Aktualności z Wiewiórkowa – październik

W końcu zasiadam spokojnie do mojego centrum zarządzania blogowym wiewiórkowem.

Ostatnie tygodnie upłynęły mi w ekspresowym tempie. Dopiero wczoraj miałam pierwszy, naprawdę wolny dzień, by ogarnąć domowe sprawy i nacieszyć się kawałkiem wolnego czasu, choć sobota nigdy u mnie leniwa nie jest, ale to zawsze inne czynności niż zawodowe;)

 

Zatem dzisiaj, po długim leniuchowaniu w łóżku ( nawet bardzo, bo do 11.30), zjedliśmy wspólne śniadanie z M. i ja siadłam do komputera, by uaktualnić bloga. Uwielbiam takie dni jak dziś, gdy deszcz delikatnie brzdęka w parapet, nie mam wtedy wyrzutów sumienia, że wolny dzień spędzam w domu, zamiast przewietrzyć mózg na niedzielnym spacerze.

Kawa w niedzielę smakuje 100x lepiej niż w tygodniu i choć zawsze zawdzięczam ją naszemu kochanemu Krupsowi (to prezent ślubny od przyjaciół – zdecydowanie najczęściej używany, ze wszystkich prezentów), to dziś, zegar z galopującymi wskazówkami wcale mnie nie popędza, bo mam czas, by delektować się aromatem mojej ulubionej kawy.

 

DSC_0060
zapach świeżo parzonej kawy – aż chce się chcieć 😉

 

Ostatnie tygodnie były trochę szalone, a to za sprawą pracy i studiów. Co prawda, pracuję jedynie od poniedziałku do piątku (wiem, to luksus), ale w jeden weekend wypadły nam targi branżowe, na których musiałam się pojawić, w dwa pozostałe weekendy miałam zajęcia na studiach podyplomowych.

Absolutnie nie żałuję tego czasu, bo był bardzo owocny, szczególnie ten, na uczelni, ale chwila wolnego jest też wskazana. Ze studiów jestem bardzo zadowolona, nawet się nie spodziewałam, że kierunek, który wybrałam jest tak popularny na mojej uczelni. Przyjeżdża na niego sporo osób z centralnej i północnej Polski, bo tu jest podobno najlepsza kadra. No proszę! A ja wybrałam go na czuja;).

I uwaga, znalazły się podczas tych 2 zjazdów już 2 wstawki prowadzących, które idealnie pasują do mojej / naszej/ chyba każdej – niepłodności! Podam Wam te 2 przykłady na końcu. Byłam absolutnie zaskoczona, bo moje studia nie mają nic wspólnego z medycyną, psychoterapią itp.

W natłoku wielu obowiązków nie wyrobiłam się i nie pojawił się na blogu post „wrześniowe love” ani październikowe, choć ten, może jeszcze zdążę stworzyć.

Ale w skrócie, co się działo w wiewiórkowie w ostatnim czasie:

  • zakończyłam tegoroczne przetwory – dlaczego tak późno? Bo sezon kończą powidła śliwkowe, czyli 3-dniowe stanie przy garach, a w moim przypadku trwa to czasem dłużej, bo trochę zapomnę o mieszaniu, trochę przypalam, przekładam do nowego gara i tak w kółko, ale efekt jest! Pyszne powidła stoją już w piwnicy, a mam też kilka nadprogramowych słoiczków, które pewnie weźmiemy w prezencie dla rodziny, przy świątecznych wyjazdach.
  • Mój M. już trzeci raz podjął się zrobienia wina. W zeszłym roku to było czerwone wino, w tym roku dostaliśmy sporo białego winogrona, dokupiliśmy trochę czerwonego, więc na święta będzie do wyboru 😉 Ubiegłoroczne tak szybko się skończyło… Więc teraz stoją nam w mieszkaniu 2  duże gąsiory i radośnie bulgoczą.

 

Ja oprócz blogowych planów (chciałabym w najbliższym czasie przygotować post dlaczego zdecydowałam się na terapię u psychologa) spisuję już kolejne zadania z kategorii:

„bo chciałabym to zrobić”  czyli:

  • Las w słoiku, tak teraz popularny.

Przy okazji zakupów winiarskich, M. zamówił ogromny słój z myślą, że powstanie w nim właśnie nasz słoikowy las. Mam nadzieję, że za niedługo będę mogła pokazać Wam go na blogu.

  • Ogarnąć domowe kwiaty.

Nie ukrywam, że mieszkamy obecnie w jednym z najbardziej zatrutych miast. Smog, mgła i totalny brak wiatru już zagościły w naszych okolicach na dobre i raczej do kwietnia tak zostanie. Ja jako astmatyk czuję się kiepsko w takim okresie, z resztą właściwie mało kogo nie boli wtedy głowa. Co zatem robimy? Nie mam wielkiego wpływu na spacyfikowanie smogu, więc próbuję „produkować tlen” 😉 W zeszłym roku zakupiłam trochę dodatkowych kwiatów do domu, przeglądnęłam wiele artykułów w tym temacie i teraz przesadzam, szczepię, pielęgnuję i na każdą okazję proszę by mi kupić jakieś małe, zielone, coś w doniczce.

  • Uruchomić ukochaną maszynę…. do szycia oczywiście.

Od wakacji stoi pod biurkiem, a mi w szufladach grzecznie czekają spódnice i sukienki do przeszycia. Idealne na obecną, jesienną porę, ale znów brakuje na to czasu.

  • I to, co Wiewiórki lubią najbardziej – czyli robić przyjemności innym… już zastanawiam się nad prezentami świątecznymi dla bliskich.

Tzn. zastanawiam się już od dawna, ale muszę zacząć działać. Tegoroczne podarunki będą raczej symboliczne, ale chciałabym, aby jak zawsze, były przydatne i takie od serca. Mam nadzieję, że z pomocą przyjdzie mi właśnie moja maszyna do szycia.

Pomyślałam, że może uszyję dla dziewczyn małe kosmetyczki do torebki, albo oryginalne fartuszki kuchenne, albo zrobię prezenty ogólno – domowe, czyli np. komplet podkładek pod talerze na stół. Muszę się szybko zdecydować i przejść do czynów.

Macie jakieś podpowiedzi, co oryginalnego można podarować bliskim??

Jak to rozgrywacie, kupujecie 1 prezent wylosowanej osobie, czy jakieś drobniejsze wszystkim? Jestem ciekawa innych rodzinnych zwyczajów.

  • Stały punkt programu – książki.

Zawsze koło łóżka leżała mi kupka książek, które chciałam przeczytać, ale obecna już się przewraca. Dlaczego tak jest, że jeśli muszę z czegoś zrezygnować z braku czasu, to właśnie rezygnuję z czytania? To jest sprawa dla psychologa 😉 Jeśli, któraś z Was chce się wypowiedzieć w tym temacie, to z chęcią przyjmę krytykę i dobre rady.

Tym bardziej, że do moich zwyczajnych czytadeł, dołączyły książki ze studiów – mega ciekawe i inspirujące, a za tydzień przypominam, kto jest w okolicy – szykuje się największa impreza książkowa w Małopolsce – TARGI KSIĄŻKI W KRAKOWIE! Byłam parę razy i polecam każdemu miłośnikowi książek. Wybór literatury dziecięcej, dla dorosłych i naukowej jest ogromny, zakupy 20-50% taniej, a jeszcze często autograf autora się trafi. Do nas z okazji targów możliwe, że przyjedzie rodzina, więc będzie uczta nie tylko książkowa;)


 

Wracając do moich studiów, które dały mi do myślenia w kontekście niepłodności.

Wy też tak macie, że wszędzie widzicie matki z dziećmi, że kobiety ciężarne wyskakują Wam z lodówki, że nawet gdy obca, ciężarna kobieta stoi do Was plecami, gdzieś na ulicy, to potraficie „wyczuć”, że jest w ciąży, pewnie bardzo szczęśliwa i że ma po prostu to, czego Wy możecie nigdy nie mieć?

Ja tak miałam, no dobra jeszcze trochę mam. Ale dowiedziałam się na zajęciach z psychologii konsumenta, że tak ma każdy z nas, bo tak działa nasz mózg!! Tak, to nie hormony, nasz podły nastrój, tylko nasz mózg robi sobie z nas żarty! Nasz mózg lubi wyłapywać obiekty zasadą selektywnej percepcji.

Wtedy, gdy jesteśmy na etapie starań o dziecko i to jeszcze długich i nieudanych, na każdym kroku nasz osobisty komputer wyłapuje brzuchy, dzieci, wózki itd. Pewnie umiecie określić dokładnie ile kobiet mieszkających w Waszym bloku jest w ciąży, a ile rodzin ma malutkie dzieci, ale gdybym zapytała Was ile osób starszych w Waszej okolicy ma chore stawy, kręgosłup i przez to chodzą o kuli – to co? Znacie odpowiedź? Raczej nie. No właśnie! Mózg rejestruje, to co On chce, a obecnie rwa kulszowa i ortopedyczne wspomagacze w postaci kuli, po prostu Go nie interesują, On szuka brzuchów, duuuużych brzuchów.

Jeśli jeździcie Skodą Octavią to pewnie dokładnie powiecie ile podobnych Octavii stoi na Waszym parkingu, a idąc do pracy Wasz mózg rejestruje tylko TĄ markę samochodów na ulicy, a totalnie nie zwraca uwagi na Volvo, Opla, czy Toyotę. Dziwne, nie?

Więc teraz już sami widzicie, przez ostanie lata wcale nie było takiego ogromnego baby – boomu. To nasz mózg zrobił nam boom na baby 😉 Złośliwiec jeden.

 

A teraz z innej parafii, ale urzekło mnie tak, że płakałam się 3 razy, więc i Wy popłaczcie, jeśli nie widzieliście.

Otóż firma, która dostała zlecenie zrobienia kampanii reklamowej dla SOS Wiosek Dziecięcych, by pozyskać więcej kandydatów na rodziców zastępczych długo zastanawiała się, jak przekonać osoby myślące o takim rodzicielstwie do podjęcia decyzji.  I wiecie co się okazało? Po długiej analizie rynku i sytuacji, wyniki były zaskakujące – wiele ludzi myśli o takiej roli, ale ….. wszystkim wydaje się, że NIE DADZĄ SOBIE RADY… to było problemem, a nie brak chęci!

Oto co wyszło, zobaczcie sami…. Mnie znów chce się płakać, ale może ja taka płaczka jestem.

„Szukamy mamy

Najważniejsze, że zgłosili się nowi rodzice i wioski mają pełne rodziny.

 

4 myśli na temat “Aktualności z Wiewiórkowa – październik

  1. Zasada selektywnej percepcji… muszę zapamiętać, bo to serio tak dokładnie u mnie działa.
    Podziwiam Cię za zapał do przetworów (miałam robić w zeszłym roku, w tym roku, ale chyba nadal do tego nie dojrzałam ;), do szycia (o nie, tego nie lubię), a z czytaniem książek mam to samo. Zaległości rozgrzeszam tym, że większość wolnego czasu poświęcam na wynajdywanie przepisów i pieczenie, a to zawsze może sprawić przyjemność kilku osobom, a nie tylko mnie 😉
    Co do prezentów świątecznych – w najbliższej rodzinie jest zasada, że każdy każdemu, najczęściej dogadujemy się z siostrą i robimy wspólny prezent rodzicom. A z najbliższymi koleżankami co roku wymieniamy się drobiazgami typu mały kosmetyk (mydełko zapachowe), jakieś świeczki, symboliczne ozdoby itp. Niestety, w moim przypadku handmade odpada, ale chylę czoła przed wszystkimi, co jakiś dryg ku temu posiadają 🙂
    A kampania Wiosek poruszająca ❤

    Polubienie

  2. Mój zapał do przetworów i podejmowanie prób szycia to albo geny, albo kwestia przyzwyczajenia, że tak miałam w domu rodzinnym. Szycie przez pierwsze 27 lat mojego życia było mi obce, potem żebym nie sfiksowała w innym mieście bez znajomych i rodziny, rodzice kupili mi maszynę do szycia. Nie umiałam nic, ale jak dobrze, że jest you tube 😉 Piec też uwielbiam, ale od momentu diety bezglutenowej i bezcukrowej już mniej działam cukierniczo, bo potem nie umiem się oprzeć i dieta idzie w odstawkę;) Ale liczę, że za jakiś czas wrócę do normalnego jedzenia i piekarnik pójdzie w ruch.

    Polubienie

  3. O, to może szycie dopiero przede mną 😉 Ale gratuluję, że sama się tego nauczyłaś 🙂 Ja też na diecie bezglutenowej, a do tego bezmlecznej i bezjajecznej – wyszły mi silne alergie w testach 😦 Nie jem niczego ze swoich wypieków, bo nie mam siły szukać zamienników, ale moja teściowa owszem 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s