Dieta bezglutenowa, bezmleczna i bezcukrowa

Już parę  razy zapowiadałam swoje zamiary, więc czas by ujrzały światło dzienne posty o naszej zmianie diety. Czyli dziś wizyta w wiewiórkowej kuchni i małe „co-nieco” jak mawiał Kubuś Puchatek.

NAJGORSZA W ZMIANIE DIETY JEST …… ZMIANA!

Przynajmniej dla mnie tak było. Prawdą jest, że każdy z nas przyzwyczajony jest do kuchni, którą miał serwowaną w dzieciństwie, potem w małżeństwie częściowo łączy się smaki lub wybiera wspólne, ulubione do domowego menu i tak powstaje zestaw zwyczajowych potraw, które powtarzają się na naszych stołach.

Ja co jakiś czas lubię poszperać w nowych przepisach, ale …. kiedyś wybierałam tylko takie, gdzie „pasowały” mi składniki, bo były „moje” i znajome.

Wszystko zmieniło się po pierwszej, wspólnej wizycie u p. Stasi w Tarnowie, która powiedziała wprost: „żadne suplementy i leki tego nie zrobią – macie zmienić dietę – od tego zależy funkcjonowanie organizmu i wtedy być może pojawi się też dziecko, bo innych przeciwwskazań nie ma”. I właśnie tak to się zaczęło!

zakupy

Ja wiele razy podejmowałam wyzwanie – „od dziś odżywiamy się zdrowiej”, ale jakoś nie było wystarczającej motywacji i brakowało też wytycznych, plan zawsze upadał. Tym razem hasło było tak proste, że powtarzać nie było trzeba – NIE MA INNEJ PRZESZKODY, BYŚMY MIELI DZIECKO, OPRÓCZ TEJ, ŻE MÓJ ORGANIZM JEST NIEDOTLENIONY I MA ZA SŁABE KRĄŻENIE, a stawy i kręgosłup słabe i nie dodźwigają malucha”

Brzmiało może dziwnie, trochę prawdziwie, ale nie dało się ukryć, że produkty, które wymieniła pani Stasia, faktycznie gościły na naszym stole raz na ruski rok. Więc ziarno prawdy w tym być musiało.

Klamka zapadła – dietę zmieniamy, rygorystycznie, natychmiast, bo nie mamy nic do stracenia, a jeśli nawet nie doprowadzi to do ciąży, to poprawi stan zdrowia. No i się zaczęło…

POCZĄTKI SĄ NAJGORSZE, ALE M. JE UŁATWIŁ

Po powrocie do domu, zrobiliśmy szybki przegląd i … rozdaliśmy cukier, mąki pszenne, mleko krowie, wszystko co było w lodówce, a najwięcej na rozdawkę poszło czekolad mlecznych, cukierków i innych słodkości, które dostaję od pacjentów w pracy, a  powinniśmy tego unikać.

Nie będę ukrywać, że ja jedząca do tej pory pszenny czy razowy chleb nie wyobrażałam sobie bez niego śniadania, a makaron- o mamuniu daj mi siłę, myślałam! Mleko niby nie było problemem, ale małe ilości używałam do kawy… czasem do sosu śmietanę, jakiś jogurt – teraz pozostało nam wszystko kozie, sojowe, migdałowe, ryżowe. Oj ciężko było.

No i ten groch.. Rosół z grochem, czujecie to??? Bo ja nie. Dopiero ostatnio zaczęliśmy tak to łączyć, ale znaleźliśmy swoje rozwiązania i to chciałbym Wam pokazać.

sałatka na jednej nodze.JPG

PO 2 LATACH OD ZMIANY DIETY, WIEM ŻE TO NIE JEST NIC STRASZNEGO!

Każda zmiana wywołuje strach i wątpliwości, ale …. nasza wyszła na dobre. Zauważyliśmy zmiany w samopoczuciu, ja na twarzy (ciemne plamy i przebarwienia wokół ust zniknęły), moje jelita pracują codziennie (a nie jak kiedyś- wizyta w toalecie raz na 3 dni), poprawiła się znacznie owulacja i jakość śluzu. I pewnie o wielu zmianach już zapomniałam, bo się po prostu przyzwyczaiłam, że jest lepiej 😉

NASZE ŚNIADANIA

To było zdecydowanie najgorsze. Przyznam się Wam, że wszystkie próby samodzielnego wypieku chleba spełzły na niczym. Zawsze wychodził mi tak twardy, że można było nim zabijać. Kiedyś koleżanka podjęła wyzwanie i upiekła chleb gryczany…. wszystko super, ale tego zapachu kaszy nie mogłam wytrzymać, więc niestety chleb kupujemy. Robię zamówienie w sklepie internetowym glutenexu raz na miesiąc, ale najważniejsze – CHLEB BEZGLUTENOWY przed jedzeniem TOSTUJEMY W TOSTERZE – inaczej jest do niczego.

Moje ostatnie chlebowe odkrycie, to bezglutenowy chleb z Lidla, ciemny – smakuje naprawdę dobrze, nawet bez tostowania. Ale bierzcie proszę poprawkę, że moja ocena „bardzo dobry” wystawiana jest po 2 latach jedzenia kiepskiego chleba, więc może dla każdego ten Lidlowski też będzie kiepski, nie wiem, ale ja polecam.

Staram się, by śniadanie było urozmaicone, bo sam chleb super odżywczy nie jest i często na kanapkach ląduje sałata, pasztet z gęsi, szynka szwardzwaldzka, ser kozi, hummus posypany czarnuszką w towarzystwie warzyw.

Tu poglądowe zdjęcie z „czwartkowego śniadania z Szustakiem” 😉

4 (małe) kromki chleba bezglutenowego z sałatą, szynką „kindziuk”, kiełkami jarmużu, 1/4 awokado, 2 łodygami selera naciowego i moje ukochane jajunio na miękko.

śniadanko z o.Szustakiem

Tak, miałam wtedy czas, bo to było śniadanie na wypasie, nie zawsze to tak wygląda, ale jakieś warzywo musi być: seler / papryka / ogórek/ pomidor/ awokado, chyba że mam resztę sałatki obiadowej z poprzedniego dnia to nie kombinuję tylko wcinam.

ABSOLUTNY MUST HAVE TO DRUGIE ŚNIADANIE DO PRACY

Odkąd dostałam reprymendę, że mam jeść więcej nabiału, bo słabe mam kości i stawy to zgłupiałam. Przecież mam wykluczyć mleko, więc o co chodzi?? Okazało się, że mam wykluczyć wszystko co krowie (zupełnie), ale zastąpić kozim, ryżowym, sojowym, migdałowym, kokosowym. Najlepiej dodać do takiego mleka płatki zrobione samodzielnie. I tak (znów z polecenia p. Stasi) sama robię mix do ogromnego słoika i wystarcza mi na miesiąc.

mix śniadaniowy

  • płatki ryżowe, gryczane, jaglane, kukurydziane (bez cukru), albo jagły
  • wiórki kokosowe, migdałowe, sezam, pestki dyni, słonecznika
  • dorzucam jeszcze jakieś rodzynki, żurawinę, siemię lniane

jogurt do pracy

I albo wcinam taką zupę mleczną, ale to raczej tylko w weekendy, a najczęściej zabieram mix płatków do pracy z jogurtem kozim i dorzuconymi mrożonymi owocami. I tu uwaga: znów zaskoczył mnie Lidl (ostatnie odkrycia mam właśnie z Lidla, wcześniej rzadko tam bywałam) – kupuję w nim kozie jogurty i kozie mleko, które praktycznie kozą nie pachną! Ci którzy próbowali przerzucić się z produktów krowich na kozie, chyba wiedzą o czym mówię. Mój węch kozy nie tolerował, ta z Lidla może być 😉 Muszę się przyjrzeć bliżej jeszcze etykiecie, bo zaczynam się zastanawiać teraz, czy tam jakiejś pułapki nie ma;)

Ale jogurty kozie smakowe, odradzam na wstępie – ilość cukru jest tam powalająca! Lepiej zrobić jogurt owocowy samodzielnie.

sobotnie zakupy

 

Do pracy zabieram obowiązkowo jeszcze banana, jakieś warzywko (seler naciowy, papryka, czasem sałatka) i kanapkę. Ja po prostu jestem ciągle głodna! Ważę tyle co gęś wyścigowa, ale jem jak byk rozpłodowy. Nie wiem o co chodzi.

OBIAD DOMOWY JEST ZAWSZE NAJLEPSZY

Z czasem wypracowuję sobie triki obiadowe, tak by wykorzystywać jak najwięcej jedzenia i nic nie wyrzucać. Nie ukrywam, że pracując nie zawsze mam czas na przygotowanie super obiadu, tym bardziej, że potrzebuję go zrobić tak, by ten poniedziałkowy, M. mógł zabrać też we wtorek do pracy, a po powrocie by miał inny, świeży wtorkowy. Więc gotowanie na 2 dni, przestało się sprawdzać i muszę trochę kombinować. Tzn. tak naprawdę chcę, nie muszę. W ostateczności M. kupi sobie coś w pracy, ale skoro mamy trzymać się diety, to trzymajmy, więc zazwyczaj to moja rola, by ustawić menu na tydzień.

ZUPY OBOWIĄZKOWE, zazwyczaj pojawiające się 1x w tyg na naszym stole to:

  • rosół z gęsi,
  • grochówka,
  • dyniowa

rosół z gęsi

Rosół (choć nie przepadam) staram się gotować zawsze w weekend na gęsi. O tej porze roku to nie takie proste, bo gęsi są w sklepach od czerwca do ok. grudnia i wtedy staram się kupować korpusy gęsie np. w Sellgrosie i Macro. Wychodzi to niedrogo, a rosół na takim korpusie jest i tak bardzo tłuściutki. Tłuszczu czasami nie wyrzucajcie, bo ten gęsi jest bardzo cenny, o czym dowiedziałam się dopiero przy trzecim gotowaniu gęsiego rosołu. I cały sekret rosołu … by był piękny klarowny, musi tak naprawdę gotować się na malutkim ogniu, tak sobie tylko „pyrkać”, żadne mocne bulgotanie, bo będzie mętny jak woda w Wiśle.

I oczywiście druga część rosołu z gęsi albo kaczki służy jako bulion pod kolejną zupę, a resztki rozlewam do malutkich pojemniczków i mrożę – potem wykorzystuję do sosów, albo na szybką zupę, gdy nie mam świeżego rosołu.

34

Gdy gęsi są dostępne, to zawsze kupuję więcej i mrożę, właśnie w zeszły weekend zużyłam ostatnią zamrożoną porcję na rosół, więc do czerwca będę musiała ratować się kaczką. Na takim rosołku kolejnego dnia gotuję:

  • pomidorówkę – tylko na swoim przecierze pomidorowym robionym w lecie
  • grochówkę
  • zupę krem z dyni
  • barszcz czerwony, ogórkową z ryżem
  • lub w porze zimowej: cebulową, czosnkową, cukiniową
  • a w lecie: krem z zielonego groszku, krem z młodych porów, szczawiowa

zimowa - cebulowa.JPG

A gdy w kuchni rządzi M. i zdecyduje się ugotować również zupę, to wiadomo, że to będzie ….. – no właśnie zgadnijcie w komentarzach, jaką specjalizację (której nie wymieniłam tutaj) ma mój M. w zupach. Jest tylko 1, którą on gotuje 😉

II DANIA czyli coś co M. lubi najbardziej i musi być KONKRETNIE

To właśnie drugie danie M zabiera kolejnego dnia do pracy do odgrzania, więc musi być takie nadające się do mikrofali.

Najczęściej na naszym stole lądują dania z ptaków, ryb lub wołowina dla M.

  • INDYK – grilowana polędwiczka, mielone kotlety, spaghetti, gulasz z udźca
  • GĘŚ- nogi, piersi
  • KACZKA – najczęściej cała pieczona w piekarniku w przyprawach z jabłkami lub gruszkami w środku, albo same nogi (te wolno gotowane z Biedronki są fajne), a resztki z kaczki (piersi) najczęściej lądują drugiego dnia w sałatce do pracy
  • WOŁOWINA – to raczej dla M. bo gulaszem wołowym, albo tradycyjnymi roladami śląskimi M. nie pogardzi nigdy. Ja zazwyczaj zbieram z gulaszu sos, bo czerwone mięsko nie jest najlepsze dla mojego jelita, ale roladę od święta też zjem

STARAM SIĘ WYSZUKIWAĆ TEŻ NOWE PRZEPISY BEZ MIĘSA, ALBO Z JEGO MAŁĄ ILOŚCIĄ, więc przygotowuję też:

  • fasolkę po bretońsku (znów polecenie p. Stasi – mam jeść groch i fasolę)
  • papryki faszerowane kaszą jaglaną
  • zapiekanki ziemniaczane z porem pod beszamelem
  • kluski śląskie – często z mięsem, z rosołu (tak, nic nie marnujemy 😉
  • rybę po grecku z ryżem
  • rybę smażoną, albo w sosie śmietanowym, porowym
  • kurczaka z ananasem i groszkiem w curry (z kuchni indyjskiej)
  • naleśniki bezglutenowe ze szpinakiem, cukinią

Najważniejsze, że staram się ile mogę, większość potraw przygotowywać w naczyniu Tupperware – dzięki temu jest bez dodatku tłuszczu i w miarę szybko.

Jeśli dodaję do potraw pomidory – do spaghetti, jako sos np. do papryk faszerowanych, do zupy dyniowej – to zawsze używam swoich, tzn kupionych w lecie i przerobionych samodzielnie na przecier. Te sklepowe mają dużą ilość cukru!

Jeśli zdążam z czasem, to wykorzystuję jedzenie tak, by się nie zmarnowało – kluski śląskie z mięsem zawsze wypadają po gotowaniu rosołu. Obieram resztki mięsa z korpusu z gęsi, czasami gdy wychodzi mało to mrożę i dopiero z dwóch porcji przygotowuję farsz do klusek. Gdy czas mnie goni, to takie mięso tylko kroję, dodaję paprykę i np. pora i przygotowuję kaszotto z curry i garam masala. Uwielbiam taką kaszę. czasami robię ją w wersji bezmięsnej, ale jest naprawdę sycąca. Gdzieś zapodziałam zdjęcie już takiej gotowej kaszy, więc pokarzę przy następnej okazji.

kaszotto się robi ;)

A jeśli mam dobry dzień i potrzebuję trochę się wyżyć w kuchni, to odpalam oczywiście internet, grzebię, grzebię i często ląduję na Kwestii Smaku, a wtedy powstają takie przekąski:

  • tarta ze szpinakiem, indykiem i fetą – oczywiście bezglutenowa
  • sałatki wszelkiej maści
  • naleśniki z gruszkami – pych deser!
  • szarlotka bezglutenowa, albo czekoladownik, czy ciasto marchewkowe
  • ostatnio – bakłażany faszerowane soczewicą
  • krewetki z makaronem sojowym i papryczką chili

 

bakłażany faszerowane

Taka tarta znika zazwyczaj w jeden wieczór, przy dobrych wiatrach 2 kawałki zostają mi na drugi dzień do pracy.

tarta szpinakowa

I kolejne polecenie od p. Stasi, to byśmy jedli więcej deserów w formie:

  • Budyń (bez glutenowy i bez cukru) z orzechami, pestkami dyni, słonecznika
  • Kisiel najlepiej z owocami gotowanymi
  • Zapiekankę ryżową z jabłkami i owocami suszonymi: figi, daktyle, żurawina, morele, rodzynki itp
  • Pić sok z marchwi, rozcieńczony pół na pół z wodą
  • Kompot jabłkowy rozgrzewający – czyli z imbirem, cynamonem i goździkami

12

Tu poszłam na łatwiznę i zrobiłam kisiel gotowca z torebki, dorzuciłam mrożone owoce: jagody, maliny, porzeczki a wcześniej na rozgrzanie wypiłam napój imbirowy (z cytryną, pomarańczą, cynamonem, goździkami i miodem), który wyjątkowo przypadł mi go gustu tej zimy.

Dzisiejszy post, to mix naszych potraw, choć na pewno pominęłam wiele. Postaram się podrzucać co jakiś czas kilka przepisów i produktów, które polecam, tym którzy muszą tak jak ja przejść na dietę BEZ … prawie wszystkiego 😉

Jeśli przepis na jakieś konkretne danie Was interesuje, to proszę o znak i będę umieszczać w kolejnych postach lub komentarzach.

Nie bójcie się zmiany diety, bo to wcale nie jest straszne. Musimy znaleźć tylko nowe smaki, choć na początku to trudne. Organizm przyzwyczajony do glutenu – zapychacza i cukru we wszystkim co się da, w pierwszych dniach się buntuje.

Ale potem przychodzi lekkość, więcej energii i wręcz wstręt do … słodkiego!

Tak, dziś nie wiem jak mogłam słodzić 2 łyżeczki herbatę i dolać jeszcze słodki sok malinowy! Teraz widzę ile lat sama robiłam sobie krzywdę, tylko ze zwykłego przyzwyczajenia.

A tym samym, wtedy gdy powinnam sięgnąć po owoce lub warzywa zajadałam się słodyczami i na to, co wartościowe nie było miejsca. Moje jelita przez to były w ruinie.

36.JPG

DYSPENSA CZASEM SIĘ ZDARZA

Są jednak wyjątki – jeśli jedziemy gdzieś w gości, to zazwyczaj jemy to, co wszyscy. Raz na czas – czyli np. na święta, pozwalamy sobie na jakieś ciasto pełne glutenu, lukru, cukru i innych ulepszaczy, ale szczerze ? – nie daję rady zjeść więcej niż 1 kawałek. Kiedyś 3-4 to był standard. Czyli chyba się da zmienić nawyki żywieniowe, skoro mnie- wielkiemu słodzikowi to się udało!

7.JPG

Reklamy

12 myśli na temat “Dieta bezglutenowa, bezmleczna i bezcukrowa

  1. Dziękuję za ten post, napewno będę szukać tu inspiracji żeby i w mojej diecie coś zmienić na lepsze i zdrowsze. Lidio radosnego świętowania zmartwychwstania pańskiego, wiary, nadziei i miłości, która wszystko zwycięża! P.s. z zup twojego M. typuje owocową…?:)

    Polubienie

    1. Po ostatniej lekturze książki o Hashimoto I.Wentz wprowadziłam do diety Macę, choć idzie mi kiepsko, bo nie wiem do czego ją jeszcze dodać.
      A mięsko, faktycznie byłoby super bezpośrednio od gospodarza, bez hormonów ale jak takie znaleźć w wielkim mieście? 😉

      Polubienie

  2. Trafiłam przypadkiem… szukając wypieków bezglutenowych/bez cukru/ bezmlecznych .. niedawno zmienilismy całkowicie żywienie i mamy wypróbowany patent na super chlebek.. zawsze wychodzi.. „Upiecze CI się” (https://www.zdrowaszafa.pl/pl/p/Chleb-bezglutenowy-z-czarnuszka-Upiecze-Ci-sie-Piec-Przemian-500g/414). Wiem, gdzie stacjonanie kupić we Wrocławiu .. ale widzę, że przez internet też się da.. piekliśmy z czarnuszką i z nasionami goji. Trzeba dodać tylko wodę gazowaną do mieszanki i piec. To cudo trzyma się super i nawet pod koniec tygodnia nadal jest wilgotny i smaczny.

    Polubienie

    1. Bardzo Ci dziękuję za polecenie. To chyba jakaś telepatia, bo 2 min temu skończyłam wylewać do blaszek masę na chleb gryczany, do jutro muszą postać i rano pieczemy 😉 Ostatnio piekę sama i bardzo sobie chwalę.
      Dzięki za polecenie Waszego chlebka, chętnie spróbuję!
      Pozdrawiam
      L.

      Polubienie

  3. A do tych zapiekanek jaki stosujesz zamiennik mozarelli albo pysznego żołtego sera? Czy ser kozi zachowuje się tak samo dobrze i po rozpuszczeniu ma znośny smak?
    PS I tak mnie to nastanawia: czy ser kozi nie zawiera kazeiny?

    Polubienie

    1. Kasiu ja używam sera koziego lub owczego w plastrach (dostępny w biedronce/lidlu). Czasami kupuję kozi w kawałku i ścieram na tarce.
      Ekspertem od biała nie jestem, ale podobno w serach kozich i owczych nie ma prawie wcale kazeiny A1.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s