Adwent goni mnie cały czas

Na większości blogów o niepłodności dłuższe milczenie zazwyczaj oznacza…. wiadomo co. Uspakajam wszystkich, u mnie to tylko (i niestety) brak czasu i kiepska forma fizyczna.

Końcem listopada postanowiłam sobie, że może tegoroczny adwent będzie inny, taki bardziej adwentowy, a nie zabiegany i zakręcony na punkcie prezentów, sprzątania, gotowania.

Postanowiłam, że więcej czasu poświęcę dla siebie, na wyciszenie, modlitwę,a nawet w zamiarze miałam uczestniczenie w porannych roratach – czego nigdy wcześniej nie dokonałam (tak, wstyd mi teraz).

Plan był taki:

  • rano wczesna pobudka i roraty u dominikanów lub jezuitów
  • obowiązki domowe i osobiste do godz. 21, a potem 1 godzinka na czytanie już dawno przeze mnie rozpoczętej książki „Poemat Boga – człowieka”, albo ostatnio otrzymanej w prezencie z wydawnictwa WAM „Bóg i Ty”, która już po kilku stronach bardzo mi się spodobała.
  • oprócz tego, gdy czas pozwoli na: inne książki potrzebne na studia i dla relaksu, „plaster miodu” o. Adama, szycie ozdób świątecznych, pierniczki bezglutenowe
  • przygotowanie paczki dla potrzebujących – chciałam zrobić szybki przegląd ciepłych zimowych rzeczy, które nie będą już nam potrzebne i przekazać do którejś organizacji pomagającej potrzebującym w naszym mieście

 

Niestety plany mam zawsze ambitne, a wychodzi…. jak zawsze. W tym roku nawet nie jestem na siebie za to zła, bo po prostu zaniemogłam fizycznie.

Kręgosłup wyjątkowo daje mi się we znaki, nie ma dnia bym wstała wypoczęta, co rano wita mnie ból głowy, szyi i rąk, stawy odzywają się przy najprostszych czynnościach jak niesienie zakupów, odkręcanie słoika. Właściwie mogę tu przytoczyć popularne stwierdzenie – wiadomo, kto bez butów chodzi… no i ja w tym sezonie stałam się takim szewcem właśnie.  Codziennie uczulam swoich pacjentów by o siebie dbali, a sama czuję się tak jak oni ;(

Więc ogólne postanowienie, by nie szaleć z porządkami wychodzi mi wyśmienicie – nie latam ze szmatą i nie odsuwam wszystkich szafek, w sumie to nie odsunęłam jeszcze żadnej, nie umyłam ani pół okna, choć widoczność już jest ograniczona, nie wyprałam firanek i zasłon, właściwie bądźmy szczerzy – nie zrobiłam nic.

I widzę w tym jeden, jedyny, jedyniutki PLUS – przez to, że czuję się fatalnie nie szaleję ze wszystkimi: „muszę, trzeba, powinnam”, nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia i łatwiej sięgam po książkę niż odkurzacz. Czasami mam wrażenie, że to Bóg tak ustawia zdarzenia w moim życiu, bo wie, że w pełni sił będę próbować zrobić 200% obowiązków, jedyne rozwiązanie, bym usiadła i zajęła się czymś co reperuje mój umysł i wycisza duszę – to zabrać mi te siły. Ja to wiem i On to też wie, więc chyba rozumiem, dlaczego taki stan spotyka mnie przed świętami.

Mimo wszytko udało mi się już kilka, pojedynczych spraw załatwić:

  • wszystkie prezenty zakupiłam już w listopadzie, pozostał mi tylko 1 dla brata
  • 1 x na porannych roratach już byłam, trochę dzięki M. – bo odwoziłam go do pracy na wyjazd delegacyjny ciemnym świtem i wykorzystałam to, że zerwałam się tak wcześnie rano z łóżka
  • mam już za sobą 6 lekcji z rachunku ignacjańskiego dzięki książce „Bóg i Ty” oraz kilka „plastrów” O. Szustaka

Kiedyś karciłabym się za tak krótką listę dokonań, dziś cieszę się z tego co mam.

Żałuję, że brakło mi czasu na bloga, przez ostatnie dwa tygodnie, że dzisiejszy poranek był tak ciężki, że nawet odpuściłam sobie zajęcia na uczelni w ramach podyplomówki, co mi się nie zdarza, ale chyba z wiekiem zaczynam się uczyć wartościować i słuchać siebie, a nie tylko innych.

Gdy ja siedzę i tak stukam tego posta, mój M. dokańcza robić domowe wino – już dał mi spróbować, smakuje rewelacyjnie! M. powoli zaczyna się specjalizować w domowym winiarstwie 😉

DSC_0004
domowe sposoby klarowania
DSC_0008
gotowe – zabutelkowane

DSC_0002 (2)

Ale winem będziemy się raczyć pewnie w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, a ja dziś wyszukując sposobów na poprawę odporności i natrafiłam na inną ciekawą miksturę, którą właśnie próbuję i już jestem jej fanką.

O co chodzi? O napój imbirowy!

Nasz został zrobiony z:

  • ćwiartek pomarańczy i cytryny
  • plasterków korzenia imbiru
  • miodu
  • goździków i cynamonu

a to wszystko zalane gorącą wodą i zaparzone kilka minut. Nie dość, że pyszny, to poprawiający odporność!

DSC_0066
napój imbirowy

I tak właśnie mam zamiar spędzić dzisiejszy wieczór – napój imbirowy, ciepły koc, książka i chwila zadumy tylko dla siebie.

Jeszcze 2 tygodnie adwentu, mam nadzieję, że wykorzystam go owocnie.

A co Wy planujecie w przedświątecznej gorączce? Czy raczej odpuszczacie grudniowe szaleństwo i skupiacie się na sobie i bliskich?

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s