Maj…. moje codzienne cuda

Gdy od kilku lat żyjesz od miesiąca do miesiąca, od cyklu do cyklu, od badania do badania i ciągle na coś czekasz… to nie zauważa się, że życie przechodzi  koło nosa.

Można napisać: status – „wciąż czekająca”

Były takie momenty, że nawet ja – całe życie dobrze zorganizowana, z planem na wszystko i tysiącem zadań na 1 dzień, po prostu nie miałam ochoty na nic. Przez kilka lat (5-6) odstawiłam na bok większość swoich przyjemności, codziennych rytuałów,  planów, marzeń, tylko dlatego, że teraz chciałam zrealizować plan nad planami – zostać mamą. Ci, którzy tego nie przeżyli, prawdopodobnie nie zrozumieją.  Ja sama kiedyś też dziwiłam się takim ludziom. Jak można wstać z łóżka i nie mieć na nic ochoty, może jedynie by wrócić do niego z powrotem? Jak można gapić się w sufit bez celu, gdy w miedzy czasie tyle fajnych / potrzebnych rzeczy czeka do zrobienia? Można.. tak właśnie działa depresja. Podejrzewam, że spowodowana czymś innym, niż niepłodnością, zakrada się do życia podobnie.

W tamtym czasie szukałam na innych blogach najczęściej podpowiedzi, co w takich sytuacjach robić, jak radzą sobie inne kobiety. Nie potrzebowałam nawet historii z happy endem, nie szukałam kolejnej dawki nadziei, chciałam przykładów, że da się żyć normalnie, nie mając / długo czekając na dzieci.

Ja, dopiero po długim czasie, z pomocą bliskich ( głównie najcierpliwszego na świecie, mojego M.) i  terapeuty (tak, odważyłam się i nie żałuję) wyszłam na prostą i dostrzegłam ile tracę, żyjąc niepłodnością, a nie życiem, które się toczy i szykuje dla mnie codziennie jakieś małe cuda!!! Tak, cuda.

Zaufałam Bogu, że skoro teraz tak jest, że nie mam dzieci, to widocznie tak ma być. Przecież jeśli dzień dzisiejszy miałby być moim ostatnim na tym świecie, to nie chciałam spędzić go patrząc w sufit! I tak, powoli zaczęłam znowu dostrzegać co się wokół mnie dzieje, że nie tylko ja mam problemy, że jest wiele miłych chwil, które dziś na mnie czeka, ale to ode mnie zależy, czy je zauważę, czy nie.

I tak, zaczęłam robić plany na każdy miesiąc, przypominać sobie, co kiedyś (nie myśląc jeszcze o niepłodności) tak lubiłam robić i zaczęłam wcielać w życie. Jak dziś to wygląda?

Miesięczne plany

Zazwyczaj plan na dany miesiąc ma mnóstwo spraw do zrobienia, ale też przyjemności, drobiazgów, które kojarzą mi się z tym miesiącem, a nie mogę ich pominąć. Oczywiście zrealizowane jest mniej niż połowę, ale przestało mnie to frustrować – przepisuję je na nowy miesiąc (jeśli data ważności nie upłynęła ;)) i próbuję w nowym miesiącu.

Zatem co w MAJU?

Kiedyś kojarzył mi się tylko z alergią, kichaniem, katarem, deszczem, który pada nagle, nie wiadomo skąd i moczy moje baletki- cichobiegi. A teraz?

Kichanie zostało, już zdecydowanie mniejsze, no ale mam ponad 30 lat, nie mogę nienawidzić każdego maja tylko przez katar sienny;) Piję kawę, bo ją uwielbiam, a ta lekko hamuje reakcję alergiczną, w ostateczności, ratuję się jakąś tabletką.

  • Na wiosenny deszcz znalazłam sposób, nawet go polubiłam! Odkąd zakupiłam (po długich namysłach, czy to ma sens) czarne kalosze- botki, które są tak eleganckie, że noszę je nawet do ołówkowej spódnicy, to teraz cieszę się jak dziecko, gdy pada i włażę w kałuże. To były najlepiej zainwestowane 55zł w buty, polecam każdemu, bo ja sama 3x się upewniałam, czy w wieku 30 lat wypada kupować gumiaki i to za pół stówki? Pewnie, że wypada. Teraz, żadnych  baletek już nie niszczę chodząc po deszczu, gumiaczki służą mi  4 lata i nie oddałabym ich za nic! Więc jak tylko rozpoczyna się wiosna – wyjmuję moje kalosze!

Maj- punkty obowiązkowe

  • Jestem kwiaciarą– uwielbiam kwiaty, a w maju kwitną jedne z moich ulubionych– BEZ i KONWALIE. Mała przyjemność, ale jak cieszy! Pozwalam sobie prawie co tydzień na taki luksus i zakupuje bukiecik podczas sobotnich zakupów. Jak miło wraca się do domu, gdy od progu czuć taki piękny zapach.

 

  • Balkon. Od 1,5 roku mieszkamy znów w moim rodzinnym mieście. Wybierając mieszkanie po powrocie, zwracaliśmy uwagę na to, by miał fajny balkon. I udało się! Balkon wcale nie jest ogromny, ale osłonięty od sąsiadów, z zadaszeniem, więc nawet gdy pada możemy pić na nim kawę.

Jak tylko zaczyna się robić ciepło, targam z piwnicy nasz wiklinowy komplet foteli ze stolikiem, robię mu szybką kąpiel w wannie, balkon myję na zbliżający się sezon, fotele schną na słońcu, ja w między czasie piorę zestaw poduch, które uszyłam kilka lat temu na fotele i na drugi dzień …. ŚNIADANIE W WIEWÓRKOWIE NA BALKONIE 🙂

Tak prezentował się w zeszłym roku: poziomki, surfinie, lawenda i powojnik. M. zakupił kilka świec i poustawiał na drewnianych podkładkach – wieczorne winko na balkonie – prawie jak w greckiej tawernie.

balkon 2016

  • Oczywiście, to nie koniec. W majowych planach zawsze jest GIEŁDA KWIATOWA. Ma tylko 1 minus – muszę zerwać się w  sobotę skoro świt (5.30),  ale taki wybór kwiatów i niskie ceny rekompensują wszystko! Przecież gotowy balkon muszę obsadzić kwiatami.  Jak to wygląda w tym roku, pokarzę w najbliższym czasie.

  • NOWALIJKI – sobotnie zakupy na placu targowym. Przyznam się Wam, że nienawidzę hipermarketów, odwiedzam je z konieczności, a wszystko co się da, kupuję na targu. Mam to szczęście, że w moim mieście placów targowych jest sporo, ja odwiedzam jeden z 3 swoich ulubionych. A w maju zaczyna się szał na targu- taka ilość zieleninek, nowalijek, że aż oczy się cieszą. Staram się kupować od naszych, polskich rolników, z małych gospodarstw. To mój sobotni rytuał – śniadanko, kawka i zakupy na placu.

  • SZAFA – zmiana garderoby na wiosenno- letnią. Och, jak ja to uwielbiam! ( w tym roku jeszcze przede mną) 2 godziny grzebania, przebierania, selekcjonowania – co się nadaje na nowy sezon,  a z czym powinnam się już dawno pożegnać (ale sentyment nie pozwalał na to jeszcze rok temu;), co przeszyć, skrócić itp., potem wielkie pranie (albo 3 prania), prasowanie i kolekcja wiosenna gotowa! Przyznam się, że na boku rośnie już od kilku miesięcy kupka ciuchów do przeszycia. Czasami otrzymane w spadku, czasami złowione w ciucholandzie – od kiedy mam maszynę, to spódnice za 1zł dostają u mnie drugie życie. W tym roku już powinnam siadać do maszyny, bo sterta ciuchów już spada 😉

  • Moje kochane MAJÓWKI. Zawsze lubiłam chodzić do kościoła na majówki. Śpiewana Litania Loretańska jest taka piękna, że co roku obiecuję sobie, że tego maja będę często na majówkach. Kończy się różnie, zazwyczaj po pracy jestem tak zmęczona, że przysypiam nad obiadem, ale w tym roku, już parę razy udało mi się być w kościele. „Chwalcie łąki umajone….” – buzia sama mi się uśmiecha, gdy tylko słyszę tę melodię.

  • DZIEŃ MATKI !!!nie mam tu na myśli (tym razem;) lamentu nad tym, że jeszcze nie jestem matką, a raczej świętowanie Dnia Matki – mojej kochanej Mamy. Jakie ja mam szczęście, że jeszcze mam mamę! Że mogę się z nią widywać często, że mnie rozumie i wspiera, a o to, co nie chcę, nie dopytuje i nie poucza. Już od początku maja planuję, jaki prezent wybrać na ten dzień i choć wiem, że to nie ma największego znaczenia, to kombinuję dłuższy czas, by to był jakiś wyjątkowy upominek. W tym roku będzie to mała, torebka w kolorze bladego różu (na zdj. u góry), zaczarowała mnie od pierwszego wejrzenia, mam nadzieję, że Mamie też się spodoba.

 

  • WYCIECZKI MAJOWE- START- w maju już jest na tyle ciepło, że ruszamy na wycieczki rowerowe i piesze. Jak rowery, to najczęściej w oddalonej o kilkanaście km Puszczy, a trekking to oczywiście góry. W ten weekend uroczyście otworzyliśmy sezon górski, już nie pierwszy raz, weszliśmy na Babią Górę. Pogoda na górze średnio dopisała, widoków nie było, za to wiatr i mgła, ale nie padało. Mięśnie czujemy dziś wszystkie, chyba kondycję trzeba poprawić, więc planujemy już gdzie pojechać za 2 tygodnie.

Z racji, że post zrobił się lekko przydługi, to w następnym pokarzę więcej zdjęć i szczegółów majowych poczynań.

A Wy, macie jakieś plany wiosenno, majowe? Jakieś małe przyjemności i cele, których realizacja sprawia radość?

Oby tak było, bo jak mówi R. Brett:

„ Bądź krótkowzroczna – traktuj życie jak serię sprintów, a nie jak jeden niekończący się maraton”.

Gdy zaczęłam wcielać te słowa w życie, nie zapominając oczywiście w którą stronę biegnę z maratonem, to wszystko nabrało sensu. Okazało się, że jestem potrzebna tu i teraz, że wiele rzeczy czeka na mnie dziś, a to co ma przyjść w przyszłości i tak przyjdzie. Ale zastanie mnie wtedy szczęśliwą i uśmiechniętą, a nie zdołowaną tym czekaniem 😉

 

5 myśli na temat “Maj…. moje codzienne cuda

  1. Hej! Właśnie dzisiaj trafiłam na Twój blog i już go ogarnełam od początku do końca 🙂 Czytałam go z dużym zainteresowaniem bo widze że mamy dużo wspólnego – mój mąż też miał nowotwór jądra i operację usunięcia w 2013 r.(aczkolwiek musiał jednak mieć od razu chemioterapię więc to dość mocno odbiło się na jakości nasienia i nadal z tym mamy problem), ja też mam obustronną niedrożność (aczkolwiek nie załamała mnie ta informacja aż tak bo wiedziałam że jest in vitro i akurat nie byłam przeciwko; natomiast w chwili obecnej też rozpatruję zrobienie sHSG bo gdzieś wcześniej też wpadłam na info co do tej metody w Lublinie), też mieszkam na południu Polski i nawet mam Beskid Wyspowy widoczny z okien 🙂 Tu jest moja historia http://somedaymummy.blogspot.com/
    Co do Twojej opowieści, to nie wiem czy te retrospekcje już skończyły się czy jeszcze napiszesz coś więcej o tym co się działo pomiędzy sHSG a tym rokiem bo jestem bardzo ciekawa jak ten zabieg wpłynął na wasze starania i czy ewentualnie są teraz jakieś inne zdiagnozowane przeszkody… W każdym bądź razie na pewno będę tu zaglądać i kibicowac 🙂 Trzymaj się!!

    Polubienie

  2. Miło mi Ciebie gościć 😉 Faktycznie, jakbyśmy dostały „podobne karty”, aż się uśmiechałam, czytając Twój komentarz. Czemu ja wcześniej nie zabrałam się za pisanie bloga? Za niedługo dopiszę kolejne etapy naszego leczenia, więc zapraszam, zaglądnij do mnie.
    A co do samego SHSG, to polecam gorąco i zabieg i lekarzy lubelskich – pełen profesjonalizm. Wydatek prawie żaden (wizyta u lekarza), stresu tyle co nic, a zyskujemy naprawdę wiele. Pozdrawiam gorąco, a w wolnej chwili wpadnę do Ciebie na pewno.

    Polubienie

  3. Och, jak ja dobrze znam to uczucie, kiedy nie chce Ci się nic, żadnej chęci, zero radości z życia (choć z natury jestem „realistyczną optymistką”;) ), brak sił na podniesienie się z kanapy i aspołeczne zachowanie.. Rozważałam terapię, ale na szczęście przyszła wiosna i to słońce i cieplejsze dni stały sie moimi terapeutami, z dość pozytywnym skutkiem. Choć my, niepłodne, dopóki nie zakończymy procesu leczenia- czy to upragnioną ciążą, czy po prostu podjęciem decyzji, że koniec i albo zostajemy we dwójkę, albo adopcja to nie ma szansy na zupełne zresetowanie głowy w tym temacie. Jesteśmy zakładniczkami naszej choroby czy tego chcemy czy nie. Na szczęście sa sposoby, żeby nie zawładnęła ona całym naszym życiem 🙂
    Twój plan na maj brzmi super 🙂

    Polubienie

  4. Witaj na moim blogu! Pięknie to ujęłaś – zakładniczki naszej choroby 😉 Zgadzam się w 100%, ja dopiero po wielu latach samodzielnej walki z nią, zdecydowałam się na terapię. Z natury jestem „Zosią samosią”, w każdym temacie, więc przyznać się, że stoję pod ścianą od kilku lat i tylko udaję przed innymi, że jestem silna, było mi niezwykle ciężko. Dziś nie żałuję. Zrozumiałam, że może dla mnie jest inny plan, a ten, który ja sobie wymyśliłam kilkanaście lat temu, to nie jest plan na moje życie.

    Polubienie

  5. Bo my żyjemy w społeczeństwie, w którym większość porusza się w określonym schemacie. I wychowując się w nim przyjmujemy go za coś pewnego, jedynego.
    Ja nauczyłam się w wielu kwestiach, gdy staję pod murem, odchodzić od niego, by po jakimś czasie wrócić i rozprawić się z nim innym sposobem. A czasami już nie wracać.
    Na razie stoję pod niepłodnościowym murem i za choinkę z żadnej strony nie potrafię go obejść. I nie jestem jeszcze gotowa, żeby go olać i już do niego nie wracać 😦 Najprawdopodobniej nie umiem oddalić się od niego na odpowiedni dystans, ale któż by to potrafił, żyjąc z tym na codzień..
    Ale kiedyś go przeskoczę, wierzę w to 🙂
    Witaj również Wiewiórko 🙂 Rozgaszczam się i zostaję tu na stałe 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s