Mój plan PRZED – MACIERZYŃSKI.

Gdy uaktualniałam dziś info o nas na blogowej stronie i musiałam zmienić 7-letnie małżeństwo na 8-letnie oraz 6 lat starań o dziecko na 7, dotarło do mnie jaki to szmat czasu.

Zrobiło mi się trochę smutno na myśl, co ja najlepszego sama sobie zrobiłam? Przez ten czas najważniejsze dla  mnie było … dziecko, którego nie było! Totalnie zapomniałam jak się żyje, realizuje inne plany niż starania, cieszy małymi sprawami.

Powiedziałam w końcu DOŚĆ!

Kilka miesięcy temu ustaliłam nowe priorytety i dałam sobie szansę przeorganizować życie.

Niepłodność dalej jest, nie da się ukryć, ale zajmuje w moim życiu:

tyle miejsca 😉

Jak to możliwe? Każdy ma oczywiście inny sposób na to, by „oszukać” swoją głowę, mój akurat był bardzo prosty – musiałam wypełnić sobie czas po brzegi.

Jestem z natury osobą, która musi coś robić. Zbyt długie siedzenie powoduje u mnie lenistwo na maksa i wejście w stan pt. „nic nie ma sensu”. Czyli prosta droga do depresji.

Natomiast jeśli czas mam zajęty, to po prostu „jadę z tematem” i odhaczam kolejne fajeczki na liście TO DO.

Nie będę ukrywać, że ta zmiana to nie był pomysł jednego dnia, bo jeśli to byłoby tak proste, to pewnie zrobiłabym to już kilka lat temu. To wymagało czasu, przepracowania tematu, wielu miesięcy porażek w leczeniu i zderzania się ze ścianą, wsparcia psychologa, który otworzył oczy na kilka spraw. Każdy musi przejść swoją drogę i życzę Wam, aby Wasza była jak najkrótsza, ale bez względu czy będzie trwać 2 miesiące, czy 7 lat (jak moja) pamiętajcie, że nie da się zmienić swojego życia, ale DA SIĘ ZMIENIĆ NASTAWIENIE DO NIEGO, A WTEDY I ŻYCIE JAKBY SIĘ ZMIENIA 😉

 

Jako, że my ciągle czekamy, ale wiemy, że prędzej czy później ZOSTANIEMY RODZICAMI, to założyłam sobie pewien plan. Nie będę udawać teraz, że niepłodność mnie już nie dotyczy, rzucam wszystko i zajmuję się hodowlą lawendy, albo sprzedażą motyli…

Ja po prostu stworzyłam sobie PLAN PRZED-MACIERZYŃSKI.

Ustaliłam listę spraw pilnych, potrzebnych i miłych, które bardzo chciałbym zrealizować, jeszcze teraz… czyli póki nie jestem mamą! Uświadomiło mi to, że obecny czas może być bardzo wartościowy i to zależy ode mnie jak go wykorzystam!

Skoro moje koleżanki, będące mamami (te które postanowiły, a miesiąc później były już w ciąży) i narzekają, że „kawa ciągle zimna”, albo że „weszłam do łazienki tylko wysuszyć włosy, a co to nie narobiłam, nasprzątałam itd” – pewnie znacie te memy i historyjki z życia wzięte, jak to przy dzieciach jest ciężko 😉 więc skoro ciągle słyszę, że jak to ja mam dobrze, bo ona by tak chciała ciepłą kawę wypić itd – postanowiłam, że czemu tego czasu, którego tak mi inne zazdroszczą nie wykorzystać dla siebie?

A niech mi zazdroszczą jeszcze bardziej! To nic, że nie rozumieją naszych dramatów i większość spraw jest rozpatrywana płytko – bo ja mogę się wyspać i mam ciszę w domu. Faktycznie powinnam czerpać z tego czasu, który mam jak najwięcej, bo za niedługo wszystko się może zmienić, a narzekać wtedy na pewno nie będę. Bo Ci którzy musieli się starać, bić i walczyć o swoje szczęście zauważyłam, że nigdy potem nie narzekają na zimną kawę. Wiem, pewnie mają kubek termiczny 😉

Co w moich PLANACH PRZED-MACIERZYŃSKICH?

ROZWÓJ ZAWODOWY I PRZYGOTOWANIE DO ZMIANY PRACY

Jakoś od początku studiów czułam, że to nie do końca moja bajka i kokosów z pracy po AWFie nie będzie. Do dziś żartuję, że poszłam na te studia przez przypadek, ale ten okazał się bardzo łaskawy, bo przyniósł mi Szczęście mojego życia, czyli Męża! No i to tyle i aż, właściwie. Co prawda moje wykształcenie jest pokrewne z obecną pracą, ale gdzieś podskórnie czuję, że za niedługo (gdy pojawi się dziecko) ta praca nie będzie możliwa. Dlaczego, o tym kilka słów w kolejnym pkt.

Natomiast mój rozwój rozpoczęłam we wrześniu 2017r wybierając się na pierwsze moje  studia podyplomowe! Studiuję MARKETING INTERNETOWY, czyli coś totalnie niezwiązanego z moim pierwotnym wykształceniem, ale tak mnie wciągnęło, tak mi się te studia podobają, że sama uwierzyć nie mogę! Nie jestem tam orłem, raczej określiłabym siebie jako średniaka, poziom jest wysoki, bo podobno wybrałam najlepszą uczelnię z tym kierunkiem w Polsce, żałuję tylko, że ciągle brakuje mi czasu, by się podszkalać!

To teraz już wiecie, czemu nie mam czasu myśleć o niepłodności, bo albo weekend mam zajęty uczelnią (dlatego i na blogu pustki), albo doczytuję polecane na studiach książki, albo próbuję wdrażać zdobytą wiedzę i testować umiejętności na swojej firmie, albo słucham. Ostatnio nawet gotując obiad, albo prasując słucham podcastów i dochodzę do wniosku …. ile jest super wartościowych treści i inspiracji na wyciągnięcie ręki! Gdzie ja byłam przez ostatnie lata, że nic o tym nie wiedziałam (wtedy pewnie akurat płakałam, wiadomo czemu…)

komplet podyplomowy + herbatka lipowa na chore gardło

Kończąc temat studiów i rozwoju, jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie, ale mam ogromną nadzieją, że coś superowego. Nie chcę się nastawiać, ale marzy mi się jakaś praca zdalna. Jestem raczej obowiązkową i zadaniową osobą, wiem że praca z domu to byłoby fajne rozwiązanie, by zostać dłużej z dzieckiem, ale również coś zarabiać. Liczę na to, że życie przyniesie jakieś ciekawe rozwiązanie. Skoro tak długo czekam na dziecko, to chciałabym móc poświęcić mu później odpowiednio dużo czasu. Czy to się uda? Oby.

WŁASNA FIRMA – OSTATNIE PODEJŚCIE

Już o tym kiedyś pisałam, daliśmy sobie z M. jeszcze jedną szansę w moim obecnym biznesie. Z racji, że tym razem nie musimy się przeprowadzać, zaryzykowaliśmy i wróciłam do prowadzenia dawnej firmy franczyzowej. Ale plan mam tym razem taki – dbam tylko o swój kawałek biznesu, a nie o dobro wszystkich wokół, jeśli przestanie mi się opłacać – zamykam drzwi i nie wracam.  Ale chcę mieć czyste sumienie, skoro podjęłam wyzwanie, robię wszystko by wyszło jak najlepiej – czyli by nie było strat, a nawet zyski jak największe. Niestety jest to praca, w której nie za bardzo można chorować – bo to co dostanę z ZUSu nie wystarczy nawet na czynsz, o pracowniku i innych sprawach nie wspomnę. Dlatego w mojej ostatniej formie zdrowotnej było kiepsko. W pracy muszę być skoncentrowana na 200%, czasami wyjście do toalety jest wyczynem, jednym słowem śmigło w … i tak 6 godz, potem trochę pracy papierkowej, ale to już drobiazg, bo w między czasie można coś zjeść i się napić. Również dlatego w przyszłości chciałbym zmienić pracę, może dalej będę prowadzić swoją firmę, tylko o innym profilu, ale obecnego stylu pracy przy małym dziecku, a do tego np. chorym, sobie nie wyobrażam.

Więc teraz pracuję na wysokich obrotach, chcemy podgonić domowy budżet i kupić kilka zaległych „przydasiów” i zachcianek. Latam między pracą, a studiami, a M. ogarnia mi sporą część firmowych spraw i nie da się ukryć, że bez Niego to by nie działało.

PLANUJEMY REMONT

Tzn planujemy go, od momentu zakupu mieszkania, ale jeśli firma popisze się wynikami, to może plany wcielimy w życie. Pewnie nikogo nie zaskoczę, że marzę o białej kuchni w takim ciepłym, trochę prowansalskim stylu. Zdecydowanie dla mnie, niepoprawnej romantyczki nowoczesne klimaty to nie to. Wiem, że taka kuchnia to będzie wydatek, więc na razie sobie… marzę, przeglądam zdjęcia i inspiracje, ale przecież muszę być przygotowana, na wypadek nagłego przypływu dużej gotówki 😉 (znowu marzę;) Dlatego układ mebli mam już dokładnie rozrysowany od 2 lat.

KUCHENNE REWOLUCJE

To jest dziwny temat, bo czasami mam wręcz wstręt do gotowania i jakbym mogła, to zamówiłabym katering pudełkowy, a czasami, jak mnie wena weźmie to mogę 5h w kuchni siedzieć i jest mi super. Po prostu muszę mieć dobry dzień. Nie zmienia to faktu, że codziennie jemy przygotowane przez siebie posiłki. Wypady do restauracji zdarzają się rzadko. Wciąż jesteśmy na diecie bez glutenu, mleka (krowiego) i bez cukru. Ostatnio nazbierało mi się bardzo dużo nowych przepisów wyszperanych w internetach, które czekają na umieszczenie w moim Przepisowniku.

9

 

KSIĄŻKI

Uwielbiam czytać, choć mam na to bardzo mało czasu, a lista pozycji w oczekiwaniu do przeczytania się powiększa. Oto aktualna książka, która skradła mi już serce.

Kochaj!

1

Książka, dzięki której wiem już, skąd biorą się tak mądrzy, pokorni ludzie, podchodzący z radością i wdzięcznością do życia jak Regina. To nie był życiowy fart, tylko mnóstwo doświadczeń. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak ciężkich, ale to dzięki nim człowiek zupełnie zmienia podejście do wszystkiego. Już raz ją polecałam, polecam i dziś.

2

3

PLANUJEMY MAJOWY URLOP

Nie lubię odpoczywać w majówkę. Najchętniej wzięłabym wolne, gdy wszyscy inni idą do pracy, tak żebym nie stała w korku na zakopiance, kolejce do kasy by wejść do parku itd. W tym roku nie mamy wyjścia, tak się weekend majowy ułożył, że firmę najkorzystniej zamknąć, więc szukamy jakiegoś spokojnego miejsca na majówkę.  Ma ktoś jakieś podpowiedzi z południowej Polski? Jeszcze nic nie zarezerwowaliśmy, więc polecajki mile widziane, ja na razie celuję w Beskid Niski, ale zobaczymy, jaki kierunek obierzemy.

FOTOGRAFIA

Moje marzenie i plan do zrealizowania zanim się Maluch pojawi to nauka fotografowania. Nie tylko na cele blogowe i firmowe, ale dobrze, żebym potem umiała szybko uchwycić te piękne chwile, na które tyle czekamy. Na pewno nie znajdę czasu na kurs, więc zostają mi internety, ale tu wiedzy pod dostatkiem, tylko trzeba zacząć praktykować!

 

Teraz jak czytam tą listę to widzę, że jeszcze mogłabym dopisać szereg ukochanych zwyczajów, które lubię uskuteczniać i cieszę się nimi teraz, póki mam możliwość, a niepłodność spadła gdzieś na szary koniec listy, nawet nie sięgam wzrokiem tak daleko.

 

Cieszę się tą wypomnianą już wcześniej KAWĄ – że mogę ją wypić w spokoju, cieplutką, z widokiem na piękną, ośnieżoną Babią Górę.

Że jak nie mam ochoty, albo czasu, to mogę zostawić bajzel w całym domu i nie sprzątać w sobotę – trudno nie umrzemy od tego, na co przy dziecku pewnie sobie nie pozwolę.

Że możemy SPAĆ W NIEDZIELĘ do oporu, zjeść leniwe śniadanie i spacerkiem odwiedzić nasz ulubiony kościół. Że jeszcze mogę gotować, to co my lubimy, a nie to co Maluch będzie chciał zjeść.

Że możemy wyskoczyć w sobotę wieczorem na BASEN, albo SPACER i nikt o tym nie wie, bo przecież niani nie potrzebujemy 😉

Że możemy oglądać KABARETY albo FILMY pół nocy i nie bać się, że kogoś za ścianą obudzimy.

Że jeszcze mogę ułożyć plan dnia pod siebie i nie lecieć z pracy na łeb na szyję do domu, tylko załatwić wszystko co potrzebuję. Zdarza się to niezwykle rzadko, ale raz na pół roku, oględziny pobliskiej galerii mogę zrobić bez patrzenia na zegarek.

Po całym dniu urządzić sobie domowe spa, czyli gorącą kąpiel z olejkiem lawendowym i kieliszkiem domowego wina. I nikt nie dobija mi się do drzwi łazienki (tego też zazdroszczą mi koleżanki 😉

I nie o to chodzi, że kiedyś nie wykonywałam tych czynności. Ale kiedyś popijając tą kawę, albo leżąc w wannie marzyłam – kiedy to się skończy, bo ja chcę już teraz być mamą!

A teraz? Leżę sobie spokojnie w gorącej wodzie z pianą i uśmiecham lekko do siebie, bo nigdy nie wiem … czy to czasem nie jest ostatnia taka spokojna, długa kąpiel / ciepła kawa/ ….??  – może to mało prawdopodobne, ale jednak możliwe – TEN telefon może zadzwonić nawet jutro. Więc delektuję się chwilą, dla siebie, a patrząc na listę spraw do zrobienia w planie przed – macierzyńskim,każdy kolejny okres nie jest dla mnie tragedią, tylko przedłużeniem czasu na wykonanie zadań o 30 dni. Może to ostatnie 30 dni, które dostałam, by zrealizować plan przed – macierzyński ? Ile zdążę zrobić?

Jednym słowem teraz jest czas dla mnie. Tylko nie wiem czemu tak późno to zrozumiałam. Ale nadrabiam stracone chwile, staram się wycisnąć z danego mi czasu każdą minutę, cieszę się z tego co mam i widzę, że niepłodność nauczyła mnie nie tylko doceniać, ale również tego, że i ja jestem ważna. Że ten czas jest nam dany PO COŚ. Więc zaczęłam COŚ  z nim robić 😉

 

Wy też zróbcie!

 

 

 

 

21 myśli na temat “Mój plan PRZED – MACIERZYŃSKI.

  1. Cudownie to wszystko opisalas, to są rzeczy pozornie tak proste, że niby nie trzeba o nich nawet mowic, a tak naprawdę w trakcie tej długiej drogi niepłodności czlowiek zapomina o podstawowych wartościach, o tym co ma i czym może się cieszyć, bo myśli tyko o tym czego akurat teraz nie ma, a tak bardzo pragnie, zapominając jak to jest się cieszyć z małych rzeczy. Wy wiecie, że TEN moment nastąpi na pewno, to tylko kwestia czasu, więc cieszcie się każdą chwilą, bo już wkrótce zostaniecie rodzicami tego wyczekanego maluszka 🙂 Trzymam mocno kciuki, aby nastąpiło to jak najszybciej i żebyś nawet nie zdarzyła wypić za dużo tych ciepłych kaw 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Chyba lepiej nie można było tego opisać- masz racje- niepłodność sprawia, że mamy klapki na oczach i nic oprócz tego się dla nas nie liczy, ale wtedy życie ucieka nam między palcami- lata uciekają, a my tracimy czas na ” użalanie się” nad sobą zapominając o tym, co do tej pory sprawiało nam wiele przyjemności, co nas cieszyło, co lubiliśmy robić, bo teraz liczy się przecież tylko jedno.
    U nas też się to już zmieniło- choć nie jest tak, że nie myślę o niepłodności, bo gdy mam gorszy dzień, temat ten wraca,jak bumerang; doceniamy dany nam czas- możliwość dłuższego pospania w weekend ( oczywiście, gdy nie idę wtedy do pracy), spontaniczne wieczorne wyjścia- czy to na saunę, czy na spacer, czy do kina, czy co się nam ostatnio wiele razy zdarzało- wyjścia po godz. 21 do sklepu na małe zakupy, czy spontaniczne ” pójście” do łóżka, słuchanie głośnej muzyki, czy oglądanie do późnych godzin jakiegoś filmu, czy kabaretów- to, o czym Ty pisałaś albo po prostu czasem takie nicnierobienie- leżenie w dwójkę na kanapie- wtuleni w siebie.
    Mając czasem na cały dzień pod opieką moją chrześniaczkę, dokładnie widzę, różnice między tym, jak jest się tylko we dwoje, a jak to jest, jak jest dziecko- najlepsze jest to, że na codzień nie lubie bałaganu- często buczę po mężu żeby za sobą posprzątał, żeby dbał o porządek itd., ale kiedy jest u nas mała i robi nam totalny sajgon ( uwierzcie mi- ona jest chora,jak jest porządek- i musi wszystko porozwalać i to nie tylko zabawki, ale wyciąga także z szafek garnki, miski i wszelkiego rodzaju kuchenne przyrządy- sitka, tarki, drewniane łyżki, deski, pojemniki itp. i do tego wszystkiego wysypuje z pełnego worka nakrętki), zupełnie mi to nie przeszkadza haha
    Także dobrze wykorzystajmy dany nam czas, czas gdy jesteśmy jeszcze sami- trzymam kciuki✊ za realizację Twoich planów i zadań przedmacierzyńskich👍

    Polubione przez 1 osoba

  3. Masz rację Agato, skoro mamy tak jak mamy, to wyciągnijmy z tego czasu maksymalnie dużo radości i możliwości dla siebie, których już po pojawieniu się dziecka nie będziemy mieć. Może to nasze ostatnie „podrygi”? Kto wie? 😉
    Więc i Wam życzę radości z tych chwil we dwoje, bo one naprawdę mogą być jednymi z ostatnich 😉

    Polubienie

    1. Dokładnie- cieszmy się tym co mamy i doceniajmy to, co już osiągnęliśmy, nie rozpaczając nad tym, czegoś wciąż nie mamy, bo Bóg ma dla nas wspaniały plan- On wie co dla nas jest w danej chwili najlepszym rozwiązaniem ( mimo, że my często tego nie rozumiemy).
      ” Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”…

      Polubione przez 1 osoba

  4. Motywujący wpis. Też ostatnio dochodzę do takich wniosków. Moim postanowieniem jest skupić się na tym co mam, a nie czego nie mam. Ciągle marzę o dziecku, dużym domu, wakacjach zagranicznych, nowych ciuchach…a gdzieś umyka mi to jak wiele mam: dobrą pracę, cudownego męża, fajne mieszkanie, wspaniałą rodzinę..Musimy żyć i brać życie jakim jest, cieszyć się nim, doceniać to co mamy. Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Dokładnie tak jak piszesz, ciągle ubolewamy nad tym czego nam brak, a obok czasami stoi ktoś, kto zazdrości nam tego, czego my nie dostrzegamy. Niepłodność potrafi rzucić klapki na oczy i wpędzić w błędne koło oczekiwania tylko na 1 upragniony cel.
    Wielu radości z drobiazgów! Pozdrawiam
    L.

    Polubienie

  6. Trafiłam do Ciebie, dzięki naszemu „wspólnemu” artykułowi na portalu „Chcemy być rodzicami”. Na pewno będę zaglądać. A plan przed-macierzyński – idealny! Świetny pomysł i podejście do życia. Pozdrawiam ❤

    Polubienie

  7. Świetny wpis! 🙂 Mnie totalnie niszczy nicnierobienie i bierny odpoczynek – muszę mieć zajęcie w pracy, a po pracy wynajduję sobie jakąś robotę, żeby tylko nie siedzieć/nie leżeć i myśleć na TEN temat. Niestety, nawet przy książkach myśli bardzo mi uciekają na TEN tor, tylko zajęcia fizyczne pozwalają mi nie zwariować. Mąż się dziwi, że trudno mi usiedzieć na miejscu… Lubię zmęczyć się dniem na tyle, żeby wieczorem paść do łóżka i od razu zasnąć, bez rozmyślania.

    Polubienie

  8. Kochana mam dobre wieści!!! Jesteś na przedostatnim etapie 😉 Ja tak miałam do niedawna. Musiałam biec jak chomik w kołowrotku, żeby mózg się wyłączał, a wraz z nim TEN temat. Czasami naprawdę musiałam urobić się po pachy, tylko po to, by nie zmarnować dnia na melancholijny nastrój.
    Teraz jest zupełnie inaczej – nawet w tej chwili, zrobiłam kawę, odpaliłam kompa, maluję paznokcie, śmierdzi w całym pokoju i żartujemy z M. że takiej cudownej ciszy i możliwości wieczornego robienia co się chce, za niedługo już nie będzie. Więc z uśmiechem korzystamy!!!
    Ty też korzystaj i wyobraź sobie, że zostało Ci naprawdę mało czasu dla siebie, teraz Ty jesteś ważna, działaj kobieto, bo masz siłę, skoro do dziś walczysz z niepłodnością! Zawalcz o siebie!
    I koniecznie pochwal się za 2 tyg! Trzymam kciuki.

    Polubienie

  9. Hahah, dziękuję, pocieszyłaś mnie! 🙂 Tylko wiesz, Wy już jesteście po kursie, oczekujący 🙂 A my jeszcze zawieszeni w próżni – shsg odwleka mi się w nieskończoność, bo ciągle coś, serio. Męża chyba czeka zabieg. Na kurs zdecydujemy się w następnym roku, bo tak założyliśmy, że w tym roku jeszcze robimy co w naszej mocy, żeby naturalnie się udało, a potem „odpuszczamy”. Ale to oczywiście nie zmienia faktu, żeby zmienić myślenie i podejście do codzienności już teraz 🙂

    Polubienie

    1. Łooo jeju, to Ty może masz jeszcze mniej czasu niż ja, więc już się „bój” że nie zdążysz 😉 Jak się dopchasz do sHSG to zanim się obejrzysz możesz mieć już … mdłości 🙂 Nie ma co zwlekać – korzystaj z czasu dla siebie na maxa! Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s