Majówka w Beskidzie Sądeckim

Weekend majowy, to nie jest czas, kiedy lubimy wyjeżdżać, a przede wszystkim ja, mam w tym okresie lekki wstręt do urlopu. Dlaczego? Zdecydowanie mój urlop jest najefektywniejszy, gdy mam ciszę, spokój, kontakt z przyrodą i mogę tak naprawdę wyłączyć swój mózg na jakiś czas. Okres weekendu majowego to nie jest moment, gdy wszędzie znajdziemy ciszę. Raczej odwrotnie, wtedy większość ludzi „rzuca wszystko i są już w Bieszczadach” 😉

Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma! Zgodnie z tą zasadą zaplanowaliśmy krótki, bo 3 dniowy wyjazd w góry, bo kolejne wolne szykuje nam się chyba we wrześniu. Żeby nie zwariować w tych 4 ścianach, dobre i parę dni na łonie natury. Co prawda nie udało nam się trafić na ciszę i spokój, raczej na szalone rodzinki z dziećmi, a najbardziej szaleni byli rodzice, którzy wyrozumiałość dla innych zostawili w domu, ale były i chwile tylko dla nas.

Wybraliśmy się w Beskid Sądecki, bo jest bliżej nas (niż Bieszczady) i nigdy nie wędrowaliśmy po tych okolicach. Ja znalazłam jeszcze w lutym miejscówki w Bacówce nad Wierchomlą i tam spędziliśmy 2 noce. Muszę przyznać, że jak na bacówkę, to zaskoczyła mnie internetowa obsługa – mają kalendarz rezerwacji miejsc na stronie, więc wszystko można załatwić jak w prawdziwym hotelu, a nie górskiej chatce.

DSC_0009DSC_0019DSC_0020

O Bacówce słów kilka..

Ja jestem absolutną fanką takich miejsc. Bacówka nad Wierchomlą ma fantastyczny klimat, jest nieduża i serwuje pyszne posiłki. Nasz 2 osobowy pokój miał widok na Tatry! To się nazywa szczęście, budzić się i widzieć jeszcze ośnieżone szczyty. Kuchnia od rana szykowała pyszną kawę z kardamonem, albo „herbatę bacówkową” no i co kilka minut z kuchennego okienka słychać było firmowe hasło: „jajóweczka dla …” i tu co chwilę inne imię, bo każdy chciał jajecznicę przed wyjściem na szlak.

Czym bacówka mnie ujęła? Jest ślicznie położona, na dużej, urokliwej polanie, gdzie można też rozbić namiot. Ma absolutnie genialny widok na Tatry (gdy nie ma zachmurzenia oczywiście). Chyba niedawno dobudowali do bacówki specjalną oszkloną werandę, więc nawet gdy pada można siedzieć z grzanym winem przy szybie i patrzeć i patrzeć i tak w nieskończoność.

panorama TatrDSC_0145

Bacówka to nie hotel..

Ostudzam jednak zapały tych, którzy potrzebują 4ro **** wygód – bacówka to nie hotel (i dobrze) i dostęp do łazienek (pryszniców) jest tylko w określonych godzinach, woda jest prawie ciepła ;), kuchnia czynna od 8 do 20, ale ciepłe posiłki zamawiać można do 19. Po co to piszę? Dla mnie atmosfera bacówki to balsam dla duszy, ale niektórzy byli zaskoczeni. Choć ja w domu potrzebuję rano umyć włosy, nałożyć na wałki, wieczorem uwielbiam poleżeć w wannie, to na górskich wyjazdach nie potrzebuję wiele.  Ale byli tacy, od których usłyszałam (mimochodem), że „to tragedia, że trzeba czekać na otwarcie pryszniców do 17, że chyba suchy szampon zastosują i dobrze, że zabrali chusteczki nawilżające- zużyją dziś wszystkie” – oni źle wybrali kierunek destynacji, SPA Ireny Eris jest 3h niebieskim szlakiem 😉

 

Jak dotrzeć do bacówki?

My zostawiliśmy samochód na parkingu (bezpłatnym) w Wierchomli Małej i czarnym szlakiem udaliśmy się na górę. Droga zajęła nam ok 1h. Można też skorzystać z innego wejścia – ze Szczawnika bitą drogą, czas podobny.

Pierwszego dnia obeszliśmy okolicę, zaplanowaliśmy trasę wycieczki na kolejny dzień i wieczorem wypatrywaliśmy zachodu słońca z polany nad Wierchomlą. Mnie już nic więcej nie potrzeba – w takim miejscu włącza mi się od razu błogi spokój, jedzenie smakuje zupełnie inaczej, nawet na piwo się skusiłam, którego nie piję, ale tam ma iny aromat.

zachód słońca nad Wiechomlą

Drugiego dnia zrobiliśmy kawałek drogi. Wyszliśmy rano ze schroniska, po pysznym śniadanku i ruszyliśmy w kierunku drugiego schroniska na Jaworzynie Krynickiej (najpierw niebieskim, potem czerwonym szlakiem). To już zdecydowanie większy ośrodek, też w fajnym miejscu, ale ja wolę klimat bacówki, więc ucieszyłam się, że rezerwując w ciemno noclegi wybrałam Wierchomlę, a nie Jaworzynę.

Tutaj M. uraczył się pysznymi pierogami z jagnięciną ( tak, dobrze zauważyliście, dieta „bez …wszystkiego” zazwyczaj idzie w odstawkę na takich wyjazdach) i ruszyliśmy dalej zielonym szlakiem aż do Przełęczy Krzyżowej. Po drodze minęliśmy Czarny Potok i kawałek cywilizacji z wyciągiem na Jaworzynę Krynicką, paroma hotelami, w tym Dr I.Eris, ale ku naszej uciesze szlak zaraz poprowadził nas w górę, w las.

Cały dzień pogoda była śliczna, słonko opalało bez przerwy, ale lekki wiatr chłodził swym powiewem, więc nie odczuliśmy zmęczenia słonecznego. Na Bukowinkach zrobiliśmy mały obiadowy piknik i tym samym odciążyliśmy plecaki na dalszą część wędrówki, pogadaliśmy ze spotkanymi na szlaku turystami, a potem niebieskim szlakiem wróciliśmy po 17 do naszej bacówki.

Wieczorem, jak to M. mówi – rozpoczęliśmy turystykę jedzeniową, czyli poznawaliśmy nowe smaki bacówkowej kuchni. Po podaniu posiłku zaraz znalazł się mały łasuch, który tylko czekał aż coś z naszych talerzy spadnie dla niego. A potem był błogi relaks. To cudowne uczucie, gdy stopy jeszcze „parują” po długiej wędrówce, a my odpoczywamy w górskim klimacie z piwem w ręce. To właściwie jedyna możliwość, żeby zastać mnie z piwem i to jeszcze pitym z butelki 😉 I za to też kocham góry!

 

Na szlaku spotykaliśmy różnych turystów, ale co nas niezmiernie cieszy- w każdym roku jest co raz więcej seniorów, którzy naprawdę żwawo maszerują i zdobywają górskie szczyty. Mam nadzieję, że my z M. też będziemy za 30 lat dali radę tak aktywnie spędzać czas.

Kolejny dzień to było istne lenistwo. Mieliśmy już wracać do domu, zejść jedynie do naszej bazy, gdzie zostawiliśmy auto innym szlakiem, ale przy śniadaniu zmieniliśmy plany. Spakowaliśmy swoje rzeczy, zwolniliśmy pokój, zamówili dużą kawę i rozłożyliśmy koc na polanie. To jest standardowe wyposażenie plecaka M – czerwony, polarowy koc. Zawsze możemy zrobić sobie swój pit-stop tam, gdzie chcemy. I tak przeleżeliśmy na polanie jeszcze 2,5 godz, z kawą i książką w ręce, z boskim śpiewem ptaków i widokiem na wspaniałe góry. Chwilo trwaj!

DSC_0023

Leżąc i gapiąc się w płynące po niebie chmury, wróciłam myślami do stycznia i przypomniałam sobie jak czułam się wtedy przez moją tarczycę. Poczułam ogromną wdzięczność, że teraz mogę leżeć na tej polanie i że wlazłam na tą górę sama i to bez jęczenia. Gdy kilka miesięcy temu nie miałam siły nawet dojść do łazienki, a głowę miałam tak ciężką, że trzymałam sobie rękami, z nadzieją, że to coś pomoże, to właśnie nachodziły mnie takie myśli – „Boże, a jak ja już nigdy nie pójdę w góry?”

Dlatego dziś jestem wdzięczna za wszytko, że tarczyca się uspokoiła i dałam radę 7 godzin wędrować. Za te 3 dni w pięknym, smacznym i cichym miejscu, za przyrodę, która koiła nerwy i pozwoliła swoim widokiem zapomnieć o codziennych sprawach, no i za M. – mojego stałego towarzysza wędrówek. Lubię, gdy tak we dwoje sobie maszerujemy 😉

Nasz wyjazd zakończyliśmy wycieczką doliną Popradu, obejrzeli Muszynę i na chwilę zatrzymaliśmy się w krynickim zdroju w pijani wód. To był krótki, ale intensywny wyjazd, przydał się by odetchnąć od tempa dużego miasta.

A Wy jaki klimat wolicie? Urlop na górskim szlaku i bacówkową atmosferę, czy raczej wygodny pensjonat / hotel i spacery deptakiem?

Reklamy

10 myśli na temat “Majówka w Beskidzie Sądeckim

  1. Widoki z tą chatką są po prostu boskie!!
    Co do mnie to lubię i tak i tak – swój urok mają zarówno komfortowe hotele w jakichś fajnych kameralnych bądź mniej miejscowościach tak i tego typu chatki czy schroniska kiedy właśnie ten komfort docenia się szczególnie po ciężkim dniu w górach kiedy nic wiele do szczęścia nie trzeba 🙂

    Polubienie

    1. To prawda, chatka jest urocza i moje zdjęcia nie oddają jej pełnego klimatu. No ale cóż, jeszcze ze mnie taka słaba fotografka, nadrobię to kiedyś.
      Kochana, Tobie to się akurat nie dziwię, że lubisz wakacje hotelowe i schroniskowe, z tego co pamiętam, to Ty mieszkasz w przepieknym domku (raz widziałam na zdjęciu i się zakochałam od razu). My sporadycznie też jedziemy gdzieś za granicę i wtedy hotel jest potrzebny, wiadomo. Częściej na pewno trafiają się wypady w góry i te urokliwe bacówki.
      Trzymaj się dzielnie na finiszu! Buziaki

      Polubienie

  2. Lidio widzę, że mamy więcej wspólnego ze sobą niż sądziłam:-) Ten styl wypoczywania (zmęczenie fizyczne, odpoczynek psychiczny) jest nam szczególnie bliski. A góry kochamy najbardziej, zeszliśmy już prawie wszystkie szlaki w Tatrach polskich i sporą część w Tatrach słowackich.Wędrówki po 12 godzin są lekiem na serce. W bacówce o której piszesz nie gościliśmy, ponieważ od 10 lat zazwyczaj w wolnej chwili jechaliśmy w Tatry Wysokie, wyjątkowo w tym roku skierowaliśmy się (po 8 latach) w Bieszczady. Widokami byliśmy zauroczeni,ale to jednak nie są nagie, strzeliste skały. Mieliśmy przyjemność nocować w kilku schroniskach, najmilej wspominamy Schronisko w Dolinie Roztoki w którym mieszkaliśmy 2 tygodnie – magiczne miejsce i świetna baza wypadowa! Polecam!
    Cieszę się, że pomimo, krótkiego wypadu wydało Ci się odpocząć i naładować akumulatory. Warto robić sobie choćby krótkie odskocznie od codzienności. Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Powoli zaczynam stawiać tezę, że górskie wędrówki pomagają zapomnieć o zmaganiach z niepłodnością. Widzę, że nas starających się – wędrujących jest całkiem sporo 😉
      Tatry też bardzo lubimy, mają niepowtarzalny klimat, to fakt. Ale w okresie weekendu majowego odstrasza nas jedynie ogromny ruch, żeby nie powiedzieć korek na tatrzańskich szlakach. Bieszczady pokochałam kilka lat temu, są inne, to prawda, ale uwielbiam tam wracać (tylko też poza sezonem).
      Dzięki za polecenie Roztoki, nigdy tam nie spaliśmy, więc jak trafi się wyjazd w Tatry, to wiem, gdzie rezerwować nocleg;)

      Polubienie

  3. Ale pięknie; ja też uwielbiam takie wypady- lubimy z mężem chodzić po górach- w najbliższym czasie planujemy zdobyć Babią Górę- już kiedyś żeśmy próbowali do niej dotrzeć, ale nasze plany pokrzyżowała pogoda i praktycznie jak byliśmy gdzieś tak w połowie albo nawet w 3/4 drogi musieliśmy się wycofać- im wyżej tym było coraz więcej śniegu ( a był to chyba maj), no i z tego co pamiętam, to zaczęła się wtedy zbierać śnieżyca; w wakacje wybieramy się w Tatry- pochodzić latem po górskich szlakach, poodpoczywać, pooddychać świeżym, górskim powietrzem, podziwiać piękno przyrody, słuchać śpiewu ptaków….
    Jeśli chodzi o Beskid Sądecki, to jak byłam młodsza,to zawsze tam jeździliśmy na wakacje- piękne okolice, a w ogóle w tej części Polski mam rodzinę; przepiękne miasta takie, jak: Krynica, Muszyna, Żegiestów, Piwniczna, Szczawnica, Krościenko- jakby nie patrzeć, trochę czasu się tam spędziło…
    Super, że udało się Wam znaleźć taką odskocznię od rzeczywistości- niemyślenie o codziennych sprawach, obowiązkach, rzeczach do zrobienia; takie chwilę są bardzo potrzebne żeby trochę odetchnąć, zwolnić tempo…
    Trzymaj się ciepło i oby więcej takich miłych chwil w Waszym życiu było…

    Polubienie

  4. No proszę – kolejna miłośniczka gór 😉
    Na Babiej byliśmy 2x, ale zawsze pogoda płatała nam figla, to jest bardzo chimeryczna góra. Mamy do niej sentyment, bo widzimy ją z okna ;), choć to jeszcze ponad 100km.
    A w Beskidzie Sądeckim byliśmy pierwszy raz, ale może wrócimy, bo nas zauroczył 😉 Trzeba robić sobie raz na czas, takie chwile beztroski i oderwać się od codziennych problemów, a góry są do tego idealne.

    Polubienie

  5. Lidio, skoro lubisz Tatry,a męczą turyści polecam szlaki słowackie. Zdecydowanie mniej ludzi, a ci co są to wiedzą po co idą i gdzie, są przygotowani. Widoki równie piękne, jeśli nie piękniejsze, a jest tez kilka fajnych tras rowerowych – przetestowane 🙂 W Tatrach polskich staramy się już teraz wybierać te mniej popularne, pozostałe „z rzeszą turystów” zaliczyliśmy na początku naszego wędrowania i póki co do nich nam już nieśpieszno. Polecam Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem – mniej ludzi, a widoki mega…
    Masz rację, ze te wyprawy pozwalają oderwać się od myśli o niepłodności, przynajmniej do momentu aż spotkasz rodzinę z bobasem 🙂 a stety i niestety ludzie coraz częściej chodzą z dziećmi, co pochwalam ale serce czasem łamie.

    Polubienie

  6. Jak ja kocham takie klimaty! Przypominają mi się nasze wypady, na których spaliśmy właśnie w jakiejś bacówce, albo w namiocie obok, bo miejsc już nie było, rano trzeba było wstać wcześnie, by inni nie zużyli jcałej ciepłej wody z boilera haha. Wychodziliśmy z namiotu to jeszcze widać było opadające mgły…
    Teraz jest inaczej, wiadomo, z maluchami trochę ciężej i mniej „dziko” (w zeszłym roku byliśmy pierwszy raz z nimi pod namiotem to mieliśmy kołdry 😉 ale zawsze to coś. Tak jak i Wy, też mam nadzieję, że w przyszłości wrócimy choć częściowo do starych przyzwyczajeń.
    Ja powiem Ci szczerze raz w roku potrzebuję jak wody takiego wyjazdu, gdzie nie mam wszystkich udogodnień, gdzie żyje się inaczej, gdzie obcuję z przyrodą. Góry dają tak ogromną siłę i to mam na myśli siłę taką mentalną, psychiczną, że nawet nie potrafię tego opisać. A już usiąść na szczycie i patrzeć na całe to piękno – bezcenne :))
    Cudowne zdjęcia!! 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s