Ile dzieci miałabym już dziś, gdyby …

Rzadko piszę jeden post po drugim.

Dziś jest szczególna okazja – Księżna Kate urodziła trzecie dziecko.

Dlaczego tak mnie naszło??

Pamiętam dokładnie, kiedy media podały wiadomość o jej ciąży – pierwszej ciąży…

Był 3. albo 4. grudnia 2012r, leżałam wtedy w szpitalu na Śląsku (tam akurat było miejsce). Na drugi dzień miałam mieć laparoskopię diagnostyczną, by wykluczyć niedrożność jajowodów. Dostałam tego dnia „leki oczyszczające jelita” – czułam się po nich gorzej niż po grypie jelitowej. Przysypiając wieczorem na łóżku szpitalnym, koleżanka obok czytała nowinki internetowe z telefonu, aż nagle zapadła cisza.

Było nas 4 na sali, wszystkie w tym samym celu. Gdy Marysia wykrztusiła co widzi w newsach na pudelku- „Księżna Kate jest w ciąży”, każda z nas pomyślała pewnie coś innego. Ja – że księżna jest ode mnie starsza – jeszcze zdążę ją dogonić, bo pewnie w przyszłym roku i ja zostanę mamą.

Na drugi dzień usłyszałam od lekarza wykonującego laparoskopię, że tylko u mnie zdiagnozowali obustronną niedrożność jajowodów. Pozostałe dziewczyny miały przynajmniej 1 jajowód drożny, albo oba. Świat mi się zawalił, choć w głowie jeszcze wirowało od znieczulenia i nie wszystko do mnie docierało.

Minęło 6 lat. Ani razu do tej pory nie byłam w ciąży. A Kate urodziła dziś już 3. dziecko.

Jedyna różnica między 4.12.2012 a dniem dzisiejszym jest taka, że NIE ROBI TO JUŻ NA MNIE ŻADNEGO WRAŻENIA. Cieszę się z jej szczęścia.

Zrozumiałam, że każdy ma swój czas. Że nie każda z nas, zostanie matką wtedy, gdy chce i tak jak chce. Że nie wszystkie razem urodzimy, to nie matura, do której przystępuje cała klasa jednocześnie. I nie muszę się z tego powodu katować i obwiniać. Nie oblałam żadnego egzaminu.

Widocznie tak miało być.

Czy Kate jest szczęśliwa, że 8 godzin po porodzie musi pokazać się w pełnym makijażu, fryzurze i uśmiechu na twarzy Londyńczykom? Wątpię. Nawet jej współczuję.

Każda z nas musi brać to, co życie daje i nie porównywać się do innych.

11 myśli na temat “Ile dzieci miałabym już dziś, gdyby …

  1. Kiedy udało mi się raz zajść w ciążę, moja znajoma była już w 6 miesiącu. Dziś jej dziecko kończy 8 lat…
    Wraz z inną koleżanką jeździłyśmy do kliniki na wizyty. Po jednej z nich tylko jedna wracała szczęśliwa. Oczywiście nie byłam to ja. Jej córka w grudniu skończy 5 lat…
    To jeszcze pikuś. Ale jak moje uczennice zaczęły zachodzić w ciążę, a ja nadal dziecka nie miałam, bolało strasznie.
    Bo miałam tak jak Ty, wydawało mi się, że skoro rodzi ktoś starszy ode mnie, to ja jeszcze mam czas. Dużo czasu. Ale on mijał i mijał a dziecka jak nie było tak nie było. I ja też już przestałam być „taka młoda” , bo zaczęło rodzić już pokolenie za mną.
    Moi rodzice czekali na mnie 9 lat (niedrożność) a do przedszkola i szkoły chodziłam z córką uczennicy mojej mamy (też była nauczycielką 🙂 )
    Moja historia wiesz jak się zakończyła. I tak jak dla Ciebie, w pewnym momencie inni stali się nieważni, a serce przestało boleć. Chyba na zawsze będzie miało naklejony na ranę plasterek, ale daje radę i to całkiem nieźle 🙂
    Marzenia się spełniają, ale nie wtedy i nie tak jak my tego chcemy.
    Ściskam mocno 🙂

    Polubienie

    1. Izzy, przykładem swoich rodziców mnie trochę podbudowałaś, bo u mnie wszyscy chcieli, zachodzili, rodzili. Ja jestem wyjątkiem. Już 8mio letnim.
      Ale Twoimi ciężarnymi uczennicami to mnie otrzeźwiłaś- to jest bardzo przykre. Tylko my wiemy ile to kosztuje emocji i psychicznych katuszy, gdy inni na zawołanie mają to, na co my może nigdy się nie doczekamy.
      Ale cudowne jest to,że znalazlyśmy inna drogę- Ty nią już pędzisz jak szalona i uczysz innych na co się mają przygotować. A ja mam nadzieję ze za niedługo też się doczekam☺

      Polubienie

  2. Chyba każdy ma takie myśli… Niedawno drugie dziecko urodziła dziewczyna, która brała ślub tydzień przede mną, więc ja też mogłabym już mieć dwoje, a jak narazie nie mam nic… Prócz całej teczki badań. Od miesiąca zmieniliśmy lekarza i mam nadzieję, że w końcu i do nas los się uśmiechnie. Po prawie 3 latach starań nareszcie kompetenty lekarz, zainteresował się nie tylko mną, ale i dokładnym przebadaniem męża i przyczyną naszych niepowodzeń jest prawdopodobnie jego tarczyca. A poprzedni lekarze szukali winy u mnie i mnie szprycowali różnymi lekami…
    P. S. Trafiłam na Twój blok przypadkiem i w 3 wieczory przeczytałam wszystko. Mocno trzymam za Was kciuki i za wszystkie czytelniczki. Pozdrawiam!

    Polubienie

  3. Przede wszystkim nie porównywać się do innych, bo tak jak piszesz każdy ma swój czas i swoje miejsce, a życie to nie egzamin, do którego wszyscy podchodzimy razem i razem zdajemy kolejne etapy. Ja sama bardzo długo porównywałam się do innych i to chyba frustrowało mnie najbardziej. Patrzyłam na dziewczyny w moim wieku, które urodziły już drugie dziecko i aż mnie ściskało w żołądku. Patrzyłam na koleżankę z pracy młodszą ode mnie o 6 lat jak mówi, że chce mieć dziecko i za 2 miesiące oznajmia, że jest w ciąży. Patrzyłam na znajomą, która zaczęła starać się miesiąc przede mną i zaszła za pierwszym razem, jej synek w tym roku skończył już 3 latka, a ja nadal stałam w tym samym miejscu. Dopiero psycholog pomógł mi zrozumieć co robię źle i że to porównywanie i moja chęć bycia idealnie taką jak sobie wyobraziłam wpędzała mnie w to błędne koło. Lidio trzymam za Ciebie mocno kciuki i życzę Ci wszystkiego dobrego, jestem pewna, że już niedługo Twoje życie zmieni się o 180 stopni 😙

    Polubienie

    1. Masz rację – nie porównywać się do innych, to bardzo cenna umiejętność. Ale o wiele trudniejsze było dla mnie nauczyć się lekceważyć to, gdy inni porównują mnie do siebie ;( Wystarczy że sama bardzo chciałam być matką, że to ja czułam się gorsza, a słysząc „a kiedy wy?”, „powinniście już to czy tamto”, „na co czekacie” – bo przecież wszyscy inni mają dzieci – po prostu żal ściskał. To, że społeczeństwo za mnie chciało decydować kiedy ja powinnam mieć dzieci i wartościowało mnie wg tego systemu – bolało strasznie. Też potrzebowałam psychologa, żeby zrozumieć, że to nie status „jestem w ciąży” albo „jestem mamą” znaczy o mojej wartości. A niestety 90% ludzi wokół mnie tak się zachowuje (choć mieszkam w dużym mieście), często nieświadomie. Dobrze, że dziś jest mi to obojętne i nauczyłam się cieszyć tym, co mam 😉

      Polubienie

      1. Dokładnie. Ja też miałam kilka takich sytuacji kiedy to ludzie dookoła mnie dopytywali i chcieli wiedzieć o moich planach. Zawsze odpowiadałam im coś lekceważąco i nie zwracałam na nich uwagi. Ale wśród tych ludzi znalazła się osoba, która tak natarczywie i natrętnie wypytywała mnie o szczegóły i wręcz natrętnie wmawiała mi na siłę, że ma mieć dziecko i mam się w końcu ogarnąć, że po tej rozmowie czułam się tak rozbita wewnętrznie, że dochodziłam do siebie kilka dni. Tego się nigdy nie uniknie, ale kluczowe jest właśnie nasze podejście i nasze poczucie własnej wartości.

        Polubienie

  4. Oj tak, rodzice strasznie długo na mnie czekali. Ba! Podobno nawet mieli ogromny kryzys w związku przez to i mało co się nie rozwiedli 😐 To też były inne czasy, medycyna nie była aż tak rozwinięta, nie wiem w sumie na czym polegało jej leczenie, ale jeździła na Śląsk do jakiegoś profesora, czy coś. Czy to pomogło na tę niedrożność? Nie wiem, ale pewne jest to, że gdyby zaszła w ciążę z innym dzieckiem, to mnie by tu dziś nie było…

    Strasznie mnie wkurzało zawsze, że każdy mówił, że „na mnie też przyjdzie pora” I chyba błędem było, że w to uwierzyłam, że muszę się leczyć, że muszę czekać itd. No cóż, ludzie chyba zapominają, że nie wszystkim dane jest zostać rodzicem. Ileż to par w ogóle się nie doczeka, a o adopcji nie chcą słyszeć. I co? Doczekali się?

    Zobaczysz jak szybko czas mija 🙂 Z każdym dniem jest bliżej.

    Polubienie

  5. Najpiękniejsze zdanie: „gdyby zaszła w ciążę z innym dzieckiem, to mnie by tu dziś nie było..” – dobrze, że masz tego świadomość i umiesz wyciągać pozytywy na wierzch. Kiedyś słyszałam, że dziecko, na które się bardzo długo czeka, ma jakieś bardzo ważne zadanie w życiu – Ty na 100% swoje właśnie spełniasz i to x2!

    Masz rację z tym „na każdego przyjdzie pora”, mnie też to wkurza, albo „zobaczysz, wszystko będzie dobrze” – może nie będzie dobrze, może nie przyjdzie pora tak, jak zauważyłaś. To są raczej słowa, by ten kto je wypowiada poczuł się trochę lepiej, a nie my. Są różne sytuacje i drogi w życiu, ważne, by każdy rozeznał swoją i wykorzystał ją najlepiej jak się da. Jak to mój M. mówi – trzeba grać tymi kartami, jakie mamy;)

    Polubienie

  6. Właśnie do mnie dotarło jak przeczytałam to co napisałaś, że moje dziewczyny też byłyby teraz gdzie indziej , gdyby mnie nie było 😦 Nie wyobrażam sobie tego. Zobacz, jak to jednak dopiero po iluś latach widać, jaki sens to wszystko miało. Nie uważasz?
    Święte słowa męża!! Dobrze zagrane słabe z pozoru karty też mogą wygrać :)) Tego się trzymajmy!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s