Gdzie był Bóg w mojej niepłodności??

Piszę to dziś z uśmiechem na ustach, nie mam żadnego żalu do Boga, że moje życie ułożyło się tak, a nie inaczej. Sama zaplanowałabym swoje życie delikatnie mówiąc inaczej i raczej nie byłoby w tych planach miejsca na niepłodność. Ale dziś już wiem, że w życiu nie ma przypadków, tak miało być. Częściowo już wiem czemu, ale na pewno najważniejszy powód poznam kiedyś, na początku mojej następnej Drogi.

Miałam na dzisiejszy post zupełnie inny plan, ale wstałam dziś zanim M. się obudził (w niedzielę zazwyczaj tak jest) – tak swoją drogą to nie wiem dlaczego w tygodniu po 8h snu wstaję o 6 rano z wielkim trudem, a w weekendy również po 8h budzę się sama, zazwyczaj rześka jak skowronek? Może dlatego, że w weekend te 8h kończą się o 8 rano, a nie o 6 i ta godzina na pobudkę idealnie mi pasuje? Choć bardziej obstawiam drugą opcję – gdy nie idę do pracy mam tyle planów i spraw do zrobienia, do których wręcz się wyrywam. Ja chyba jestem typem kury domowej, ale takiej lekko biznesowej;)

Zaparzyłam dziś zieloną herbatkę i usiadłam w kuchni przy oknie patrząc na śpiące jeszcze osiedle pokryte śniegiem. Na parapecie stoją moje ulubione książki, które kiedyś czytałam co rano – J.Twardowski, S.Young i Biblia. Sięgnęłam po Sarah i otworzyłam na dzisiejszej dacie, czytam i zaczyna zalewać mnie błogi pokój. Zaglądam do cytowanego fragmentu Biblii i widzę jedno z moich ulubionych zdań:

„Nie troszczcie się zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojego utrapienia”

Mt 6,34

 

I już wiedziałam o czym chcę Wam napisać, przy tej dzisiejszej niedzieli – o NIM.

ON

Bóg w moim życiu był zawsze bardzo ważny, ale nie ukrywajmy, miałam okresy lepszych i gorszych relacji z Nim. Niepłodność jest chyba wystarczającym powodem, by na drodze swojej wiary pojawiły się wątpliwości i mnóstwo pytań „dlaczego” na które ostatecznie często nie dostajemy odpowiedzi. Albo ta, którą dostajemy – jest dla nas w danej chwili nie do przyjęcia – przynajmniej mi się tak parę razy wydawało.

Dziś, gdy patrzę na moje życie z obecnego miejsca, widzę wiele drogowskazów, które zsyłał i do dziś zsyła mi Bóg. Najbardziej cieszę się z tego, że mimo kilku ogromnych kryzysów i czasami potężnej złości (tak, mam włoski charakterek, kilka talerzy poszło na straty) nigdy się od Niego nie odwróciłam. Nie piszę tego z dumą, bo mojej zasługi nie ma tu ani grama, jestem za słaba na to. Piszę to raczej z wdzięcznością, że Bóg zawsze znajdował sposób, żeby choćby za włosy utrzymać mnie na powierzchni, bym nie utonęła.

 

Tak to jest, że na przykre okresy w życiu patrzymy bardzo krytycznie. Ja nawet mam coś takiego w sobie, że próbuję je wymazać z pamięci i do nich nigdy nie wracać. Ale dziś chcę pamiętać te, które były absolutnie wyjątkowe.

I SPOWIEDŹ PO DIAGNOZIE NOWOTWOROWEJ MĘŻA I MOJEJ NIEDROŻNOŚCI JAJOWODÓW

Pamiętam to jak dziś, byłam załamana. Bałam się potwornie o M, żeby nowotwór nie wrócił. Właściwie tylko ja wiem i ON jak wielki strach we mnie siedział, bo przed wszystkimi grałam twardzielkę – ani 1 łzy przy ludziach, takie miałam ambicje. Czułam się okropnie winna – problem z poczęciem dziecka był tylko po mojej stronie.

Wtedy pierwszy raz w życiu nie poszłam do spowiedzi przed Świętami Bożego Narodzenia, to był bunt i wściekłość. Ale tak jak wspominałam, jestem duchowo słaba, ale mam chyba też w sobie taki instynkt samozachowawczy – wiary, wiedziałam, że tylko ON może mi pomóc. Poszłam do spowiedzi w sylwestra, do Dominikanów (Boże jak ja Ci za nich dziękuję). To co usłyszałam w konfesjonale wywołało u mnie taki szloch, że zalałam się jak głupia łzami i nie mogłam powstrzymać.

Ojciec powiedział mi wtedy kilka ważnych rzeczy, których potrzebowałam dla otrzeźwienia. To co zapamiętałam do dziś:

„…. pamiętaj – ciało jest proste, ciało choruje, gdy dusza jest chora. Korzystaj i przeżywaj sakramenty i módl się za M. Bierz to, co Bóg daje, nie bój się brać, ale pamiętaj Jemu nie da się nic WYSZARPAĆ. Nie przyzwyczajaj się do myśli, że nigdy nie będziesz matką, ODWAGI!”

Nie dało się tego lepiej ująć, próbowałam od 2 lat „wyszarpać” Bogu dziecko, moje dziecko, które przecież mi się należało!

Siedziałam jeszcze w kościele pół godziny, łzy powoli przestawały kapać, złość ustąpiła, a zaczął zalewać mnie spokój. Poczułam, że KTOŚ się mną opiekuje.

 

II x U DOMINIKANÓW

Po paru latach, gdy mieszkaliśmy już w Częstochowie, odwiedzając rodziców w weekend, przejazdem znów zatrzymałam się u Dominikanów. Trafiłam na zupełnie innego ojca spowiednika, ale znowu usłyszałam JEGO głos:

„… jesteś żoną swojego męża, przyrzekałaś miłość, wierność, a nie że urodzisz dzieci! Nie możesz oceniać swojej wartości przez to. Nie myśl o tym jak o ułomności, módl się. Miej nadzieję, ale nie wypatruj jej na każdym kroku. Ja chciałbym być wyższy, Ty zostać matką – czy to, że tego nie mamy odbiera nam wartość? No właśnie, tylko Bóg zna naszą wartość, tylko Jego miłość się liczy i to że jesteśmy…”

Wtedy już nie płakałam, wiedziałam, że każde usłyszane słowo było idealnie do mnie od NIEGO. Spokój jaki dostawałam po takiej spowiedzi był nie do opisania.

Ta spowiedź przypomniała mi, że jeszcze niedawno marzyłam o roli żony, gdy już nią jestem, marzę o innej… chyba nie na tym polega życie…

Niepłodność to specyficzny czas, wtedy gdy my walczymy, często dostajemy od innych jeszcze psychiczne ciosy. Czujemy się gorsi. Te momenty z Bogiem, to jedyne, które tą ranę leczą, ale też mówią, że nawet z tych ran może być coś dobrego.

CUDOWNY LEKARZ

Bóg na naszej drodze postawił jeszcze kilka osób, które bez dwóch zdań były „wysłane” przez NIEGO. To na pewno był Dr Krzysztof Pyra z Lublina, który wykonywał moje sHSG. Jedyny lekarz, który powiedział – „spróbujemy, wszystko powinno się udać”. Po 2 latach pukania od drzwi do drzwi różnych lekarzy, krytyki, zniechęcania, a nawet drwiny, trafiłam do lekarza, który z takim zaangażowaniem podchodzi do pacjentek, że to się dziś nie zdarza. „Nic pani nie będzie płacić za zabieg, proszę się umówić telefonicznie w szpitalu na jakiś termin i dać mi znać”. Nie zdążyłam, na drugi dzień miałam rano wiadomość od doktora – „jaki dali Pani termin, to wpiszę w kalendarz”. Popłakałam się.

KOBIETA, KTÓRA PO PROSTU WIE

Po kilku latach przypomniałam sobie o pewnej Pani, która naturalnymi sposobami pomaga przywrócić normalne funkcjonowanie organizmu. O Pani Stasi pisałam już kilka razy, więc tym razem będzie krótko – kolejna osoba, którą na naszej drodze postawił Bóg. Wtedy, gdy byłam już zupełnie zrezygnowana, gdy leczenie u kilku lekarzy nie przynosiło rezultatów. Faszerowałam się garścią tabletek co rano, choć samopoczucie wciąż było gorsze, nigdy nie poznałam swojej diagnozy. To było leczenie „na zapas”, o które nie mam pretensji, lekarz też człowiek – z moich wyników badań nić nie wynikało.

Pani Stasia tylko spojrzała na mnie i zanim zaczęła mówić co zrobić, to w pierwszym zdaniu usłyszałam – jajeczkowanie za krótkie (tylko 6 godz), niedotleniony organizm, przez to macica zaciśnięta – tam się zarodek nie zagnieździ, nie zajdzie pani w ciążę. No nie da się ukryć – nie zaszłam. Usłyszałam, że mam jak najszybciej zmienić dietę i włączyć suplementy, żeby to nadrobić. A potem jeszcze była litania tego, co u mnie nie działa – od kręgosłupa, stawów, na jelitach kończąc, bo to przez nie najwięcej miałam problemów.

Żaden lekarz nigdy nie zapytał mnie o dietę, jelito, wzdęcia, itp. Ta kobieta popatrzyła na nas, eM-owi również zaleciła trochę zmian w żywieniu i na koniec słysząc nasze potwierdzenie, że leczymy niepłodność wiele lat i myślimy już o adopcji, powiedziała:

„spokojnie, wy jeszcze będziecie mieć swoje dzieci….”

Do dziś słyszę te słowa w głowie. Nie rozumiem fenomenu tej prostej kobiety, która patrzy na człowieka i wie…, nie umie nazwać medycznie chorób…, ale gdy słucham jej rad…. czuję się lepiej, wyniki badań się poprawiły, nie muszę jej mówić po co przyjechałam i opowiadać swojego przypadku… ona wie, albo jak sama podkreśla – Bóg jej to mówi, prosi by jej nie dziękować, ale pomodlić się za nią.

Czy zmieniłabym coś w swoim odżywianiu, gdybym została mamą 7 lat temu, a po co? Mogłabym być tą mamą krótko, albo mogłabym te nawyki zaszczepić dziecku. Teraz patrzę świadomiej, co nie oznacza, że jem tylko zielone. Łatwiej mi było zmienić przyzwyczajenia, gdy wiedziałam, że robię to nie tylko dla mnie i M., ale jeszcze tego małego człowieka, na którego czekamy.

Bóg co jakiś czas dawał mi znać czyimiś ustami, bym była cierpliwa, ale i gotowa – TO może się zdarzyć. Chyba chce mnie przygotować na coś bardzo ważnego, ale też pokazać, że dziecko nie ma być jedynym sensem mojego życia. Że powołując mnie na ten świat, chciał dla mnie czegoś więcej, niż bym tylko została mamą. Czy z dzieckiem, czy jeszcze bez niego, ja też mam wartość. Bo każdy ją ma, bez względu jak się dziś czuje.

Pamiętam słowa młodego rekolekcjonisty, który tak podsumował wartość człowieka u Boga:

„Piękny, nowiutki 100$ banknot wiadomo jaką ma wartość, ale czy ten sam banknot pomięty ma mniejszą? A czy gdyby go pomiąć, wybrudzić błotem, a potem spróbować wyprasować ma mniejszą wartość? No właśnie – 100$ to zawsze 100$! Tak samo człowiek w oczach Boga ma zawsze tą samą swoją wartość, ni mniejszą, ni większą niż dał nam ją Bóg.”

Czy jestem niepłodną, czy matką, czy żoną, czy samotną, czy bogatą, czy bezdomną – to tylko człowiek czuje się mniej lub więcej warty, dla Boga mamy zawsze największą wartość!

Kiedyś widziałam siebie jako kobietę, pod warunkiem, że urodzę dziecko. Już dziś mogę powiedzieć, że i to „skrzywienie” Bóg mi skutecznie wyprostował.

BEZ WIARY

Nie wiem jak przeszłabym ten trudny, niepłodny czas, gdybym nie wierzyła. Nie wiem co napisać tym, którzy nie wierzą w Boga – ja ich w pewnym sensie podziwiam, bo uważam, że mają trudniej, niż ja.

Pewne jest jedno, jeśli nawet nie wierzysz w Boga, to w niczym nie przeszkadza, ON i tak wierzy w Ciebie.

 

Cudownej reszty niedzieli Wam życzę, cieszmy się tym co teraz mamy i delektujmy nawet drobiazgami.

Dobrze, że zima na chwilę wróciła – jeszcze zostało mi troszkę grzańca, a ten najlepiej smakuje w zimowej atmosferze 😉

Ostatki zimy, opijam resztkami grzańca

 

18 myśli na temat “Gdzie był Bóg w mojej niepłodności??

  1. Dziękuję Ci za ten piękny i mądry post. Oj, bardzo był mi potrzebny.
    Czy mogę zapytać kim jest ta p. Stasia? Gdzie przyjmuje?
    Dzięki raz jeszcze😀

    Polubienie

    1. Olala, bardzo się cieszę, że komuś blog się przydaje, czyli moja niepłodność nie jest taka niepłodna jak mi się wydaje 😉
      Już wrzucam link w poście do p. Stasi, zapomniałam.
      Przyjmuje w Tarnowie, sklep PSZCZÓŁKA, tel znajdziesz w necie, najlepiej zadzwonić i się umówić (zawsze do południa). Wielu moich znajomych i członków rodziny wyszło po rozmowie od P. Stasi z wielkimi oczami (spotkanie jest zawsze bezpłatne i z ogromną chęcią pomocy).
      Trzymaj się cieplutko i szukaj innych ważnych spraw, które powinnaś zrealizować zanim zostaniesz mamą – nie myśl, a czerp z tego czasu ile możesz!
      Pozdrawiam
      Lidia

      Polubienie

      1. Oj, nawet nie wyobrażasz sobie z jakim utęsknieniem czekam na każdy post na blogu Twoim i krótkimblogu😀

        Może naszą drogą jest adopcja, a dopiero później macierzyństwo „biologiczne”-kto wie?

        Widziałaś może?:

        Polubienie

        1. Olalalu;) bardzo się cieszę, że coś mogę dać innym, bo na początku mojej niepłodnej drogi tylko czerpałam z innych blogów – absolutnie nie radziłam sobie z niepłodnością.
          O.Adama oczywiście że znam, to nagranie oglądałam kilka razy, nawet mój M. oglądał i powiem, że te parę lat temu bardzo nas pokrzepiło, chyba 2x wrzucałam go gdzieś na bloga, ale uważam, że to powinno być zamieszczone na głównej stronie onetu, by, ci którzy dzieci mają – byli bardziej taktowni.
          Szczerze Ci powiem, że jestem ogromnie ciekawa, jaka niespodzianka nas wszystkie czeka, tzn jakie będziemy mieć dzieci – biologiczne / adopcyjne czy jedne i drugie i z czasem moja ciekawość jest co raz większa i zajmuje miejsce dawnej rozpaczy.
          Serdeczności

          Polubienie

  2. Wzruszyłam się czytając ten post. Pięknie opisalas swoją relację z Bogiem. Ja też miałam okresy buntu w czasie starań ale wiem jedno, że bez Niego nie dałabym rady. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.”Łk 1,37 Jeden z moich ulubionych cytatów który idzie ze mną przez życie. Pozdrawiam Cię mocno i zyczę dobrego tygodnia. P.s. czekam z niecierpliwością na post o Waszej diecie i przykładowych przepisach.

    Polubienie

  3. Też uważam, że gdyby nie Bóg nie poradziła bym sobie kompletnie z moją niepłodnością; pewnie też do dzisiaj nie wybaczyłabym mojemu mężowi jego wybryku; dzięki Bogu mam to, co mam i jestem tym kim jestem- bardzo wiele mu zawdzięczam i mimo że czasem- nawet często- miałam do niego pretensje, żal, mimo że krzyczałam do Niego, że jak mógł mnie opuścić i nie wysłuchiwać moich próśb, to wiem, że bez Niego moje życie straciło by sens… Szkoda tylko, że mój mąż nie podchodzi tak do tego- jak już kiedyś pisałam- obraził się na Pana Boga- już nawet się nie modli, to ja próbuję modlić się za dwóch- to ja ” błagam” moich kochanych świętych – św. Rite i św. Gerarda o cud- nawet nie mówię o tym mężowi, bo wiem jakie ma do tego podejście, a może gdyby zmienił nastawienie było by lepiej?!
    Byłam dzisiaj na naukach rekolekcyjnych i tak najbardziej zostały mi w głowie słowa, że my bardzo często narzekamy na nasz los, mamy pretensje do Boga, że tak nas za coś karze, że ciągle coś się nam nie układa, że to, że tamto, a zapominamy o tym, że Jezus nie dość , że narodził się w stajni, wśród zwierząt, w ubustwie, to jeszcze miał jedną z najgorszych śmierci- śmierć na krzyżu, tylko że o tym tak często zapominamy, bo za bardzo ” użalamy się” nad swoim życiem- wiele prawdy w tym jest.

    Polubienie

    1. Agato, to prawda, że w życiu w trudnych momentach z Bogiem jest po prostu łatwiej. Kiedyś denerwowało mnie powiedzenie „jak trwoga to do Boga” i ludzie, którzy tylko wtedy, gdy im pasuje byli wierzący.
      Dziś nie mam z tym problemu. Cóż można zrobić lepszego niż w najgorszych momentach uciec się do Boga? Nigdy nie wiemy, czy akurat dana sytuacja nie przeważy komuś szali i teraz nie zmieni swojego życia.
      Nie martw się o swojego męża, módl się, ale nie martw. Tym zajmie się Bóg, a On zrobi to lepiej od Ciebie, bo dla każdego z nas ma inny plan i może poprowadzić nas inną drogą.
      Najlepsze co możemy zrobić, to nie zachęcać i namawiać do wiary, tylko żyć tak, by inni nam zazdrościli życia z wiarą i sami dobrowolnie chcieli spróbować. Czyli musimy wymagać od siebie – uśmiechu, poweru i radości płynącej z wiary, a nie wymagać od innych.
      To oczywiście tylko moje bardzo subiektywne zdanie, ale u mnie się sprawdza.
      Uściski
      Lidia

      Polubienie

  4. Chciałabym mieć taka wiarę. Wiele lat byłam blisko przy Bogu tak mi się wydawało. Teraz od dłuższego czasu jest coraz dalej. Nasza choroba nasza droga mnie przytłoczyła. Nie umiem odnaleźć w niej Jego, nie chce myśleć ze to On stoi za tym pomysłem. Księża w konfesjonale tez nie wiedza jak ugryźć temat – jedni ze to nie Bóg ze Bóg nie chce naszego cierpienia ale skoro tal się dzieje to stara się z tego wyprowadzić dobro; inni ze to plan Pana Boga i nie możemy się przeciwko temu buntować. Martwi mnie wizja Boga który odbiera nam możliwość zostania rodzicami biologicznymi . Który ma swój plan i tyle. Jest we mnie dużo pretensji i niezrozumienia.

    Polubienie

  5. Kochana, bardzo dobrze Cię rozumiem – byłam w tym miejscu co Ty, kilka lat temu. Pamiętaj, to przejściowe, masz zupełne prawo tak się czuć. Ale w tym co napisałaś widać, że i Ciebie Bóg „trzyma za włosy” i nie da się utopić i Ty to podświadomie czujesz chyba.
    Faktycznie mnie też zdarzało się usłyszeć podobne słowa od spowiedników i wiesz, w każdej wypowiedzi jest trochę prawdy, ale całej dowiemy się dopiero na końcu.
    Jestem pewna, że to nie Bóg odbiera nam możliwość zostania rodzicami biologicznymi – tu przypominam sobie słowa śp Ks.Kaczkowskiego, który o swoim glejaku mówił nie jak o złośliwości bożej, tylko biologii, która nie jest idealna. Nasze ziemskie życie nie jest i nie będzie idealne, ale jestem pewna, że z każdej nieidealnej ziemskiej sytuacji Bóg potrafi wyciągnąć maksimum dobra. Ja dziś dziękuję Bogu, za nowotwór księdza Jana – czy w innym wypadku byłby tak ukształtowanym duchownym, zrobiłby tyle dobrego? Nie wiadomo, ale wielu księży przez 50 lat posługi nie zrobi tyle, co ks Jan przez kilka lat.
    Mnie pomogło jeszcze jedno, gdy zaczęłam o mojej niepłodności myśleć w kontekście adopcji dziecka, które spotkała jeszcze większa tragedia życiowa, to moja niepłodność stała się tak malutka, że aż niewidoczna. Przestałam użalać się nad swoim losem, tym w którym brakowało mi już tylko dziecka by mieć zrealizowany plan życiowy na 100%. Może i ja mam pomóc zrealizować plan komuś innemu, tak byśmy wszyscy dzielili się dobrem wzajemnie? Próbuję teraz tak żyć.

    Bądź dzielna i spokojna, bo na naszej ciężkiej drodze życiowej, Bóg zawsze może znaleźć inny szlak i poprowadzić nas trasą, o której istnieniu nie wiedzieliśmy.
    Wspomnę o Tobie, w rozmowie z Nim 😉
    Pozdrawiam Lidia

    Polubienie

  6. Lidio, ja jestem agnostykiem, jednak szanuję bardzo ludzi o takiej wierze jak Ty. I podziwiam. Wiesz, ja myślę że każdy radzi sobie z tematem jak może i jak potrafi. Tobie pomaga wiara i rozmowa z Bogiem. Mnie pomagało zagłębianie tematu, wiedzy medycznej, szukanie artykułów naukowych i dążenie do poznania przyczyny naszych kłopotów, bo nasze zdrowie było książkowe, więc „nie bo nie” nie było dla mnie żadną odpowiedzią. Najważniejsze dla mnie jednak jest to, żeby każdy w zgodzie ze sobą i ze swoim sumieniem i przekonaniami działał. Nie wszyscy muszą robić i lubić to samo, ważne jest żeby się przy tym szanować.

    Polubienie

    1. I z wzajemnością 😉 Ja również szanuję tych, którzy mają odmienne podejście do wiary niż ja. Tak jak napisałam – ja ich bardzo podziwiam, bo ja w swojej sytuacji, gdy medycyna przez 7 lat nie dała nam żadnej odpowiedzi już wiele razy się załamałam. Tylko dzięki wierze i pracy nad sobą udało mi się wygrzebać z tego doła i ufać, że jest w tym głębszy sens. Wszystkich, którym udało się to zrobić bez wiary, podziwiam. Ja jestem na to za malutka, a świadomość, że Ktoś nad moim życiem czuwa jest dla mnie kojąca. Choć wiele mam pytań, na które kiedyś mam nadzieję dostanę odpowiedź.

      Polubienie

  7. Ja też wiele razy wątpiłam. Wielokrotnie zastanawialam się czy ten ktoś tam na górze naprawdę istnieje. Miałam żal o to, że minęło tak wiele lat a ja, mimo usilnych starań i działań nadal jestem w tym samym miejscu. Wreszcie przyszedł moment całkowitej utraty wiary, ale nie w Boga tylko w siebie i w zmiany w moim życiu. Odpuściłam wszystko, po prawie 4 latach walki i leczenia podeszłam do in vitro, nie udało się więc chciałam to zostawić, przestać przewracać świat do góry nogami. Ale mąż namówił mnie abyśmy jeszcze raz spróbowali bo mieliśmy jeszcze jeden zarodek. Zrobiłam to z niechęcią, bo wiedziałam co będzie- wiedziałam, że znowu będę rozczarowana i tym razem nie dam już sobie rady. I udało się. Dziękuję mu za to, że się udało i za to, że nie odwrócił się ode mnie tak jak ja wielokrotnie odwracałam się od niego.

    Polubienie

  8. Chwała Panu! 🙂
    Pięknie piszesz, o pięknej relacji z Bogiem. Jestem przekonana, że trafisz do wielu serc i będziesz (już z pewnością jesteś) TĄ osobą postawioną na czyjejś drodze przez Boga. Pozdrawiam serdecznie i życzę błogosławionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!

    Polubienie

  9. Dziękuję Ci bardzo,droga K. Jeśli moją niepłodnością posługuje się Bóg, by pomóc komuś innemu, to przynajmniej ma ona jakiś sens. I wierzę w to mocno, bo przecież Bóg robi tylko sensowne rzeczy, choć często dla mnie niezrozumiałe, z tej ludzkiej, marnej perspektywy.
    Nadziei wielkanocnej na cały rok życzę!

    Polubienie

  10. Zazwyczaj nie udzielam sie w internecie, ale dzis po raz kolejny wracam do tego wpisu. Jestem tu za kazdym razem gdy mam gorszy dzien. Wlasnie dowiedzialam sie,ze moja kuzynka jest w ciazy i rozzalenie wzielo gore. Na prawde, to wlasnie tu znajduje pocieszenie, a nie od meza. Masz racje,to nie Bog zsyla nieplodnosc,chociaz mi wiele czasu zajelo zrozumienie tego. Nie wiem czemu Jego zaczelam o to obwiniac-zawsze byl mi przyjacielem i do niego szlam sie wyplakac gdy cos bylo nie tak. A tu po tylu latach modlitw cos peklo. Zastanawiam sie co jest trudniejsze:walka o resztki wiary czy o dziecko. Niedawno ujrzalam Boga jako kogos kto placze razem ze mna, czy jak mi dziecko spotyka nieszczescie, zlamie reke to sie smieje sie z niego, zostawiam go, urzadzam przyjecie radosci-czy placze z nim,smuce sie,nie moge spac, martwie sie? Podobno najtrudniejsze przemiany tocza sie w nas samych. I to najprawdziwsza prawda. Duzo za nami,ale jeszcze wiecej przed nami, moze nawet trudniejszego. Coz z tego,ze wszystko jest w porzadku, skoro czlowiek zostal stworzony do milosci i to wlasnie jej szuka? Trzymajcie sie cieplo i dziekuje Ci Za ten wpis. Tak sobie mysle, ze Bog postawil Ciebie na mojej drodze, zebym calkiem od niego nie odeszla☺

    Polubienie

  11. Kochana, ależ mi miło!!!! Bo wiesz, ja ostatnio mam fatalny czas, naprawdę. Jakieś demony chyba wynajęły sobie kąt w mojej głowie i już świruję. Czasem mi wstyd, bo tu piszę jakieś elaboraty do Was, a sama potem w domowym zaciszu świruję.
    Czasem zadaję sobie pytanie po co mnie ta niepłodność spotkała, po co ja ten blog zakładałam i tego dnia – bach… komentarz od Ciebie :* Skąd Ty wiedziałaś, żeby akurat dziś tu coś napisać??
    Ja też czekam, aż kiedyś wszystkie się dowiemy „dlaczego”? Myślę, że będziemy zdziwione, ale bardzo miło zdziwione.
    Ściskam Cię mocno:)
    Pisz częściej!
    L.

    Polubienie

  12. Właśnie te słowa, o tym, by troszczyć się tylko o dzień dzisiejszy przyszły mi na myśl na początku roku i staram się tego trzymać, choć nie jest łatwo bo wiele rzeczy mi to utrudnia.
    Natomiast co do p. Stasi- hmm…jednak byłabym ostrożna, bo nie wiemy dokładnie jaką mocą ona to „wie”. Jak katolicy nie powinniśmy w to wierzyć i zachęcać do tego innych.

    Polubienie

Odpowiedz na wiewiorkowo Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s