Byle … nie do wiosny!

Każdy ma swój „gorszy czas” – mój właśnie nastał, tzn. już jakieś 2-3 tyg temu i pewnie jeszcze chwilę potrwa. Czuję się z tym bardzo dziwnie, bo właśnie teraz, gdy wszyscy ludzie zachwycają się nadchodzącą wiosną, rosnącą temperaturą za oknem i słońcem świecącym prosto w oczy – ja mam najgorszy okres w całym roku.

Zawsze tak miałam. Nie lubię wiosny. Tej wczesnej wiosny, tej zmiany, nagłego ciepła i jak wszyscy zaczynają świrować, że jest tak super. Nie jest super.

Wiem, pewnie mam przesilenie wiosenne, czy jak to się nazywa, ale nie mogę pojąć, że wcale nie wpływa na mnie nagłe przyjście zimy, albo ulewy lipcowe, ani jesienne spadające liście – te zmiany uwielbiam, a wiosny nie!

Jak mawiała moja koleżanka ze studiów: „nie chcę, nie lubię, nie będę! I już”

To nie ma być naburmuszony i sfrustrowany post, nie taki mam zamiar. Pomyślałam jednak, że może jest jeszcze choć jedna taka duszyczka jak ja na tym świecie, która nie umie zachwycać się tą porą roku, na którą to przesilenie też wpływa negatywnie i zrobi nam się obu trochę lepiej 😉 Bo w grupie raźniej.

Skąd ten mój wiosenny bunt? Otóż fizycznie czuję się jak rozjechana żaba, ciągle zmęczona, choć śpię 8-9 h, zawsze głodna, choć na okrągło coś przeżuwam, nic mi się nie chce, choć lista zadań daje o sobie znać i ciągle rośnie.

To były chyba pierwsze święta, na które tak bardzo NIC nie zrobiłam. Sama w to nie wierzę, bo raczej jestem człowiekiem czynu i uwielbiam się zmęczyć raz na czas takimi prozaicznymi czynnościami jak sprzątanie, mycie okien i choćby prasowanie. W tym roku – prawie nic.

W pracy ogarnęła mnie taka totalna niemoc, stres i żeby nie powiedzieć w prost – lęk, że w kolejnym miesiącu firma upadnie. Nie wiem skąd mam te myśli katastroficzne, choć wyniki nie są wybitne, to perspektywa działań, które czekają mnie za 2-3 miesiące powinna nakręcać mnie pozytywnie, a tu motywacja mi spada poniżej zera.

Mam nadzieję, że ten psychiczny i fizyczny stan jest tylko chwilowy i że za tydzień, góra dwa będę mogła pochwalić się Wam kolejnymi pomysłami na realizację planów przed-macierzyńskich. Miałam nawet zamknąć komputer i podarować sobie ten dzisiejszy post. Niby czemu mam Was zarzucać złą energią i demotywować przy tak pięknej pogodzie?

A choćby po to, żebyście wiedzieli, że Lidia też ma gorszy czas. Każdy go ma. I Wy też możecie. Czasami dostaję od Was wiadomości – jak ja to robię, że tak daję sobie radę, ano czasami nie daję.

Czasami jestem dosłowną kulą u nogi dla mojego M, bo tylko za nim chodzę i mu marudzę. Bo przez święta (które na marginesie uwielbiam i uważam, że Wielkanoc to najcudowniejszy okres w roku), nie umiałam nawet uśmiechnąć się do najbliższych, choć tak bardzo na nie czekałam. Nie pozostaje mi nic innego tylko zaakceptować ten stan rzeczy.

Skoro jestem z siebie dumna i radosna, gdy wiele rzeczy mi się udaje, to teraz, w tym gorszym czasie muszę być dla siebie cierpliwa i wyrozumiała. To za chwilę minie.

Nawet trochę się przyznam, że korzystam z tej chwili bezsilności, z tego, że ostatnio nic nie muszę!

Z tego, że nie muszę przez ostatnie dni gotować, bo dostaliśmy trochę prowiantu od rodziców po świętach.

Z tego, że jest cieplej i mogę spacerem wracać z pracy i nie spieszyć się do domu, z tego, że zadanie na studia nie ucieknie i zamiast się uczyć otwarłam wczoraj wieczorem wino mojego M. i stukałam w blogową klawiaturę.

DSC_0118.JPG

Z tego, że w pracy na razie tak bardzo nic się nie dzieje, że już mnie stres ogarnia jak zamknę ten miesiąc – na plusie, czy minusie? (Tak, panikuję, choć wiem że jest dopiero 4.04 i wszystko może się jeszcze zdarzyć)- dlatego popołudniami układam puzzle – to mnie relaksuje ja małą dziewczynkę.

Jednym słowem, mam czas nad którym lekko nie panuję, a ja delikatnie rzecz ujmując lubię nam wszystkim mieć kontrolę. Więc w ostatnich dniach, uczę się,  jak żyć bez niej;)

Staram się zaakceptować ten stan, choć nie powiem, on trochę mi ciąży, ale wiem też, że zaraz zacznie się NOWE.

To NOWE już trochę czuję, choć jeszcze nie mam do niego siły. To NOWE to plany codzienne, które już wiem, że chcę zrealizować tej wiosny, ale jeszcze paliwa potrzebuję, by z miejsca ruszyć.

Mam nadzieję, że lada moment napiszę Wam, jakie mam plany na najbliższe dni i tygodnie, jakie myśli kotłują mi się już w głowie. Mam nadzieję, że  zaraz nabiorę rozpędu i zacznę działać. Tymczasem dzisiaj czuję się jeszcze tak, jakby mi się linka od sprzęgła zerwała i nie mogę zmienić biegu na wyższy. I toczę się tak, na tej jedynce, a silnik wyje, tylko nic z tego wycia nie wynika.

Dlatego jeszcze dziś daję sobie czas na moją niemoc.

Może gdzieś dolecę na tych skrzydłach bezsilności.

A nawet jeśli nie, to wiem, że za niedługo to nadrobię.

„Lidka, tylko ze sobą samą będziesz musiała żyć do końca swojego życia! Bądź dla siebie dobra i wyrozumiała, nawet jak nie masz już do niczego siły. Kochaj siebie samą!” – Takie zdanie usłyszałam kiedyś od koleżanki podczas wakacyjnej pracy w USA. Trzecią godzinę obierałyśmy wtedy z Agą kukurydzę na amerykańskie barbecue i miałyśmy wszystkiego naprawdę dość. I właśnie te słowa, usłyszane nad wiadrem kukurydzy, czasami brzęczą mi w uszach do dziś.

Wy też bądźcie dla siebie dobre!

A ten widok urzekł mnie podczas wielkanocnej Mszy św. w pewnym kościele. Nie mogłam opanować uśmiechu i radości widząc tak przystrojony krzyż. No i jeszcze jedno rzuciło mi się w oczy, ciekawe czy Wam też…

IMG_9104

To zdjęcie z wyjątkowego kościoła. Tu nie ma „tronu” albo wysokich krzeseł udekorowanych bordowym welurem, tu ksiądz odprawiający Mszę św. siedzi na tym drewnianym, jakby turystycznym krzesełku… Ciekawy widok w dzisiejszym, komfortowym świecie.

8 myśli na temat “Byle … nie do wiosny!

  1. Uuu powiało grozą….
    Nie martw się- tak, jak piszesz każdy ma gorsze dni i okresy gdzie zdaje mi się, że jest wypluty na maksa bez energii do życia. Też jeszcze niedawno przeżywałam coś podobnego do tego, co Ty przeżywasz teraz- i pewnie jeszcze niejeden raz będę czegoś takiego doświadczać, ale jak to mówią: ” po każdej burzy wychodzi słońce”, obecnie jest dobrze- i wierze, że u Ciebie będzie identycznie, tylko potrzeba czasu- przetrwania tego ” trudnego” okresu, który nastał….
    Jeśli chodzi o święta, to uwierz mi, że też jakoś specjalnie nie kiwnęłam palcem- owszem wymyślam okna, zmieniłam firany, ale oprócz tego nie zrobiłam nic- oczywiście była spowiedź- to zawsze obowiązkowo, no i prezenty na zajączka dla dzieciaków od naszego rodzeństwa i tyle- nasza lodówka wręcz świeciła pustkami, ale po co kupować nie wiadomo ile rzeczy, jak i tak tego nie idzie potem przejeść- śniadanie zjedliśmy u moich rodziców, potem obiad i kolację również u nich, obiad w 2 dzien swiat tez u moje mamy, do tego jeszcze w 2 swieto bylam w robocie; człowiek przed świętami szaleje, bo tyle rzeczy do porobienia, strasznie się tym wszystkim zmęczy, a szczerze mówiąc w święta nawet nie ma czasu na odpoczynek, bo tak to wszystko szybko przeleci, że nie wiadomo kiedy.
    Z tymi porami roku to u mnie jest zupełnie odwrotnie- kocham lato, lubie wiosne, ale za to nienawidzę zimy i jesieni, bo te 2 ostatnie pory roku wydają mi się takie szare- ponure, nie lubie,jak pada deszcz, jak jest zachmurane, uwielbiam,jak świeci słońce, jak wszystko budzi się do życia, jak wszystko rozkwita i ludzie stają się jacyś weselsi, życzliwi….
    Jeśli chodzi o puzzle, to ja też je uwielbiam- dla mnie to taka mała odskocznia, to takie zatrzymanie się na chwile, to takie wyłączenie się, bo zamykam się w tym małym puzzlowym świecie i myślę tylko o tym, gdzie jest kolejny element pasujący do układanki, moja mama, mąż, czy mój tata- mówią, a idź mi z tym, to ni ma na mnie, jo ni mom do tego cierpliwości, a ja to uwielbiam, mogłabym tak układać te puzzle całymi dniami i nigdy mi się to nie znudzi.
    Kochana, prosze mi się tam nie dołować, myśleć pozytywnie, naładować akumulator i zmienić myslenie na pozytywne- wszystko bedzie dobrze, wszystko się uda…
    „Nie przesadzaj. Świat się nie kończy. To tylko turbulencje. Samolot jest bezpieczny. Ma dobrego pilota. Siedzisz na właściwym miejscu. Trafiłeś po prostu na powietrzny wir. Poczekaj. To minie. ..”
    /Regina Brett – Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu/

    Polubienie

    1. No pewnie, że to tylko turbulencje 😉 w zły korytarz powietrzny wleciałam, ale już powoli zmieniam kurs i zaczynam rozwijać skrzydła do nowej drogi. Bardzo mnie nie martwi ten mój „martwy” czas, bo wiem, że za chwilę będzie lepiej. Dziękuję Ci za mentalnego kopniaka 😉

      Polubienie

  2. Nie mam co prawda przesilenia ale tez mnie od zawsze denerwowały wypowiedzi odnośnie tego kiedy przyjdzie wiosna/lato a pózniej jak to jest super. Ja mam akurat tak ze pora roku/pogoda wpływa na mój nastrój może w jakichś 10% (według mojego odczucia chociaż niewiadomo jak to działa podświadomie), a reszta to są po prostu rzeczy ktore dzieją sie/nie dzieją sie w moim życiu. Wiec jeśli wszystko jest do d… to żadne słońce/temperatura tego nie poprawi. Życzę żeby jak najszybciej ten okres minął i pojawiła sie nowa energia do życia!

    Polubienie

  3. Masz rację, też nie lubię tego ciągłego narzekania na pogodę, albo obiecywania co to nie będzie, bo wiosna / lato idzie. Ja przyznam się szczerze, że czasem uwielbiam pochmurne dni, gdy z czystym sumieniem mogę zostać w domu, ogarnąć sprawy, które nagromadziły się z całego tygodnia i tak po prostu „pomieszkać”.
    Teraz tylko ta fizyczna niemoc mi przeszkadza, ale wiem, że to chwilowe.
    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s