„Czer – piec”, czyli czerwcowe love i plany lipcowe

Zbierałam się jak sójka za morze, by napisać kilka słów o tym pięknym czerwcu, a tu proszę – uciekł mi, jakoś te 30 czerwcowych dni minęło bardzo szybko. Żyję już lipcem i planami kilkudniowego urlopu, ale chcę się z Wami podzielić jeszcze pojedynczymi  kalendarzowymi kartkami z czerwca.

Święta miesiąca,

Na początku prawie każdego miesiąca (wyjątek – listopad) układam w planerze, jakie mamy święta rodzinne, czyje urodziny, imieniny itd. i zaczynam myśleć nad jakimś upominkiem z danej okazji. Czerwiec to dla mnie – 2 święta – dzień Ojca i imieniny Mamy. O ile prezent dla mamy stanowi dla mnie wyzywanie, ale na pewno nie przeszkodę, to wymyślić coś dla Taty z okazji jego święta, to jak drugi raz podejść do matury. Z upominkiem dla mamy poradziłam sobie szybko – odwiedziłam  na początku czerwca krakowskie targi biżuterii i minerałów i wybrałam piękne kolczyki. Natomiast z tatą trochę musiałam pokombinować, ale stanęło na torbach-organizerach do bagażnika samochodowego i książce. Z tatą nigdy nic nie wiadomo, może będzie używał, może nie – on należy do tych osób, które nic nie potrzebują 😉 No może poza domem z 2 ha pola – o tym marzy na pewno, ale akurat w tym roku to było poza moimi możliwościami finansowymi ;))

Kolejna decyzja podjęta!

Na początku roku wyszukałam informację u znajomych na fb o fajnych studiach podyplomowych, potem chodziły mi one długo po głowie. Gdy powiedziałam o tym M., a potem moim rodzicom wszyscy przyklasnęli, a M. nawet pilnował terminu naboru, bym nie przegapiła daty! Tak więc  1.06.2017 złożyłam papiery na studia podyplomowe, klamka zapadła- przyjęli mnie! Kiedyś nawet nie chciałam myśleć o jakiejś dalszej nauce, a teraz – wszystko powoli mi się zmienia. Zaczęłam zajmować się również sobą i swoim rozwojem. Kiedyś myślałabym – a co jeśli zajdę w ciążę?? – A nic, będę studiować z brzuchem i tylko poród poproszę nie w weekend;) Już nie mogę doczekać się października.

Aktywne weekendy

W czerwcu zaczęliśmy z M. planować kolejne jednodniowe górskie wycieczki, tzn. tak naprawdę to M. wyszukiwał trasy, schroniska, szlaki. Gdy zdecydowaliśmy, że jedziemy…. Okazało się, że nie znaleźliśmy nigdzie wolnego noclegu! Nie do wiary. Ale wyjazd i tak był udany, tylko 1-dniowy.

Ruszyliśmy rano na Mogielicę, trasa była dość łatwa, ale za to, turystów malutko – tak jak lubimy. Można się było w spokoju delektować ciszą, słoneczkiem, świerszczami w trawie, na górze zrobiliśmy sobie piknik, na dużym kocu zjedliśmy domowy obiadek i ucięli krótką sjestę. Uwielbiam takie wypady w góry. Planujemy na wrzesień pojechać na tydzień w Bieszczady, jeśli ten wyjazd dojdzie do skutku, będę przeszczęśliwa. Byliśmy raz w Bieszczadach, ale w maju. Też było cudnie, ale Bieszczady jesienią to coś innego, chciałabym to zobaczyć.

mogielica

DSC_0489DSC_0565DSC_0569

Natomiast w weekendy, spędzane w domu staraliśmy sobie jakoś umilać wieczory. Uważam, że lato w mieście również ma swoje uroki. To tylko kwestia, czy potrafimy je dostrzec i cieszyć się nimi. Na dole na zdjęciach moja ulubiona spacerowo- kulturowa dzielnica naszego miasta. „Mleczarnia” to miejsce jeszcze z czasów studiów, gdzie na kawie przegadałam z przyjaciółką wiele godzin. Miło czasem wrócić do tych studenckich miejsc.

kazimierz

Łapiemy witaminy, trzymamy się diety, gotujemy w domu!

Kiedyś Wam już wspominałam, że może wybitną  (i napaloną) kucharko- gospodynią nie jestem, ale od zawsze lubiłam upichcić coś sama w kuchni. W soboty mam zwyczaj odwiedzać plac targowy, zabieram moje kosze wiklinowe, zakupione w dawnej „wiklinowej stolicy Polski” – Rudniku nad Sanem i pędzę po świeżutkie warzywka i owoce. Mam taki targ w okolicy, na który tylko w soboty zjeżdżają się okoliczni rolnicy, mogę kupić wtedy bezpośrednio coś  „ z samochodu” prosto od rolnika. Zwracam uwagę, gdzie i co kupuję. Oczywiście nie będę udawać, że nie zaglądam do supermarketów, albo dyskontów spożywczych, ale owoce, warzywa i mięso staram się kupować od małych dostawców. Dzisiejsze łupy były spore, pierwszy raz w tym roku kupiłam groszek cukrowy i odkryłam przepis na pyszną zupę- krem, a polubiłam ją „od pierwszej łyżki”, bo jest smaczna i …. robi się ją w 15 min 😉 I takie gotowanie lubię najbardziej! Ostatnio M. najchętniej je kremy, więc gotuję naprzemiennie zupy: cukiniową, czosnkową, porową, dyniową, no i dziś doszła groszkowa, chyba zostanie na dłużej.

DSC_0219DSC_0261

Ten okres czerwcowo- lipcowy pod kątem owoców i warzyw bardzo lubię. Szkoda, że truskawki już się skończyły, zawsze mam wrażenie, że są za krótko. W tym roku na imprezę imieninową mamy, zrobiłam tartę truskawkową z przepisu TU POLECAM.

Czereśnie, kukurydza, bób – to są te drobiazgi, które nadają uroku obecnej porze roku.

owoce

Przez dietę, którą wprowadziliśmy na początku 2016 roku, po sugestii Pani Stasi (szczegóły TUTAJ), staram się gotować prawie codziennie, albo tak, byśmy przynajmniej co drugi dzień mieli świeży obiad w domu. M. zabiera sobie obiady także do pracy, więc czasami się trochę nakombinuję, zanim wymyślę co kupić, co ugotować, tak by inny obiad był w domu, a inny M. miał w pracy. Taki tryb dwu-obiadowy mamy od stycznia tego roku, gdy M. zmienił pracę, ale powiem Wam, że i ja się tak przyzwyczaiłam tylko do domowego jedzenia, że nie spojrzę już na sklepową pizzę, drożdżówkę czy ciastko. Po prostu jestem na nie niewzruszona 😉 Więc trzymać się diety, to dla mnie nie problem.

Moje wieczorne chwile relaksu

Gdy mam chwilę na relaks, to jak się domyślacie, często spędzam ją na naszym ukochanym balkonie. To na razie namiastka mojego ogródka, bo ostatniego słowa w sprawie przeprowadzek jeszcze nie powiedziałam, więc tak się przyzwyczajam do kawy wśród kwiatów marząc o własnym ogródku.  No właśnie, w sprawie kwiatów…. W tym roku to się popisałam na medal. Kiedyś Wam wspominałam, że zaraz po „zimnej Zośce” (15.05.) jadę na giełdę kwiatową i otwieram sezon balkonowy sadzeniem kwiatów. W tym roku było podobnie. Na giełdzie jest taki wybór, że ja, mała Wiewiórka, głupieję od ilości kolorów, gatunków i propozycji. Zrobiłam 3 rundki, wybrałam coś w końcu i dumna wróciłam do domu sadzić. Kwiaty kwitły pięknie, ale… tylko do końca maja. W czerwcu czekam, może kolejne pąki się pojawią, po 2 tygodniach dalej nic. Pytam koleżanki w pracy, która zwykle kupuje floksy do swojego ogródka i okazuje się, że te piękne różowe kwiatuszki, które sobie wybrałam, to są skalniaki i zakwitną mi dopiero za rok w maju! Cholera jasna! Wykopałam wszystkie, oddałam koleżance, niech jej w ogródku czekają na wiosnę 2018, ja chcę coś kwitnącego jeszcze w czerwcu, lipcu i sierpniu. Więc zrobiłam roszadę, dokupiłam ziemi i wygląd mojego balkonu znów nieco się zmienił. W następnym poście pokażę dokładnie, jakie roślinki rosną w naszych skrzynkach, może wśród Was jest jakaś specjalistka – ogrodniczka i poradzicie mi coś, by na przyszły rok nie popełnić następnych głupich błędów. Bo na pewno wybiorę inne sadzonki, ja jestem z tych, co muszą testować i eksperymentować;)

wiewiorkowy balkon

Plany i realizacje lipcowe.

Mamy już cieplutkie wieczory. A jak nie są cieplutkie, to ubieram ciepłą bluzę i są cieplutkie 😉

lipcowy wieczór

Uwielbiamy wieczorem siedzieć na balkonie z M., gadać przy blasku księżyca, słuchać muzyki, grać w scrabble.  Rano, to moja oaza, gdzie mogę wypić weekendową kawę, pomodlić się w ciszy, pomedytować, a często właśnie z balkonu „nadaję do Was”. Oto mój fotel amatorki blogo –reżyserki.

Fotel blogoreżyserki

Lipiec zapowiada się fantastycznie, wiem, że teraz to kwestia mojego nastawienia, w zeszłym roku powiedziałabym, że nie ma się z czego cieszyć, ale dziś już widzę ile codziennych cudów ma dla nas życie. I na ten lipiec, czekałam z utęsknieniem.

Urlop!!! Huraaaa!!!

W ostatnim tygodniu jedziemy nad nasze morze na 6 dni. Moi rodzice spędzają tam swój 3 tyg. urlop i na każdy tydzień zaprosili dzieci. My z M. wybraliśmy sobie „trzeci turnus koloni u rodziców” i dołączymy do nich na koniec lipca. Kiedyś zabijcie mnie, nie pojechałabym na urlop z rodzicami, teraz cieszę się jak dziecko. Nawet mój M. się cieszy!

Akcja – garderoba na lato!

Więc ja już z początkiem miesiąca usiadłam do mojej wspaniałej maszyny do szycia i wzięłam się za przeróbki kilku ciuchów wakacyjnych. Do pewnego czasu, na naszym osiedlu działał malutki ciucholand. Dawniej nie chodziłam po takich sklepach, bo po pierwsze nie miałam czasu, a po drugie nigdy nie umiałam tam nic znaleźć. Teraz, gdy nie prowadzę swojej firmy i nie pracuję po 11-12h dziennie, parę razy zajrzałam podczas jakiś wyprzedaży do owego szmateksu. No i zdziwiłam się mocno. W dniu, gdy każda sztuka kosztuje złotówkę znalazłam tyle fajnych rzeczy, głównie sukienek, spódnic i ciuszków dziecięcych, że weszło mi to w krew i 2 x w miesiącu zaglądałam na zakupy „po złotówce”. Dlaczego teraz łatwo mi było odnaleźć się w ciucholandowym świecie? – bo … mam maszynę do szycia! Owszem zdarzyło mi się kupić 3-4 rzeczy, które były w idealnym rozmiarze, ale zazwyczaj to są ciuchy, do poprawek, z których ja robię potem mój rozmiar 36, albo przerabiam na coś zupełnie innego. Powiem Wam, że zaczęło mnie to cieszyć ogromnie i nie dlatego, że dużo oszczędzam, ale jak coś sama przerobię to czuję, że to jest takie „bardziej moje”. Oczywiście moje zdolności są jeszcze bardzo ograniczone do zwężania, skracania,  bo przeszywania żakietu lub bluzki raczej bym się nie podjęła, ale może kiedyś.

Tu moja „szwalnia” jak to nazywa M. W trakcie szycia, tak jak widzicie, w między czasie zazwyczaj coś podjadam, często słucham podcastów, mówiąc krótko – robienie 1 rzeczy to nie mój styl. 2-3 rzeczy na raz to moja norma 😉 Więc już wiecie, dlaczego zdarza się, że potem pruję i poprawiam, no ale to jest właśnie „wiewiórka w gorącej wodzie kąpana’.

szycie

Mój tato wyjeżdżając  nad morze, zabrał nasze rowery, więc będziemy robić wycieczki rowerowe, spacerować, mam nadzieję trochę leżakować na plaży, no i chciałabym przeczytać w końcu jakąś książkę. Kamilo (z Kreując Życie) – zawstydziłaś mnie ostatnio, u mnie to czytanie w tym roku, jedynie na planach się skończyło ;( Podziwiam i spróbuję Cię dogonić (ale pewnie w 2018r;)). W domu czas ucieka mi przez palce, na gotowaniu, blogowaniu, szyciu, Internecie. Więc przez ten tydzień nad morzem mam nadzieję na zupełny luz-blues i nadrobienie lektury.

Ostatni raz byliśmy z M. nad morzem 2 lata temu, gdy mieszkaliśmy w Poznaniu. W którąś sobotę września wpadł nam do głowy taki pomysł i pojechaliśmy do Mielna na weekend. Było cudnie, pogoda dopisała, spacer do późna po plaży, kolacja w tawernie nad morzem, a rano świeże rybki, prosto z kutra, które kupiliśmy na zapas do Poznania.

Tym razem tez liczę na jakieś „rybkowanie” i taką łaskawą pogodę.

Jedynie czego żałuję, to że zwyczajowe lipcowe przetwory muszę przesunąć na sierpień. W zeszłym roku o tej porze, zaczynałam robić już soki agrestowe, porzeczkowe, potem malinowe, ogórki. No trudno, robota nie zając, nie ucieknie.

W końcu wypoczynek to nie jest bezczynność,

WYPOCZYNEK TO PRACA NAD REGENERACJĄ SIŁ 😉

i tego się trzymam w lipcu 😉

a to nasze Mielno 2015:

DSC_0276 (2)DSC_0280DSC_0295DSC_0111

A Wy macie jakieś plany wyjazdowe na te wakacje lub pomysły na relaks w domu?

Jestem ciekawa innych sposobów na regenerację sił lub wypoczynek w mieście. Podzielcie się!

 

4 myśli na temat “„Czer – piec”, czyli czerwcowe love i plany lipcowe

  1. Bardzo klimatyczny jest wasz balkon 🙂 A kwiatki dodaja uroku niesamowicie! I te plecione mebelki!
    Mi do konca roku zostalo 13 dni wolnego wiec szalu nie ma 😦 Ponad polowe mam zamiar zuzyc pod koniec sierpnia kiedy to z mama wybieramy sie w rejs 😉 A reszte pewnie blizej swiat. Czemu tego jest tak malo??!! ((((

    Polubienie

    1. Dziękuję Ci 😉
      Kochana w myśl zasady „nie pokazuj mi kto ma tak samo, pokaż kto ma gorzej to mi zrobi się lepiej” 😉 powiem Ci, że ja do tej pory (pracuję od 2009r) nigdy nie miałam dłuższego urlopu w roku niż ok 14-15 dni. Takie życie na działalności gosp, albo teraz prowadząc ją po znajomości koleżance. Zaczynam myśleć o zmianie pracy i pójściu na etat z prawdziwego zdarzenia, choćby dla tego urlopu 😉
      Ale rozumiem Cię doskonale, bo pewnie mając 30 dni, albo 40 też chciałabym jeszcze, bo zawsze mam pomysł jak wykorzystać wolny czas;)
      Zazdroszczę babskiego rejsu z mamą! Liczę na relacje z wyprawy.
      A tymczasem wypoczywajmy szybko, ale efektywnie. Pozdrawiam Lidia

      Polubienie

    1. Witam Cię w moich wiewiórkowych progach i dziękuję za uznanie. Faktycznie decyzja o podyplomówce to chyba pierwsza od 7 lat, podjęta w końcu z myślą o sobie, a nie moim dziecku, którego jeszcze nie ma 😉 Oby wyszło mi to na dobre 😉 ale jestem dobrej myśli. Pozdrawiam Lidia

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s