Decyzja

z cyklu: POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI – 07-08.2012r

Najgorszy czas – czas oczekiwania na wyniki minął. Badania TK klatki piersiowej i miednicy wykazały że żadnych zmian, a tym bardziej nowotworowych NIE MA! Od tego czasu zaczęliśmy oddychać spokojnie. Za niedługo M. miał wyznaczoną wizytę w Centrum Onkologii. Zanim jednak tam się udał, już wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać. Tak naprawdę jedyną rzetelną i ogromną skarbnicą wiedzy okazało się być forum Raka Jądra, dzięki któremu M. jeszcze przed wizytą u onkologa „wydoktoryzował” się z nasieniaków. Okazało się bowiem, że lekarze mają nie zbyt obszerną wiedzę w tematyce akurat tego nowotworu, bo jego odsetek na tle innych wypada blado. Forum RJ jest natomiast prowadzone bardzo profesjonalnie, można tam znaleźć wiele opisów przypadków medycznych oraz liczyć na bardzo merytoryczną lekarską opinię. Polecamy, bo warto.

M. po tej lekturze wiedział już, że w jego przypadku są 2 drogi.

  • I- poprzestać jedynie na systematycznej obserwacji medycznej (standarty obserwacji po orchotektomii)
  • II- zastosować chemioterapię w postaci Karboplatyny, by zapobiec ewentualnym „czychającym” przerzutom w najbliższej przyszłości

Aby rozwiać wątpliwości jeszcze przed wizytą w Centrum Onkologii, wyszukaliśmy w naszym mieście „znanego onkologa” na „znanym portalu” 😉 i poszliśmy wysłuchać co nam poradzi.

Ale Dr Onkolog nie miał w tym temacie do powiedzenia totalnie nic…. Miło, że tego nie ukrywał i wprost powiedział, że nie miał styczności z karboplatyną w leczeniu RJ, u kobiet w leczeniu raka piersi, jajnika owszem, ale RJ to dla niego zagadka. Skasował 200zł, a my wiedzieliśmy tyle co i przed wizytą. Pozostało polegać na Centrum Onkologii (ci powinni mieć doświadczenie).

Codzienność na onkologii…

Czekasz kilka godzin na korytarzu (to nikogo nie dziwi, swoje odsiedzieć trzeba). W końcu słyszysz, że nadeszła twoja kolej: „Proszę wejść do przebieralni, rozebrać się i czekać na wezwanie”. Ciasna klitka- ta przebieralnia, zrzucasz ciuchy, które trzeba, czekasz grzecznie, bo w gabinecie lekarz przyjmuje jeszcze poprzedniego pacjenta. Drugie drzwi, dzielące przebieralnię od gabinetu cienkie jak dykta, wszystko słychać… Z rozmowy da się wywnioskować, że pacjentem jest starsza osoba, z nowotworem w mocno zaawansowanym stadium. Spokojnym głosem, lekarz przygotowuje pacjenta na najgorsze, nie straszy, ale nie daje mu wiele nadziei, nie chce męczyć już kolejnym leczeniem. Nie chce łudzić wyleczeniem, poleca wykorzystać ten ostatni czas na kontakt z rodziną, a nie kolejny pobyt w szpitalu, który pewnie nic nie wniesie prócz cierpienia. Stoisz nadal rozebrany, czekasz na swoją kolej. Za drzwiami słyszysz, że czyjeś życie właśnie dobiega końca, nie wiesz czy płakać ze współczucia, czy cieszyć się, że u ciebie jest lepiej. „Co za chwilę ja usłyszę?” od razu przebiega przez głowę…  „Następny, proszę”- słyszysz otrzeźwiające wezwanie, które karze opuścić ci ciasną przebieralnię.

Kolej na M.  Najpierw badanie, przeglądanie wyników, potem padają dwie propozycje możliwego leczenia, znane już z forum RJ. Lekarz chyba powinien coś doradzić… Ja przynajmniej tak myślałam. Ja bym właśnie tego oczekiwała. Są dwa rozwiązania, ale której jest najlepsze dla mnie? Kto ma to wiedzieć? Pacjent czy lekarz?

„To pacjent musi zadecydować, jaką drogę leczenia wybiera” – nagle pada odpowiedź lekarza.

  Gdyby to dotyczyło mnie, popłakałabym się na miejscu, upchnęła bardzo nietaktowny komentarz lekarzowi i trzasnęła drzwiami. Ja mogę zadecydować, czy chcę czerwony czy beżowy kolor paznokci, a nie jak leczyć raka!!!!

Ale mój M. to nie ja. On jest na maxa opanowany. Poza tym, on już miał podjętą decyzję przed wejściem do gabinetu. Podejrzewam, że gdyby lekarz sugerował jakieś rozwiązanie M. postawiłby i tak na swoim. To jego ogromna zaleta – nigdy nie zrzuca decyzji na innych.

„Wybieram obserwację, nie chcę poddać się chemioterapii” – poinformował lekarza, po czym wyrecytował niedoinformowanemu onkologowi wszystkie normy obserwacyjne przyjęte do nasieniaków, tak by ten,  nie musiał sprawdzać w wytycznych medycznych. Lekarzowi nawet nie było głupio, notował w karcie co M. dyktował.

Co ja bym wybrała (gdyby mi już emocje opadły), nie wiem, nie ma to żadnego znaczenia. Najważniejsze, że M. nie miał wątpliwości i NIGDY do tej pory wyboru nie żałował.

Od tego czasu regularne badania markerów, morfologii i TK zostały wpisane w nasz kalendarz.

Od tego czasu co pół roku, jedynie 1-2 tygodnie przypominają nam o nowotworze-to  te 1-2 tygodnie, gdy czekamy na kolejne wyniki tomografii. Za niedługo minie 5 lat od feralnego dnia matki. Całe szczęście, że wszystko tak cudownie się ułożyło i wszystkie dotychczasowe badania pokazują, że nie ma powodów do niepokoju.

Nasieniak, nauczył nas  doceniać życie. W wieku 20 kilku lat wyobrażamy sobie zazwyczaj jeszcze wielką odległą przyszłość, a tymczasem nigdy nie wiemy który dzień będzie ostatnim.

Żyjmy więc teraz, tutaj, a nie jutro i potem. Najważniejsza jest teraźniejszość i obecna chwila….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s