Powoli pokonuję przesilenie wiosenne

Chandra mi powoli mija. Ogarniam to, czego nie ogarnęłam przed świętami i małymi krokami wracam do życia TU i TERAZ i Z UŚMIECHEM i co najważniejsze BEZ ZAMARTWIANIA SIĘ O JUTRO.

Na blogu Izzy przeczytałam niedawno pokrzepiający wpis i postanowiłam z niego skorzystać, tzn. z jego rad. Mianowicie, gdy masz problem – napisz o nim w liście do Boga, zapakuj w kopertę i „wyślij”. I już do tego problemu NIE WRACAJ, bo to już nie jest twój problem, tylko Boga!

I tak właśnie zrobiłam, liczę na pomoc, nawet więcej, jestem pewna, że ją otrzymam, tylko nie wiem jak długo ze spokojem dam radę na tą odpowiedź czekać, ale spróbuję.

Tym bardziej dziś, czyli w dniu, który uwielbiam –w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, niedzielę Miłosierdzia Bożego, jakiś nieograniczony spokój mnie napełnia.

Kiedyś nie rozumiałam tego całego „zamieszania” jakie odbywa się w tą niedzielę w krakowskich Łagiewnikach, nawet mnie ono trochę denerwowało. Ale wszystko zmieniło mi się, gdy przeczytałam (na początku niechętnie) Dzienniczek św. siostry Faustyny.

Teraz już trochę rozumiem fenomen tego miejsca, mam ogromny podziw dla s.Faustyny, jej wiary i pokory. Sama uwielbiam przebywać w łagiewnickim sanktuarium, szczególnie w ciszy starego klasztoru. I dziś może jeszcze tam zaglądnę na chwilkę. Tym bardziej, że dzisiaj zbiegły się dwie daty – 8.dzień miesiąca, czyli dzień modlitw za pary starające się o potomstwo i dzień Miłosierdzia.

Tymczasem ja już czuję, jak Bóg wysyła mi swoje Anioły, które w takich okresach, jak ostatnio dodają mi skrzydeł i podnoszą na duchu. Wczoraj mój największy Anioł jakiego dostałam w życiu- M.- zaskoczył mnie takim prezentem:

 

prezent od m.(1)

 

M. poszedł po jakieś drobne zakupy i wrócił z takim zestawem dla mnie – bukiet żonkili i dzwonek do roweru i to w groszki! A ja uwielbiam groszki! I tak oto plan na sobotę ułożył się sam – musiałam wypróbować nowy dzwonek, więc wybraliśmy się na wycieczkę rowerową.

 

DSC_0202

Mój rower jest co najmniej magiczny, bo w odróżnieniu od roweru M, który jest stricte sportowo- górski, mój jest nie-wiadomo- jaki. Mój rower chyba jest już chyba nawet pełnoletni 😉, a wcześniej należał do mojej mamy. Pamiętam jak zabierała mnie i rodzeństwo na wycieczki i tym rowerem woziła w siedzonku mojego malutkiego wtedy brata. Potem ja rower pożyczyłam na chwilę, bo mama z tatą zakupili sobie małe, składane rowery dla siebie. No i chwila trwa do dziś. Tato przemalował mi rower z wdzięcznego różu na kolor beżowy, wymienił kierownicę na taką pseudo- amsterdamkę i siedzenie na duże, wygodne. Ja uszyłam sobie torbę do koszyka, w groszki oczywiście. Potem otrzymałam jeszcze licznik na rower, no i teraz ten dzwonek w groszki! Więc mój kiedyś górski rower, teraz jest taki … jakiś wiewiórkowy;)

Po takiej wycieczce rowerowej i rzucaniu frisbee z M. na polanie w puszczy, czuję się od razu lepiej. Chyba jednym z ratunków na wiosenne przesilenie jest jednak ruch!

Dlatego dzisiejszą niedzielę rozpoczęłam od porannej, 40 minutowej gimnastyki. Już trochę plecy mniej bolą, ale wiem dobrze, że jeszcze do dobrej formy mi trochę brakuje, więc muszę tej wiosny mocno wziąć się za treningi.

Ale zanim to nastąpi, bo najbliższy tydzień a nawet dwa, zapowiadają się mega napięte, jeszcze dzisiaj postanowiliśmy z mężem poleniuchować w najlepsze. Zorganizowaliśmy tak modny ostatnio „churching” (to są plusy dużego miasta), potem spacer, lody i wygrzewanie w słoneczku.

DSC_0001

DSC_0007

DSC_0022

DSC_0028

DSC_0029

Potem wspólnie przygotowaliśmy niedzielny obiad w 30 min. Nasz zestaw na szybko, jeśli gdzieś wychodzimy składa się zazwyczaj z zupy – ugotowanej wcześniej, dziś to była wczorajsza jarzynowa oraz z pieczonych z ziołami ziemniaczków, sałaty i jakiegoś mięsa wrzuconego na szybko do naczynia Tupperware. Dziś w roli głównej wystąpiły piersi z gęsi. Niedawno chcąc ugotować rosół, nie miałam innego wyjścia, tylko musiałam kupić całą gęś. Korpusy gęsie, które mam w zwyczaju kupować o tej porze roku są niedostępne. Rozebrałam zatem tą gąskę, podzieliłam i zamroziłam nogi, piersi, skrzydła. Dziś na stole wylądowała ostatnia gęsia porcja;)

DSC_0077

DSC_0065

Plan wiosenny już mam powoli ułożony, ale póki co w głowie. I mam zamiar przedstawiać Wam tylko te elementy planu, które już zrealizuję. Mam nadzieję, że to mnie zmobilizuje do działania, a nie jedynie planowania, więc w tym roku postanowiłam, że list „to do” nie będę pokazywać, ani tych must, ani want. Potem się tylko stresuję;)

Ale nie powiem, dzięki tej ciepłej wiośnie, która początkowo mnie przygniotła, rozpoczęliśmy już sezon balkonowy.

No to teraz został mi ostatni, miły akcent tej wyjątkowej niedzieli – trochę ciszy u moich „Faustynek” w sanktuarium. Wspomnę o nas wszystkich- starająco- czekających. W tym dniu nasze prośby muszą szybciej dotrzeć na Górę. Taką mam nadzieję. Wy też ją miejcie! Dobrego całego tygodnia!

Reklamy

6 myśli na temat “Powoli pokonuję przesilenie wiosenne

  1. Lidio, jak fajnie, że u Ciebie tyle pozytywnej energii- jednak to wiosenne słoneczko nieźle poprawia nam humor hehe
    Uwielbiam dni ciepłe przepełnione słońcem, bo wtedy jakoś bardziej mi się „chce”, wtedy człowiek mimo wszystko ma więcej energii, chęci, motywacji, mam wrażenie, że w takie dni wszystko uśmiecha się do mnie, a ja dostaję tzw.
    ” skrzydeł”; cieszę się, że masz już za sobą ten ” dołujący” czas, że to już minęło i znów z nadzieją patrzysz na kolejny dzień.
    Jak czytam Twoje wpisy,to zauważam, że mamy wiele wspólnego :0) -niepłodność, wycieczki rowerowe, spacery, układanie puzzli, wypady w góry, wiara…
    Mój rower też już dawno osiągną pełnoletniość, ale póki jeszcze jeździ na razie nie zamienię go na inny, mój mąż kiedyś mi powiedział żebym sobię kupiła nowy, a nie jeździła na takim starym gracie, ale po co mam kupować nowy- po co wydawać kase na coś, co jeszcze mam i co mi ( jak na razie) działa:0), od kilku dni śmigam sobie na rowerku do pracy- trochę ruchu trzeba mieć, nie wystarczy same orbitrekowanie, a mój brzuch po zimie niestety nie wygląda najlepiej, baa on pod niektórymi koszulkami wygląda choćbym była w początkowej ciąży-” o nieee”, jakby to powiedziała moja chrześniaczka:0)
    Przesyłam gorące uściski i życzę wiele sił na ten „nerwowy” i napięty czas;
    P.s. Macie przepiękne widoki w swojej okolicy- piękne zdjęcia.
    Trzymaj się cieplutko

    Polubienie

  2. Widocznie Agato te nasze rowery, puzzle, spacery to „zestaw podstawowy” do przejścia przez okres niepłodności 😉 Faktycznie powoli już staram się ogarnąć i zebrać do życia, podejrzewam że to moja tarczyca jest powodem mojego kiepskiego samopoczucia, muszę iść to zbadać.
    A z rowerem podchodzę do kwestii zakupu tak jak Ty, póki mój „perszing” jeździ to po co mi nowy? A właściwie bardziej chodzi o to – co zrobiłabym z tym starym? Przecież go nie wyrzucę, bo już się przywiązałam emocjonalnie 😉
    W zdjęciach dopiero się szkolę, marzę o jakimś kursie z robienia zdjęć,a póki co, pstrykam jak umiem.
    Pozdrawiam
    Lidia

    Polubienie

  3. Lidko, masz rację- koniecznie zbadaj tarczycę 🙂 Ja cierpię na niedoczynność i gdy kilka lat temu zaniedbałam sprawę i na jakiś czas odstawiłam leki (przyznaję- to było bardzo nieodpowiedzialne) to czułam się fatalnie. Tak jakby ktoś ze mnie spuścił powietrze, byłam osłabiona, markotna, pozbawiona energii. Taka mała tarczyca a potrafi tyle namieszać.

    Ps. Piękny ten dzwonek w groszki 🙂

    Polubienie

  4. Tak, wiem, że tarczyca robi taką paskudną huśtawkę nastroju i fizycznego samopoczucia. Z tym, że ja już mam trochę dość leczenia tarczycy – początkowo leczyłam niedoczynność (i na lekach czułam się lepiej), potem wpadłam w nadczynność, co nigdy mi się nie zdarzało, gdy nie przyjmowałam leków, więc ja wnioskuję że to przedawkowany Novothyral do tego doprowadził. Wylądowałam wtedy w szpitalu. Lekarz endokrynolog ma inne zdanie i podejrzewa u mnie chorobę Basedova i Hashimoto łącznie i w tym upatruje ten nagły skok w nadczynnośc a nie w lekach.
    Teraz jestem bez leków (na swoją prośbę) i próbuję wyjść z tej nadczynności. Pierwsze 3 tyg brałam przepisane w tym celu leki, które wywołały u mnie paskudną reakcję alergiczną i ból stawów. Dlatego właśnie podziękowałam za leki.
    Planuję badania w tym tygodniu, ale te, które zrobiłam w marcu wskazują nadal na za niskie TSH, podczas gdy FT3 i FT4 wróciły do idealnej normy. Bądź tu mądry. To chyba moja „głowa” źle steruje tymi hormonami.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s