Czy to już jest niepłodność??

 z cyklu: POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI 08.2011- 05.2012

Początek leczenia

Po pierwszej wizycie ginekologicznej u Dr Ru. (to był sierpień), gdzie dowiedziałam się, że mając macicę nie powinnam panikować i mówić o niepłodności daliśmy sobie czas. Stwierdziliśmy z M. że może faktycznie za wcześnie na podejrzewanie problemów i powinniśmy jeszcze poczekać. Tyle, że ja mam jakiś „wbudowany czujnik”, jakiś nawet nie siódmy a ósmy zmysł, albo mega wrażliwą  podświadomość i niepokój mnie nie odstępował ani na krok. Coś mi mówiło, że to nie jest kwestia miesiąca, dwóch, tylko jakiś grubszy problem.

Z trudem wytrzymałam 3 miesiące i umówiłam się na wizytę do mojej dawnej pani ginekolog z okresu studiów. Dr Bu. To bardzo konkretna lekarka, fachowiec na 102, ale raczej nie zajmuje się planowaniem i prowadzeniem ciąży, nawet jej gabinet nie jest wyposażony w sprzęt potrzebny do monitorowania ciąży. Ale wiedziałam, że ta doktor szczerze mi powie, czy jest się czym martwić. Na wizycie starałam się opanować, nie histeryzować i  nie wyolbrzymiać problemów, spodziewałam się, że usłyszę „dajcie sobie jeszcze czas, rok to jest krótko”. Tymczasem Pani doktor spojrzała w moją kartę (dwa ostatnie lata to cykle między 50-65dni, hormonów prawie brak), wysłuchała mnie i powiedziała: „Może to tylko kwestia czasu, ale może też nie, może jest jakiś większy problem, uważam, że powinniście iść do specjalisty i zacząć się badać. Za dużo par nawzajem się obwinia, kłóci, niszczy cudowny związek tylko dlatego, że jest problem z zajściem w ciążę, nie doprowadzajcie do tego”. Świeczki stanęły mi w oczach, byłam bardzo wdzięczna Dr Bu. za szczerość i takie ludzkie podejście. Konsultacja kosztowała mnie- 30zł. Dostałam kilka kontaktów od Pani Dr, które poleca, a że mieszkaliśmy w dużym mieście, to mieliśmy wybór. I tak zaczęło się nasze, a właściwie moje leczenie, badanie, szukanie dziury w całym.

TV czyli USG

Szybko trafiłam do jednego z poleconych lekarzy – Dra Fu. Pracowałam wtedy 70km od naszego miejsca zamieszkania i leczenia. Więc po pracy wrzucałam 7. bieg i jechałam jak wariatka by zdążyć na wizyty. Że w tamtym okresie nie zarobiłam żadnego mandatu to cud, ale możliwy chyba tylko dzięki uprzejmym „mrugającym kierowcom”. Wizyty u Dr Fu. koncentrowały się na USG TV. Gdy usłyszał o moich 60cio dniowych cyklach, podejrzewał brak owulacji, PCOS. Fakt, był to czas, gdy często tworzyły mi się torbiele na jajnikach, średnio co trzeci cykl, ale jak się potem okazało PCOS nie można było tego nazwać. Dziś widzę, jak te wizyty były nielogiczne i ustalane w ciemno. Przez pól roku, chyba tylko dwa razy miałam zbadany progesteron i to też „na oślep”- bo najlepiej robić ok. 21 dnia. Tylko wtedy 21. dnia, owulacja u mnie dopiero zastanawiała się czy się pojawić czy nie. Teraz jestem mądra i już nie wydawałabym pieniędzy na marne, ale wtedy… Raz miałam zbadane też TSH, wynik – 3,7, wg skali laboratorium lekko powyżej normy. Dr Fu. stwierdził, że takie przekroczenie, to żadne przekroczenie, nie będziemy tego leczyć. Było to dla mnie bardzo logiczne (jeśli górna granica normy wynosiła 3,5 to faktycznie, nie panikujmy, może to stres w tym miesiącu spowodował taki wyskok).  Boże, gdybym ja wtedy miała dzisiejszą wiedzę! Wtedy ufałam lekarzom, przecież to oni mają wiedzieć, nie ja! I tak żeby określić czy mam cykl owulacyjny, jeździłam na monitoring 6-10x w cyklu, często wskakiwałam w grafik u lekarza między pacjentkami. Dr Fu wychodził na korytarz, zwracał się do innych w poczekalni – „ta pani na minutkę”, a ja rozbierałam się prawie jednym ruchem i prawie w progu,  przypominałam szybko który jajnik w tym cyklu monitorujemy i ubierałam się w locie, tak że czasem jeszcze 10sekund z zaplanowanej „minutki” zostawało.

I tak pół roku… Pół roku wizyt, monitoringów, luteiny pod język i komend „jutro rano próbujcie”, „dziś wieczorem” „dwa dni odczekać i do dzieła”.  Każda para, która to przechodzi  wie, jakie to deprymujące… seks na komendę. Są tacy, którym to  nie przeszkadza, wiem. Ale my należymy do tych, którym po 1,5 roku prób ochota na zbliżenia przeszła. Co więcej, po pół roku wizyt lekarskich, doktorkowi też opadł zapał i wyszedł z propozycją, że tak już dłużej robić nie możemy… Ja opóźnioną, bo opóźnioną ale owulację mam, progesteron słaby, ale przecież biorę leki, trzeba zbadać … M.

Czas na M.

No to sobie pomyślałam, że zaczynają się schody. Przecież jak to przekażę, głównemu zainteresowanemu, to na pewno usłyszę, że on jest zdrowy! Co usłyszałam, to już sobie dopowiedzcie sami ;), ale M. Na badania się zgodził. W sumie nie dziwię się, że panowie się dziwią. Ja przynajmniej do tej pory we wszystkich badaniach, wizytach brałam udział sama, M. był tylko słuchaczem, a tu nagle ktoś go wciąga do gry, innej niż ta „wstępna”, na komendę oczywiście;) i insynuuje, że może on jest czemuś „winien”.

Z Dr Fu. Umówiłam się na wizytę, gdy będziemy mieć już wyniki badania nasienia M., wydawało mi się to logiczne, skoro ja sprawdzam się pól roku i nic, to trzeba sprawdzić drugą połówkę.

M. odebrał wyniki i wrócił do domu z podniesioną głową, bowiem pani w laboratorium wydająca wyniki nasienia wręcz mu pogratulowała jakości, ilości i w ogóle. Czyli mieliśmy powód do radości, ale też do zastanowienia. Skoro jest tak dobrze, to czemu dalej jest źle??

Na wizycie Dr Fu. ewidentnie był zbity z tropu przeglądając wyniki męża, które nie dość ze były dobre, to nawet mocno powyżej dobre!  (Wiele par mogło nam pozazdrościć.) Jakie było moje zdziwienie, gdy doktor dopatrzył się jednego + za dużo i mówi: „wszystko jest super, tylko ta lepkość nasienia odrobinę za duża”. Myślę sobie, czepia się już, bo nie wie co dalej. Zadzwonił przy mnie do kolegi androloga, skonsultować sprawę. Tamten wymienił tysiąc możliwości podwyższonej lepkości nasienia i zaprosił M. na konsultację, do siebie oczywiście.

Nie muszę Wam chyba mówić, że M. uradowany zbliżającą się wizytą u androloga nie był, ale chyba, żebyśmy go wszyscy (ja i Fu.) zostawili w spokoju, powiedział, że pójdzie! Umówił termin na sobotę i tego pięknego ranka pojechał rozwiać wszystkie wątpliwości żony i jej doktorka….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s