Niepłodność doprowadziła mnie na skraj wytrzymałości…

Dziś dzień wolny! Wstałam po 8, M. jeszcze odsypia, więc ja po szybkiej toalecie, 15-sto minutowej gimnastyce, zalałam talerz płatków śniadaniowych mlekiem sojowym i usiadłam na naszym kochanym balkonie. To moje ulubione miejsce w naszym 1,5 rocznym mieszkanku (tzn. mieszkanie liczy sobie więcej lat niż ja, ale od 1,5 roku jest nasze).

kawa na balkonie

Uwielbiam te poranki, gdy większość mieszkańców osiedla jeszcze śpi, słychać ptaki, na parapecie pachnie lawenda, a jak z filiżanką kawy spoglądam na przedzierającą się zza chmur Babią Górę i mam chwilę tylko dla siebie. I dla Niego… Zazwyczaj dzień zaczynam od kawy, przy książce S. Young i jej mądrych myślach, wertuję kartki biblii i szukam odnośników na dziś i zawsze czuję przy tym przeogromny spokój, wolność i poczucie, że On się nami opiekuje, że już nie muszę się bać i walczyć.

Ale nie zawsze tak było. Cholerny 2015 rok..

Otworzyłam dziś swój kalendarz z 2015r, który dostałam w prezencie, od swojego pacjenta – Księdza-redaktora z gazety Niedziela. Kalendarz, jak się pewnie domyślacie był, nie tylko kalendarzem i notatnikiem, pełno w nim ciekawostek, przepisów kulinarnych, cytatów biblijnych, niedzielnych Ewangelii z komentarzami, a nawet zdrowotnych  wskazówek np. św. Hildegardy z Bingen- często bardzo zaskakujących, ale mądrych.

kalendarz

Lubiłam ten kalendarz, w chwilach słabości zapisywałam w nim wszystkie żale i smutki, a nierzadko obok moich zapisków w danym dniu kalendarz miał dla mnie „dziwnym trafem” złotą radę, albo jakąś myśl. Przypadek? Moja Mama mówi: „to jest Opatrzność córciu 😉

Czytam te wyszarpane z mojego życia skrawki zapisków i czuję rozdarcie- z jednej strony sama sobie współczuję, bo pamiętam, jak wtedy się męczyłam, z drugiej radość – to co wtedy wydawało mi się nie do pokonania, co myślałam, że mnie zabije- dziś odeszło w zapomnienie. Wygrałam….

 

Z cyklu: POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI- 08.2015- 12.2015

Pobyt w Poznaniu wyjątkowo nam nie służył. Firma wcale się nie rozwijała, wręcz wymagała ciągłego dofinansowywania – na to nie byliśmy gotowi. Po kilku miesiącach opłat za lokale, zus-y, pracowników nie wiedziałam co zrobię za 2-3 miesiące, jeśli sytuacja się nie poprawi. M. najpierw pomagał mi w firmie w sprawach organizacyjnych (tak było prawie zawsze, gdy przenosiliśmy gabinet- bez jego wsparcia, byłabym w czarnej ….), potem zaczął szukać nowej pracy dla siebie. Miało być lepiej, łatwiej, więcej możliwości, bo Poznań to przecież duże miasto, ale pracy nie było. Po tych kilku miesiącach rozdrażnienie M. związane z siedzeniem w domu i byciem jak to nazywał „kogutem domowym”, sięgało zenitu. (choć i tak uważam, że znosił to fantastycznie). Postępy w leczeniu NPR były, ale powolne. Dziś wiem, że oczekiwałam cudu, że w drugim/ trzecim cyklu zajdę w ciążę – wtedy brak szybkiego efektu doprowadzał mnie do paranoi. I sama, takim wyczekiwaniem wiązałam sobie pętlę na szyi.

Mój kalendarz przypomina mi dziś tą walkę. Oto wyrwane fragmenty:

28.08.15 – „Codzienna huśtawka nastrojów, M. jest załamany brakiem pracy i dziecka. Ja mam jednego dnia wiarę i zapał do pracy, drugiego obrzydzenie, że aż nie chce się wstać z łóżka. Najchętniej rzuciłabym tą pracę, życie na emigracji, ale wtedy nie mamy nic: pieniędzy, domu, rodziny. W Poznaniu trzyma nas tylko jeszcze NPR. Boże, aby pomogło! Daj mi cierpliwość…”

26.09.2015.- „ Wczoraj zwolniłam B., nie byłam w stanie utrzymywać dodatkowego pracownika. Ciężko mi z tym. Wszystko miało inaczej wyglądać. Za kilka tygodni moje 30-ste urodziny…. Nie chcę o tym myśleć. Czemu ja miałam inne plany na swoje życie, niż Ty Boże??? Chciałam być tylko mamą…. Mam wrażenie, że nic nie osiągnęłam przez te 30 lat, tylko się cofam..”

10.2015.- „Między nami jest coraz gorzej. „Rozwodzimy” się co drugi dzień, potem godzimy i próbujemy iść dalej. Nerwowa atmosfera w domu jest cały czas, każdy temat kończy się sprzeczką. M. twierdzi, że to ja nie widzę pozytywów. Widzę, ale one nie zasłaniają mi negatywów, których też nie brakuje. Walczymy ze sobą jak te poznańskie koziołki.”

10.2015.cd –„Ja nie mam już siły. Jak tylko wracam do domu, padam na łóżko i zasypiam- już nie ze zmęczenia, ale żeby…….. nie myśleć. Kiedy się to skończy??? Borykamy się z niepłodnością od 2011r, ale co roku jest gorzej, zamiast lepiej.”

10.2015.cd.- „Moje urodziny- nie chcę by przyjechali goście. Pierwszy raz w życiu, nie chcę i wszystkim to zakomunikowałam. Boję się sama siebie, boję się, że się rozpłaczę przy głupich życzeniach, widzę ból w oczach mojej mamy, gdy patrzy na mnie nieumiejącą już ukrywać bezradności. Nikt nie wie o naszym leczeniu, mama też, ale ona czuje jak bardzo chciałbym być mamą. Lepiej niech nikt mnie nie widzi. To miały być najlepsze urodziny, dwójka dzieci do 30-stki, szczęśliwa rodzinka, praca nie  miała aż takiego znaczenia. Nie wyszło nic. Tylko ból i żal.

Boże zrób coś, bo zwariuję. Jeśli tak ma wyglądać moje życie, to niech się skończy jak najszybciej, zanim zrobię coś głupiego z bezsilności.. „

(tak, modliłam się, żeby moje życie trwało jak najkrócej, skoro nie możemy być rodzicami, chciałam uwolnić chociaż M. z tej całej chorej sytuacji. Może on założy  wtedy nową, szczęśliwą rodzinę)- takie myśli kłębiły mi się w głowie bardzo często ;(

17.10.2015 – „Przyjechała Mama z moją młodszą siostrą, niby na spóźnione urodziny, ale tak naprawdę przedstawić ‘plan pomocy’;) Wspólnie zadecydowaliśmy, że czas zakończyć poznańską przygodę, wracamy do rodzinnego miasta, do małopolski. Jedni i drudzy rodzice nam pomogą, M. poczuł ulgę, ja też. Zawsze chciałam sama zarobić na mieszkanie, utrzymanie i jeszcze pomagać innym. Teraz to nam pomagają. Źle mi z tym, ale nie mam siły się już buntować. Nie wiem co będzie za 2 miesiące, ale czuję ulgę. Cały czas liczę trochę na cud, może wrócimy we trójkę?… „ (i znowu te obiecanki w głowie..)

11.2016- „ostatnia wizyta u Dr.G, znów nowe leki, zastrzyki, czy to coś da? Tracę już nadzieję. Żegnam się z doktorem i nasza panią instruktor – do Gorzowa na konsultacje będziemy mieć za daleko. Decydujemy o przeniesieniu leczenia bliżej nas (ale nie blisko)- do Lublina, wiadomo- do Dr.B.”

12.2016- „ Boże, czemu mnie tak ćwiczysz w cierpliwości, po co to wszystko?? Widzisz, że nie umiem posłusznie przyjąć Twojej woli. Czuję się nic niewarta i czasami „na złość” już nie chcę być matką! Nie umiem nad sobą zapanować, nad swoim płaczem, złością, nerwami. Sama nie wiem, jak mi się to udaje w pracy. Czuję się już stara, a z drugiej strony, nie chcę dopuścić myśli, że będę bezdzietna. Czy M. to wytrzyma? On teoretycznie może mieć dzieci. To moja wina.”

 

To tylko fragmenty znalezione w kalendarzu. Płakać mi się chce, jak to dziś czytam. Ale dziękuję Bogu, że dziś to mogę czytać – że nie zrobiłam żadnego głupstwa. Niepłodność doprowadziła mnie nad rwącą rzekę, stałam na brzegu, wyłam do księżyca i wtedy myślałam, że jedyne wyjście, to tylko rzucić się na główkę.  Dziś wiem, że obok był most na drugą stronę, którego nie widziałam, albo w tej rozpaczy nie chciałam widzieć.

I tym sposobem w 2015r mieszkaliśmy w 3 miastach ;). W  grudniu ostatni raz się przeprowadziliśmy, znaleźliśmy nowe mieszkanie, w którym dziś czujemy się naprawdę „jak w domu”. Nawet święta Bożego Narodzenia, które są zawsze trudnym czasem, minęły miło i rodzinnie. M. zaczął szukać nowej pracy już na stałe, ja zaczęłam prowadzić taki sam gabinet jak mój, tylko już nie na swój rachunek. Za kilka miesięcy miałam myśleć o ponownym otwieraniu firmy, już niestety nie jako regionalna, ale trudno.

Na koniec grudnia zapisaliśmy się na wizytę do Dr.B. do lubelskiej kliniki napro.


Cd. W kolejnym poście, a ja tymczasem wracam….. na balkon

M. zrobił domową pizzę, kieliszek cydru i podziwiamy gwiazdy. Dobrego weekendu!

wieczór na balkonie

6 myśli na temat “Niepłodność doprowadziła mnie na skraj wytrzymałości…

  1. Podczytuje Cie od jakiegos czasu. Lubie tu zagladac:) wiele rzeczy o ktorych piszesz jest mi doskonale znane. Ja tez kiedys nie moglam pogodzic sie ze swoja nieplodnoscia. Miotalam sie strasznie. Teraz tez latwo nie jest, ale jest lepiej…

    Polubione przez 1 osoba

  2. Witaj Agnieszko, cieszę się że się ujawniłaś i do mnie zaglądasz;)
    Dobrze to ujęłaś – niepłodność potrafi miotać nami na prawo i lewo. Kto nie przeżył tego- nie zrozumie. Ja też dzisiaj lepiej sobie radzę, ale potrzebowałam czasu i wsparcia.
    Trzymam kciuki za Ciebie. Pozdrawiam Lidia

    Polubione przez 1 osoba

  3. Witam Cię Lidio,
    znalazłam Cię przez ‚przypadek?’, czy moge Ci powiedzieć, że od wczoraj- od diagnozy o obustronnej niedrożnosci nie mogę przestać płakać?
    .. Mam 29 lat i prswie 3 lata bezowocnych starań o dziecko. Rok temu przeszłam laparoskopię, trwała wiele godzin, bo to co zobaczyli lekarze ich samych zaskoczyło… podsumowanie było takie, że mam endometrioze i zarosty, że wyglądałam w środku jak zawartość kobiecej torebki zalana mocnym klejem. Jednak po rozwiązaniu tego bałaganu, lekarz uwolnił moje jajowody i sprawdził mi drożność.. okazało się że jeden jest drożny. I ta świadomość o tej pojedynczej drożności dawała mi nadzieję na dziecko, tak mimo wszystko, tak wbrew endometriozie… Równocześnie z podjęciem decyzji o zabiegu, korzystałam z leczenia naprotechnologią, w sumie to leczenie trwa to już prawie 2 lata.. też wykonywałam i dalej wykonuję całą serię badań, wyczuwam śluz pikowy i nie pikowy, przyjmuje leki i czekam i czekam i uśmiecham się przez łzy kiedy słyszę te wiadome życzenia od bliskich ..
    Od niedawna w związku z pracą męża przeprowadziliśmy się poza granice Polski. Miałam obawy co do tego wyjazdu, ale gdy dowiedziałam się, że i tu będę pod opieką Naprotechnologa, postanowiłam wyjechać do tego nowego miejsca. Nowy lekarz skierował mnie na badanie drożności i to badanie odbyło się wczoraj.. a nawet się nie odbyło bo doktor ten od usg już po kontrolnym wstępnym usg i moim ogromnym bólu powiedział, że nie mam już po żadnej stronie drożnosci !, że nie mam już szans na dziecko… i pozostaje mi tylko wycięcie jajowodów i invitro.. Ja z mężem mamy chyba zbieżne z Tobą autorko bloga, poglądy na invitro.. Nie wiem co dalej ze mną, ale nie mogę przestać płakać, nie mogę na siebie w lustro spojrzeć.. Mój mąz, rozwija się, realizuje się w pracy.. wiem.że wrócimy do Polski dopiero za kilkanaście miesięcy, może wtedy pojawię się w Lublinie na ten zabieg, udrażniania który Ty miałaś (kobieta chyba do końca zrobi wszystko żeby karmić się jakoś nadzieją).. ale to dopiero za jakis czas możliwe, a moja choroba przecież nie śpi.. i jeszcze ta depresja, która powoli do mnie przychodziła przez te dwa trzy lata starań ( ale którą starałam się zwalczać) ..od wczoraj mnie pokonała, zwalila z nóg i zabija łzami …. Tak ufam Jemu tam na gorze, że chce dla mnie dobrze, ale nie wiem, dziś nie widzę i nie słyszę czym to ‚dobro dla mnie’ jest ? i w którą stronę mam iść…
    zaczęłam czytać Twoją historie i płaczę jeszcze mocniej ale coś każe mi tu zostać bo nie mam tu obok ani w Polsce nikogo (żadnej kobiety), ktora by przez to przechodziła ..wiadomo jest mąż, ale.nie chce go zameczyc, a zresztą mężczyzna choćby naprawdę chcial nie zawsze tak.rozumie psychikę kobiety, jak właśnie druga kobieta. Twoja historia choc wierzę, że naprawdę pięknie się zakończy, jest na choćby teraz i trochę moja historią, choć tyle, że nie jestem zupełnie sama, że jest kobieta która rozumie ten rozdzierajacy płacz…

    Polubione przez 1 osoba

  4. Droga Olu! Czytam Twój komentarz nie wiem który już raz i przypomina mi się moje życie sprzed 2-3 lat. Możesz mi wierzyć rozumiem Cię w 200%. Twój dzisiejszy ból, smutek, rozpacz – wiem jak bolą, wiem jak nie chce się żyć i patrzeć na siebie w lustrze. Ty opisałaś to o wiele lepiej niż ja- bo teraz dopadł Cię ten fatalny stan. Też nie miałam żadnej osoby, która by mnie rozumiała(poza M.) – nikt nie ma problemów z zajściem w ciążę w moim otoczeniu, bliscy domyślają się, ale nie rozmawiamy o naszej niepłodności. W tych najgorszych momentach robiłam to co Ty teraz- płakałam, załamywałam się, czytałam blogi i zamęczałam swoją depresją męża. Nie piszę tego, by Cię pocieszyć, że jest nas 2, więc będzie raźniej. Piszę dlatego, że ja jestem już kilka kroków dalej niż Ty (zajęło mi to 3 lata;)) i chcę, żebyś wiedziała, że z takiej patowej sytuacji da się wyjść. I nie myślę tylko o tym, najcudowniejszym rozwiązaniu, czyli ciąży, czego oczywiście serdecznie Ci życzę. Ale jeśli nawet nie zajdziesz w ciążę w najbliższym czasie (tak jak i ja) to mimo wszystko musisz o siebie zawalczyć. Dlaczego? Bo jesteś tego warta! Czy potrafisz chociaż w 10% tak walczyć o siebie, jak o wymarzone dzieciątko? (ja o sobie zupełnie zapomniałam, liczyło się tylko dziecko). Bądź dla siebie dobra i próbuj każdego dnia robić coś by być szczęśliwą. Twoje dziecko, gdy pojawi się na świecie będzie potrzebować silnej, ale szczęśliwej matki! Dziecko wiadomo, że daje ogromne szczęście, ale my- przyszłe mamy też musimy dać to szczęście dziecku. Wiem jak trudno wygrzebać się z depresji, sama potrzebowałam profesjonalnego wsparcia, ale dziś mogę powiedzieć, że pokonałam tego doła. I Tobie się uda!
    Olu, ja też zastanawiałam się latami gdzie jest sens mojej niepłodności… I dziś zauważyłam kolejny … To był Twój wpis… Jeśli moja historia opisywana od jakiegoś czasu na blogu (namawiał mnie do tego M.) pomoże choć 1 osobie, to już wiem, że to miało jakiś sens. Dziękuję, że się odezwałaś do mnie.
    I jeszcze pozwolę sobie na wtrącenie dotyczące Twojego badania. Wiem, jak „stłamsić” potrafią nas czasami lekarze i zamiast dać nadzieję, dobijają. Trafiłam na takich wielu i skutecznie pogłębiali mojego doła. Jak lekarz wykonujący badanie USG potrafi przy tym ocenić drożność jajowodów i postawić diagnozę, że należy je usunąć??? Czy teraz jak to czytasz, to też czujesz jak irracjonalnie to brzmi? To jakiś pajac za przeproszeniem, a nie lekarz! Ja się nie znam, nie mam endometriozy, ale jeśli u mnie, przy laparoskopii nie udało się udrożnić żadnego jajowodu, a po 1,5 roku gdy trafiłam do Lublina, dr Pyra dokonał tego „cudu’ w 15min, to dlaczego Ty, (która po laparoskopii miałaś lepszy wynik niż ja!!), miałabyś być na straconej pozycji? Tylko musisz uzbroić się w cierpliwość. Zanim trafiłam do Lublina, wielu lekarzy śmiało mi się w oczy, że coś takiego jak sHSG to bzdura, zepsują mi jajowód i tak będzie do usunięcia. (walczyli o swoje- chcieli przekonać mnie do swoich metod;)) Ale się nie dałam;) aha, i sHSG robią nie tylko w Lublinie- za granicą jest bardziej znane, nie wiem gdzie mieszkacie teraz, ale może nie będziesz musiała czekać na przyjazd do Polski?
    Za niedługo będzie jeszcze kilka nowych postów- może Ci pomogą, zaglądnij do mnie, zapraszam.
    Jeśli chcesz coś więcej wiedzieć, napisz na priv.

    Pozdrawiam Cię gorąco i myślę o Tobie. L.

    Mamy trochę pod górkę, to prawda, ale ostatecznie idziemy na szczyt i kiedyś go zdobędziemy!

    Polubione przez 1 osoba

  5. Dziękuję Ci Lidio za taką szybką odpowiedź na mój komentarz. Każdy dzisiaj goni tu i tam.. dzień biegnie za dniem, a Ty widząc mój smutek we wczorajszym wpisie, odpisałaś mi prawie natychmiast! Twój komentarz byl naprawdę jak balsam na moją ranę, dziękuję Ci 🙂 Wiesz dzieli nas teraz różnica kilku godzin z Polską i może tak być, że odczytam coś od Ciecie dopiero po jakimś czasie, po wstaniu z łóżka bo akurat kiedy to napiszesz i wyślesz, u mnie będzie noc, ale jak ja już wstanę moim rankiem to napewno postaram się niedługo odpowiedzieć…
    Pomyślałam, po Twoim wpisie Lidio, że jeszcze zapytam tej mojej lekarki naprotechnolog tutejszej czy jest jeszcze możliwość stosowania jakichś alternatywnych metod leczenia, np. picia ziół, stosowania refleksologii, (ale takiej nie wpedzającej mnie w jakiś nurt wschodnich praktyk), zapytam czy mogę zrobić tutaj takie selektywne hsg, które Ty miałaś w Lublinie ? jeszcze muszę o to wszystko zapytać, zawalczyć .. Twój wpis, gdy przeczytałam go dzis rano pokrzepił mnie jeszcze do walki, do kontaktów z innymi lekarzami a nie tylko z tymi widzącymi jedynie 2 rozwiązania-wycinanie organów i invitro…
    Mam kilka pytań do Ciebie o to czy Ty stosowałas takie metody terapii jak refleksologia stóp, czy piłaś indywidualnie dobrane dla Ciebie mieszanki ziołowe (przygotowane np. przez zakonników), czy robiłaś test nietolerancji pokarmowej i czy korzystałaś z ustalonej dla Ciebe diety? Pytam dlatego, że ja z tych metod (prócz ziół) korzystałam jeszcze w Polsce i miałam chociażby lepsze samopoczucie po nich, a wiem o ich skuteczności i znam osoby, którym takie metody pozwoliły zajść w ciążę pomimo wielu wcześniejszych nieudanycha lat starań. Czytając Twojego bloga przez te moje wielkie jak groch łzy wczoraj, nie zauważyłam wpisów o stosowaniu przez Ciebie takich metod, a może pisałaś i o tym, a ja nieskupiona po prostu tego nie zauważyłam? Piszę to w ramach takiej podpowiedzi, może nowego kierunku działań dla Ciebie i chętnie Ci o tym więcej napiszę tylko może własnie tak prywatnie? a jeśli to wszystko już znasz to nie ma tego tematu, ale jestem pewna, że jest wiele innych tematów:) Lidia, chcę Ci jeszcze powiedzieć od siebe, że Twój blog ma ogromny sens, że to co robisz ma sens, że jesteś światłem dla takich osób, które siedzą w ciemności swojego żalu-jak ja! i Twoje starania o balkon i radość, którą przypominasz od tej niesamowitej Reginy Brett w cytatach i to że jesteś kwiaciarą jak ja i lubisz śpiewać litanie o łąkach umajonych.. przypomina mi o życiu.. i pomimo, że ja nie noszę i nie wiem, czy kiedykolwiek będę nosiła życie pod swoim sercem, a moje łono cierpi zamknięte… to, to co robisz, pozwala mi przypomnieć, że ja sama jestem po to by żyć, że jeszcze, prócz tego co we mnie zablokowane mam otwarte oczy, uszy i ręce na coś, na kogoś.. obym kiedyś usłyszała i zobaczyła na co i na kogo.. A dziś zupełnie małymi krokami podniosę sie do życia wokół siebie i wokół męża- który jest chodzącym cudem samym w sobie..
    Lidio czekam zatem na Twoje dalsze wpisy na blogu, bo są jak widzisz naprawdę potrzebne:) i życzę Ci dużo słońca, jak najwiecej radości, (pomimo iż dobrze wiem, że my takie ciągle ‚czekające’ mamy tej radości w sobie często nie na 100% tylko o kilka % mniej), ale to nic, radości i endorfin życzę Ci jak najwięcej bo one dobre na wszystko:)
    Ja też jestem z Tobą myślami, (pomimo iż jestem parę kroków za Tobą w naszych zmaganiach), (ale przez ten Twój balkon, kwiatki, Regine i wiele innych spraw!) – naprawdę chcę wracać na Twoje wpisy, bo poza samym naszym problemem głównym… po prostu czyta mi się o Twojej codzienności i sposobie patrzenia na świat ze spokojem i radością.
    Tylko jak tu napisać do Ciebie na priv?
    Ola

    Polubione przez 1 osoba

  6. Cieszę się, że dziś już się trochę lepiej czujesz. Niektóre sprawy w niepłodności musimy niestety przepłakać, by potem ruszyć dalej. Mobilizujesz mnie bym szybciej te kolejne posty napisała – obiecuję, że streszczę w nich, z czego jeszcze korzystałam, a z czego korzystam do dziś. Refleksoterapii używałam, ale raczej jako masażystka (jestem po studiach z odnowy biologicznej), ale nie jako pacjentka- moje stopy nie znoszą takich zabiegów (o ironio;)). A odnośnie sHSG, to na wizycie kwalifikacyjnej w Lublinie, dr Pyra wspominał mi że te zabiegi są o wiele bardziej popularne w USA, Grecji i jeszcze gdzieś.. Więc zapytaj swoją lekarkę, albo szperaj w internetach;) Jeśli chcesz coś więcej wiedzieć to pisz na maila blogowego: wiewiorkowo@onet.pl
    Pozdrawiam
    Lidia

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s