Zaakceptować, że każdy ma swoją historię.

Jedne z zajęć podczas kursu na rodziców adopcyjnych.

Siedzimy jak zwykle w kole, na środku, na podłodze leży duży arkusz papieru, obok gazety i nożyczki.

Pani prowadząca te warsztaty prosi, by każdy wziął jedną z gazet i jedną parę nożyczek, a następnie wyciął jakieś zdjęcie, które najbardziej kojarzy nam się z dzieciństwem, zdjęcie z którym mamy jakieś konkretne wspomnienia.

Mnie trafiła się gazeta kulinarna, więc nie miałam większego problemu, znalazłam na drugiej stronie ciasteczka domowej roboty i zaraz przypomniałam sobie wspólne wypieki z mamą, która zawsze pozwalała babrać mi się w mące i mieć udział w kuchennych pracach. Zaraz przyszły na myśl wspomnienia świątecznych ciast, urodzinowych tortów, noworocznych faworków i wielu innych smakołyków, które gościły w moim rodzinnym domu często bez okazji.

Każdy z nas po znalezieniu „swojego wspomnienia” w gazecie, miał go położyć na białym arkuszu na podłodze i przy okazji opowiedzieć, co to za wspomnienie.

I tak najwięcej znalazło się kuchenno- kulinarnych wspomnień, oglądane w dzieciństwie bajki- np. Bolek i Lolek, młotki i inne narzędzia do majsterkowania, którymi chłopcy uczyli się obsługiwać pod okiem ojców, bukiety kwiatów, samochody, klocki, lalki i wiele innych pięknych wspomnień. Aż się wszyscy rozmarzyliśmy opowiadając swoje historie – miło było wrócić na chwilę do tych dziecięcych lat.

Gdy karton zapełnił się wszystkimi naszymi zdjęciami, powstał kolorowy kolarz, ale co najważniejsze każdy z nas potrafił o swoim zdjęciu wiele powiedzieć, aż się do niego uśmiechał.

Nagle prowadząca wstała i przykryła nasz kolarz takim samym arkuszem papieru, ale z wieloma powycinanymi dziurami, niczym te, w żółtym serze.

Widać było tylko fragmenty naszych wycinanek i były one raczej „wyrwane” z kontekstu.

Na co powiedziała: „Przed chwilą pokazaliście jak wy widzicie swoje wspomnienia, a teraz widzicie podziurawiony obraz wspomnień dziecka adoptowanego, które często nawet nie umie przypisać skojarzeń i wspomnień do konkretnych sytuacji.”

Zrobiło nam się przykro. My potrafimy opowiedzieć swoją historię, dziecko jeśli jest adoptowane we wczesnym okresie, ma tylko wyrwane kadry z „pierwszego, życia”.

To zrozumiałe, że będzie pewnie o nie pytać, a my choć mała szansa, że będziemy umieli na te pytania choć w małym stopniu odpowiedzieć, to musimy te pytania, te wyrywki wspomnień, to „pierwsze życie” dziecka po prostu  zaakceptować.

Musimy pomóc, by nasze dziecko również umiało te strzępki wspomnień akceptować.

Tyle możemy zrobić.

Bo to jest Jego historia. O wiele trudniejsza, niż nasza, związana z niepłodnością.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s