( niespełniony ) Plan na życie „ 2<30”

z cyklu: POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Dobra organizacja to podstawa i trzymanie się planu. Zawsze wszystko planowałam, nie miałam dzięki temu problemów w szkole, obowiązki zawsze były pierwsze na mojej „liście do  zrobienia”. Wiedziałam czego chcę, dobrze się uczyłam, realizowałam swoją pasję- taniec i marzyłam… o karierze na parkietach tanecznych, wspaniałym mężu i dzieciach. Nigdy nie robiłam nic za wszelką cenę, owszem, dawałam z siebie wszystko, ale tak mnie rodzice wychowali, że nigdy nie miałam wątpliwości jaką podjąć decyzję. Jeśli coś miałam zyskać, ale musiałabym do tego celu podążać drogą wbrew sobie, to dla mnie ten cel nie uświęcał środków. Dla mnie było jasne, że rezygnuję. Wychowałam się w rodzinie mądrze- wierzącej, głównie za sprawą mamy, która nigdy nakazami i wytycznymi, ale swoim życiowym przykładem i pokorą mimowolnie uczyła co jest dobre. Dziś wiem, że to najcenniejszy dar wyniesiony z domu.

Ale jak to w życiu bywa, nie ukrywam, pojawił się i u mnie okres, w którym nie umiałam pogodzić się z tym co przynosi mi życie, pokora to nie była moja mocna strona, walczyłam jak lew, ale nic nie osiągałam w tej walce, jedynie wychodziłam z niej co raz bardziej poraniona. Wręcz zagryzałam sama siebie.

Co to ma do mojej niepłodności?…. Chyba wszystko, albo prawie…

Przyznam się wam, że przerwa w staraniach o dziecko ze względu na chorobę M. była bardzo krótka, żeby nie powiedzieć, że prawie niezauważalna. Polegała przede wszystkim na tym, ze przez 2-3 miesiące podarowałam sobie monitoringi owulacji, zażywanie luteiny i doszukiwanie się dni płodnych.

Odkąd znów wróciliśmy do pełnych starań, to była jesień 2012, wrócił mi również mój wewnętrzny „nakręcacz”. Nie pamiętam dokładnie od kiedy towarzyszył mi taki wyczuwalny instynkt macierzyński, ale to było na pewno jeszcze przed poznaniem M. Tak, brzmi śmiesznie, bo poznaliśmy się na studiach, więc co ja mogłam czuć, mając 19 lat?  A jednak. Nie było to oczywiście pragnienie, by zostać matką tu i teraz, bo wiedziałam, że to jeszcze nie tan czas, ale wiedziałam też, że bycie matką to moje największe życiowe pragnienie i widziałam w tym jakąś swoją misję. Czasami przebiegały mi  też czarne myśli przez głowę – a co jeśli ja nie będę mogła mieć dzieci? Co jeśli nie spotkam mężczyzny swojego życia i zostanę sama? Na to miałam co prawda jakieś rozwiązanie, bo uważałam, że samotnie można adoptować dziecko, więc dam radę (co oczywiście sprawdziłam już wtedy w przepisach). Ale co jeśli będę żoną, ale nie będę mogła urodzić? Mąż może nie zgodzić się na adopcję. To był najczarniejszy scenariusz, jaki pojawiał się w moich” fantazjach z przyszłości”.

Całe szczęście, że gdy poznałam M. zapomniałam o wyimaginowanych problemach, cieszyłam się, że mam takiego chłopaka u boku. Schody zaczęły się, gdy zostaliśmy małżeństwem i po ok. roku zdecydowaliśmy się na powiększanie rodziny. Ja miałam wtedy wrażenie, że czekam już na to z 10 lat, więc gdy ciąża nie pojawiła się po pierwszych 3 miesiącach starań, zaczęłam wpadać w panikę i znów wyobrażać sobie co to nie będzie.

„ 2<30 ”

2<30 to zawsze był mój plan na rodzinę. Tzn. bardzo chciałam pracować, nawet dobrze zarabiać i osiągnąć coś zawodowo (i to nawet wychodziło), ale priorytetem dla mnie była rodzina, a konkretnie najlepiej 2 dzieci przed 30-stką! Dlaczego?- nie wiem. Wiedziałam, że pewnie będę musiała zrezygnować z pracy, że może potem trafię na dużo gorszą, ale byłam gotowa wtedy rzucić wszystko dla dzieci. Ale dzieci nie przychodziły. M.podchodził do wszystkiego na luzie, początkowo to chyba nawet było mu na rękę, że dziecka jeszcze nie ma , oswajał dopiero temat bycia tatusiem 😉 A ja wpadałam w szał. Dlatego, że nie wychodzi, a przecież powinno! Dodatkowo, gdy widziałam mało przejętego M-a., to czułam, że tylko mi na tym zależy. I tak powtarzalna co 30- 50 dni (takie miałam cykle) huśtawka nastrojów, sukcesywnie zaczynała kopać mojego wewnętrznego doła. Z każdym miesiącem było gorzej. Nie umiem tego opisać, tak samo jak nad nią wtedy zapanować. Porównać to do żałoby i wiadomości o nawet najtragiczniejszej i zupełnie niespodziewanej śmierci kogoś bliskiego, to słabe porównanie. Przypływ emocji, żalu, płaczu i totalny brak sensownego myślenia jest może podobny, ale to prawie niemożliwe, by co miesiąc od 2 lat przechodzić to samo, tą samą żałobę, ale znów z większą siłą. By liczyć, że tym razem żałoby nie będzie, a tu „a ku-ku”- będzie i to większa! Pamiętam, że był taki czas, że już na początku cyklu modliłam się nie o dziecko, tylko by na koniec nie było znów emocjonalnej tragedii, bym potrafiła choć 1 miesiąc przeżyć normalnie. Nie potrafiłam.

M-a. doprowadzałam tym do szału, a on nie należy do wyrozumiałych uczuciowo osób. Sam raczej jest zamknięty w sobie i byłoby dobrze by inni wokoło, swoje emocje też sobie gdzieś zamknęli 😉 No więc chyba już wiecie…. czasami się działo.. bo te emocje ja sama bardzo chciałam okiełznać, ale czułam się totalnie bezsilna i najczęściej trafiałam nimi niechcący w M-a. niczym piorunem.

Mój nastrój też odbijał się na pracy, nikt nie wiedział o co chodzi, bo o mojej „staraniowej sytuacji” wiedziała tylko 1 przyjaciółka, która nie pracowała w moim biurze, ale podminowany teren wokół mnie dało się wyczuć na odległość metra.  Wyniki mojej sprzedaży spadały, o motywacji pracowników nie wspomnę, bo jak wierzyć komuś, kto 2 tygodnie motywuje, a kolejne 2  mentalnie umiera. Wtedy tego nie wiedziałam, ale zaczynałam się już wpędzać w poważną depresję.

Mój dotychczasowy perfekcjonizm na nic się zdał, moje plany i marzenia śmiały mi się w twarz. Jedynie czasami miałam wrażenie, że Bóg chce mi coś innego ważnego powiedzieć, ale wyjątkowo w tym temacie nie chciałam go słuchać. Bo ja miałam przecież plan! Mój plan! Więc musiałam go sama realizować, jak nie w tym miesiącu to w następnym, samo się przecież nie zrobi…. 30-stka się zbliża.

A co jeśli Bóg ma inny plan? Taki na po 30-stce? Albo na w ogóle? To niemożliwe, ja przecież muszę!

I biegłam w tym kołowrotku dalej i dalej i nie przypuszczałam, że to początek biegu…..

2 myśli na temat “( niespełniony ) Plan na życie „ 2<30”

  1. Przypadkiem tu trafiłam, do Twojego Wiewiórkowa – ale ostrzegam i lojalnie uprzedzam, że zamierzam zostać na dłużej 🙂

    Perfekcjonizm to również moja zmora – i też miałam swój starannie przemyślany plan na życie, taki idealny i dopięty na ostatni guzik. Niepłodność na chwilę sprawiła, że wszystkie guziki odpadły – ale z czasem przyszyłam nowe. Inne, ale tak samo piękne i kolorowe 🙂

    Kibicuję Wam z całych sił ! :*

    Polubienie

    1. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, Bąbelkowa Mamo ;)! Śledzę Twojego bloga, od początku, więc tym bardziej miło mi, że do mnie zajrzałaś, zapraszam, zostań na dłużej. Mam motywację, by pisać częściej. 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s