Staramy się o ciążę, od nowa..

z cyklu: POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI 08.2014- 04.2015

Starania na nowo, nowy lekarz, nowe leki…

Po czerwcowym sHSG (2014r), przeprowadzonym z podwójnym sukcesem (udrożniono mi oba jajowody) rozpoczęliśmy starania o ciążę na nowo. W pierwszych 2-3 cyklach lekarz sugerował jeszcze się wstrzymać, z uwagi na promieniowanie RTG, na które byłam narażona przy zabiegu, a potem mieliśmy ruszać z koksem. I tak też zrobiliśmy.

Na początku radość była ogromna, mamy w końcu jakby otwartą „drogę”, ale stres związany z wielkimi  nadziejami na poczęcie dziecka nie służył specjalnie. Moje cykle jakoś dziwnie stały się od kilku miesięcy w miarę regularne (30-35 dni), ale z określeniem dni płodnych miałam dalej problem. Dlatego po 3 miesiącach znalazłam lekarza ginekologa polecanego wiadomo przez jaki portal 😉 i ruszyłam na konsultacje. Pan Dr H. okazał się naprawdę sympatycznym i konkretnym lekarzem, przedstawił „plan zachodzenia w ciążę”, zrobił monitoring, owulacja została namierzona, nic tylko się starać;) I tak było kilka kolejnych miesięcy. Przy  czwartym cyklu Dr zasugerował, że poda lek na stymulacje owulacji, potem Pregnyl- na pęknięcie pęcherzyka, Luteinę i wtedy to już nie ma mocnych! (oj nie znał mnie dobrze;).

Minęło ponad pół roku, starania robiły się coraz trudniejsze, bo nadziei  i siły zaczynało powoli brakować, aż na kolejnej wizycie usłyszałam…. tak, ten sam wierszyk co zawsze- „on nie wie co się dzieje, trzeba pomyśleć o IVF. Pewnie jajowody znów są niedrożne, to się często zdarza”. Wyszłam załamana.

Myślałam, że po zabiegu udrażniania, to jest kwestia 2-3 miesięcy i będę patrzeć jak mój brzuch rośnie. Było inaczej. I chyba dopiero teraz, docierała do mnie najgorsza emocjonalna fala żalu i złości, pomieszana z zazdrością. Jak to możliwe, że wszystkie moje znajome planują ciążę, a po 2 miesiącach informują mnie o dacie porodu?? Czy to możliwe, że tylko ja jestem taka felerna? Przecież teoretycznie nie ma już żadnych przeszkód…. Dlaczego proponują mi IVF, skoro nie wiadomo co jest przyczyną braku ciąży? Być może mój organizm nie potrafi jej utrzymać, a wtedy nawet IVF nie pomoże? I tak zapętlałam się z miesiąca na miesiąc. A to wiadomo, staraniom nie służy.

Przestać myśleć, pytać, planować i …. czekać…

Przestawałam powoli radzić sobie ze sobą i swoimi emocjami. Czułam się gorsza i wybrakowana. Nie rozumiałam, dlaczego akurat my? Dlaczego Bóg prowadzi nas taką drogą? Pytałam Go, o to regularnie. Miałam okazje, bo mieszkaliśmy w końcu w świętym mieście, więc czasami wieczorem zaglądałam do klasztoru, na chwilę modlitwy albo milczenia. Czasami byłam na Boga zła i trochę się z nim przekomarzałam. Jednak nigdy się na Niego nie „obraziłam”, ale raczej szukałam innej drogi, by znaleźć odpowiedzi na pytania, które cały czas Mu zanoszę.  Właściwie to „męczyłam” Go do bólu. Tylko…  wtedy, byłam głucha na jego odpowiedzi i ślepa na znaki, które mi daje. Dziś już to wiem. Ale wtedy widziałam tylko swoją drogę, drogę, która wydawała mi się tak oczywista, że nie przyjmowałam do wiadomości innych rozwiązań!

Miewałam momenty dużej wiary i oddania naszego problemu w boże ręce, czułam wtedy spokój, wyciszenie i ogromną ulgę, ale po kilku dniach, diabeł zaczynał mi grać na nerwach i podpowiadać, żebym nie siedziała na laurach, tylko brała sprawy w swoje ręce. Wtedy znów szukałam lekarzy, przegrzebywałam Internet, czytałam książki, które podpowiadały sposoby na poprawę płodności. Nie mówię, że to wszystko było złe, bo wiele informacji było naprawdę cennych, ale rozczarowanie po dłuższym braku rezultatów było tak duże, że chyba cała gra nie warta świeczki.

Czy to znów wina jajowodów?

W styczniu 2015, czyli 7 miesięcy po zabiegu w Lublinie, postanowiłam sprawdzić, czy aby moje jajowody faktycznie nie odmówiły już współpracy. Znalazłam prywatną klinikę i umówiłam się na możliwie najbliższy termin by wykonać zwykłe HSG i upewnić się, że drożność  jajowodową mam nadal. Pojechałam na nie bezpośrednio z pracy, podano mi znieczulenie, zabieg trwał krótką chwilkę, miałam wrażenie, że jest podobnie bolesny jak udrażnianie w Lublinie, ale okazało się, że oba jajowody SĄ NADAL DROŻNE! Uff..

Wróciłam do domu z ogromną ulgą, ale też rozterką – to co w takim razie uniemożliwia zajście w ciążę? M. zrobił za niedługo badanie nasienia, wyniki jak zwykle – powyżej przeciętne dla mężczyzny z dwoma jądrami, a biorąc pod uwagę zabieg mojego M. można powiedzieć, że stan i ilość nasienia rewelacyjna. Więc co nie gra?

Dr K.P. podczas zabiegu w Lublinie w 06.2014 wyraźnie mi zaznaczył, że jeśli powodem naszych problemów jest tylko moja niedrożność, to ciąży można spodziewać się w miarę szybko. Chyba, że istnieją inne przeszkody zdrowotne, to musimy szukać innego leczenia, pewnie ginekologicznego.  Czasami już miałam dość analizowania mojego cyklu okiem laika, douczania się w Internecie i kombinowania, jaka to inna przeszkoda może leżeć nam na drodze. Moim marzeniem było, by ktoś się w końcu nami zajął, nie tylko udawał.

Podświadomość mówiła – to jeszcze nie czas…

Starania kontynuowaliśmy w miarę możliwości, choć często, nie ukrywam odbywały się one bez pozytywnego nastawienia z mojej strony. Ciągle w głowie kotłowały mi się myśli- „ to i tak tym razem się nie uda”. Ale nie potrafiłam odpuścić. Nie chcę przypominać sobie tamtego okresu. Nie chciałabym nigdy do niego już wrócić. Ale to uczucie siedzące gdzieś głęboko, że to jeszcze nie teraz, że te starania i tak spełzną na niczym, pamiętam dokładnie. Nie wiem skąd to miałam. Wnerwiało mnie to okropnie. Dlaczego nie mogę jak inni, zaplanować starań o ciążę, po prostu w nią zajść i cieszyć się tym szczęściem? Czemu ciągle mi coś mówi, że to nie jest odpowiedni czas?

Zbliżałam się do 30-stki, to rozkładało mnie wewnętrznie zupełnie, plan był przecież inny ( „2<30” ) – miałam mieć dwoje dzieci przed 30-stymi urodzinami, tymczasem powinnam zapomnieć nawet o pierwszej ciąży. Do tej pory wszystkie plany umiałam konsekwentnie i systematycznie realizować, poza tym 1. Plan na macierzyństwo mnie przechytrzył.

Coraz częściej zaczynaliśmy się kłócić z M., czasami nasze spory wyglądały naprawdę niepokojąco. Byliśmy obydwoje wykończeni już tymi staraniami. Przytłoczeni szczęściem znajomych i bliskich, którym rodziły się dzieci. Dobrze, że mieliśmy wobec siebie naprawdę sporo miłości i świadomości, że bez siebie byłoby nam jeszcze gorzej i mimo wszystko, gdy emocje już opadały, wiedzieliśmy, że razem przez to przejdziemy. Musimy..

Zmiany, zmiany

W kwietniu 2015 ja dostam propozycję awansu w pracy. W pierwszej chwili radość, bo większe pieniądze, możliwość rozwoju, najwyższe stanowisko jakie mogłam mieć w strukturach firmy. Z drugiej strony lekki stres – znowu przeprowadzka, tym razem na północ Polski. Tylko, czy my tego chcemy? Rozważaliśmy wszystkie za i przeciw biznesowe i rodzinne. Uznaliśmy, że tu i tak nic nas nie trzyma i tak nie jesteśmy „u siebie”. Wybraliśmy z możliwych propozycji- Poznań. Ja będę rozwijać firmę, M. będzie miał szansę na lepszą pracę.

Ale tak naprawdę, o naszej decyzji przesądziło coś innego. Postanowiliśmy spróbować innego leczenia, znaleźć przyczynę, której do tej pory żaden lekarz nawet nie szukał. Tę kropkę nad „i” postawiła możliwość leczenia w poznańskiej klinice. Postanowiliśmy spróbować Naprotechnologii.

I tak, ustaliliśmy, że po weekendzie majowym wybierzemy się na krótkie wakacje, pewnie jedyne w tym roku, a potem zaczynamy akcję przeprowadzka.

I tym sposobem w życiu zawodowym i mieszkaniowym robiliśmy kolejny już raz rewolucję, a wszystko to z nadzieją, że w końcu nastąpi ta największa – rodzinna.

Reklamy

Jedna myśl na temat “Staramy się o ciążę, od nowa..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s