego punktu odniesienia. Być może właśnie ten brak odniesienia popycha… Czytaj dalej Każda izolacja jest ciężka, ta z okazji pandemii okazała się dla mnie pestką.

Bezdzietność z Marsa, czyli męskie czekanie na potomka.

Walcząc z bezdzietnością nie walczę tylko z nią samą, ale jeszcze z męską obojętnością… (czasem tylko chwilową, czasem wielomiesięczną). By walczyć z bezdzietnością trzeba mieć siłę, energię i jakieś duże zapasy paliwa, by dać radę utrzymywać się na powierzchni. Gdy trwa to miesiącami, a potem latami, nie chcę napisać dziesięcioleciami, bo aż boję się, bym… Czytaj dalej Bezdzietność z Marsa, czyli męskie czekanie na potomka.

Co dobrego przynosi mi #zostańwdomu?

2 tygodnie minęły mi tak szybko, a głowa codziennie napełnia się nowymi pomysłami. Nie, nie marudzę, że siedzę w domu, ja się tym delektuję! Bardzo bym chciała, by epidemia została opanowana, ale też….. bym jeszcze trochę została w domu. Ze względów medycznych, myśląc o wszystkich, którzy zachorowali i tych którzy się poświęcają, by leczyć i… Czytaj dalej Co dobrego przynosi mi #zostańwdomu?

Zupełnie inna niedziela

M. jeszcze spał, słońce bez pytania wpadało do biurowego / dziecięcego pokoju. Usiałam jak zwykle przy biurku. Za oknem z daleka, ale za to bardzo wyraźnie widziałam skrzące się pokłady śniegu na Babiej Górze. O tej porze roku rzadko kiedy miałam taką widoczność. Słońce grzało przez szybę bardzo intensywnie, zrobiłam kawę do czerwonej filiżanki, wystawiłam… Czytaj dalej Zupełnie inna niedziela

Chodziło mi o to bardzo….

Od dwóch tygodni „nosiło” mnie na każdą stronę. Włączyła mi się jakaś psychiczna zołza, jakiś mentalny demon zwątpienia we wszystko co z rodzicielstwem związane. Tak, oczywiście, że miałam dostać okres, ale raz na 4-5 miesięcy to jest pms-owy  Armagedon. Pozostałe miesiące przechodzą lekko, można nawet to nazwać „płynnie” i bezobjawowo. Sama nie wiem o co… Czytaj dalej Chodziło mi o to bardzo….

10. rocznica naszego ślubu …. I 3 starszych Panów w Beskidzie Niskim.

13. luty 2010r. Co ja sobie wtedy wyobrażałam ?? Jakiś wirus jelitowy,  dzień przed „godziną zero” zmiótł mnie z  powierzchni świadomości i pędu ostatnich przygotowań przed ślubem. Miałam dopilnować kwiatów dla rodziców, odebrać tort, zrobić paznokcie. Nie dałam rady. Przeleżałam pół nocy na izbie przyjęć w szpitalu pod kroplówką. Izba przyjęć wtedy nie przyjmowała, na… Czytaj dalej 10. rocznica naszego ślubu …. I 3 starszych Panów w Beskidzie Niskim.

Przełomy dla mnie nie istnieją, choć nowa data prezentuje się z gracją. Czyli nowy, 2020 rok.

W Nowy Rok weszłam bez przytupu, z kiepskim nastrojem. Sztuczne ognie i fajerwerki przegapiłam, mówiąc krótko nie pierwszy już raz olaliśmy z M. sylwestra. Choroba mnie troszkę zmogła i przeleżałam pierwszy dzień 2020 roku w łóżku. Ale czasem trzeba pochorować, by …. bez wyrzutów sumienia poczytać.   Mój stosunek do żegnania starego i witania nowego… Czytaj dalej Przełomy dla mnie nie istnieją, choć nowa data prezentuje się z gracją. Czyli nowy, 2020 rok.

Pierwsze takie święta…

Pamiętam, jak co roku szperałam po blogach o niepłodności, co zrobić, żeby przeżyć bez ogromnego uszczerbku na zdrowiu psychicznym okres bożonarodzeniowy. Mam wrażenie ( i doświadczenie), że w tym czasie pary zmagające się z niepłodnością, wszystko drażni podwójnie. W TV wciąż świąteczne reklamy tylko szczęśliwych rodzin, w sklepach i galeriach tłumy ludzi kupujących prezenty, najczęściej… Czytaj dalej Pierwsze takie święta…

Mamo, a co robiliście, gdy mnie jeszcze z wami nie było?

Listopad przeleciał mi z prędkością światła, ale też powiał nostalgią i kolejnymi smętnymi przemyśleniami. Zmiany, które czekają mnie w najbliższym czasie w mojej firmie, zabierają sporo czasu prywatnego. Może to dobrze, choć i tak krążą mi w głowie myśli o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia i nie zawsze są to najradośniejsze myśli. Moje tegoroczne adwentowe… Czytaj dalej Mamo, a co robiliście, gdy mnie jeszcze z wami nie było?

Wykorzystuję moją niepłodność, bo kiedyś ona mocno wykorzystała mnie.

Nie wiem jak Wam mijają te jesienne dni, bo mnie zdecydowanie za szybko. Zawsze postanawiam sobie, że skoro wieczory dłuższe, smog ogromny, zimno i wilgotno, to przecież mało co mnie skusi, by wyjść z domu. Będę więc miała czas na nadrobienie odstawionych na półkę książek, kursu internetowego, blogów i ciekawych stron. Chciałam też poszukać nowych… Czytaj dalej Wykorzystuję moją niepłodność, bo kiedyś ona mocno wykorzystała mnie.