Niepłodność daje nam czas dla siebie nawzajem.

Gonimy po lesie, wspólnie robimy las w słoiku, układamy puzzle, włóczymy się wieczorem po urokliwych uliczkach naszego starego miasta – żyjemy jak przed ślubem, gdy niepłodności jeszcze nie było. Dlaczego zapomnieliśmy o tym na długich 7 lat?

Czasami myślę sobie, że jesteśmy za bardzo poważni, a ta nasza niepłodność specjalnie próbuje wydobyć z nas trochę dziecięcej beztroski. Raczej nigdy nie skupialiśmy się na drobiazgach, celebrowaniu chwili i cieszeniu z takich przysłowiowych bzdur. My czekaliśmy na kolejny etap naszej dorosłości, naszego małżeństwa – dziecko. Mieliśmy poważny cel i tam nie było czasu na zabawę.  Ale czasami samemu trzeba umieć być dzieckiem i o tym przypomniała nam nasza za długa już niepłodność.

Czyli znów DZIĘKI NIEPŁODNOŚCI coś zyskaliśmy!

Obecnie staramy się spędzać czas tak, by wykorzystać, że jesteśmy jeszcze tylko we dwoje, a nie ubolewać nad tym. Lament i ubolewanie nie zmieniają sytuacji, a odbierają te cenne chwile, które się nie powtórzą.

W poprzedni weekend wybraliśmy się do lasu.

Ok 20km od naszego miasta znajduje się Puszcza, gdzie lubimy jeździć na spacery, poszaleć na rowerach, a tym razem cel był jeszcze jeden. Chcieliśmy od dłuższego już czasu stworzyć własny las w słoiku. Zatem ukradliśmy (bo w puszczy inaczej tego się nie da nazwać) trochę potrzebnych roślinek, wcześniej zakupiliśmy potrzebne akcesoria i powstały takie oto 2 leśne słoje.

DSC_0010
Wiewiórkowy LAS W SŁOIKU

Jeden ze słojów dostałam kiedyś od mamy i nie wiedziałam na co go przeznaczyć, więc gdy nastała moda na las w słoiku, spasował mi idealnie. Drugi zakupił M. przy okazji zamawiania akcesoriów do produkcji domowego wina (tak mój M. robi wino, ale o tym innym razem ;).

Do zrobienia naszego lasu użyliśmy:

  • 2 dużych słoików
  • ziemi uniwersalnej
  • keramzytu, piasku
  • węgla aktywowany – kupiłam w aptece
  • roślinek: mech, bluszcz, paprotka, trawa
  • kilku ozdobnych kamieni
  • spryskiwacza do nawodnienia lasu

Idealnie pasowałyby jeszcze szyszki albo kawałek drewna, ale niestety takie elementy w zamkniętym słoju zaczynają pleśnieć, a tego nie chcemy, więc musieliśmy zmienić plan.

DSC_0022

DSC_0030
robimy las w słoiku

Gotowe lasy, zamknięte w naszych słoikach z góry prezentują się tak:

 

 

 

DSC_0087
po lewej – las M. z mchem w roli głównej, po prawej mój – mix

Teraz codziennie oglądamy co się dzieje w słojach i czekamy na rozwój leśnej roślinności. Podobno powinno się posadzić w słoiku roślinki do jego 1/3 wysokości, tak by mogły rosnąć, my trochę złamaliśmy tą zasadę, więc jestem ciekawa jak las sobie poradzi.

Zamknięty i postawiony w jasnym miejscu nie wymaga podobno pielęgnacji, czy tak jest zobaczymy niebawem. Jeśli się sprawdzi, to może to będzie dobry pomysł na świąteczny prezent dla bliskich? Zobaczymy..

Jak za dawnych lat

W sobotę wybraliśmy się na wieczorny spacer, co zdarza się nam niestety niezwykle rzadko. W tygodniu późno wracamy z pracy, a do tego korki do centrum skutecznie odstraszają, więc raczej czas spędzamy w domu.

Za studenckich czasów często umawialiśmy się z M. na naszym Rynku i spacerowaliśmy do późna po zakamarkach miasta. W tą sobotę dotarło do nas, jak długo tego nie robiliśmy – prawie 1/3 naszych dawnych knajpek i kawiarenek ustąpiła miejsca nowym, niestety mniej klimatycznym, nowoczesnym lokalom. Chyba się starzejemy, skoro tęsknimy do tych old-schoolowych miejsc 😉

Kilka godzin wcześniej miasto przewiał porywisty wiatr, co w naszej okolicy jest rarytasem, więc nie skorzystać z takiej soboty, na świeżym powietrzu bez smogu – to byłaby szkoda!

DSC_0034.JPG
w kawiarnianych ogródkach jeszcze kwitną kwiaty, a na płycie rynku już rozkłada się świąteczny kiermasz

A wieczorem zrobiliśmy sobie relaks przy świecach, winie, pysznej kolacji, filmie – oglądanym już nie wiem który raz, ale „Dzień świstaka” bawi nas zawsze tak samo.

Niedziela upłynęła leniwie, na wspólnym śniadaniu i spacerze do naszego ulubionego kościoła. I przyznam Wam się, że nawet chrzest św. który odbywa się tradycyjnie w drugą niedzielę miesiąca, wywołał u mnie uśmiech i radość na twarzy. Jakoś przestałam się martwić, że ja nigdy nie potrzymam swojego dziecka do chrztu. Nawet co raz częściej przeczuwam, że ta chwila zbliża się wielkimi krokami. 

A w ramach popołudniowego relaksu układam swój nowy nabytek prosto z październikowych targów książki. Pomyślałam, że przyda nam się jakieś wspólne zajęcie na zimowe wieczory i kupiłam puzzle. Na razie ja rozpoczęłam ogarnianie tych 3000 elementów, a M. tylko mi się przygląda. Wciągnęło mnie jak małą dziewczynkę, kiedyś uwielbiałam puzzle!

 

DSC_0049.JPG

Cieszę się ogromnie, że udało mi się wypłynąć na powierzchnię tej niepłodności, która mnie zalewała od wielu lat i zacząć korzystać z czasu jaki został nam dany.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s