Imię adopcyjnego dziecka – zmieniać czy nie?

Wiele razy myślałam nad tematem zmiany imienia dla adopcyjnego dziecka, gdy czekaliśmy jeszcze w adopcyjnym korku w OA. Imiona dla dzieci biologicznych mieliśmy już dawno przedyskutowane, nie byliśmy jednak pewni, czy takie same imiona wybierzemy dla pociechy adopcyjnej. Gdy adopcja stawała się tą najrealniejszą drogą do rodzicielstwa odpuściliśmy dyskusję na temat imienia. Ja wiedziałam, że… Czytaj dalej Imię adopcyjnego dziecka – zmieniać czy nie?

Sprawy zdrowotne dziecka po adopcji.

Zdrowie dziecka adopcyjnego to chyba temat nr 1. jaki stoi w głowie przyszłym rodzicom adopcyjnym. Większość par na wiele sposobów analizuje jakie obciążenia zdrowotne będzie umiała udźwignąć u przyszłego dziecka.  Rzeczywistość i tak weryfikuje potem wszystko po swojemu i tak jak z dzieckiem biologicznym musimy próbować zaradzić wszystkiemu najlepiej jak umiemy. Dziś jednak chciałam krótko… Czytaj dalej Sprawy zdrowotne dziecka po adopcji.

9 obszarów które polecam ogarnąć czekając na adopcję

To wydaje się być niemożliwe. Czekaliśmy 4,5 roku od zgłoszenia do OA, zanim dowiedzieliśmy się, że znalazło się Nasze Dziecko, że mamy Córeczkę i że to nie przypadek, że to właśnie Ona trafiła pod nasze skrzydła,  by stworzyć i uszczęśliwić naszą rodzinę. To tyyyyyle czasu, by wszystko załatwić, kupić, obmyślić, zadbać , a ku –… Czytaj dalej 9 obszarów które polecam ogarnąć czekając na adopcję

Dziś już wiem, że adopcja zawsze była mi przeznaczona.

Dziś będzie króciutko… Minęło już 30% mojego macierzyńskiego, nie mogę uwierzyć, że ten czas tak leci, bo kiedyś nawet nie chciał się turlać… Patrzę na to moje dziecię najukochańsze i się uśmiecham do Boga, dziękując, że nie wysłuchał mojego jojczenia. A nie było Mu chyba łatwo, jojczałam przecież 10 lat… Już rozumiem dlaczego zawsze czułam,… Czytaj dalej Dziś już wiem, że adopcja zawsze była mi przeznaczona.

Nowe życie

Już nawet nie pamiętam dobrze pierwszego dnia w domu z naszą Córcią. Wiem, że przywieźliśmy ją zaraz po rozprawie, ciocia adopcyjna już na nas czekała z przygotowanym prezentem dla córki. Po drodze dziadek wysyłał smsy kiedy będziemy, bo on musi choć zobaczyć wnusię no i pierwszy przybiegł jej się przedstawić i uściskać. Była zdziwiona, ale… Czytaj dalej Nowe życie

Telefon, na który czekałam, którego się bałam, który przewrócił nasze życie na dół nogami. Nareszcie…

Listopadowa mżawka i szaruga za oknem w ogóle mi nie przeszkadzały. Siedziałam w pracy, a dokładniej w nowym gabinecie, który stworzyłam z E. i gapiłam się w komputer. Nastrój, aura za oknem i rozkręcanie biznesu – wszystko było listopadowe. Postawiłyśmy wszystko na jedną kartę, uniezależniły od starych, dziwnych szefów i obiecały, że wszystko będzie działać… Czytaj dalej Telefon, na który czekałam, którego się bałam, który przewrócił nasze życie na dół nogami. Nareszcie…

Pierwsze takie święta od 11 lat..

Od ponad tygodnia jesteśmy już w domu we trójkę. Mam wrażenie, że ostatnie 10 lat wszystkie nasze marzenia i modlitwy trafiały do poczekalni. Od telefonu z ośrodka wszystko się zmieniło. Sama nie wierzę, że to piszę. Już przyzwyczajałam się do myśli, że ja nigdy nie będę….., że my zawsze sami…., itd Teraz armia Aniołów zadziałała… Czytaj dalej Pierwsze takie święta od 11 lat..

Koniec wojny 10- letniej.

Czekałam na to 10 lat. Tak, na to pranie – piąte już chyba, segregowanie. Zadzwonił TEN telefon. Poznaliśmy NASZĄ Córeczkę, ma 3 miesiące. Nie wiem czy większe są emocje, czy jeszcze niedowierzanie. Radość z poznania naszej Córci miesza się z radością zakończenia 10 przeklętych lat. Jeszcze to wszystko do nas nie dociera.

Urlop we dwoje – czyli same przyjemności: relaks, odsypianie, randki, kolacje, seks i …. pociąg osobowy wjeżdża na tor…przy peronie…

Jestem ciekawa jak wyglądają Wasze …. Myśli, gdy jesteście na urlopie, albo jak wyglądały zanim zostaliście rodzicami. Wiem, że też przeszliście jakieś tornado, tsunami lub minimum lekkie turbulencje w niepłodności – inaczej nie trafilibyście na mój blog. Skąd takie pytanie na dzień dobry? Minęły już 2 tygodnie od naszego powrotu z bieszczadzkiego urlopu, a ja… Czytaj dalej Urlop we dwoje – czyli same przyjemności: relaks, odsypianie, randki, kolacje, seks i …. pociąg osobowy wjeżdża na tor…przy peronie…

Poszukuje inspiracji do jesiennej regeneracji – help..

Dziś będzie inaczej niż zwykle – dziś będzie post- prośba. Ostatnio dużo u nas się dzieje, a właściwie mówiąc bardziej szczegółowo to psuje niż buduje, głównie zawodowo. Jedyny plus (ujemny) tej sytuacji, to że nie myślimy tak bardzo o braku dzieci i korku w OA, bo największy stres generuje praca M. i brak mojej –… Czytaj dalej Poszukuje inspiracji do jesiennej regeneracji – help..

Druga kwalifikacja do wciąż pierwszej adopcji.

Pozwoliłam sobie samej ostatnio więcej odpuszczać. Że jestem słowna, to już wiecie pewnie, bo blog świeci pustkami. Ten rok zaskakująco często pokazuje mi, jak bardzo na nic nie mam wpływu i jak często babcia miała rację w swych „babcinych mądrościach”. Dochodzi do mnie, jak to życie jest nieprzewidywalne i że moim zadaniem jest tylko i… Czytaj dalej Druga kwalifikacja do wciąż pierwszej adopcji.

Odzyskuję powoli równowagę. Czekamy na kolejną kwalifikację.

  To niesamowite jak stres działa na nasz organizm. Zaczynam powoli wracać do normalnego życia. Nerwy związane z pracą, a właściwie relacjami, które okazało się, że zależą tylko od pieniędzy, zrujnowały mnie najpierw psychicznie na kilka tygodni, a potem fizycznie. Gdy opada największy stres, organizm czuje że już nie musi walczyć lub uciekać, myślałam że… Czytaj dalej Odzyskuję powoli równowagę. Czekamy na kolejną kwalifikację.

Każda izolacja jest ciężka, ta z okazji pandemii okazała się dla mnie pestką.

To wpis raczej dla tych niedzieciatych, choć podejrzewam, że niektórzy dzieciaci, szczególnie długo o to walczący też będą wiedzieć o co chodzi. Zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości, jak małej to nie wiem, bo w moim, znajomym otoczeniu to mniejszość jednostkowa, więc nie mam żadnego punktu odniesienia. Być może właśnie ten brak odniesienia popycha… Czytaj dalej Każda izolacja jest ciężka, ta z okazji pandemii okazała się dla mnie pestką.

Bezdzietność z Marsa, czyli męskie czekanie na potomka.

Walcząc z bezdzietnością nie walczę tylko z nią samą, ale jeszcze z męską obojętnością… (czasem tylko chwilową, czasem wielomiesięczną). By walczyć z bezdzietnością trzeba mieć siłę, energię i jakieś duże zapasy paliwa, by dać radę utrzymywać się na powierzchni. Gdy trwa to miesiącami, a potem latami, nie chcę napisać dziesięcioleciami, bo aż boję się, bym… Czytaj dalej Bezdzietność z Marsa, czyli męskie czekanie na potomka.