Decyzja o adopcji. Jak i kiedy ją podjąć, a kiedy lepiej tego nie robić.

z cyklu: POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI – 05. 2016

Pamiętam popołudnie, gdy M. wrócił z pracy i zastał mnie zaryczaną (w tamtym czasie, żadne odkrycie)- właśnie dostałam okres. I czemu tu się dziwić? Przecież, gdyby była ciąża, wtedy  mielibyśmy czemu się dziwić. Wydawało mi się, że nie robię sobie jakiś wielkich nadziei, wiec skąd te łzy? To był czas, gdy nie potrafiłam jeszcze się opanować do końca. M. widać, też nie był zadowolony, że „zaczynamy, kolejny, nowy cykl”.

Pamiętam to popołudnie dokładnie.  M. poszedł do łazienki, a gdy po chwili wrócił w lekko bojowym nastroju, powiedział:

 „tak dłużej nie może być, robimy co możemy, ale nie wiadomo co z naszych starań wyjdzie, zdecydujmy się w takim razie na adopcję”.

  Zamiast się ucieszyć, nerwy zaczęły mi buzować, piana kipieć uszami  i pierwsze co powiedziałam, to stanowcze- nie!

– To ja cię namawiam od kilku lat, podejmujemy decyzję, potem ty rezygnujesz, po jakimś czasie sam proponujesz  zgłosić się do ośrodka, a po kilku dniach znów wycofujesz się rakiem, robisz mi złudne nadzieje, skąd wiem, że tym razem nie będzie podobnie? Ja na adopcję byłam zdecydowana od początku, teraz mówię już nie!

Na co M. rzucił: „nawet jak ty już nie chcesz, to trudno, ja sam się zajmę tym dzieckiem, jesteś potrzebna tylko do całej procedury”- wie jak mnie podejść, skubany. I jeszcze udowadnia, że nie jestem potrzebna.. fajnie, nie? Jakoś ja kilka lat temu, ze zrozumieniem odpuściłam sprawy adopcji, a nie stawiałam go pod ścianą.

Zostawiliśmy temat na później, ale po ochłonięciu, przemyśleniu, uznaliśmy, że do OA możemy iść porozmawiać, że droga adopcyjna  jest przecież długa i to nie stanie się już, zaraz.

Ja uległam, M. obiecał, że się nie wycofa.

Problem był inny- nasza praca. M. właśnie ją zmieniał, a ja formalnie byłam na bezrobociu – idealni kandydaci na rodziców ;))) Więc temat zawisł w próżni. Ale tym razem do niego wróciliśmy 😉

 

Pierwsza wizyta w OA

 

W czerwcu 2016 pojechaliśmy na pierwszą, umówioną wizytę do ośrodka adopcyjnego, który oczywiście był już wybrany kilka lat wcześniej.  Prawdę mówiąc w każdym mieście, jakim mieszkaliśmy, miałam zrobiony już rekonesans i w razie, gdyby Szanowny Pan M. zmienił zdanie, telefon do ośrodka mogłam wykonać z miejsca.

Opiekun z OA na pierwszym, informacyjnym spotkaniu, króciutko opowiedział o wymogach, dopytał o stan zdrowia, zamieszkania i najważniejsze – staż małżeński. Mimo wrażenia, jakie zrobiliśmy na początku, rozwialiśmy wszelkie wątpliwości, że staż (wymagane 3 lata) mamy podwójny i okazało się, że kandydatami, przynajmniej formalnie jesteśmy idealnymi.

  • Mieliśmy mieszkanie (3pok.)
  • Mieliśmy pracę
  • Byliśmy zdrowi
  • A staż małżeński- 6 lat.

Rozpoczęcie procedury – zgłoszenie w OA

 

Zatem uzupełniliśmy druki zgłaszające nas jako kandydatów do procesu adopcyjnego, dostaliśmy wytyczne o komplecie dokumentów potrzebnych do rozpoczęcia procesu, mieliśmy tylko czekać na informację o terminie rozpoczęcia procedury. Zbliżały się wakacje, OA ma  wtedy przerwę, przynajmniej od kursów i naborów nowych kandydatów. Mieliśmy czekać do późnej jesieni, a ewentualny kurs planowany był na wiosnę 2017 roku.

Zapytałam od razu, o czas oczekiwania na finalizację adopcji.  – Procedura (licząc od dziś – 06.2016) –ok. roku, czas oczekiwania na dziecko – 2-3 lata. To mnie nie podbudowało. Pracownik ośrodka polecał zorientować się jak to wygląda w innych OA, może gdzieś będzie szybciej. Ale ja czułam, że to ma być to miejsce. Nie wiem dlaczego.

Czy dobrze robimy? Ile ja będę mieć lat, gdy już trafi do nas adopcyjny synek lub córka – 35??? To mnie przerażało. Gdzieś z tyłu głowy brzęczały nam jeszcze słowa: „będziecie mieć jeszcze swoje dzieci” usłyszane u Pani Stasi w Tarnowie.  Różne myśli kłębiły się w głowie.

Ostatecznie, postanowiliśmy pozostać w wybranym ośrodku, trudno, czas i tak minie.

Jeśli po drodze przydarzy się ciąża – tak się podobno zdarza u niektórych par, proces adopcyjny będziemy musieli przerwać,  nasz ośrodek w wypadku ciąży ma jasno określone reguły.

Jeśli natomiast, po adopcji będziemy kiedyś mieć biologiczne dzieci, to będzie podwójne szczęście!!!

Po tym spotkaniu w OA, poczuliśmy ulgę. Niby znów trzeba było czekać, pierwsza wizyta była tylko informacyjna, ale to był milowy krok.  A tak naprawdę, najbardziej realny krok w kierunku naszego rodzicielstwa.

Niedawno skończyłam brać leki, które zalecone miałam przez Dr. B. z Lublina. Wahałam się, czy iść do zwykłego ginekologa, ale uznałam, że jeśli miałby mi pomóc, to od września 2015 do czerwca 2016, było dość czasu by coś się wyjaśniło/ poprawiło. Zostawiam temat. I tak przestałam leczyć PRL, TSH, znp itd., przyjmowaliśmy jedynie witaminy i suplementy od p. Stasi oraz trzymali się diety. Ja raz na czas, spotykałam się z moją panią psycholog i czułam jak wiele rzeczy mi się rozjaśnia.

 

Jedni muszą dojrzeć, inni cierpliwie poczekać na współmałżonka

Nasza decyzja o adopcji była podejmowana na przestrzeni 4 lat.Nasze małżeństwo jest przykładem na dwa skrajne sposoby podejmowania tej ważnej decyzji.

M. (jemu było trudniej):

  • pierwszą decyzję o adopcji podjął, jakby natychmiast – zaraz po mojej diagnozie o niedrożnych jajowodach (12.2012r), ale sprawa zeszła na dalszy plan, przez przeprowadzki zawodowe
  • drugi raz sam M. wrócił do tematu w 10.2013 – „może pójdziemy jeszcze w tym roku na spotkanie do OA, by coś już rozpocząć w sprawie adopcji?” – mojej reakcji Wam nie opiszę, domyślcie się 😉
  • radość trwała krótko, M. po ogólnym postanowieniu adopcyjnym, zaczął mieć wątpliwości, mówić o IVF, że on jednak chciałby mieć „swoje” dziecko – nie był do końca pewien tej decyzji. Dziś widzę, że wtedy nie brał nawet udziału w naszym leczeniu, to ja biegałam po lekarzach/ badaniach, gdybym zaszła w ciąże, na pewno by się ucieszył, ale niepowodzenia, nie dołowały go tak, jak mnie – chyba jeszcze nie pragnął tak bardzo jakiegokolwiek „tatusiowania”
  • 2016 – „za długo tkwimy w tym marazmie, jeśli leczenie przyniesie skutek i będzie ciąża, to super, ale jeśli nie, to zróbmy krok w kierunku naszego rodzicielstwa” – to był czas, gdy eM. mocno już doskwiera brak dziecka, przez ostatni rok brał czynny udział w naszym leczeniu – być może to go trochę też zmęczyło. Czuł potrzebę realizacji siebie jako tata, chyba chodziło by dojrzał do roli ojca, a nie stricte do adopcji. Adopcja również dla M. stała się tylko innym sposobem na zostanie rodzicem.
  • M. doczytał trochę informacji w internetach, słuchał rzucanych ode mnie „mimo chodem” przykładów wielu adopcyjnych historii i uznał, że nie ważne, kto urodzi, wychowamy tak samo dziecko adopcyjne jak biologiczne. ( Jak ja Go Kocham!)

Ja (miałam zdecydowanie łatwiej):

Byłam gotowa na adopcję, odkąd pamiętam – skąd ten pomysł?:

  • już w wielu ok 20 lat, chodziło mi po głowie, że gdybym nie znalazła drugiej połówki, to jako osoba samotna adoptuję dziecko. Gdy poznałam M. zastanawiałam się czasami czy zgodziłby się, by obok swoich dzieci mieć jeszcze adoptowane. Ale nie spodziewałam się, że to będzie decyzja „zamiast”, miała być „obok”
  • moja mama kilkanaście lat pracowała w placówce opiekuńczo- wychowawczej, więc znałam częściowo historie dzieci kierowanych do adopcji, słyszałam jak długo się czeka na odebranie praw rodzicielskich rodzicom biologicznym i tym samym otwarcie dziecku drogi do posiadania nowej, szczęśliwej rodziny
  • wiedziałam, z jakich rodzin pochodzą dzieci kierowane do adopcji, wiedziałam też, że ich pobyt w placówkach op.-wych. jest w pełni uzasadniony, a nie jak przedstawiają niektóre media „bo rodzina jest biedna”- bzdura!
  • czytałam blogi o adopcji i nie znalazłam na nich niczego, co by mnie zaskoczyło, ale szczęście rodziców adopcyjnych utwierdzało mnie w przekonaniu, że to bardzo dobra decyzja
  • nigdy nie uważałam, że moje geny, krew i cechy są tak „cenne”, że muszę koniecznie mieć dziecko biologiczne, nawet częściej wypowiadałam na głos te cechy, których raczej nie chciałam, by moje dziecko po mnie odziedziczyło 😉 I było ich zdecydowanie więcej, niż tych pożądanych „perełek”
  • uczestniczyłam siłą rzeczy w całym leczeniu od początku, do końca, najpierw sama, potem z M. i miałam już serdecznie dosyć  badań, braku diagnozy, niepewności i tych cięgle rozłożonych z bezradności rąk lekarzy -„nie wiemy czemu tak jest”
  • żartowałam, że chcę być matką, by: kochać, wychować, nauczyć, stworzyć dom i będę się nią czuła tak samo, bez: rodzenia w bólach, rozstępów, ciążowych mdłości, 8-miesięcznego L4, tej samej grupy krwi i karmienia piersią – nie neguję tego broń Boże, ale nie upieram się, że to najistotniejszy element macierzyństwa
  • często traktowałam to jak misję – skoro ja nie mogę urodzić, może gdzieś jest kobieta, która rozpacza, bo nie może wychować, albo wcale nie rozpacza, bo kolejne dziecko nie ma dla niej żadnego znaczenia i nie ma zamiaru się nim opiekować – może właśnie dlatego moja historia tak wygląda – by dopasować te brakujące puzzle i odnaleźć dziecko, które nas potrzebuje??
  • jeśli jednocześnie mogę spełnić swoje marzenie i uczynić coś dobrego dla drugiego człowieka – czy mogło mnie spotkać większe szczęście?

jest takie powiedzenie:

„Wierzę, że jeśli Bóg nie zsyła ci cudu, to dlatego

że ty jesteś cudem bożym dla czyjegoś zbawienia”

Nick Vujici

Nie, nie traktuję adopcji, jak bohaterstwa. Ale jest to cud spotkania trojga ludzi. To jest droga, trochę inna, ale droga do szczęścia, naszego pełnego domu, droga do bycia rodziną.

Nie my jedyni, podjęliśmy taką decyzję, świadczy o tym chociażby 3 lata oczekiwania na finalizację adopcji. Tak, to my czekamy na dziecko, a nie dziecko na nas.

Bo Bóg odpowiada na 3 sposoby:

  • mówi TAK i daje to, o co prosisz
  • mówi NIE i daje ci coś lepszego
  • każe ci CZEKAĆ i daje ci to, co najlepsze

(z bloga „poszukującej” – dziękuję Ci Alu za te słowa, kilka lat temu – pomagały w czekaniu;)

Wiecie, że piszę to lekko cofając się w czasie 😉 Szczegóły całej procedury aż do kwalifikacji na rodziców adopcyjnych opiszę w najbliższym czasie, ale zdradzę tylko 1.

Dziś jesteśmy już pełnoprawnymi kandydatami na rodziców adopcyjnych. 😉 Nie wiemy jak potoczy się nasza droga, zostawiliśmy ją Opatrzności, zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy i czekamy z ciekawością, jaką tajemnicę skrywa jeszcze nasze życie. Jaki prezent nam przyniesie. Bo rodzicielstwo to jest prezent, nie należność.

 

Reklama

12 myśli na temat “Decyzja o adopcji. Jak i kiedy ją podjąć, a kiedy lepiej tego nie robić.

  1. Gratuluje odwagi o podjecia takiego kroku milowego! Dla mnie co prawda adopcja to na razie abstrakcja kompletna, ale tez staramy sie dopiero od 2 lat, a 6 lat staran to kawal czasu i nie dziwie sie ze wybraliscie taka droge 🙂 Ale gdybys byla kiedys niedaleko Krakowa polecam przejsc sie do dr Wojciecha Pabiana – i tak i tak bedziesz chodzic na wizyty profilaktyczne a moze Cie zaskoczy tak jak mnie 😉 Tak zupelnie na luzie, bo wiadomo ze wybraliscie inna droge ale kto wie – moze odnajdzie przyczyne nieprawidlowosci zebys conajmniej byla tego swiadoma. Jeszcze nie mialam czasu opisac nasze spotkanie na blogu, ale postaram sie w najblizsze dni nadrobic!

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Ta decyzja otworzyla nam inne drzwi do rodzicielstwa, ale pierwszych, biologicznych nie zamknelismy- o tym za niedlugo. Ale milo wiedziec ze w Krakowie jest jakis porzadny lekarz- odwiedze go kiedys z przyjemnoscia skoro polecasz. Aktualnie dalam sobie na wstrzymanie z poszukiwaniem „lokalnego” ginekologa, a do Lublina ciagle jezdzic nie bede😉 czekam na Twoj wpis zatem- mozesz czuc sie zmobilizowana przeze mnie☺

    Polubione przez 1 osoba

  3. Czuję, że dobrze trafiłam. Czytałam jednym tchem… momentami miałam wrażenie jakbym czytała o sobie. U nas trochę podobnie… czekałam na decyzję Męża, bo nie chciałam na niego naciskać. Przed nami jeszcze złożenie dokumentów i jedynym mankamentem jest staż małżeński (3 lata). Trzymam kciuki, abyście jak najkrócej czekali na ten ważny telefon.

    Polubione przez 2 ludzi

  4. Kamilo, podjęta decyzja to już przeskoczona przepaść, teraz samo składanie dokumentów i pozostałe formalności to naprawdę przyjemność, zobaczysz. U nas staż małżeński wymagany w OA wynosił właśnie 3 lata, my braliśmy ślub niecały rok po studiach, więc to już zleciało dawno. A Wasz ośrodek ma jakieś większe wymagania niż 3 lata? Pozdrawiam Lidia

    Polubione przez 1 osoba

  5. Trafiłam tu przypadkowo od Izy (tej od Olusia już teraz ❤️) i bardzo mi się podoba to, co piszesz. Trzymam mocno kciuki za szybkie doczekanie a tym, co mówi oa o 3 latach tak bardzo się nie sugeruj – u nas było tak, ze po roku od kwalifikacji w grudniu powiedziano mi, ze to jeszcze hohoho…. 😉 A telefon zadzwonił dzień przed Walentynkami 😍 Dziś mamy ukochanego juz 5-latka i córcię biol (NB ma na imię Lidka…)

    Polubione przez 1 osoba

  6. Ewo, bardzo dziękuję Ci za ten komentarz, ale radochę mi sprawiłaś!
    Blog Izy to „kopalnia kontaktów”, fajnie, że trafiłaś przez przypadek do mnie.
    Trochę mnie pocieszasz, z tym czekaniem, choć nie będę się oszukiwać, od 2 lat w OA kolejki na maxa się wydłużyły – przez politykę obecnego rządu, więc szkoda, że trafiliśmy na taki niefortunny okres. Ale wierzę, że bez względu na oczekiwanie, dostaniemy „nasze dziecko” na które wiadomo, że warto czekać.
    Aż się śmieję do monitora, jak czytam, że macie jeszcze biologiczną córcię- Lidię 😉 Życie jest nieprzewidywalne. Wszystkiego dobrego dla całej Rodzinki!
    Lidia

    Polubienie

  7. EEEE… no w szoku jestem . To uzasadnienie adopcji jakie mega dojrzałe. Widać że byłaś zawsze na to gotowa. Przygotowana psychicznie, zaznajomiona przez mamę, przygotowywałaś się do tego od lat… Pełen szacun. Wiadome jednak jest że dla Ciebie to była droga. Tak jak mówię, przechytrzyłaś Boga ( o ile On w ogóle istnieje).

    Polubienie

  8. „czytałam blogi o adopcji i nie znalazłam na nich niczego, co by mnie zaskoczyło, ale szczęście rodziców adopcyjnych utwierdzało mnie w przekonaniu, że to bardzo dobra decyzja” kurde, już samo to świadczy o Twoim przygotowaniu. Jeżeli nic nie zszokowało , to ja jestem w szoku że nic się nie szokuje :-). Mnie szokuje około 75% wiadomości które są na różnych forach o adopcji…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s