Tonący brzytwy się chwyta, wizjonerstwo, czy boskie cuda w Wiewiórkowie?

z cyklu: POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI- 01.2016

Gdy byłam już dorosłą kobietą, czasami przebiegała mi przez głowę myśl – czy ja będę mogła mieć swoje dzieci? Próbowałam sobie przypomnieć, skąd mi się to wzięło, czy sama sobie to wkręcam, czy ktoś mi tak powiedział? Owszem, zawsze miałam bardzo długie cykle (ok. 60 dni), więc hormony badane w 21dc. wychodziły tak blado, że co drugi lekarz wspominał, że mogę mieć problemy, ale nie o to chodziło. Czułam, że jest jakiś inny powód. ..



Gdy miałam 14/15 lat, będąc na wakacjach u babci na Podkarpaciu, jakaś dawna znajoma powiedziała mojej mamie o wyjątkowej Pani Stasi z Tarnowa. Wówczas moi dziadkowie sporo chorowali, ja leczyłam astmę, moja mama ma duże problemy z krążeniem, brat po ciężkiej chorobie w dzieciństwie, a owa p. Stasia podobno „widziała” choroby, podpowiadała jak leczyć itp.

Po jakimś czasie moja mama postanowiła zabrać nas całą rodziną do Tarnowa i usłyszeć, co o nas może powiedzieć ta kobieta, bo chorowitków w rodzinie nie brakowało.  Jako nastolatka uśmiałam się mocno, słysząc cel wycieczki, ale ciekawość wzięła górę, pojechaliśmy do Tarnowa.

Pani Stasia prowadzi sklep ze zdrową żywnością, w pewnym momencie swojego życia zauważyła, że ma dar widzenia schorzeń u ludzi i umie podpowiedzieć jak temu zaradzić. Sama uważa się za zwykłą, skromną osobę,a dar widzenia u innych, tego co niewidzialne twierdzi, że dostała od Boga i to tylko jego zasługa, a nie jej. Jest bardzo skromną i nienarzucającą się osobą, spotkanie z nią, w malutkim biurze przy jej sklepiku jest zawsze bezpłatne i nie chce przyjmować nic w dowód wdzięczności.

Wiem, wszystko brzmi, jak znachorsko- wróżbiarsko- bioenergoterapeutyczne obrzędy. Jadąc  te blisko 20 lat temu do niej, jako nastolatka dokładnie tak myślałam.

Gdy weszliśmy z mamą do malutkiego pokoiku, p. Stasia po szybkim dzień dobry, spojrzała na nas po kolei i chaotycznie zaczęła wyrzucać z siebie dolegliwości, które u nas „widzi”. I wtedy przestałam się śmiać…  Dokładnie wiedziała na co chorował mój brat, gdy miał 3 m-ce, że ja mam astmę, a mama chore krążenie i że jest bardzo zestresowana o kogoś bliskiego. Mama potwierdziła, że chodzi o brata, który mieszka za granicą i jest bardzo chory. P. Stasia zapytała, czy mamy jego zdjęcie. Mama w portfelu miała malutką fotografię wujka, którą pokazała- „ten pan ma bardzo chore nogi, jest po wypadku, ale jeśli chce wiedzieć co powinien zrobić, niech do mnie sam zadzwoni, jak by mu pani sama to przekazała, to i tak nie uwierzy”. Brat mamy miał w młodości wypadek kolejowy. Wszyscy robiliśmy się bladzi, każdy kolejny szczegół wypowiadany przez p. Stasię zgadzał się w 100%. Ona widząc nasze przerażenie w oczach, powiedziała: „nie bójcie się, ja na was patrzę i to wszystko Bóg mi mówi, nie znam się na tych chorobach, nie jestem lekarzem, ale powiem wam, czego brakuje w organizmie”.

I wtedy się zaczęło…. Że powinniśmy zażywać niektóre suplementy, zmienić dietę (na bezglutenową, bezcukrową i bezmleczną), jeść więcej pewnych warzyw itd.

Pamiętam, jak p. Stasia zwróciła się do mnie: „masz bardzo słabe hormony i problem z krążeniem, będzie problem z miesiączką i zajściem w ciążę, jak nie zmienisz nawyków. Ty w ogóle nie lubisz grochu, fasoli i roślin strączkowych- musisz to jeść, bo to dotlenia organizm”

Nie pamiętam wszystkich szczegółów tamtego spotkania, wiem, że było bezpłatne, mama kupiła kilka suplementów w sklepie p. Stasi, potem, po powrocie do domu starała się zmienić naszą dietę i niektóre leki dokupowaliśmy w sklepie ze zdrową żywnością w naszym mieście. Nie pamiętam, jak długo wytrwaliśmy w postanowieniach bezglutenowych, bezcukrowych i bezmlecznych- wtedy to było bardzo trudne, bo takich produktów w sklepach prawie w ogóle nie było. Pewnym jest, że od tamtej pory moja młodsza siostra przestała już słodzić herbatę, ja też, ale po jakimś czasie wróciłam do starych nawyków.


Po co to całe preludium, skoro miało miejsce aż 20 lat temu?

Gdy w grudniu 2015, wróciliśmy do rodzinnego miasta, mama powiedziała mi, że była z moim bratem i jego dziewczyną u p. Stasi, bo nie wiedzą już, co robić. Kasia ma taki stan alergiczny, że czasami zupełnie nie funkcjonuje. Jest uczulona prawie na wszystko, ma wysypkę, puchnie, czasami oczu nie może otworzyć. Mama przypomniała sobie o Stasi i pojechali. To co Kasia usłyszała o swojej chorobie  doprowadziło ja wręcz do łez. Nie spodziewała się, że „obca kobieta” może tyle o niej wiedzieć.

W jakiejś luźnej rozmowie wspomniałam kiedyś o tym mojemu M., nie spodziewając się u niego jakiejkolwiek reakcji. M. jest raczej człowiekiem racjonalnym, jak sam o sobie mówi, inteligentnym i stroniącym od jakiś „czarów-marów”.  Do tej pory, nawet do spraw wiary, Boga itp. podchodził z wielką rezerwą, żeby nie nazwać tego powątpiewaniem. Ale słysząc o p.Stasi, mojej wizycie u niej w dzieciństwie i ostatniej wizycie brata, stwierdził – pojedźmy tam, koniecznie!

Jeśli M. jest do czegoś entuzjastycznie nastawiony (zdarza się to naprawdę rzadko) to ja jestem skłonna zgodzić się na wiele. (Tu strzelam sobie teraz w kolano, bo M. czasem czyta bloga – Kochanie nie wykorzystuj tego za często!;))

Zatem zdecydowaliśmy, że skoro nic nas to nie kosztuje, jedynie podróż, ja wiedziałam czego mogę się spodziewać (tak mi się wtedy wydawało), więc zadzwoniłam, zapytałam czy można umówić się na spotkanie i po Nowym Roku wybraliśmy się do Tarnowa.


 

9.00 rano, siedzimy w malutkim pokoiku, przy sklepie, bokiem do drzwi i czekamy. Gdy pani  Stasia stanęła w progu, nie widząc jeszcze naszych twarzy, usłyszeliśmy:

„pani u mniej już kiedyś była, pan jeszcze nie”.

Ja tylko przytaknęłam, nie mając zbyt wiele czasu na reakcję, gdyż p. Stasia już zaczęła opowiadać co widzi:

„pani ma problemy z krążeniem, co raz większe! Nawet teraz jak pani siedzi, ma pani bardzo zimne stopy ( nie mogłam zaprzeczyć, zimne stopy i ręce to u mnie standard), kręgosłup jest strasznie słaby i stawy, ale najgorsze są hormony-  prolaktyna wariuje, wpływa na progesteron, nie może pani zajść w ciążę. Jajeczkowanie zamiast 24h trwa u pani ok. 10h- to jest za mało!  Przez to krążenie i hormony ma pani tak zaciśniętą i niedokrwioną macicę, że nawet jak by jakimś cudem pani zaszła w ciążę, to ryzyko poronienia jest ogromne, nawet IVF nie pomoże, jeśli macica jest w takim stanie. Ale pani w ogóle nie jadła grochu, ja przecież kiedyś mówiłam!!!

Wtedy przypomniało mi się wszystko ze spotkania 20 lat wcześniej, faktycznie groch na moim talerzu był rzadkością, nie przepadałam za nim, schabowy owszem, ale groch?- co to za jedzenie?, pani Stasia kontynuowała:

komórki mają za mało tlenu, ja się na tym nie znam, ale tak to  „widzę”. Poza tym, organizm jest zakwaszony, ma mnóstwo bakterii i grzybów!! Za dużo cukru i glutenu!. Nie, nie ma pani uczulenia na gluten, ale jak je pani pieczywo z glutenem, makaron, słodkie,  to zakwasza pani organizm, będą ciągłe infekcje!”

Powoli sztywniałam ze wstydu, infekcje ginekologiczne miałam w kółko od ponad roku, zaczęłam się do tego przyzwyczajać i myśleć, że po prostu tak już mam.  Za pyszny chleb na zakwasie dałabym się pokroić, mogę nie zjeść ziemniaków na obiad, ale kromka pysznego, chrupiącego chleba to skarb. Słodycze? Jak nie jeść słodyczy, gdy dziennie przyjmujesz ponad 30-stu pacjentów w pracy i wszyscy na koniec przynoszą ci czekolady, ciasta, ciastka i inne słodkości, „bo pani to taka chuda, to pani może słodkie”- no i co, dałybyście radę, jak ? Jak szaleć, to szaleć – czyli, jak herbata – to z cukrem (2 łyżeczki) i z sokiem malinowym (który jest z .. cukrem), jak nie zdążyłam przegryźć 2-go śniadania w pracy, to kawałek czekolady… no i rosło…. nie, nie w biodrach…. zakwaszenie organizmu rosło!”

Poza tym, pani ma słabe jelita – nie wchłaniają dobrze, żołądek mięso trawi czasami tydzień i przez to pani się nie wypróżnia, przecież pani czuje, pani już mięso nawet nie smakuje!”

I wtedy myślałam,  że za chwilę się popłaczę. Wszystko się zgadzało. Kiedyś mięso musiało być na obiad codziennie, teraz jak robiłam ukochanego schabowego, nigdy nie umiałam zjeść go do końca, czemu nie dało mi to do myślenia? Do toalety mój M. chodzi 2x dziennie, ja 1x na 3dni i to z takimi zaparciami, że szkoda gadać. Nie pamiętam co było dalej, co jeszcze wtedy usłyszałam, ale wiem, że nic nie padło, z czym nie zgodziłabym się.

Ja na koniec zapytałam tylko o moje jajowody – lekarz wysyłał mnie na trzecie sprawdzanie drożności – czy powinnam iść na to badanie, bo jakoś wewnętrznie czułam, że to szukanie dziury w całym. Na co p. Stasia odparła: „jajowody są idealne, to macica nie jest gotowa na przyjęcie dziecka.”

Mój M. również usłyszał, że był poważnie chory (rak), bo od 16-go rż. już nie powinien jeść glutenu – to doprowadziło do ogromnego zatrucia organizmu (wychowany na Śląsku, karmiony przez świetnie gotującą mamę, która mięso na tysiąc sposobów umiała serwować, ciasta z drożdżowcami włącznie były na porządku dziennym – jak tu nie chorować ? ;). Potem p. Stasia wspomniała,  że M. ma chore nerki i przez to bolą go nogi i ma cienie pod oczami (prawda, a ja myślałam, że to ze zmęczenia). Że prawdopodobnie problemy z gardłem i wrażliwość oczu na światło ma po mamie, która nota bene bardzo chrapie (i wtedy się uśmiałam- teściowa tak chrapie, że przez 2 ściany ją słychać). Nie umiem przypomnieć sobie co jeszcze usłyszeliśmy, ale prawdą jest, że wszystko się zgadzało.

Gdyby nie to, że kilka tygodni temu, miałam zrobione badania hormonów, krążenia i znałam medyczne wyniki, to pomyślałabym, że to „nawiedzone gadanie”.

Siedząc u p. Stasi te kilkanaście minut, czuło się wielki spokój. Nikogo, do niczego nie próbowała przekonywać. Powiedziała, co poleca zacząć zażywać, a przede wszystkim zmienić dietę- czego bardzo się bałam. Już w leczeniu napro, słyszałam o testach na alergię pokarmową i czekałam, czy będą nam kazać to robić – nie kazali- odetchnęłam wtedy z ulgą. A tu dziś słyszę, że powinnam swoją kuchnię przewrócić do góry nogami.

 

Na koniec padły najważniejsze słowa.

 

„Musicie poczekać, pani jest bardzo niecierpliwa, chciałaby pani wszystko na raz (ciekawe jak to odkryła;), zobaczycie, będziecie mieć jeszcze dzieci.  Zmieńcie dietę, wierzcie, po Pan Bóg wszystko może i zobaczycie, będziecie mieć swoje dzieci.”

 Podziękowaliśmy jej bardzo, na co p. Stasia się zawstydziła i odparła, żeby to Bogu dziękować, nie jej, bo ona jest tylko narzędziem w jego rękach i żeby się za nią pomodlić. Wychodząc kupiliśmy parę wskazanych leków w sklepie (M. chciał od razu wykupić wszystko;) i wróciliśmy z pełnymi głowami do domu.

Wierzyć w to? Czy nie wierzyć? Skąd obca kobieta zna te wszystkie fakty? Zaczęło mi się przypominać wiele słów usłyszanych na pierwszej wizycie ok. 20 lat wcześniej. Czemu ja wtedy nie posłuchałam??

M. nie miał wątpliwości (choć w sprawach duchowych, raczej częściej powątpiewał, niż był pewien)- musimy spróbować, wszystko się zgadza, nasze wyniki badań, potwierdzają każde słowo dziś usłyszane, więc co mamy do stracenia?? Nie mieliśmy nic, już 6 lat leczenia uciekło, możemy dalej czekać, a możemy coś robić i tylko zyskać.

Zmiany, zmiany – odżywiania, samopoczucia, wyników

Od tej pory zmieniliśmy dietę, choć na początku było mega trudno. Zaczęliśmy zażywać sugerowane leki/ suplementy (patrz poniżej). Równolegle trwało nasze leczenie napro. Efekty można było zauważyć po tygodniu:

  • infekcje ginekologiczne się skończyły (i nie wróciły ani razu – do dziś!),
  • przestały boleć mnie nogi ( przez problemy z ukł. krążenia pękały mi naczynka i potwornie codziennie bolały nogi, właściwie kładłam się spać i wstawałam z ociężałymi i bolącymi nogami- lekarze sugerowali leki rozrzedzające i diosminę-  efektów zero. Po zmianie diety, podejrzewam, że chodziło o cukier i gluten- ból ustąpił zupełnie. Czy wraca? Tak, jeśli np. w święta udzielę sobie dyspensy i nie odmówię serniczka, pierniczka i innych pyszności którejś z naszych mam, to nogi bolą cały dzień.  Może wpadłabym na to kiedyś sama, ale żaden lekarz mi tego nie powiedział, za to kazali brać leki i nosić pończochy p. żylakowe 😉

Po kilku miesiącach M. pojechał sam do p. Stasi coś skonsultować. Wtedy usłyszał, że „podjada” i powinien lepiej trzymać się diety, bo: „węzły chłonne pachwinowe troszeczkę się powiększyły.” Minęło kilka tygodni, gdy M. odebrał wyniki tomografii komputerowej miednicy mniejszej (robi je kontrolnie, co pół roku od 5 lat, ze względu na przebyty nowotwór), każdy z dotychczasowych opisów był identyczny – wszystko bez zmian, teraz pierwsze zdanie brzmiało:

  • „więzły chłonne pachwinowe nieznacznie powiększone-2mm”

M. przysłał mi SMSa- „Stasia miała rację, po co mi ten tomograf ?;)”

„…. Choćby kto z umarłych powstał, też nie uwierzą.” (Łk 16, 31)

Może jesteśmy naiwni, może tonący brzytwy się chwyta, ale może też Pan Bóg czyni cuda? Tylko cudem, ma być nie tylko sama ciąża, ale byśmy na nowo zaczęli wierzyć i ufać?? Nie damy rady wszystkiego kontrolować, nie damy rady mieć tego co chcemy, wtedy , kiedy chcemy, nie wszystko od nas zależy…

My zaufaliśmy.

Pewne jest jedno- od tamtego spotkania z p. Stasią, do naszego małżeństwa napłynęło więcej spokoju, cierpliwości i wiary. Nie wszystko zmieniło się nagle. To wymagało czasu i pracy, szczególnie ode mnie, bo jak to M. mówi (i p. Stasia potwierdziła;)) – jestem w gorącej wodzie kąpana, ja chce tu i teraz! Zmieniłam wiele, choć bałam się, że gdy „oddam” kontrolę nad zachodzeniem w ciążę, to wszystko stracę – otóż ZYSKAŁAM. Po kilku miesiącach jeszcze nie byłam tego pewna (przeczytacie w kolejnym poście), ale dziś wiem, że zyskałam!

O p. Stasi powiedziałam tylko 2 koleżankom. Wiem, że niektórzy roześmialiby się w głos, albo pukali mnie po głowie. Tym, którzy naprawdę potrzebują pomocy i  są otwarci na różne rozwiązania, mówię wprost. Dwie moje koleżanki, krótko po naszej  styczniowej wizycie w Tarnowie, również umówiły się na spotkanie. Ale wiedziałam, że robią to z ciekawości. Obie zadzwoniły do mnie, zaraz po wyjściu z tarnowskiego sklepiku – jedna pełna zdziwienia, druga zapłakana – że takich „cudów” się nie spodziewały, że to niewiarygodne. Najważniejsze, że i one zauważyły poprawę po krótkim czasie stosowania się to zaleceń p. Stasi. Byłam na 3 spotkaniach w Tarnowie, każde kilka razy przerywane było dzwoniącym telefonem, z prośbą o poradę. Byłam świadkiem tel. z USA, Kanady, a kiedyś ze Szwecji, może to tylko przypadek, sugestia (opatrzność, córciu ;)), ale chyba nie jesteśmy jedyni, którzy uwierzyli.

Nasza rewolucja żywieniowo- lekowa trwa od 01.2016:

  • dieta bezglutenowa (chleb bezglut., makaron kukurydziany, zero drożdżówek)
  • dieta bezcukrowa (jedynie słodzę kawę – 1 łyżeczka miodu)
  • dieta bezmleczna (używamy mleka koziego, sojowego, M. czasami bezlaktozowego)
  • jeść  jak najwięcej kasz: gryczanej, jaglanej
  • robić sałatki z fasolą/ grochem
  • uzupełnić nabiał, bo mam słaby kręgosłup – sery kozie i owcze
  • robić zupę z dyni i groszku cukrowego
  • nie jeść wieprzowiny i wołowiny
  • za to drób, głównie gęsinę- najlepiej rosół z gęsi, królika, cielęcinkę
  • kompot z jabłka, cynamonu (rozgrzewa) i imbiru (oczyszcza) – to wspomoże ukł. pokarmowy
  • jak najmniej Wit.B, bo zakwasza mi organizm i zabija Wit. E, a tej mi brakuje

Suplementy:

  • „Orzechówka”– krople, przez 4 tyg. – na bakterie i grzyby
  • Pierzga – na wzmocnienie
  • Koenzym Q10 – na dotlenienie organizmu!!! / jeść groch, brukselkę, szpinak, brokuły
  • Borago Oil, olej z wiesiołka, Omega– głównie dla mnie, na problemy z hormonami, krążeniem / używać olei tłoczonych na zimno!
  • Selen z Wit. E
  • Paud’ Arco – krople
  • Magnez, Potas, Cynk, Żelazo
  • pić sok z marchwi
  • Liver– na wątrobę, trawienie i zaparcia
  • Ca, chrząstka rekina– na kręgosłup, stawy
  • można pić wodę Jana, Zuber i dużo wody mineralnej

Dostaliśmy kartkę z sugerowanymi suplementami, na której uczciwie wypisane jest jakimi produktami (warzywami/ owocami/ olejami) można je zastąpić. W moim przypadku czytaj: jak nie jadłaś długie lata kasz, grochu, wielu warzyw, nie używałaś różnych oliw, a za to zacukrzyłaś organizm nie tylko przetworzonym cukrem, ale głównie białą mąka, to nie dziw się teraz, że trzeba coś suplementować i uzupełniać!

Trochę podanych suplementów kupujemy do dziś, wiele pożądanych produktów starałam się wdrożyć do naszego jadłospisu. Ku wielkiemu zdziwieniu, oduczyłam się jedzenia chleba z glutenem i teraz, nawet będąc w gościach nie chwytam za zwykły chleb, bo czuję jak mnie „zapycha”. Okazało się, że nie taki diabeł straszny i da się opanować wszystkie posiłki z nowymi wytycznymi, łącznie z deserami, które od czasu do czasu robię.  Gdy nie jem słodyczy, jem więcej innych, zdrowych rzeczy, np. sałatek, pestek z dyni, orzechów, rodzynek, owoców.  Oprócz tego, że nie bolą mnie nogi (to uważam za największy sukces),

  • trochę poprawiła mi się cera,
  • mniej się pocę
  • gdy pilnuję zażywania Borago Oil, Omega – mam wyraźnie cieplejsze stopy i dłonie.
  • gdy zażywam wiesiołek, piję sok z marchewki i uwaga….. ostatnio przemogłam się do…. siemienia lnianego (a zarzekałam się, że na to nie zgodzę się nigdy;) – płodny śluz owulacyjny mam wprost idealny, a z tym był zawsze problem.

Dieta bezglutenowa na początku wydawała się dużo droższa, niż dotychczasowe jedzenie. Ale po kilku tygodniach, okazało się, że wychodzi na to samo – droższe produkty bezglutenowe, sery, mleko kozie, czy orzechy zrównoważyły się z tym, co wcześniej wydawaliśmy np. na słodycze, jedzenie na mieście, zamówienie pizzy.

I wiecie co, zyskałam jeszcze jedno – satysfakcję. Znów natura wygrywa! Czemu z roku na rok, coraz więcej par ma kłopoty z poczęciem? Bo poza różnymi chorobowymi przeszkodami, stresem, to nasz organizm jest gotowy na to – na co sami go przygotujemy. A w dzisiejszym świecie, choć kupić można wszystko – to kuszą i z reklam wyskakują, głównie te niezdrowe produkty. Choć prawie wszyscy urządzają w swoich domach piękne kuchnie i wyposażają je tak, że nasze mamy i babcie by nam pozazdrościły – to w tych kuchniach, nie przygotowuje się ani połowy posiłków, tak jak robiły to babcie. Bo się nam nie chce, bo nie ma czasu, bo łatwiej kupić niż stać przy garach. Dzisiejsze szybkie życie próbuje nam narzucić, tempo, jedzenie w biegu i „z pudełka”, konsumpcjonizm i sztuczne szczęście.

Zawsze o tym wiedziałam, zawsze się z tego śmiałam, ale sama w to wpadłam ;(

 

a to nasza, dzisiejsza niedzielna zupa – krem, przepis tu: krem z dynii

niedzielny krem z dynii

Reklamy

20 myśli na temat “Tonący brzytwy się chwyta, wizjonerstwo, czy boskie cuda w Wiewiórkowie?

    1. Potwierdzam, dar jaki ma Pani Stasia jest tak szczególny, że aż trudno mi było w to uwierzyć. Lecz krótki czas stosowania jej zaleceń udowodnił mi, że to nie przypadek, ani zbieg okoliczności. Tak widocznie miało być 😉 Efekty mówią same za siebie.

      Polubienie

  1. Zaczęłam czytać Twój blog w chwili kolejnego upadku, kolejnej utraty nadziei …. cyklicznej depresji…. miałam tylko zajrzeć na chwilę, a zostałam na kilka godzin… ubrałaś w słowa wiele moich uczuć i emocji… dziękuję. Proszę o namiary na Panią Stasię może i mi wskaże drogę leczenia… Ściskam mocno :*

    Polubienie

  2. Podobno w życiu nie ma przypadków. Dziś mój ginekolog po roku leczenia i laparoskopii powiedział, że zostało tylko invitro. Wiemy, że to nie nasza droga. Więc usiadłam i szukam. Proszę podeślij namiar na Panią Stasię, może nam coś podpowie, naprowadzi na ostatnią choćby rzecz, którą możemy zrobić.

    Polubienie

  3. Droga Beato, pewnie, ze nie ma przypadków ! 😉
    Panią Stasię można zastać w sklepie ze zdrową żywnością „Pszczółka” w Tarnowie – ul. Narutowicza 29. Ale najlepiej zadzwoń wcześniej do sklepu, zapytaj kiedy najlepiej przyjechać, albo umów się na jakiś termin. Trzymam kciuki za Was, nie traćcie nadziei!

    Polubienie

  4. Witam 🙂
    Czytam Pani bloga z zapartym tchem i nie mogę się oderwać a już muszę iść spać 😉 Pani blog daje nadzieję. Walczę z niepłodnością wtórną. W zeszłym roku zdecydowaliśmy się z mężem na naprotechnologię. Na ostatniej wizycie mieliśmy badania w kierunku tolerancji pokarmowej. Niestety w produktach mlecznych, jajkach, zbożowych i orzechach wyszedł wysoki poziom p/ciał istotnych klinicznie. Więc powinnam przejść na dietę bezmleczną, bezjajeczną i bezglutenową oraz wyeliminować cukier. Po świętach zamierzam już konkretnie coś zrobić w tej sprawie rozpoczynając dietę E. Dąbrowskiej (detoks organizmu, uruchamiają się mechanizmy naprawcze). Będzie ciężko. W pracy wdzięczni pacjenci za opiekę wręczają słodycze i nie chcą słyszeć odmowy. Mam nadzieję że się uda. Prosiłabym Panią o nr tel. do p. Stasi.

    Polubienie

  5. Bardzo się cieszę, że blog daje choć trochę wsparcia. Ostatnio dostaję od Was tyle ciepłych słów – nie wiem skąd wiecie, moje drogie czytelniczki, że w ostatnich tygodniach tak tego potrzebowałam 😉
    Zmiana diety nie jest łatwa, ale skoro ja – największy słodzik dałam radę, to znaczy że się da 😉 Znam ból prezentów od pacjentów, bo też pracuję w tej branży, ale pocieszę – gdy odstawiłam cukry, zaczęłam czytać etykietki produktów w sklepie, to po kilku tygodniach patrzyłam ze wstrętem na te czekoladki, sztuczne ciasteczka i już więcej nie tknęłam prezentów od pacjentów 😉 Teraz łapię się za owoce albo 2-3 kostki gorzkiej czekolady i koniec.
    Pani Stasia prowadzi (i tam można się z nią umówić) sklep ze zdrową żywnością Pszczółka w Tarnowie przy ul. Narutowicza, w necie jest tel do sklepu, bo to jedyny kontakt.
    Trzymam kciuki za wytrwałość w diecie i do usłyszenia przy następnych postach, bo szykuję właśnie te o diecie 😉
    Pozdrawiam
    Lidia

    Polubienie

  6. Witam czy moglby ktos podac adres gdzie mieszka ww pani Stasia i informacje czy trzeba sie do niej umawiac na wizyte i czy taka wizyta coc kosztuje z gory bardzo dziekuje

    Polubienie

  7. Słowa na Pani blogu przyniosły mi tak wiele nadziei, odmieniły moje myślenie, dzięki Tobie Lidio zmieniam niektóre rzeczy. Tak fajnie patrzysz na wile rzeczy. Praktycznie każde Twoje emocje były/są w moim użyciu. Dzięki Tobie odbyliśmy z mężem wizytę u Pani Stasi. Wdrażam jej rady i mam nadzieję, że odniosą pozytywny skutek. Cały czas ma w sobie ogromny lęk, co przyniesie czas, w związku z marzeniem o byciu mamą…Obecnie jesteśmy w trakcie procedury adopcyjnej. Tak się cieszę, gdy piszesz i czytam Twoje kolejne wpisy. Mam nadzieję, że napiszesz troszkę więcej o tym co czułaś będą w trakcie procesu adopcyjnego, czy nie miałaś myśli by zawrócić z tej drogi? Dziękuję Ci za wszystko. Twoje wpisy bardzo mi pomagają i nie mogę doczekać się zawsze kolejnych. Pozdrawiam Emilia (33l.)

    Polubienie

    1. Emilio droga, dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowa.
      Jak miło wiedzieć, że kogoś choć trochę pokrzepiam 😉
      Fajnie, że byliście u p. Stasi, że wprowadzacie zmiany w diecie, na pewno wyjdą na dobre.
      Z chęcią opiszę kiedyś moje odczucia z drogi adopcyjnej, jeśli chciałabyś wiedzieć coś konkretnie, to napisz swoje pytania / wątpliwości, postaram się wszystkie ująć na blogu.
      A jedyne co mogę poradzić Ci już – porzuć zamartwianie natychmiast! Robisz wszytko co możesz, by stać się mamą. Skoro przystąpiliście do procesu adopcyjnego, to oznacza, że podjęliście prawdopodobnie najważniejszą i najodpowiedzialniejszą decyzję w życiu. Mieliście siłę, by zrobić rewolucję w Waszym odżywianiu i zadbać o siebie, a wcześniej zrobiliście pewnie 100 innych kroków. Reszta nie należy już do Ciebie, jedynie zaufaj! Zmartwienia tylko mącą Twój spokój wewnętrzny, a Twoje przyszłe maleństwo na pewno chce mieć radosną i szczęśliwą mamę 😉
      Buziaki
      Lidia

      Polubienie

  8. Dziękuje za bardzo motywujące słowa !!! Czekam zawsze z utęsknieniem 😉 na Twoje kolejne wpisy na blogu. Gdy czas pozwoli postaram się zebrać moje wątpliwości, pytania i napiszę. Jeszcze raz dziękuję za wszystko ! Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Trzymaj się ciepło !!!

    Polubienie

Odpowiedz na Agnieszka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s