Gdzie ja jestem jak mnie nie ma?

Ostatnio moje życie zawodowe wysysa ze mnie mój prywatny czas i co najgorsze – energię. Dlatego mało mnie na blogu i bez wątpienia wpływa też na to, że nie umiem się do końca cieszyć tym, co mam każdego dnia. Postawiłam sobie ostatecznie granicę czasową, do której jeszcze mam zamiar poświęcić wszystkie swoje siły i spróbować postawić swoją firmę na nogi. Jeśli to nie wyjdzie, dam sobie spokój i po prawie 10 latach będę musiała zmienić zajęcie.

Wystarczy, że czekamy tyle na dziecko, więc nie będę dokładać sobie kolejnych spraw do czekającej listy. To tylko praca.

Ale w między czasie, staram się wychwytywać te fajne momenty codzienności. Zaczynam trochę czerpać już z tej pięknej wiosny, która tak szybko rozkwitła, że nawet nie zdążyłam obfotografować pąków kwiatów i liści. A tak się do tego przymierzałam.

Gdy już udało mi się wylogować mój mózg z trybu praca, zaczęłam dostrzegać ile fajnych spraw na mnie czeka.

PROJEKTUJĘ… SZYJĘ …. PRZEORGANIZOWUJĘ… PORZĄDKUJĘ … I RELAKSUJĘ SIĘ

 

DSC_0103

I kierunek – SZAFA…

Też tak macie, że gdy robi się ciepło (lub na odwrót – zimno jesienią) wywalacie ciuchy z szafy do przeorganizowania? Ja mam niby sporą szafę, ale lubię tą „zmianę garderoby” i właśnie w tą sobotę pożegnałam wszystkie grube swetry, golfy, zimowe spódnice i sukienki. Wszystkie powędrowały na „tyły” szafy, a na podłodze wylądowała kolekcja wiosenno – letnia. Teraz wielkie pranie i suszenie najlepiej w słoneczku na balkonie i będę przygotowana na ciepłą pogodę.

ciuchowy bajzel

II kierunek – SZYCIOWA KOMODA…

Bardzo dawno do niej nie zaglądałam, a ile tam kiecek czeka na swoją kolej do przeszycia! Dwa lata temu na moim osiedlu funkcjonował jeszcze malutki ciucholand. Raz na jakiś czas zaglądałam do niego i zdarzyło mi się kupić jakąś spódnice, sukienkę, albo po prostu płachtę materiału po 1 albo 2 zł. Prawie wszystkie są w ogromnych rozmiarach, więc bez wyjęcia maszyny do szycia się nie obejdzie, dlatego mam motywację by uruchomić moje biurko krawieckie.

To mały wycinek moich ciucholandowych zbiorów do przeszycia:

szuflady oczekujące

do przeszycia na już

 

III kierunek – BALKON… czyli projekt i plany sadzenia

No i zaczął się sezon balkonowy – to właśnie najbardziej uwielbiam w wiośnie, że mogę dzisiejsze, niedzielne śniadanie z M. celebrować na balkonie, że ten post nie powstaje w 4 ścianach, tylko w pięknym słoneczku, przy śpiewie ptaków.

 

Ale na razie balkon wygląda tylko jak … balkon. Muszę go przygotować po swojemu, tak by stał się naszą małą Toskanią na 2 m2 😉

Ten zielony materiał na poprzednim zdjęciu ma mi w tym roku posłużyć jako pomoc w poskromieniu słońca. Nasz balkon jest od strony południowej -ma to wiele plusów, ale słońce „operuje” tu (tak zawsze mówiła moja babcia) prawie 10 godz. w lecie.

Dlatego w tym roku postanowiłam uszyć dodatkową zasłonkę – daszek, tak byśmy mieli kawałeczek cienia przy bardzo dużych upałach.

Dodatkowo chcę zrobić z prawdziwego zdarzenia zielnik, nie tak jak w ubiegłych latach – 3 małe doniczki. Dostałam od koleżanki mini- paletę, którą mój M. przerobi mi na mały kwietnik do zawieszenia na ścianie, a tam zamieszkają bazylia, oregano, rozmaryn, mięta i pomyślę co jeszcze.

projekt balkon 2018

 

 

Już wstępnie zrobiłam plan zagospodarowania balkonu w tym roku i za tydzień wybieram się na giełdę kwiatową, by kupić sadzonki. Tak, jestem leniwa, nie sieję nic, kupuję gotowce od rolników. Mam zamiar zakupić: lawendę, zioła, pewnie surfinie / petunie zwisające i jakieś ozdobne dodatki do skrzynek na balustradę. Nie mam jakiejś konkretnej koncepcji.

Zastanawiałam się tylko czym zastąpić wiszące co roku surfinie i nic nie przychodzi mi do głowy. Bardzo podobały mi się pełne, zwisające begonie, ale one chyba nie przetrwają naszego słońca. W zeszłym roku posłuchałam sugestii znawców i kupiłam na balustradę lobelię – ona może i lubi słońce, ale nie w takiej dawce jak u nas. W tym roku już jej nie będę męczyć.

dsc_0078.jpg

Aktualnie kwitną nam w malutkiej doniczce tylko bratki – do nich też jestem trochę przywiązana, bo moja babcia zajmowała się kiedyś sianiem, rozsadzaniem i sprzedażą bratków. Mają śliczne kolory, ale za miesiąc już przekwitną, więc obmyślam co zastąpi ich miejsce.

Bratki – ulubione kwiatki mojej babci

Jedyna roślina, która jest z nami od 3 lat, to bordowy powojnik – w tym roku już puścił listki i za chwilę opanuje pewnie jedną ścianę balkonu.

DSC_0087

RELAKS …

Nie odmawiam sobie też chwili relaksu w cieplutkim słonku. Opalałam się już parę razy, a wieczorami czytam książkę na balkonie. Co prawda tylko na wyrywki, po kilka stron, ale zawsze coś. Właśnie skończyłam ostatnią książkę Reginy Brett pt. „Kochaj”, która jak większość pozostałych pozycji autorki dała mi lekkiego kopa do działania, życia i radości z tego co się ma. Już kiedyś o tym pisałam, ale teraz dzielę się z Wami (kto nie czytał) ostatnią stroną książki – popatrzcie, komu Regina m.in dziękuje 😉 A to dopiero niespodzianka, musi nas – polskich czytelników być sporo, skoro zostaliśmy tak miło wspomniani.

DSC_0070

PORZĄDKUJĘ…

Na koniec chciałam pochwalić się Wam moim porządkowym odkryciem, choć dla wielu z Was pewnie to nie będzie żadna nowość. Jeszcze przed świętami wpadłam na bloga Ewy z Zielonego Zagonka i się zakochałam! Chyba wracam do babcinych sposobów w domu, kuchni, gotowaniu, więc w sprzątaniu pomyślałam, że też spróbuję. I to był strzał w 10.

Ewa pokazuje jak utrzymać w czystości dom bez chemii i tysiąca butelek z preparatami do czyszczenia- ta do wanny, a inna do umywalki. Do tego jak zaoszczędzić na tym trochę pieniędzy, ale co ważniejsze, jak nie truć siebie i rodziny!

Kochane, te które tak jak i ja jeszcze czekacie na swój macierzyński cud – może warto się przyłączyć? Ja w ramach kolejnego punktu w moim „Planie przedmacierzyńskim” pomyślałam: kiedy będzie lepszy czas, żeby przetestować nowe rozwiązania bez chemii w domu, jak nie teraz? Dzięki temu, może potem uniknę zlizania toksycznego płynu do podłogi przez moje dziecko podczas zabawy, albo zjedzenia resztki domestosa lub kostki do WC, gdy przez czysty przypadek małe rączki złapią za toaletę. Ja już zaczęłam wdrażać niektóre sposoby Ewy, a kolejne będę próbować przy następnym sprzątaniu.

Owocnego, dobrego tygodnia Wam życzę, a po nim jeszcze lepszego, leniwego (kto może) weekendu majowego! Ja już nie mogę się doczekać – jedziemy z M. na 3 dni w góry. Nic mnie lepiej nie wycisza, niż szelest lasu, zapach iglaków i pyszna kawa przed śniadaniem w schronisku górskim.

Ale jeszcze tydzień pracy przed nami, więc do dzieła!

2 myśli na temat “Gdzie ja jestem jak mnie nie ma?

  1. Ale piękne bratki! Ja też wsadziłam i też w skrzyneczki (nie takie ładne, moje są drewniane w kolorze drewna) ale dużo im brakuje do Twoich 🙂 Chętnie poczytam też o Twoim zielniku, bo … moje zioła zawsze padają 😦 Nigdy nie próbowałam siać, zawsze kupuję już w doniczce, ale po jakimś czasie nie nadają się do użytku. Wydaje mi się, że oni je czymś podsypują, a w warunkach domowych te rośliny po jakimś czasie nie dają sobie rady.
    Ciekawa jestem Clematisa, ja też się przymierzam 🙂
    Szyć nie umiem niestety, ale czasem też coś fajnego wynajdę za grosze i podrzucam mojej mamie, ona jest w tym dobra. Szyje mi firanki, podkłada za długie spodnie, coś obcina. Jak zobaczyła jak przyszyłam guzik to prawie zemdlała haha. No talentu w rękach to ja nie mam 😀 Ostatnio zawiozłam jej całą torbę rajtuz dziewczyn, wszystkie z dziurami na palcach. Nie wiem, czy tez tak masz, że ciągle w skarpetach robią Ci się dziury, bo mnie i mężowi tak. Chyba kiedyś były lepsze jakościowo.
    A dziś będę właśnie „wysadzać” z pudeł jeszcze rzeczy i organizować ponownie. Jak zwykle mam półki:
    – w to wchodzę
    – w to nie wchodzę, ale liczę na to, że wejdę, więc zostawiam ( i tak od wielu lat 😉

    Romantyczny balkonik, uwielbiam takie w stylu toskańskim, albo prowansalskim :)))

    Polubienie

    1. Izzy moj zielnik to dopiero pomysł na ten sezon. Do tej pory miałam miętę i bazylię w 2 małych doniczkach, które rozrastały się jak szalone, więc w tym roku chcę im dać większe pole do popisu😉 zdam relacje co mi wyszło. Clematis natomist kwitnie co roku pięknie,a nawet po 2x bo na zimę wystawiam go na klatkę schodową i znów w grudniu ma kwiaty😉
      A z moim szyciem było kiedyś jak u Ciebie- wszystko rękami mamy. Jak dostałam w prezencie maszynę do szycia, musiałam się zmobilizować i zaczęłam naukę z YT i jakoś poszło😉
      Dziś jestem wdzięczna rodzicom za ten prezent, bo kilka lat temu nauka szycia była terapią na ciągłe myślenie o niepłodności, a dziś ułatwia mi życie. Choć jestem tylko na podstawowym poziomie szycia, ale to i tak dla mnie wyczyn😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s