Codzienność w niepłodności. Czyli zapomnieć przynajmniej na chwilę..

Przez wiele lat leczenia, albo okresów „przeczekiwania” niepłodności zastanawiałam się jak inne kobiety radzą sobie z takim potwornym nastrojem. Jak żyć, by niepłodność nie zdominowała naszego życia?? W tym temacie chyba nie powinnam się mądrzyć, bo mnie akurat zdominowała, położyła na łopatki i trzymała tak „na glebie” kilka lat. Ale były mimo wszytko takie momenty, dzięki którym mogę powiedzieć, że moja walka z niepłodnością była mimo wszystko sinusoidą, a nie tylko równią pochyłą. Czasami udawało mi się odzyskać wiarę i pozytywne nastawienie.

Co „wyrywało” mnie na chwilę z myślenia o niepłodności?

 

Książki…

 

wszelakie, ale faworytka to Lisa Genova- uwielbiam jej „Lewą stronę życia”,”Motyla”- książki medyczne pochłaniam ekspresem. Nie brakuje u mnie też książek czysto duchowych i tych pro-płodnościowych. O kilku „perełkach” przeczytacie niżej.

Książki

– „FILOKALIA” -mój jeden z „Leonowych” nabytków listopadowych- zaglądam czasami na bloga Ojca Leona Knabita- Benedyktyna z Tyńca, a tam Ojciec parę razy wspominał o słynnych mądrościach „Ojców Pustyni” . Zainteresowało mnie to, jak można osiągnąć taką pełnię szczęścia – rezygnując ze wszystkiego? Pomyślałam- ja tylko chcę być mamą i nie jestem w stanie z tego zrezygnować. Jak więc można zrezygnować z planów na życie, wygody (choćby podstawowej), wybrać postne jedzenie, życie daleko w monasterze i ciągłą modlitwę??

Książka jest pełna mądrości, w wielu miejscach mnie przerasta, więc czytam ją fragmentami (do dziś;), a oto jeden z nich, jakże on wtedy do mnie pasował:

„Ci, którzy gromadzą w sobie urazy i smutki i chcą się modlić, podobni są do czerpiących wodę po to, by wlać ją do dziurawego dzbana…”

No mój dzban, chyba nie miał nawet dna, szkoda gadać..

DZIENNICZEK S.FAUSTYNY – wiem, zrobiło się trochę modlitewnie, ale piszę o Faustynie z jednego powodu. Jej podejście do świata, pokora, cierpliwość – zachwyca, to prawda, ale mnie ujęło w jej tekstach coś innego. Mimo, iż ta młoda siostra miała takie piękne objawienia, czuła bożą moc i wiedziała, że jej życie ma jakiś głęboki sens, to…. miała też wiele chwil słabości. I nie bała się o nich napisać. Czasami wołała do Boga o pomoc i nie zawsze otrzymywała ją natychmiast, tak- nawet ona musiała poczekać. Pewnie za życia, wyobrażała sobie wszystko inaczej, ale wątpię, by spodziewała się, że dziś jej historia będzie tak ważna, znana i owocna! Wiele razy prosiłam, choćby o odrobinę takiej cierpliwości jaką miała Faustyna i by moja niepłodność zaowocowała czymś dobrym.

Na jej Dzienniczek uszyłam okładkę i często do niego zaglądam wyrywkowo. Ma moc, to trzeba przyznać.

A tak poza tym, zawsze czytam 3-4 książki jednocześnie. Wiem, głupi sposób, ale mnie pasuje. W zależności od dnia, humoru, nastroju otwieram albo „czytadło”, albo „coś dającego nadzieję”, albo jakąś „mądralkę” ze wskazówkami zdrowotnymi i tak czytam na przemian.

 

Szycie…

 

Gdy dostałam maszynę od rodziców, na drugi dzień sama zaczęłam się uczyć szyć. (no dobra, trochę z youtube’m ;)) i tak zaczęły powstawać najpierw  poszewki na poduszki, potem ubranka dla lalek dla chrześnicy, okładki na książki, następnie spódnice dla mnie i tak szyję do dziś. Tzn. szyję to duże słowo, ale sprawia mi to radość, więc szyję- pruję- poprawiam- itd. 😉 mam zajętą głowę i ćwiczę… cierpliwość 😉

Szycie umila życie!(1)

Dodam jeszcze, że często podglądałam bloga o szyciu: o-rety, jakie było moje zdziwienie, gdy zorientowałam się, że jego autorka jest w podobnym do mnie wieku, ma identyczny pierścionek zaręczynowy (wypatrzone na zdjęciach;)) i właśnie …. adoptowała malutkiego synka – przypadek? – „opatrzność córciu”- powiedziałaby mama 😉

Wyjątkowe miejsca…

 

POZNAŃSCY DOMINIKANIE– jedyna okazja, pomyślałam, skoro jeszcze mieszkamy w tym mieście. Muszę sobie jakoś umilić te niedziele, więc  wybrałam się kiedyś na  Mszę św. na 16 do Dominikanów. Kościół całkiem surowy (porównując do krakowskich dominikanów, to szału nie ma), ale Ojciec Jan Góra – nadrabiał wszystko! Taka energia, zaangażowanie, zapał, miłość do ludzi w jednym – po prostu petarda! Bardzo się cieszę, że mogłam choć trochę go poznać. Hasła o. Jana czasami stawiały mnie do pionu, a jego nadzieja zadziwiała. Czasami myślałam, że to naiwne, ale nie…, to jest właśnie nadzieja pokładana w Bogu. Człowiek powie- nadzieja matka głupich – owszem, ale gdy mamy nadzieję po ludzku, a o. Jan pokładał nadzieję w Bogu, wierzył że spełni swoje marzenie:

„ Jeśli znacie jakiś sposób, bym mógł uzbierać pieniądze na prezent dla młodzieży na Lednicę 2016 w postaci malutkiego Pisma Świętego – to dajcie mi znać po mszy św. Albo chociaż jeśli znacie kogoś, kto zna kogoś, kto wie jak to mogę zrobić – mój pokój jest zawsze dla was otwarty, zapraszam” .

Gdy  kilka dni po wyjeździe z Poznania dowiedziałam się, że Ojciec Jan nie żyje, poczułam żal, choć wiedziałam, że on jest najszczęśliwszy właśnie teraz – Pan znalazł sposób by spełniło się marzenie o. Jana. Zamiast kwiatów na pogrzebie zbierane były datki na „Pismo Św. od o. Jana”, a on sam, czy mógł mieć piękniejszą śmierć? – Odejść w trakcie odprawiania Mszy św. …. dla kapłana chyba największa nagroda.  Tęsknię za jego kazaniami- bez falbanek, owijania w bawełnę, walił prosto z mostu. Tęsknię za jego „Ojcze nasz”, śpiewanym na rosyjską nutę..

_Nie narzekam.

 

Kuchenne rewolucje….

 

GOTOWANIE, PIECZENIE – Nie jestem wybitną kucharką, ale zazwyczaj staram się coś upichcić na domowy obiad. Do pewnego czasu, o wiele bardziej wolałam piec ciasta, torty, tarty niż gotować. Ale, od kiedy trafiłam na stronę kwestiasmaku.pl gotowanie zaczęło sprawiać mi większą frajdę. Oczywiście, nie robię codziennie odświętnego obiadu z nowego przepisu, nie mam na to czasu, nawet pewnie chęci by brakło, ale zdarza mi się, i to  nierzadko, uskuteczniać „gotowanie w szpilkach”- tak mówi na to mój M.  Jako „emerytowana” instruktorka tańca i tancerka, teraz tańczę jedynie w kuchni. Więc gotowanie zaczynam od…. założenia szpilek tanecznych i fartuszka, włączenia gorącej samby i kilku szybkich obrotów między stołem, a lodówką, no…. i teraz można kombinować, co by tu ugotować 😉 Na zdj. wyżej może wypatrzyliście już fartuszek „taneczny”, jeszcze gorący, prosto spod mojej maszyny 😉 A poniżej kilka moich ulubionych dań, które później lądują w osobistym Przepiśniku jako sprawdzone hity. Ostatnio – zupa krem z porów. Polecam! przepis znajdziecie- tu

kuchenne rewolucje(1)

PRZETWORY– ciąg dalszy działań kuchennych, to letnie przetwory na zimę. Pochodzę z tradycyjnej rodziny, gdzie babcia i mama robiły przetwory, ja też to uwielbiam i dziś albo pomagam mamie, albo to, co mogę „kiszę” sama. W naszej spiżarce na zimę zawsze musi się znaleźć: sok malinowy( do herbaty na całą zimę), przecier pomidorowy (nigdy nie używam koncentratów, a jak szybko z takim własnym przecierem robi się pomidorówkę;)), kiszone ogórki, korniszony, buraczki z papryką (hit mojej mamy), często też inne soki- agrestowy, pigwowy, porzeczkowy. Ja w ubiegłe wakacje robiłam jeszcze powidła śliwkowe- smażenia 3 dni, ale teraz mamy własne, bez grama cukru! Już czekam na tegoroczne „słoikowanie”. A jeszcze się Wam pochwalę, że mój Kochany M. już drugi raz, zrobił domowe, czerwone wino, jedyny problem – stanowczo za mało 😉 W tym roku dokupujemy drugi gąsior;)

 

Górskie wyprawy…

 

To oboje z M. uwielbiamy. Nie zdarza nam się wędrować często, niestety, ale jak nadarza się okazja, to zamiast wypoczynku w SPA lub wycieczki objazdowej, planujemy górską trasę, spanie w schroniskach i przebywanie na łonie natury. (Dlatego też pobyt w Poznaniu wspominam słabo – wyjazdy w góry raczej się nie zdarzały.) Przeszliśmy kawałek Tatr (głównie Zachodnie), Karkonoszy, Pienin, Bieszczadów, Gorców, ale niepodważalnym faworytem (przynajmniej dla mnie) są Bieszczady. Poznałam je dopiero w dorosłym życiu i zakochałam się. Jeśli mogłabym mieć pracę wykonywaną zdalnie, z domu- to ja rzucam wszystko i przeprowadzam się w Bieszczady!!! (kolejny raz się przeprowadzam….;)

góry

 

Słuchowisko….

 

Gdy miałam skrajnie zły humor, sięgałam po jakiś mądry dopalacz – włączałam komputer i wyszukiwałam np. na youtubie konferencji: Ks.J.Kaczkowskiego, O.A.Szustaka. Na mnie działało, otwierały mi się oczy i uszy, często powoli zapominałam o swoim „nieszczęściu” i łatwiej mi było zebrać się do życia. Dlatego polecam choćby: langustanapalmie jak ktoś ma zły humor, albo nawet bardzo dobry, ale chce posłuchać zakręconego dominikanina, który potrafi zmotywować lepiej niż poranna kawa, to wiadomo- O. Adam Szustak na Was czeka! Dopiero, gdy poznałam jego prawdziwą historię, zrozumiałam, że życie nawet duchownych osób, mogło być kiedyś bardzo pokręcone. Z boku patrzymy i zazdrościmy- ten to ma fajnie, znalazł powołanie, realizuje się w nim, jest mega szczęśliwy i jeszcze tym szczęściem i boską miłością zaraża innych. Nie zawsze tak było, o.Adam też miał swoją „niepłodność”- duchową. Polecam Go czasem posłuchać, a niżej wklejam coś dla nas – walczących o dziecko. Co zakonnik może wiedzieć o niepłodności? Sami zobaczcie:

Ten z niepłodnością

Może wybierzecie coś dla siebie, w sytuacji skrajnej „niemocy”?? Albo może macie jakieś swoje niezastąpione metody, jak radzić sobie z tym podłym nastrojem, który jak bumerang powraca? Jestem ciekawa, nawet bardzo. Mnie samej również przydałby się jakiś powiew świeżości 😉

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s