Nasza droga adopcyjna – co już za nami i czy to była dobra decyzja?

Ten post został „wywołany do tablicy” przez jedną z moich serdecznych czytelniczek 😉 Właściwie nie miałam zamiaru nic tu już publikować przed, ani w trakcie weekendu majowego. Teraz mam głowę pełną planów nadrobienia zaległości i wypoczynku, z resztą pewnie tak jak i Wy.

Szykujemy się z M. do wyjazdu w góry na 3 dni, ale…

Zapytana zostałam o naszą sytuację adopcyjną i o posta w tym temacie. Najpierw pomyślałam – „przecież ostatnio o tym pisałam”, a potem przejrzałam bloga i dotarło do mnie, że od kilku miesięcy nie pojawiają się żadne wieści ani o leczeniu niepłodności, ani o adopcji! Boże, ja o nich prawie zupełnie zapomniałam, zaczęłam normalnie żyć! Droga F. – dziękuję, że mi to uświadomiłaś!

Dlatego właśnie postanowiłam stworzyć takiego ADO-posta, gdzie zainteresowani będą mogli przeglądnąć naszą drogę adopcyjną.

Może właśnie ty jesteś teraz na tym zakręcie w leczeniu niepłodności, gdy zaczynają ci chodzić po głowie myśli o adopcji, ale temat jest tak rozległy i odpowiedzialny, że po prostu przeraża. To normalne! My musieliśmy dać sobie naprawdę sporo czasu, przespać sprawę, ale też właśnie doczytać u innych, by oswoić się z adopcją, a po kilku latach podjąć TĄ decyzję.

Więc jeśli nawet ta nadchodząca majówka nie daje ci radości, jeśli już wiesz, że to i tak będzie czas z kotłującymi się myślami i jesteś na etapie, że mało co już cię cieszy – to może to jest post dla ciebie. Nie, żebym chciała do czegoś przekonywać, ale czasami czyjeś historie otwierają jakieś dodatkowe „okno” w naszym życiu i trochę lepiej się oddycha.

Chcę, żebyście wiedzieli, że decyzja o drodze adopcyjnej, to była dla nas najtrudniejsza decyzja w życiu, bo najbardziej odpowiedzialna. Jednocześnie to właśnie dzięki niej, nasze życie się zmieniło. Oczywiście na zdecydowanie lepsze. Właściwie, teraz mogę powiedzieć, że od tej decyzji zaczęliśmy znów żyć normalnie. Wiemy, że będziemy kiedyś rodzicami, a jaką drogą, to nie ma dla nas znaczenia.

To przez tą decyzję ostatnio mój blog zmienił się w blog o nie wiadomo czym 😉 Już nie szukam lekarzy i kolejnych sposobów leczenia (ostatnio u ginekologa byłam 3 lata temu, wiem, wiem że powinnam, ale mam jeszcze uraz). Już nie wydaję pieniędzy na monitoringi, stymulacje, zabiegi i dobrze mi z tym. Mój czas biegania po lekarzach się wyczerpał, a raczej moja cierpliwość do tego.

Podjęcie decyzji o rodzicielstwie adopcyjnym było najlepszą decyzją do tej pory. Oczywiście może zdarzyć się tak, że zajdę w ciążę, bo nikt nie umie do końca zdiagnozować przyczyny niepłodności, ale ja już nie chcę jej znać.

ILE CZASU PODEJMOWALIŚMY TĄ DECYZJĘ?

Jak wyglądał u nas czas, gdy biliśmy się z myślami i rozważali drogę adopcyjną, pisałam rok temu. Chętnych odsyłam, by przeczytali całą naszą batalię, a jednym zdaniem podsumuję: to był długi proces, zanim decyzja została podjęta przez obie strony – prawie 3,5 roku.

SPOTKANIE W OŚRODKU, CZYLI MACHINA RUSZYŁA

Następnie jak wybraliśmy nasz ośrodek adopcyjny, a właściwie jak „sam się wybrał” i jak wyglądała nasza pierwsza wizyta w OA oraz jakie dokumenty musieliśmy złożyć przeczytacie w poście – Procedura adopcyjna. Dodam tylko tyle, że po przeczytaniu dziesiątków blogów ( od 2010r) i zapoznaniu się z wieloma zwyczajami jakie panowały w ośrodkach u innych rodzin adoptujących dziecko, okazało się, że nasz ośrodek nie ma żadnych „widzi- mi się”, dziwnych próśb, wymagań zaświadczeń itp. Po prostu podchodzi po ludzku do nas – mieliśmy szczęście 😉

NAJCIEKAWSZY CZAS – KURS ADOPCYJNY

My swój kurs na kandydatów do przysposobienia dziecka rozpoczęliśmy w styczniu 2017r. W kwietniu mieliśmy ostatnie zajęcia, a w czerwcu (prawie z okazji dnia dziecka ;)) otrzymaliśmy kwalifikację!

Wrażenia z pierwszej soboty na kursie opisywałam w poście Kurs adopcyjny – start!

A kilka spostrzeżeń i momentów, gdy otwierają się oczy na adopcyjny świat możecie podglądnąć tutaj:

Najbardziej boimy się zazwyczaj czy dostaniemy kwalifikację? Czy łatwo jest ją dostać? Tu krótkie studium przypadku- Czy każdy powinien otrzymać kwalifikację na rodzica adopcyjnego?

Każdy ma swoją historię – my w niepłodności i dziecko adopcyjne, które zostało porzucone. Jego historia bez 2 zdań jest trudniejsza, musimy mu pomóc poskładać życie z tą historią, czyli moje wrażenia z pewnych zajęć na kursie.

DLA TYCH CO LUBIĄ KRÓTKO I ZWIĘŹLE

A na koniec polecam zajrzeć do podsumowania naszych zmagań adopcyjnych do tej pory, albo od nich zacząć. Będziecie wiedzieć chronologicznie, jak wyglądał przebieg naszych adopcyjnych starań.

Można powiedzieć, że temat adopcji pierwszy raz pojawił się w naszym małżeństwie w grudniu 2012r, gdy usłyszałam po laparoskopii diagnozę obustronnej niedrożności jajowodów. Potem myśli o adopcji pojawiały się i znikały wraz z kolejnymi pomysłami na leczenie i starania o biologiczne dziecko. Gdy w 2016r biologia nadal nie chciała podporządkować się naszym planom rodzicielskim powiedzieliśmy dość.

W czerwcu 2016r pierwszy raz zgłosiliśmy się do OA. Za chwilę minie rok, odkąd mamy kwalifikację na rodziców adopcyjny i czekamy na nasze dziecko.

TERAZ TYLKO CZEKAMY

To czekanie ma plusy i minusy – teraz nic już nie musimy udowadniać, nie jesteśmy już oceniani, teraz tylko i aż czekamy. Dziś okres oczekiwania jest niesłychanie długi – 2-3 lata na małe dziecko, a my zdecydowaliśmy się na dziecko od 0 do 3 lat. Inne małżeństwa z naszego kursu w większości czekają na dziecko pow 1 r.ż. do 3-4 lat (nie chcą noworodka), wtedy czekanie jest jeszcze nieco dłuższe. Dlaczego tak zdecydowali, opiszę kiedy indziej, jeśli będziecie ciekawi.

Ten długi okres czekania ma też pewien plus – dopiero teraz „odpoczywamy” od tej wieloletniej walki z niepłodnością. Cieszymy się sobą, życiem, codziennymi drobiazgami. Jutro jedziemy w góry i czekamy na to z niecierpliwością. Kiedyś wędrowałam szlakiem z ponurą miną i patrzyłam w ziemię, bo myślałam dalej o tym, że może nigdy nie zajdę w ciążę. Każdy urlop był odpoczynkiem, ale nie od myśli o niepłodności, one były ze mną zawsze i zawsze mnie niszczyły.

MAMĄ BĘDĘ NA PEWNO, TYLKO MUSI SIĘ ZNALEŹĆ „NASZE DZIECKO”

Teraz wiem, że kiedyś będę mamą. To, że adopcyjną nie robi mi żadnej różnicy. Cieszę się codziennymi drobiazgami i tym, że za jakiś czas pokarzę je swojemu dziecku. Dopiero teraz nadrabiam to życie, które umknęło mi, bo skradło je 6 lat leczenia. Jak dobrze, że się z tego otrząsnęłam i że podjęliśmy taką decyzję!

 

Każdy musi wybrać swoją drogę. My już wybraliśmy.

A teraz opracowujemy jutrzejszą drogę – którym szlakiem przejść najpierw? 😉 Tylko takich problemów nam życzę.

znaleźć swoją drogę

4 myśli na temat “Nasza droga adopcyjna – co już za nami i czy to była dobra decyzja?

  1. Kochana cieszę się, że Wy znaleźliście już drogę do Waszego macierzyństwa; wiele osób ma problem- co wybrać- biją się z myślami, rozważają wszystkie za i przeciw- też tak miałam całkiem niedawno- w chwili obecnej, odsunęłam ten temat na dalszy plan, bo zrodziła się nowa nadzieja na naturalne- biologiczne macierzyństwo, ale jeśli z tego w tym roku nic nie wyjdzie, powracam do w/w tematu😉
    Trzymam za Was kciuki – myślę, że jesteście bliżej niż dalej; teraz tak, jak piszesz pozostaje czekać…
    Udanego wypadu- wypocznijcie, pozwiedzajcie, nacieszcie się sobą i otaczającą Was przyrodą. My też wybieramy się na 3- dniowy wypad- jedziemy na Jurę Krakowsko- Częstochowską; trzeba czerpać z życia póki jeszcze jesteśmy sami, bo wielu rzeczy nie da się zrobić/ osiągnąć, jak już pojawi się mała istotka.

    Polubienie

  2. Cieszę się Agato, że pojawiła się u Was nowa szansa na biologiczne dziecko. Wypoczywajcie i korzystajcie z urlopu, ładujcie pozytywną energię. Może faktycznie się tak zdarzyć, że za niedługo będziemy tęsknić za tymi urlopami we dwoje 😉

    Polubienie

  3. Super wpis, bardzo przydatny dla wszystkich rozważających adopcję i nie tylko. Dokładnie to samo przeżywałam, choć u nas decyzja nie trwała aż tak długo. Ten etap czekania jest najgorszy, teoretycznie nic się nie dzieje, ale dziś wiem, że tam gdzieś, dzieje się bardzo wiele, tylko wy jeszcze o tym nie wiecie 🙂
    Moje maluchy pytają czasem jak to było, jak ich nie było, a my smutni czekaliśmy na nich, więc opowiadam im historię. Ostatnio ściskam starszą i pytam ją „czemu tyle musiałam czekać na ciebie?” A ona odpowiedziała ” bo długa kolejka była tam w niebie” (zawsze im mówię, że spadły nam z nieba)
    Zaciskam mocno kciuki i czekam razem z wami :*

    Polubienie

  4. Masz rację Izzy – my teraz tylko czekamy, ale tam „gdzieś” dzieją się teraz najważniejsze sprawy.
    Cudownie to ujęłaś – że Wasze dziewczynki „spadły z nieba”, bo to jest właśnie takie czekanie, aż ten cud z nieba spadnie 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s