Nie narzekaj, że masz pod górkę, jeśli zmierzasz na szczyt! Powoli zaczynam się wspinać, trafia do mnie ostatnio dużo dobra, a mój organizm zaczyna współpracować.

Każde kłopoty, chwilowe dołki i te najniższe punkty na sinusoidzie naszej niepłodności mają tylko 1 malutki plusik – potem niezmiernie miło piąć się znów do góry. Każda, nawet najmniejsza pocieszajka sprawia radość, bardziej doceniam dobro, które otrzymuję i choć nie należę do osób niewdzięcznych (w sumie bez tych dołków też doceniam to co mam), ale te prozaiczne codzienne sprawy dopiero gdy się je traci zyskują barw „darów”, a nie „wiadomo, to jest norma”.

Byłam w ubiegłym tygodniu u endokrynologa, wytrzeszczał oczy ze zdumienia na moje wyniki, uczulenie i ból w stawach. Pokazałam mu ile dam radę podnieść rękę do góry, a ile odwieść do boku – stwierdził, że czegoś takiego jeszcze nie widział.

Miałam zrobiony zwyczajowy pakiet badań podstawowych (TSH, FT3, FT4, PRL, morf) i dodatkowo jeszcze TRAby – które wyszły źle. Diagnoza mnie zdziwiła, bo oprócz odkrytego w czerwcu 2017r Hashimoto, okazało się że jednocześnie mam chorobę Gravesa – Basedowa, która przebiega w nadczynności tarczycy.

Nie mogłam pojąć jak można mieć jednocześnie nad- i niedo- czynność tarczycy. To tak jakby być grubym i chudym jednocześnie .. głupie. Ale lekarz pokazał mi listę 105 swoich pacjentów z nadczynnością i tylko 9-ciu z nich nie miało Hashimoto. „Dopisuję panią na listę z nr 106”- usłyszałam 😦 Doceniam mojego endokrynologa, trafiłam do niego, by określił, czy tarczyca nie jest problemem w zajściu w ciążę, a okazało się, że ona jest problemem w wielu moich chorobach. Na wizytach siedzę ok. 45-50 min, wszystko tłumaczy mi tak, bym nie miała wątpliwości jak działa każdy lek, co na co wpływa itd. On zdaje sobie sprawę, że my – staraczki mamy tytuł Dr.n. med.googla i o wielu schorzeniach wiemy naprawdę dużo. To drugi lekarz, który ze mną rozmawia i mnie słucha.

Zgodził się na miesiąc pozostawić mnie bez leków, choć trochę to na nim wymogłam. Zrozumiał, że mam już dość bólu, uczulenia, wysypki i innych wrażeń, a zapewnić że nowy lek nie wywoła mi podobnej akcji nie mógł. Teraz wierzę, że mój organizm sam zacznie troszkę ze mną współpracować i że za miesiąc wyniki będą lepsze.

Przyznam, że po wizycie we środę byłam mocno zmartwiona, nikt nie wie co zrobić z moimi stawami. Lekarz zasugerował, że sama tarczyca może wywoływać bóle stawów, przy wahaniach poziomów hormonów, ale żeby aż takie? Skoro wiadomo, że to nie stan zapalny (tak określił endo, bo trzymałby się góra 2-3 dni po odstawieniu Thyrozolu, a to było już 3 tyg) postanowiłam, że nie mam już nic do stracenia i …. otworzyłam domowe WINO mojego M. Ale poranka kolejnego dnia bałam się, jak nie wiem co.

Tymczasem rano ból stawów był trochę mniejszy. W pracy, z okazji TŁUSTEGO CZWARTKU dostałyśmy ponad 20 pączków, stwierdziałam, że raz na czas mogę zrobić wyjątek od mojej bezglutenowej diety i …. zjadłam 5! Łooo matko, chyba nigdy tyle nie zjadłam.

W piątek ból stawów był już minimalny, a od soboty mogę prawie w pełni ruszać rękami! Wiem, że „kuracja winem i pączkami” to zbieg okoliczności, ale nawet nie wiecie jak się cieszę, że sama mogę założyć sobie biustonosz i bluzkę, że sięgam już po talerz do szafki sama i że torebka na ramieniu nie powoduje bólu!!! Jak cudownie jest być samodzielnym.

W pracy mogę powiedzieć, że póki co idzie całkiem dobrze. Zaparłam się, że musi się wszystko udać. Niefortunne zdarzenia, żeby nie nazwać tego oszustwem sama starałam się wyjaśnić, choć to ja jestem poszkodowana, ale nie lubię sztywnych sytuacji, gdy wiem, że muszę z kimś współpracować.

I wiecie co? Postanowiłam sobie, że odpuszczam wszystkie zawodowe przepychanki. Trudno, ryzyko, że za chwilę znów zrobią mnie w bambuko jest ogromne, ale dopiero po tych ostatnich wydarzeniach dotarło do mnie bardzo wyraźnie….. JA TU JESZCZE BĘDĘ PRACOWAĆ GÓRA 2 LATA a może krócej!

To, że zostanę mamą za jakiś czas, zaczyna do mnie dopiero teraz powoli docierać. Już nie mam ambicji, prowadzić najlepszego biura w Polsce, utrzymywać się w rankingach, szkolić pracowników i oddawać im swój czas, pieniądze i otwierać ich nowe firmy. Skupiam się na sobie. Będę tu pracować, nie po to by być docenioną jak kiedyś, będę pracować dopóki będzie mi się to opłacać, a potem z hukiem trzasnę firmowymi drzwiami i zacznę z przyjemnością nowy rozdział w życiu 😉

Już teraz się do tego przygotowuję, choć tego jeszcze nie czuję. Nie, nie robię zakupów dla dziecka, ani nie urządzam pokoju malucha. Rozpoczęłam w tym roku studia podyplomowe głównie w celu uruchomienia firmy i pokazania szefom, że można coś zrobić i ten biznes uratować. W styczniu okazało się, że moje działania nie będą potrzebne, firma poszła inną (dobrą) drogą i sama dostrzegła potrzebę zmian, więc moje studia do niczego nie będą im potrzebne. Ale dziś cieszę się, że zmotywowałam się do tych studiów – mam nadzieję, że za jakiś czas to właśnie dzięki nim będę mogła pracować zdalnie i już nie wracać do starej pracy. Poświęcić maksymalnie dużo czasu naszemu adoptowanemu dziecku, albo dziecku „kinder – niespodziance” jeśli nasze biologiczne zechce nas zaskoczyć. Taki mam plan.

Choć z planami wiadomo jak jest.

No i na koniec zostawiłam sobie PEREŁECZKĘw tym miesiącu miałam możliwość dołożyć swoją cegiełkę do portalu CHCEMY BYĆ RODZICAMI. Ogromnie się cieszę, że istnieją dziś takie miejsca, które bardzo wspierają i jednoczą w staraniach, nas – niepłodnych.

Jeśli macie ochotę przeczytać artykuł, w którym miałam również swój skromny udział wraz z 4 innymi znanymi blogerkami, to zapraszam:

Blogerki piszące o niepłodności.

 

Muszę Wam powiedzieć, że gdy mi pierwszy raz niepłodność zajrzała w oczy, był tylko jeden portal – nasz-bocian. Gdy teraz patrzę na ogrom informacji, grup wsparcia, a przede wszystkim naprawdę mądrych tekstów, to sama siebie podziwiam, że przetrwałam „tamte” suche czasy.

Dlatego serdecznie polecam „Chcemy być rodzicami”, serce rośnie, jak widzę ile dobra robią, by wesprzeć nas w tych najgorszych chwilach. A redaktorce – p. Annie Wencławskiej bardzo dziękuję za odnalezienie mnie w „internetach” i zaproszenie do rozmowy.

A czerwony to mój ulubiony kolor – czy to przypadek, że akurat ten numer ma tak płomienną, czerwoną, piękną okładkę? Wiadomo „córciu, nie ma przypadków” – powiedziałby moja mama 😉

wieczór małych - wielkich wdzięczności

Tyle dobra spotkało mnie w tym tygodniu, że micha uśmiecha mi się jak banan. Siedzę z winem mojego męża, stukam w klawiaturę, w oddali migoce płomień świecy i czekam aż M. wyjdzie z kąpieli. Muszę Mu powiedzieć, że już jest DOBRZE, a będzie jeszcze lepiej. Muszę Mu podziękować, że motywował do założenia tego bloga, pomagał w stawowych niedyspozycjach i że z każdym dniem bardziej mnie kocha.

Jednak COŚ ważnego dała nam ta niepłodność.

Ale teraz nasza droga, skoro już to wiemy i doceniamy – znikaj z naszego życia, bo my szykujemy się już do nowego rozdziału, naszej większej Rodziny.

Będzie dobrze.

Wy też w to wierzcie.

 

 

Reklamy

9 myśli na temat “Nie narzekaj, że masz pod górkę, jeśli zmierzasz na szczyt! Powoli zaczynam się wspinać, trafia do mnie ostatnio dużo dobra, a mój organizm zaczyna współpracować.

  1. Gratuluję udziału w artykule kochana – to piękne co można zrobić dla innych. I tak jak mówisz, oprócz spisywania swoich doświadczeń i „wygadania” się w poście można pomóc też innym staraczkom. Pamiętam jak zaczęliśmy z mężem starać się o dziecko i jak zaczęło nam nie wychodzić, z miesiąca na miesiąc byłam coraz bardziej sfrustrowana aż w końcu po 1,5 roku byłam czymś w rodzaju wraku. Myślałam wtedy, że to ja jestem nienormalna, że dziwnie się zachowuję i że to nie powinno tak być. Trafiłam na pewne artykuły w necie, potem na blogi i zrozumiałam, że to typowe w niepłodności i że takie są objawy tej choroby… Dobrze, że są takie miejsca jak Twoje Wiewiórkowo. Ja w tym wszystkim żałuję tylko jednego – że na pomysł o założeniu bloga wpadłam tak późno 🙂 Jeszcze raz gratuluję i bardzo się cieszę, że już jest DOBRZE ❤

    Polubienie

  2. Zgadzam się z Tobą w 100%. Nawet nie chcę myśleć, jak radziły sobie kobiety 50 lat temu z niepłodnością. Teraz jest nas więcej (niestety, ale też stety), wtedy „stygmatyzacja niepłodnością” była pewnie o wiele większa, a wsparcia, porad i terapeutycznego działania”grupy” brak. Czyli jednym słowem w tym naszym nieszczęściu, jest jakiś plus 😉 To prawda, że blog działa jak balsam na niepłodność, często czerpię spokój od Was – innych blogerek, i radość, gdy ja komuś choćby iskierkę nadziei dam. Ot – taki bank wzajemnej wymiany przysług w niepłodności” 😉

    Polubienie

  3. A to jest bardzo ważne, bo tak jak mówisz, niestety i stety jest nas więcej, dzięki czemu mamy to wsparcie, którym nikt inny chyba nie jest w stanie nas obdarzyć… Poza tym wydaje mi się, że większość nas staraczek założyła swojego bloga właśnie w celu uśmierzenia bólu i znalezienia zrozumienia. I większość z nas to znalazła i zostanie tu na dłużej 🙂

    Polubienie

  4. Dokładnie, kiedyś zastanawiałam się co zrobię, jeśli nastąpi ten najpiękniejszy moment – czyli zostanę w końcu mamą? Blog siłą rzeczy zmieni trochę kurs, więc obecnie cieszę się z tego co mam, bo mam Was i swoje miejsce, które dało mega wsparcie w najtrudniejszym okresie życia. Miłej niedzieli!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s