12 sygnałów, że w niepłodności potrzebne jest wsparcie psychologa.

To oczywiste, że jeśli przez jakiś czas nie pokazują się 2 kreski na teście ciążowym, ruszamy do ginekologa i szukamy przyczyn naszych niepowodzeń. Czasami dołącza do armii naszych konsultantów również endokrynolog, androlog, naprotechnolog, u nas jeszcze radiolog i na nieszczęście onkolog (dobrze, że to był krótki czas). Oczywiście nie zapominając, że w laboratorium medycznym bywamy już tak często jak w hipermarkecie i zamiast karty „moja biedronka” powinnam była posiadać już kartę „moje badanka” 😉

Ojjj długo opierałam się, by zacząć pomagać też SOBIE, faszerowałam lekami, kłułam zastrzykami, prześwietlałam RTG i USG, a dlaczego nie chciałam pomóc sobie wewnętrznie??

Bo uważałam, że skoro nawaliłam (dokładnie tak myślałam) jako kobieta, nie umiem zajść w ciążę, to teraz przynajmniej powinnam świetnie UDAWAĆ, ŻE UMIEM SOBIE Z TYMI PORAŻKAMI RADZIĆ. Dokładnie tak, po prostu próbowałam ukarać siebie, za to że inne w ciążę zachodzą w mig, a ja w kilka lat nawet nie umiem.

Ale i u mnie, przyszedł kryzys. Tzn. on szedł sobie za mną bardzo długo, ale udawałam, że wszystko mam pod kontrolą, że dam radę. „To mój problem, to sama powinnam sobie z nim poradzić”. Żaliłam się jedynie M. – bo on był przecież w temacie i dlatego jemu też poczyniłam wiele szkód, bo ostatecznie oprócz tego, że sam przeżywał naszą niepłodność (zazwyczaj po cichu) to jeszcze wspierał mnie. A im bardziej wspierał, to ja tym bardziej zarzucałam go moimi niepłodnościowymi przemyśleniami. W końcu doszliśmy pod ścianę – ja już nie wytrzymywałam ze sobą i z niepłodnością, M. nie wytrzymywał ze mną.

Dziś jestem dumna, że zrobiłam ten krok. Że po wielu latach przestałam udawać przed sobą. Tak, wybrałam się do psychologa.

Wiem jak trudno się przełamać, a potem jeszcze znaleźć właściwego specjalistę. Ale warto, naprawdę!

Przedstawiam Ci moją (subiektywną) listę sygnałów, które świadczą, że czas porozmawiać również ze specjalistą od ducha i umysłu. Nie tylko jajniki są ważne. Pamiętaj kto wszystkim steruje. Gdy nasz osobisty komputer ciągle się zawiesza, nic nie będzie działać normalnie. Oto przykłady z mojego życia:

  1. Zagryzanie zębów, udawanie twardzielki, a potem płacz do białego rana.

    Gdy musiałam spotkać się z dzieciatymi znajomymi, opiekować się chwilę małym brzdącem, uczestniczyć w rodzinnym spotkaniu, gdzie „samozwańczym królem imprezy” był Adaś / Zosia czy inny brzdąc – grałam twardzielkę. Nawet bawiłam się jak zawodowa opiekunka, udawałam doświadczoną mamę – potem 3 dni dochodziłam do siebie. Wszystko wylewało się ze mnie już po takim spotkaniu, rozmowie telefonicznej z szwagierką, czy oglądaniu zdjęć dzieciaków psiapsiółki z pracy. Przy nich nigdy się nie zdradziłam, dolną wargę miałam już zgryzioną na maksa, ale nigdy się nie przyznałam, że sprawiają mi ogromną przykrość. Udawałam, że się cieszę, a potem cierpiałam podwójnie. Noc po takich przeżyciach była stracona. Rano moje oczy wyglądały jak … usta niektórych celebrytek.

  2. Strach przed spotkaniem starych znajomych, dawnych sąsiadów, nie mówiąc już o „troskliwej cioci”.

    Wracając do domu, kombinowałam, by nikogo znajomego nie spotkać po drodze. Tak, byłam skora nadrobić pół km. by „droga była bezpieczna”. Spotkania klasowe, z dawnymi przyjaciółmi – strzegłam się przed tym ogromnie. Już wyobrażałam sobie, że zanim padnie „cześć Lidia” usłyszę ” a ty kiedy?”, „co nie wiesz jak to się robi?” Tak, to często było już urojone, ale tak było. Nie umiałam sobie z tym poradzić. Wręcz czekałam na te pytania i nie umiałam skoncentrować się na bieżącej rozmowie. Bałam się, że rozmówca i tak mi nie podaruje – w końcu wie, że nie mam dzieci, zaraz na pewno zapyta dlaczego. Marzyłam by wyprowadzić się gdzieś, gdzie nie mieszka nikt w „wieku rozrodczym”, bym nie musiała się bać dobrych nowin i słuchać porównań do innych.

  3. Wszyscy widzą, że „nie mam brzucha”- czyli moje wyobrażenia, co inni o mnie myślą.

    Zawsze patrzyłam na siebie, wyobrażając sobie jak widzą mnie inni. Przecież oni nie widzą kobiety, dawnej znajomej, po prostu Lidki, oni widzą BEZDZIETNĄ, tą, która pewnie NIE MOŻE.

  4. Doprowadziłam mojego M. na skraj wyczerpania.

    Tak, zapomniałam, że jego temat dotyczy tak samo mocno. Skoro się nie odzywał, to często myślałam – „jemu znowu jest wszystko jedno” i zadręczałam go moimi przemyśleniami, ryczałam w kołnierz, przegadywałam każdą porażkę. Tak, to było mi potrzebne, ale jego niszczyło. Powinnam była mieć wtedy inny kołnierz do płakania, tylko czyj? Skoro przed wszystkimi udawałam twardzielkę?

  5. Za niepowodzenia w staraniu, KARAŁAM SIĘ dodatkowymi obowiązkami.

    Trafiłam po studiach do firmy, która dała mi możliwość rozwoju i dobrze płatną pracę. Na początku traktowałam to jako szczęście i wyzwanie. Potem to był mój OBOWIĄZEK – muszę dobrze zarabiać, sama sobie określałam wymagania, pułapy, limity. Skoro innych rzeczy nie mogę, tu muszę być najlepsza!  Zakupy, obiad, sprzątanie, prasowanie, umyte okna – wszystko powinno być perfekt, skoro mój organizm zamiast perfekt, to ma defekt. Wyniszczyło mnie to. Z resztą jeśli byłoby inaczej to bardzo byłabym dziś zdziwiona.

  6. Na pytania, kiedy my planujemy mieć dzieci, reagowałam jak BYK NA KORRIDZIE.

    Owszem, robiło mi się przykro, wiele razy poleciały łzy, ale zawsze dopiero wtedy, gdy byliśmy już sami. W towarzystwie, gdy słyszałam takie pytania, pierwszy rodził się we mnie ogromny gniew. Jak można mieć czelność zaglądać do mojej macicy i sprawdzać, czy ktoś tam już mieszka, albo kiedy będzie mieszkał???? Byłam wtedy złośliwa, niemiła i zazwyczaj moje odpowiedzi nie miały nic wspólnego z taktownymi. Skoro inni nie mają taktu i nie czują, że takich pytań się nie zadaje – to ja mogę również zrezygnować z taktownej odpowiedzi. Niech się obrażą, trudno. No i wiele razy tak zrobiłam. Kilka osób się obraziło. Trudno. NIGDY NIKOMU NIE POWIEDZIAŁAM PRAWDY, ŻE WALCZYMY Z NIEPŁODNOŚCIĄ.

  7. Uważałam, że moje życie BEZ DZIECKA – NIE MA ŻADNEGO SENSU, WIĘC PO CO TAKIE ŻYCIE?

    Zastanawiałam się obsesyjnie już, jak sobie poradzę, jeśli faktycznie zostaniemy do końca życia sami. Gdy jako dziewczynka, marzyłam kim zostanę w przyszłości, nigdy nie brałam pod uwagę opcji – polityk, astronautka, policjantka, strażak, czy modelka. Od początku wiedziałam, że to nie dla mnie. Tak samo wiedziałam, że rodzina bez dzieci, to też nie dla mnie. Nie mam nic przeciwko kobiecie- astronautce, tak samo jak kobiecie bezdzietnej, ale ja tego nie czułam, moja przyszłość chciałam by była inna. Teraz życie zmuszało mnie by, wbrew sobie być astronautką! Miałam gdzieś takie życie, nie chciałam nawet go spróbować. 

    Co raz częściej modliłam się już nie o dziecko, ale by Bóg jak najszybciej zakończył moje życie!

  8. Bałam się też, że zostanę kiedyś, ale BABCIĄ.

    Bałam się, że zajdę w ciążę ok. 40-stki i wtedy nie dość, że nie będę umiała „wyjść” z tej niepłodności po tak długim czasie i zająć się odpowiedzialnie dzieckiem, to jeszcze będę wyglądać jak babcia, a nie mama. Sama nie wiedziałam co gorsze – bezdzietne małżeństwo, czy dziadko-rodzice. Bałam się, że przyszłość na pewno szykuje dla mnie jakieś złośliwe rozwiązanie.

  9. Przestałam czuć się kobietą.

    Ja, która szpilki, spódnice i torebki uwielbiałam, codziennie robiłam makijaż i fryzurę, lubiłam malować paznokcie i kupić co jakiś czas nowy ciuch – przestawałam powoli dbać o siebie. Za karę, na złość, a może bo nie miałam celu – sama nie wiem dlaczego. Pewne było, że nie umiałam urodzić, a to stał się dla mnie wyznacznikiem kobiecości, więc po co mi spódnica – nie udawaj Lidka kobiety, jak nią nie jesteś!

  10. W pewnym momencie wszystko stało mi się OBOJĘTNE.

    I mnie dopiero ten punkt dał do myślenia, a potem zmusił do działania. Kiedyś mega obowiązkowa i przygotowana do wszystkiego na tip – top. Teraz -nic mnie nie cieszyło. W pracy, wyniki co raz gorsze, motywacji żadnej, nie umiałam rano wstać z łóżka, co raz częściej ja punktualna zaczynałam się spóźniać. Nie widziałam sensu w niczym. Praca, hobby, książki – nic dla mnie nie istniało. Marzyłam by jak najszybciej wrócić do domu, choć nikt w nim nie czekał (M.w pracy), ale mogłam wtedy w spokoju popłakać … i tak dzień w dzień.

  11. Wszczynałam kłótnie z M. o byle co.

    Przyczyna była nieważna, ale on radził sobie lepiej, spokojniej z naszą niepłodnością, więc bodłam go jak byk rogami, bo myślałam, ze jemu wszystko jest obojętne, podczas gdy ja usycham z tej naszej bezdzietności. Tymczasem M. cierpiał tak samo, albo i bardziej, miał u boku żonę – wariatkę.

  12. Gdy już nie miałam siły sama do siebie, ale nie chciałam też przyjąć żadnej pomocy, ani rady od bliskich spadłam na samo dno.

    Nie umiałam z nikim porozmawiać spokojnie, a łzy lały mi się jakby same, złość za to kipiała w najmniej oczekiwanych momentach, wtedy właśnie w tej ogromnej bezsilności  zauważyłam, że ….. sprawiam ból, ale już nie tylko sobie.

Sprawiam ogromny ból M. i niszczę jedyne cudowne co mam – nasze małżeństwo.

Potem dostrzegłam strach mojej mamy. Bała się zadać mi zwykłe pytanie, bo mogłabym wybuchnąć. Starała się być delikatna i obchodzić ze mną jak z jajkiem. Często miała łzy w oczach, gdy widziała co się ze mną dzieje. Wiedziałam, że modliła się za nas.

Wtedy właśnie postanowiłam iść do psychologa, by POMÓC INNYM. Wiedziałam, że jak czegoś ze sobą nie zrobię, to nie dość, że nie będę mieć dziecka, ale za jakiś czas może zostanę zupełnie sama, bo M. już dłużej może nie wytrzymać. Zniszczę relacje ze wszystkimi  bliskimi.

Poszłam do psychologa, by pomógł mi „wyleczyć” się z chęci bycia matką. Bym zaczęła jakoś żyć i nie psuć życia najbliższym.

Okazało się jednak, że terapia u pani psycholog przyniosła coś innego.

 

 

Reklamy

7 myśli na temat “12 sygnałów, że w niepłodności potrzebne jest wsparcie psychologa.

  1. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy tego wpisu, czyli co dała terapia, bo mogę z tej listy sygnałów odhaczyć w zasadzie punkt po punkcie… W najgorszym stanie byłam niemal dokładnie rok temu i to wtedy powinnam już się na nią zdecydować (- to było pół roku po ciąży pozamacicznej i usunięciu jajowodu. Przez te pół roku udawałam przed wszystkimi bohaterkę, nawet zaraz po operacji dzwoniłam do bliskich i coś tam żartowałam, bo wiedziałam, że strasznie się martwią i chciałam ich pocieszyć. Mąż też był w kiepskim stanie, więc dla niego byłam totalną siłaczką. Nie przerobiłam straty otwarcie, cierpiałam po kryjomu, żeby nikogo nie dobijać… I po tym czasie „grania” nagle się posypałam. Uratowały mnie wtedy rekolekcje, ale to chyba nie wszystko, co powinnam zrobić. I do tej pory zwlekam.
    Doskonale Cię Lidko rozumiem i bardzo podziwiam, że znalazłaś siłę, by coś zmienić. O rany, dziękuję za ten wpis!

    Polubienie

    1. Takkk, my kobiety często jesteśmy bohaterkami, ale są sytuacje kiedy powinnyśmy pozwolić sobie na słabość i dać pomóc. Sęk w tym, że ja pozwoliłam coś u siebie zmienić, wtedy gdy nie miałam już zupełnie sił. Gdybym je jeszcze miała, to pewnie udawałabym dalej.
      To powiedzenie, że człowiek musi sięgnąć dna, by zacząć się odbijać, u mnie było prawdziwe, niestety.
      Ważne, że już jest lepiej. Na pewno za chwilę dopiszę, co zyskałam dzięki tej terapii.
      Ściskam

      Polubienie

  2. Łzy same mi płyną po policzkach. Wiele z tych sygnałów i ja wysyłałam. Trafiłaś w samo sedno. Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg. Pozdrawiam ciepło z deszowego i wietrznego Hamburga.

    Polubienie

  3. Jaka ta niepłodność jest parszywa – atakuje naszą psychikę w bardzo podobny sposób i prawie każdą z nas łapie na ten sam „haczyk”. Mam nadzieję, że u Ciebie Aniu, to też już przeszłość.
    Kraków dziś też nie lepszy niż Hamburg – wieje, leje, ale oglądając to zza szyby, kawa wtedy smakuje lepiej. Ściskam
    L.

    Polubienie

  4. Bardzo życiowy post. Wiele punktów mogę przypisać do samej siebie. Wciąż się waham nad psychologiem ale takie wpisy powodują że faktycznie wierze iż to może pomóc. Mam za sobą 4 lata walki bezskutecznej a w głowie wciąż tylko jedna myśl-zostać mama. Kwestia jest jeszcze jedna żeby trafić na dobrego psychologa, czy mogłabyś mi kogoś polecić w Krakowie ? Będę ogromnie wdzięczna. Czekam na dalszy rozwój zdarzeń 😉

    Polubienie

    1. Madziu pamiętaj, że zawsze możesz iść na pierwszą konsultację i sama ocenisz, czy przyda Ci się pomoc. Psycholog też podpowie, jak on to widzi. Czasami wystarczy kilka spotkań i łapiesz równowagę. W Krakowie bardzo dobre opinie ma dr I.Grzyb – byłam 2 razy, ale tłok, problem z terminami i ilość dzieciaków w poczekalni mnie zraziła. Pani zajmuje się również psychologią dziecięcą. Ostatecznie wylądowałam u p. Aleksandry Siódmak, bardzo sympatyczna i delikatna psycholog. Mnie naprawdę pomogła.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s