Wyprzedzić RAKA

z cyklu: POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI 05.2012- 07.2012

Za 1,5 godz dojechałam pod laboratorium, gdzie czekał M. Oczy miał „suche”, ani śladu łez, nawet lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy i powiedział coś w stylu „nieźle narozrabiałem, nie?” – Jak zwykle próbował nie dawać po sobie nic poznać. Jakby przed chwilą dowiedział się, że ma katar, choć to złe porównanie, bo mając katar zawsze „walczy o życie”, a teraz gdy naprawdę chodziło o jego życie to zaczynał grać batmana. Ale teraz już wiem, że musi minąć dłuższa chwila zanim człowiek zdąży oswoić się z taką wiadomością jak r a k.

Teraz zaczynał się jeden z najgorszych tygodni naszego życia. Galop. By wyprzedzić raka.

M. miał od razu tej soboty zrobić szereg badań potrzebnych do operacji. Całe szczęście, że w naszym mieście laboratorium medyczne jest czynne w soboty, wyniki mieliśmy już wieczorem.

I tu ciekawostka – wszystkie markery nowotworowe wyszły dobrze! Tzn. nie wskazywały na stan nowotworowy! A w prawym jądrze 2 konkretne guzy! Wniosek był prosty: gdyby nie mój Doktorek Fu i jego brak pomysłu dla mojego dalszego leczenia, najprawdopodobniej nikt nie zwróciłby uwagi na jeden „+” za dużo w parametrach lepkości nasienia mojego M. Nawet nie chcemy wiedzieć jak by się to wtedy potoczyło.

Za 2 dni wróciliśmy na wizytę do androloga – Dr D., który przejrzał wyniki badań krwi, w miedzy czasie zrobił już wywiad środowiskowy wśród swoich kolegów po fachu, gdzie będzie możliwy najszybszy termin operacji. M. dostał skierowanie do szpitala oraz skierowanie na TK miednicy mniejszej i klatki piersiowej.

Tak się składa, że wszystkie „grubsze” medyczne sprawy musieliśmy zawsze leczyć „wyjazdowo”. Tak było i tym razem, szpital, w którym Dr D. załatwił przyjęcie M., był oddalony od naszego miasta o ok.100km. Tam, już na oddziale czekał na nas lekarz, który był powiadomiony o naszej sytuacji.

M. w szpitalu spędził „ustawowe NFZ-owe” 3 dni, wykonano operację- orchidektomię prawostronną (usunięcie jądra prawego) i teraz pozostało czekać ok. 2 tygodnie na wyniki histopatologiczne. Opuszczając szpital M. dostał oczywiście skierowanie do poradni onkologicznej, gdzie miał się zgłosić już po odebraniu wyników hist-pat.

Jeszcze przed przyjęciem do szpitala Dr D. zasugerował oddanie nasienia do banku nasienia, tak na wszelki wypadek, gdyby po operacji M. był zmuszony leczyć się chemio lub radio-terapią. Do dziś nie wiem, jak mój kochany M. tego dokonał, bo oddawanie nasienia samo w sobie nie jest najprzyjemniejszą procedurą, a dodatkowo, gdy z tyłu głowy kotłują się myśli o nowotworze, to już jest mistrzostwo świata! M. postanowił, że da radę i oczywiście miał rację. Przyznam, że ja gdzieś podświadomie czułam, że nie będziemy z tego nigdy korzystać, nie wiem dlaczego, ale wtedy tak czułam.

Po wyjściu ze szpitala M. szybko wrócił do formy (fizycznej), w niedługim czasie zrobił 2x badanie TK, tak by rozbić je na badanie miednicy i osobno badanie klatki piersiowej. Wszystko ze względu na duże promieniowanie i sporą dawkę kontrastu podawanego do badania.

I wtedy zaczęło się chyba najgorsze- C Z E K A N I E.

Nie wiem, czy w leczeniu nowotworów jest gorszy okres niż czekanie na wyniki.

Wtedy nic już nie możesz zrobić, wtedy masz wolne – leżysz w domu wpatrzony w sufit, albo z nosem wbitym w poduszkę i film całego twojego życia przewija ci się przed zamkniętymi oczami. Wszystko co mogłeś już zrobiłeś, wszystkie badania, papierki- załatwione, nawet sam pobyt w szpitalu, znieczulenie, zabieg operacyjny nie był tak męczący jak to niesłychanie dłuuuuugie oczekiwanie na wyniki. Teraz wszystko zależy od radiologów – co znajdą w badaniu TK, oraz co patolog odkryje pod mikroskopem. Ty już nie masz wpływu na nic. Tylko czekasz. Modlisz się. Masz nadzieję…

I nadszedł wielki dzień – dzień WYNIKÓW. Każdy chory czuje się wtedy jak skazany przy ogłaszaniu wyroku.

My mieliśmy ogromne szczęście – 2 guzy jądra M. to były nasieniaki (jednorodne). Nasieniak to nowotwór złośliwy jądra. Ale badanie TK potwierdziło, że jest to nowotwór pierwotny i to jeszcze  I st!!- M. nie miał żadnych przerzutów, ani do węzłów chłonnych (najczęściej atakowane są zaotrzewnowe), ani przerzutów odległych.

Czyli w całym nowotworowym nieszczęściu, mieliśmy jednak szczęście – wylosowaliśmy najlżejszy możliwy stopień choroby, albo inaczej mówiąc, dzięki naszemu bezowocnemu staraniu o dziecko i leczeniu niepłodności, tak szybko zostało odkryte to raczysko.

Za niedługo opowiem wam, jak wyglądały konsultacje u specjalistów, podejmowanie decyzji w sprawie dalszego leczenia i gdzie znaleźć wsparcie, gdy ma się diagnozę: Seminoma

W skrócie:

Badanie nasienia -> podwyższona lepkość

USG jąder u androloga-> 2 guzy 12 i 19 mm w prawym jądrze

Badanie markerów nowotworowych: ldh, afp, beta-hcg -> wyniki OK (nie wskazywały na chorobę)

Oddanie nasienia do banku nasienia

Operacja -> orchidektomia prawostronna i skierowanie do poradni onkologicznej

TK- miednicy mniejszej oraz klatki piersiowej -> wszędzie czysto, brak przerzutów!

Wyniki histopatologii-> CZYSTY NASIENIAK

Wizyta w poradni onkologicznej-> decyzja o dalszym leczeniu