Metamorfoza balkonu po zimie. Jak grzebię w ziemi, nie myślę o niepłodności..

Nie wiem jak do tego doszło, ale niepłodność na pewno się do tego przyczyniła w dużym stopniu – pokochałam grzebanie w ziemi. Jakiś czas temu stałam się domowa ogrodniczką. Jak tylko przypomnę sobie moje dawne przygody z kwiatami – wszystkie usychały po kilku tygodniach spędzonych na moim parapecie. Jak to możliwe, że teraz pięknie rosną,… Czytaj dalej Metamorfoza balkonu po zimie. Jak grzebię w ziemi, nie myślę o niepłodności..

Nasza droga adopcyjna – co już za nami i czy to była dobra decyzja?

Ten post został „wywołany do tablicy” przez jedną z moich serdecznych czytelniczek 😉 Właściwie nie miałam zamiaru nic tu już publikować przed, ani w trakcie weekendu majowego. Teraz mam głowę pełną planów nadrobienia zaległości i wypoczynku, z resztą pewnie tak jak i Wy. Szykujemy się z M. do wyjazdu w góry na 3 dni, ale…… Czytaj dalej Nasza droga adopcyjna – co już za nami i czy to była dobra decyzja?

Ile dzieci miałabym już dziś, gdyby …

Rzadko piszę jeden post po drugim. Dziś jest szczególna okazja – Księżna Kate urodziła trzecie dziecko. Dlaczego tak mnie naszło?? Pamiętam dokładnie, kiedy media podały wiadomość o jej ciąży – pierwszej ciąży… Był 3. albo 4. grudnia 2012r, leżałam wtedy w szpitalu na Śląsku (tam akurat było miejsce). Na drugi dzień miałam mieć laparoskopię diagnostyczną,… Czytaj dalej Ile dzieci miałabym już dziś, gdyby …

Dieta bezglutenowa, bezmleczna i bezcukrowa

Już parę  razy zapowiadałam swoje zamiary, więc czas by ujrzały światło dzienne posty o naszej zmianie diety. Czyli dziś wizyta w wiewiórkowej kuchni i małe „co-nieco” jak mawiał Kubuś Puchatek. NAJGORSZA W ZMIANIE DIETY JEST …… ZMIANA! Przynajmniej dla mnie tak było. Prawdą jest, że każdy z nas przyzwyczajony jest do kuchni, którą miał serwowaną… Czytaj dalej Dieta bezglutenowa, bezmleczna i bezcukrowa

Małe rzeczy, a cieszą, czyli nasz ostatni tydzień.

Przez wiele lat bywało tak, że moje postanowienia, by nie myśleć o niepłodności miały krótką datę ważności. Tzn. potrafiłam w nich wytrwać 1, 2, czasem 3 dni, a potem stopniowo dopadała mnie melancholia, smutek, a następnie dołek. Taki stan trwał od kilku do kilkunastu dni, potem próbowałam „doła zakopać” i następowały kolejne kilka dni lepszej… Czytaj dalej Małe rzeczy, a cieszą, czyli nasz ostatni tydzień.