Milczenie jest nadzieją. W niepłodności też.

Dziś będzie króciutko, toż to weekend podyplomowy i cierpię na brak czasu. Sobotę i niedzielę spędzam na uczelni, dowiadując się o nowych ciekawych rzeczach w świecie marketingu, ale jest jeden temat, którym chciałam się podzielić z Wami.

Przez lata, żeby nie powiedzieć „od dziecka” chodziło mi po głowie pewne pytanie, znalazłam na nie odpowiedź niestety dzięki niepłodności. Piszę niestety, bo dziś wiem, że wolałabym nie znać na nie odpowiedzi. Zna ją tylko ten, kto doświadczył czegoś bolesnego w życiu.

Należę do osób raczej „wygadanych”, nawet do pewnego momentu, rzadko kiedy umiałam ugryźć się w język i coś przemilczeć. Jako dziecko zdarzało mi się często uczestniczyć w dyskusjach dorosłych, czy to rodziców, czy mamy i jej koleżanek, albo wspólnych babskich pogaduchach mamy, babci i ciotek. A ja, nie ukrywajmy, byłam tam tylko przysłuchującą się smarkulą.

Co mnie tak zawsze dziwiło i frapowało w tym dorosłym świecie?

Zdarzały się takie momenty w dyskusjach dorosłych, gdy mama, albo babcia, czy inna osoba po prostu zaczynała milczeć jak zaklęta. I nawet nie chodzi, że nie odpowiadała na zadane pytanie, raczej nie udzielała się w dyskusji i jej mina robiła się poważno – strapiona. Czasami ktoś rzucił jakiś żart, który dla drugiego ewidentnie żartem nie był.

Dziwiłam się, dlaczego ciocia nic nie odpowiada. Dlaczego babcia zamiast rzucić ciętą ripostą, jak miała w zwyczaju (język miała ostry) nagle nabierała powietrza i wypuszczała je spokojnie przez kolejną minutę w milczeniu?

Widziałam, że to były momenty, które bolały, które nie powinny mieć miejsca, więc pytałam potem mamy: „czemu babcia nic nie odpowiedziała? Mogła je zawstydzić i pokazać, że to tylko jej sprawa!”

Nie rozumiałam, że człowiek czasami wywołany do odpowiedzi przez kogoś złośliwego (albo i nie), nie walczy o siebie i nie „zgasi wścibskiego towarzystwa”, albo gdy nie było to bezpośrednio do niego, to nie zmieni tematu rozmowy na inny.

Nie rozumiałam tego długo. Bo długo nie było tematu, który i mnie potrafiłby tak  „zatkać”, żebym nie umiała nic odpowiedzieć. Żeby żal stanął mi w tchawicy i żebym musiała koncentrować się tylko na oddechu, bo o jednoczesnym wydaniu z siebie głosu nie było mowy.

Przez lata zawsze umiałam się obronić, choć sytuacji w których musiałabym używać swojej tarczy było mało. Ale gdybym była pod „ostrzałem” ciekawskich troskliwych koleżanek, ciotek, czy wujków – zawsze umiałam odpowiedzieć tak, by sprytnie wygrać tę dyskusję, a im by poszło …. w ostrogi piętowe. No jestem czasem pyskata, nie da się ukryć.

Wszystko zmieniła niepłodność.

Nauczyła, a nawet zmusiła mnie do milczenia.

To ona stawała i do dziś staje mi w tchawicy i nie rusza się ani o milimetr.

To przez nią wiem i już (niestety) umiem – nie zareagować. To przez nią, milczenie jest jedynym moim komentarzem i nie ma mowy o żadnej innej obronie siebie. To przez nią w głowie mam kotłujące się myśli:  „gdybyś tylko wiedziała jaka jest prawda i ile bólu teraz mi wyrządzasz, zapadłabyś się pod ziemię, ale nie umiem i nie chcę cię uświadomić”. To są jedyne myśli dla których nie ma u mnie opcji „włącz fonię”, one grzęzną w gardle i zostają tam na zawsze.

Najbardziej bolesne, gdy w sytuacjach z bliskimi albo znajomymi, którzy wiedzą, że nie mamy dzieci, ciągle przewija się dziecięcy temat. A właściwie nie ma żadnego innego. Nie chcę odbierać im tej radości, a sobie nie umiem uciąć frustracji, która włącza się po kilkunastu minutach takiego monologu. Więc milczę.

Nie umiem wykrztusić z siebie słowa. Robię minę (nieświadomie) jak ci dorośli, których kiedyś nie rozumiałam. Ci którym chciałam pomóc i powiedzieć: „babciu nie zostawiaj tak tego, dogadaj jej!”

Teraz już wiem skąd brało się to milczenie.

Są sytuacje, w których nie umiesz inaczej zareagować. W których tracisz władzę nad głosem i sobą. Czasami mam wrażenie, że to mój Anioł Stróż łapie mnie za gardło, bo wie że inaczej będę bezwzględna. Mam ułożone wiele złośliwych odpowiedzi dla ciekawskich, którzy mnie ranią, ale chyba tylko 2x przez te 7 lat wykrztusiłam je z siebie.

„Cierpienie z uśmiechem na ustach jest darem”

– tak powiedział Ojciec Leon z Tyńca – najbardziej pozytywny zakonnik jakiego poznałam. Ma rację, ale to chyba jeszcze nie mój poziom.

U mnie nie ma jeszcze uśmiechu. W tych najtrudniejszych sytuacjach jest milczenie.

Chciałam znać odpowiedź na pytanie – to już znam.

Dziś radzę sobie z sytuacją niepłodności naprawdę dobrze.  Nawet mogę powiedzieć, że prawie jestem z siebie dumna.

Ale jednego jestem pewna. Milczenie w niektórych tematach niepłodności zostanie ze mną na zawsze. 

Czy jeśli będę już mamą, głos mi się rozwiąże i będę umiała powiedzieć innym jak dużo bólu sprawiają? Nie wiem, czas pokarze.

Chciałbym, by wszyscy, którzy to wymowne milczenie wykorzystują na swoje „nadawanie”, zastanowili się co ta cisza może u drugiego oznaczać.

 

8 myśli na temat “Milczenie jest nadzieją. W niepłodności też.

  1. Trafione w sedno. Człowiek rzadko analizuje takie zachowania, a one kryją w sobie właśnie cierpienie, nadzieję… Ja zawsze miałam problem (i pewnie nadal go mam), że nie rozumiem osób, które potrafią godzinami prowadzić monolog na temat swoich jakże cudownych dzieci nie zważając na to, że Ty ich nie masz i nie próbując nawet chwilę zastanowić się, że możesz nie mieć ich nie z własnego wyboru. A już szczególnie nie rozumiem kobiet, które niegdyś cierpiały na niepłodność, znają doskonale te wszystkie uczucia i frustracje, a dziś są młodymi matkami, zachwycającymi się swoimi dziećmi non stop i prowadzącymi z innymi bezdzietnymi monologi rozwodząc się na temat wspaniałości swoich maleńkich pociech. Sama znam taki przypadek i mam nadzieję, że ja nigdy się taka nie stanę…

    Polubienie

    1. Wiesz, wydaje mi się, że tu potrzebna jest odrobina taktu i szczypta myślenia – nic więcej. Ale dla wielu ludzi to i tak za dużo.
      Nie wiem jak będzie, gdy ja zostanę mamą i oszaleję na punkcie mojego najdzielniejszego synka, albo najpiękniejszej córci, ale umiem sobie to porównać do innych sytuacji:
      – nie wychwalam pod niebiosa, ani też komicznie nie narzekam, jakiego to ja mam męża, jeśli wiem, że mój rozmówca nie ma drugiej połówki, albo nie wiem czy ją ma. Po co kogoś urazić?
      – nie opowiadam o moich górskich wyczynach, do znajomego któremu zdrowie nie pozwala nawet dobiec do tramwaju.
      – nie mówię, jak to ja mam ciężko w pracy, gdy ktoś tej pracy bezowocnie szuka.
      Staram się kierować zasadą – czy to co powiem jest dobre, czy nie sprawi przykrości? Tylko i aż tyle.

      Polubienie

      1. Dokładnie tak jak mówisz, kwestia wyczucia i użycia choć odrobiny mózgu. Dla niektórych to aż tyle… Napewno kiedyś my jako rodzice będziemy przeżywać jakie to nasze dzieci są wspaniałe i cudowne, ale chodzi o to, aby zachować umiar i wiedzieć komu i co możesz powiedzieć, aby każda ze stron czuła się dobrze i komfortowo.

        Polubienie

  2. Ja ci powiem, że nawet teraz, będąc już w ciąży, zdarza mi się milczeć. Gdy widzę lekkomyślność innych kobiet w ciąży, gdy słyszę rady, gdy pytają mnie jakby z wyrzutem: „Od początku jesteś na zwolnieniu?” TAK, JESTEM NA ZWOLNIENIU I NIE BĘDĘ SIĘ TŁUMACZYĆ, ŻE GDYBY COŚ SIĘ NIE DAJ BOŻE STAŁO ZŁEGO I BYM NA TYM ZWOLNIENIU NIE BYŁA TO NIE WYBACZYŁABYM SOBIE DO KOŃCA ŻYCIA. TO się chyba nigdy nie kończy, taka natura niektórych ludzi. Milczenie w takich przypadkach to najmądrzejsze co możemy zrobić. Choć szczerze mówiąc miałam kilka takich sytuacji, że miałam ochotę już coś powiedzieć i zobaczyć minę danej osoby… Ale to byłaby chwilowa satysfakcja, zupełnie mi do życia niepotrzebna.
    Lidio, możesz być z siebie dumna, bo pięknie oswoiłaś tę chorobę. Nie jest łatwo i to każda z nas wie.
    I mimo, że też jestem wygadana i nie dam sobie w kasze dmuchać to wiem ile prawdy jest w powiedzeniu, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem.

    Polubienie

  3. Masz rację, to się nie kończy, więc nie warto ulegać chwili i tłumaczyć się przed ciekawskimi. Zawsze będą mieć najmądrzejsze rady – wobec mnie, że powinnam mieć już dzieci, Ty pewnie za chwilę usłyszysz, że Twoje dziecko nie powinno być jedynakiem więc kiedy braciszek? A jak będziemy mieć trójkę, to będziemy już patologicznymi matkami czekającymi na 500+ ;)))
    Słowa mogą nas zranić, gdy je do siebie dopuścimy, ja postawiłam przed sobą mur przeciw- głupotny i nie przyjmuję tych uwag.
    Szkoda, że taką mądralą nie byłam już 7 lat temu 😉
    Pozdrawiam!
    L.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s