Niepłodność wyniszcza emocjonalnie – czyli od „planowania do zwariowania”

Od „planowania do zwariowania”, czyli jak to możliwe że przez marzenia o dziecku, ze zdrowej, racjonalnie myślącej kobiety zaczynasz mieć problemy emocjonalne. Czy ta niepłodność „siada na mózg”? Mi siadła, a Tobie? I jakim sposobem jej się to udało?

A znasz sposób na ugotowanie żaby? – Gdy wrzucisz ją do wrzątku, żaba w popłochu wyskakuje, ale gdy wsadzisz do chłodnej wody i powoli podgrzewasz, to żaba nie zorientuje się, że jest w niebezpieczeństwie.

I tak właśnie niepłodność „ugotowała” mnie, może też Ciebie, może wiele z nas.

Podejmujecie TĄ decyzję.

Nadchodzi najpiękniejszy moment twojego życia. Starania ruszają, dbacie o siebie bardziej niż zawsze, ale bez jakiejś przesady. Lepiej się odżywiacie, no i przede wszystkim nastroje macie cudowne, bo już za chwilę, miesiąc, dwa… wszystko się zmieni.

Tymczasem każdy miesiąc ma identyczny schemat, jeśli zaczyna się coś zmieniać, to zazwyczaj na gorsze.

Zaczynasz żyć dopiero drugiego – trzeciego dnia cyklu, gdy powoli dociera do Ciebie, że tamten się już skończył i nie masz na niego wpływu. Zaczynasz nabierać rozpędu w planowaniu, ‚no przecież w tym miesiącu to już się za siebie wezmę na pewno’. Pilnujesz przepisanych leków – to oczywiste, zaparzasz codziennie ‘srokowe ziółka’ i namiętnie je popijasz wmawiając sobie, że je prawie polubiłaś, nigdy nie wiesz dokładnie kiedy wypadnie owulacja, więc w ostatniej chwili umawiasz się na monitoring do ginekologa. Dobrze, że masz już takiego, który zawsze cię „wciśnie” między pacjentkami. Po pracy to ty wciskasz gaz, by zdążyć do gabinetu, już na korytarzu zaczynasz się rozbierać, tak by za drzwiami dosłownie jedynie zdjąć majtki i wskoczyć na leżankę (tak, również z tego powodu chodzisz w spódnicach). Pęcherzyk dojrzewa, jest dobrze! Takich monitoringów masz jeszcze 1/2/3 . Ale czasami cykl i starania kończą się już na monitoringu – mamy cystę i mamy mały problem ;/ , czasami wszystko idzie wg planu i czeka cię najlepsza / najgorsza część zabawy – staramy się. W zależności jak długo się staracie to albo jest jeszcze energia, radość i chęci, albo na samą myśl, że to dziś, wolisz rozłożyć deskę do prasowania, ogarnąć ubikację i nawet wyczyścić fugi w łazience szczoteczką do zębów. Twój kochany M. ma podobne odczucia, króliczą ochotę miał przez pierwszych 20 cykli, a teraz woli już nawet „salon sukien ślubnych” oglądać, albo nauczyć się przepisu na tajską zupkę z Makłowiczem, której i tak nigdy nie ugotuje, byle by mu nie kazać zamienić kanapy telewizyjnej na wasze ‘łóżko rozrodcze’. Tak, kiedyś tam była sypialnia, łóżko przyjemności i bliskości, teraz .. gabinet prokreacji. Na noc nie zapominasz oczywiście łyknąć kilku cudownych tableteczek, które powinny podnieść to, a tamto obniżyć, to nic, że rano masz po nich mdłości, kręci ci się w głowie i właściwie to ty trzymasz się kierownicy, a nie trzymasz kierownicę jadąc do pracy. No, ale przecież wiesz, po co to robisz.

Dobra, mamy drugą część cyklu, zmieniasz niektóre leki, przecież tego już brać nie możesz, a  to pod język powinnaś,  teraz już nic nie musisz, teraz tylko czekacie. Ale na co? Przecież ty już czujesz, że nic z tego nie będzie… Tydzień przed końcem cyklu nerwa masz już ogromnego, piersi chcą pęknąć – tak, rozmiar 70A też potrafi boleć, szukasz po Internecie oznak ciąży. Jest, niektóre ciężarne miały ból piersi, ale nie, ty już wiesz, że to nie to. To ten potwór się zbliża, dzień wcześniej, plecy zaczynają boleć, po kilku godzinach dołącza ból głowy, w nocy niby po kryjomu zaskakuje cię ON – następny cykl miesiączkowy. Na cholerę żeś przyszedł? Nikt cię nie potrzebuje, zrób sobie przerwę w odwiedzinach na 9 miesięcy, ty parszywy typie! Ale nie, on jest wierny.

Zabawa zaczyna się od początku, urozmaicana nowymi lekami i lekarzami. Każdy ma jakiś pomysł dla ciebie, ale każdy okazuje się spudłowany,  dostajesz tym razem zastrzyki, ładujesz sobie tą igłę w brzuch kolejne 3 miesiące. „Będzie pani musiała się kłuć przez całą ciążę”- słyszysz – na to właśnie liczę, odpowiadasz. I co? I nico. Za miesiąc powtórka z rozrywki.

Po kilkudziesięciu cyklach, chce ci się wyć. Ale nie tak, jak na koniec miesiąca, bo ten ryk jest normalny – jednodniowy. Ty już masz ochotę wyć ciągle, nieważne czy jest początek, środek czy koniec cyklu. Ciągle masz wrażenie, że już się nie uda. Nie kupujesz już testów ciążowych, ty  po prostu wiesz. Każde nowe leczenie, leki, terapie traktujesz z rezerwą, owszem pojawia się nadzieja i radość, ale na krótko. Masz często wrażenie, że to wszystko na marne.  Próbujesz  normalnie żyć, udajesz przed znajomymi i bliskimi, że wszystko OK. Nie musisz przecież mieć dzieci zaraz po ślubie. Niech sobie myślą, że zależy ci na karierze. Ale każda kolejna ciąża jest odpowiednio długo przez ciebie opłakiwana, właściwie to można powiedzieć, ze jesteś już taką „płaczką ciążową” – kiedyś zatrudniano pogrzebowe, ty masz inną specjalizację. Dobrze, że w pracy masz urwanie głowy i nie zdążasz zjeść, ani iść do toalety – tak, to dobrze. Bo tym bardziej nie masz czasu na myślenie. Ale słyszysz, mimo chodem, jak to jedna musi złożyć wniosek o 500+ (a na męża można?- myślisz), druga się chce urwać wcześniej, bo przedstawienie w przedszkolu, trzecia narzeka w kółko na bałagan, ogrom prania i prasowania, a Ty?

-Ty masz przecież dobrze, bo: nie musisz zbierać zaświadczeń i prosić się o 500zł, wracasz prosto do domu, nie myślisz o przedszkolu, zebraniu szkolnym i zakupach, bo starszak jedzie na obóz, gotujesz i prasujesz dla 2 osób, a jak posprzątasz w sobotę, to masz czysto do następnej soboty, więc po co właściwie sprzątasz?

Nie komentujesz już nawet takich tekstów od psiapsiółek, bo i tak nie zrozumieją. To jakby do leżącego w szpitalu, chorego na raka, powiedzieć – ty to masz dobrze- pracować nie musisz, jedzenie ci ugotują i nawet do łóżka podadzą.

Noż, nawet twoja nieużywana macica opada!

Znasz drugą taką „ niepłodną szczęściarę” jak ty? Jeśli tak, to faktycznie jesteś szczęściarą, ona cię zrozumie i przez chwilę będziesz mieć wrażenie, że nie jesteś sama z problemem. Co prawda twój M. też to przeżywa, ale inaczej. Zupełnie inaczej, z tego często wychodzą nieporozumienia i kłótnie, a nie wsparcie. Co tu się dziwić, on „zalicza” badanie/ lekarza/ itp. I żyje dalej.

Ty między badaniami/ lekarzami/ tabletkami nie żyjesz, ty ciągle myślisz, tobie wózki dziecięce i brzuchy same przebiegają przed oczami, to do ciebie dzwonią troskliwi, by donieść wieści o kolejnej ciąży, to ciebie pytają „a kiedy wy”? Ty nie żyjesz, ty trwasz w oczekiwaniu na coś, co ciągle nie następuje.

Mija 50, 60 cykl- skąd brać nadzieję? Jak czytałaś fora na początku waszych starań, to wypowiedzi tych kilkuletnich staraczek wydawały się archaiczne. Jak można tyyyle  lat starć się o dziecko? Już nie pamiętasz tego, bo teraz  ty starasz się już 6, przepraszam 7 lat. Kiedy to zleciało? Jesteś niepło- dinozaurem. Przypominasz sobie własne zdania sprzed 6 lat? „Boże przecież ja 2 lat nie wytrzymam bez dziecka, jak one mają siłę starać się 6?” Odpowiedź jest prosta – one nie mają siły!

Dzień nie różni się już jeden od drugiego, nie masz siły wstać z łóżka, powoli nie umiesz już nawet udawać przed koleżankami z pracy, robisz się po prostu niemiła i oschła. Nie wychodzisz z domu jak, nie musisz, święta rodzinne omijasz szerokim łukiem, bywasz tylko tam, gdzie jest absolutne „must be”, nawet na Boże Narodzenie, które uwielbiasz chciałaś już uciec w Bieszczady, albo do Bęcorki Górnej, gdziekolwiek, byle nie słyszeć życzeń i nie widzieć tego współczującego wzorku bliskich. Zastanawiasz się, po co masz żyć dalej, skoro to życie nie ma żadnego sensu? Żeby pracować? Ale po co? Nowa bluzka, czy buty i tak już cię nie cieszą, na wyjazdy nie masz ochoty, wszędzie widzisz ciąże i dzieci.  Wyszukujesz jakiegoś pretekstu by się zmobilizować do pracy, życia, bycia– nic nie przychodzi do głowy, wciąż tylko czarne myśli. Bardzo czarne.

Może M. z inną kobietą miałby już dzieci? Tak, zaczynasz powoli marzyć…. Nie, nie o ciąży, o własnej śmierci – rozwiązałaby wiele problemów. Bez dziecka twoje życie wydaje ci się absolutnie bezsensowne, bez dziecka ty nic nie znaczysz, nie masz wartości. Czy ty w ogóle jesteś jeszcze kobietą?? A pamiętasz te koleżanki z podstawówki biegające po drzewach, chodzące w spodniach i krótkich włosach? Tak, te, które ciągle bawiły się z chłopakami, ale żadna nie chciała potem mieć męża, a tym bardziej rodziny? Tak, to one, one mają już 2 dzieci. Jak to możliwe? Więc kto jest prawdziwa kobietę? Chłopo-baby, które urodziły, czy ty, dziewczęca kobietka, w spódnicy, bawiąca się kiedyś lalkami? No raczej nie ty.

Kolejny rok marazmu, już nie płaczesz, wyczerpałaś limit łez na kolejne 50 lat. Nie cieszy cię nic i nic już też nie denerwuje. Wszystko dookoła staje się obojętne. Jesteś winna, tak czujesz. Nie jesteś matką, więc nie jesteś kobietą – wszyscy to widzą. Pamiętasz z dzieciństwa jak dorośli wspominali swoje szkolne czasy i opowiadali sobie: „ pamiętasz Zośkę, ona nie ma dzieci, więc  co ona wie?, a Ziutek też, taki karierowicz” –teraz  tak pewnie myślą o tobie.  Masz ochotę krzyknąć do tych wszystkich biednych, użalających się dzieciatych, co to tacy umęczeni i niewyspani, bo dzieci mają – „zamknijcie swe gęby, bo nie umiecie sobie wyobrazić co przechodzimy, jak my niepłodni mamy „fajnie i wygodnie”! Przez całe życie nie byliście tyle razy u lekarzy, nie zrobiliście tyle badań i nie łyknęli tyle leków co my!  Ale  wszystko już jest ci obojętne, chcesz zniknąć. Patrzysz na fiolkę „białych dropsów”  stojących na szafce nocnej, a co gdyby je tak na raz łyknąć? Co cię powstrzymuje?

Tylko jedno – twój M.

To on znalazłby cię zimną, w tym łóżku. Wystarczająco spieprzyłaś już mu życie, by serwować jeszcze takie dodatkowe „martwe wrażenia”. Nie możesz mu tego zrobić. Ale sama już z tego nie wyjdziesz. Nie widzisz drogi nigdzie. Drogę planuje się patrząc z góry, widząc wszystkie szlaki, powyżej poziomu morza. Ty jesteś na dole, tam nie widać już nic. P.p.m. – taki teren nazywa się DEPRESJĄ.

A ty znalazłaś się właśnie p.p.m. – poniżej poziomu morza.

 Twoja depresja ma cię w garści od kilku lat.

Jesteś „ugotowana”.

Czy ktoś ci pomoże? I czy sobie na to pozwolisz?

 

Reklamy

4 myśli na temat “Niepłodność wyniszcza emocjonalnie – czyli od „planowania do zwariowania”

    1. Wiem jak trudno jest się podnieść. Myślę, że póki trwa niepłodność, zawsze jedną nogą tam jesteśmy. Musimy próbować wszystkiego, by patrzeć ciągle w górę, a nie w dół i nie dać się depresji. Ściskam L.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s