Metamorfoza balkonu po zimie. Jak grzebię w ziemi, nie myślę o niepłodności..

Nie wiem jak do tego doszło, ale niepłodność na pewno się do tego przyczyniła w dużym stopniu – pokochałam grzebanie w ziemi. Jakiś czas temu stałam się domowa ogrodniczką.

Jak tylko przypomnę sobie moje dawne przygody z kwiatami – wszystkie usychały po kilku tygodniach spędzonych na moim parapecie. Jak to możliwe, że teraz pięknie rosną, mnożą się, a nawet kwitną okrągły rok?

 

Ogarnąć niepłodność ?

Znajdź sobie jakąś pasję i oddaj jej serce.

Gdy jeszcze kilka lat temu dopadała mnie rozpacz, po kolejnych niepowodzeniach w leczeniu, poświęcałam więcej czasu na pielęgnację naszych roślin w domu. Zaczęłam zwracać uwagę, której już należy zmienić ziemię, jaką przesadzić do nowej, większej doniczki, a kolejną można było już rozsadzić na 2 i jedną puścić dalej w dobre ręce.

WIOSNA TO CZAS BALKONOWYCH PORZĄDKÓW

Gdy tylko zaczyna się ciepło, planuję i oczami wyobraźni sadzę już nie w domu, a w balkonowych skrzynkach mój mini ogródeczek. Do działania przystępuję zazwyczaj po zimnej Zośce.

W tym roku było odrobinkę inaczej. Zajęłam się tymi pracami trochę wcześniej, zaraz po powrocie z majowego wyjazdu, miałam wtedy jeszcze 3 dni wolnego. Przydały się idealnie, bo chciałam zrealizować nowy pomysł i przetestować w tym roku uprawę ziół na balkonie.

Dostałam 2 tygodnie wcześniej od koleżanki 2 mini palety, które koniecznie chciałam jakoś wykorzystać.

paleta - zielnik

JAK ZROBIĆ KWIETNIK – ZIELNIK Z PALETY

Zdecydowaliśmy z M. że paletowe kwietniki będą wisiały w poziomie, na bocznych ścianach balkonu. Do przerobienia każdej palety potrzebne były dodatkowe deski, które posłużyły za dno doniczki zielnikowej. M. zakupił deski w Castoramie, potem przyciął je na wymiar u stolarza, przykręcił duże uchwyty do zawieszenia kwietnika i na koniec zostało najgorsze. Jakoś trzeba było się wbić w naszą balkonową ścianę.

Wiertarka udarowa dała radę, choć pociła się mocno – nasz blok to stara, komunistyczna konstrukcja, gdzie mur-beton i druty zbrojeniowe to podstawowy budulec. Finalnie kwietniki zawisły na 2 hakach – „10-tkach” każdy, więc powinny sezon przetrwać spokojnie.

Potem M. pomalował kwietniki na biało. Nasz balkon jest w jasnych kolorach, a po poprzednich właścicielach pozostał na ścianach biały siding. To nie jest mój klimat, ale jak się nie ma co się lubi … Kiedyś marzy mi się drewniana podłoga i żadnych plastikowych paneli, ale zanim to nastąpi staram się cieszyć tym, co mam.

Oczywiście miejsce, gdzie posadziłam zioła musiałam wcześniej wyłożyć specjalną folią, tak by kwietnik nie przeciekał. Folii zostało mi sporo z zeszłego roku i na przyszły pewnie też wystarczy. Następnie do każdej „kieszonki” w palecie nasypałam keramzytu, a potem ziemi ( na giełdzie polecono mi taką do wysiewu – powinna się sprawdzić dla ziół).

GDZIE KUPUJĘ SADZONKI?

Lubicie odwiedzać giełdy? Ja na kwiatowej przepadam i dopóki wystawcy nie zaczną się składać, to mogę tak chodzić i gapić się godzinami. Kupić też chciałabym wszystko, dlatego jeżdżę tam z ograniczoną ilością gotówki 😉

Gdy M. walczył z kwietnikami, ja z mamą wybierałyśmy sadzonki, ziemię do doniczek i jakieś odżywki. Na giełdzie łatwo kupić „oczami” wszystko, ale trzeba pamiętać o ważnej sprawie – jakie miejsce możemy zaoferować kwiatom na naszym balkonie?

WYSTAWA BALKONU

Mamy balkon południowy – to z jednej strony dobrze wróży, słoneczko jest tu prawie cały czas, jest ciepło, można się opalać, ale nie każde kwiaty preferują taki gorąc. Ja w tym roku postawiłam na kilka starych numerów, ale i parę nowości.

Zwyczajowo pojawiły się u nas surfinie, które uwielbia M, wiec na jego zamówienie – zawsze kupuję je do donic zwisających z sufitu balkonu. Ja jedynie wybieram kolor – w tym roku czerwony.

Przy kupowaniu tych kwiatów „na oko” łatwo się pomylić. Surfinie to odmiana petunii, z tym, że petunie rosną wzwyż, a surfinie zwisają.

Kupiłam ich trochę więcej i po kilka sztuk posadziłam również w skrzynkach na balustradzie, do których dołączyłam wilec. To roślina o bardzo żywym zielonym kolorze, powinna razem z pozostałymi surfiniami zwisać pięknie z balustrady już za kilka tygodni. Obok znalazło się jeszcze miejsce dla takiego okruszka – nie pamiętam nazwy, ale sprzedawca zapewnił mnie, że naturalnie ta roślinka żyje w krajach śródziemnomorskich i uwielbia słońce. Zobaczymy.

DSC_0326 (2)

W małych doniczkach, na podłodze balkonu posadziłam lawendę – już pięknie zaczyna kwitnąć, słonecznika i malutką maciejkę. Ciekawa jestem czy się przyjmie. Maciejkę  zawsze miała w ogrodzie moja babcia, bo ślicznie pachniała, szczególnie wieczorem.

W kącie pnie się już nasz wieloletni powojnik – czyli Clematis. Nie mogę się nadziwić, jak ta roślina szybko rośnie. Wystawiłam go na balkon 3 tygodnie temu, gdy miał 3-4 listki. Teraz sięga mi już do ramion, pąki kwiatów pojawiają się jeden po drugim i boję się, że będę musiała dokupić wyższą drabinkę.

powojnik sięga już ponad balustradę

ZIOŁA NA BALKONIE

Pierwszy raz mam tyle ziół w jednym miejscu.

Do moich nowiutkich paleciakowych kwietników- zielników postanowiłam posadzić takie zioła, które przydają mi się w kuchni. Miętę, która zawsze stała na kuchennym parapecie też przesadziłam na balkon. Dostałam ją w prezencie od pacjentki. Znów nie pamiętam nazwy tej odmiany, ale pięknie pachnie, ma bardzo grube liście i tendencje do zwisających pędów.

mięta grubolistna, marokańska i czekoladowa

Oprócz tego dokupiłam:

2 inne odmiany MIĘTY – marokańską i czekoladową

MAJERANEK

TYMIANEK

PIETRUSZKĘ

OREGANO – o niego boję się najbardziej, bo ma głęboki system korzeniowy, a paletowy zielnik jest raczej płytki, zobaczymy za kilka tygodni, co z tego wyjdzie

BAZYLIĘ -2 odmiany

ROZMARYN

MELISĘ

POZIOMKI – 4 krzaczki.

Kiedyś miałam poziomki na balustradzie, owocowały do sierpnia, ciekawa jestem jak będzie w tym roku.

świeżo po posadzeniu
zioła świeżo po posadzeniu

Pomalowane skrzynki – zielniki, z posadzonymi ziółkami wiszą już na balkonie od 2 tygodni. M. kupił malutką puszeczkę farby w odcieniu miętowym i pozostało mi już tylko domalować napisy.

Ależ to wszystko szybko rośnie – minęło dopiero 2,5 tygodnia, a poziomki już wychodzą z palety i mają pierwsze kwiaty!

Dodatkowo na parapecie stoją moje ukochane bratki. Tak się już rozrosły, że gdy siedzę na fotelu i podziwiam ten mój balkonowy ogródek, czuję jak smyrają mnie po szyi. Myślałam, że przekwitną szybciutko i już planowałam, co w maju posadzę na ich miejsce, a tu proszę – ani im się śni przekwitać.

DSC_0365

Mam jeszcze plany doposażenia naszego balkonu, ale będę potrzebowała do tego troszkę więcej czasu i maszyny do szycia. Planuję zrobić krótki daszek – zasłonkę od słońca, bo około południa skwar na balkonie jest podobny do tego na Rodos. Jak się rozpędzę z szyciem, to może wymienię jeszcze poduchy na fotelach, bo te szyłam 5 lat temu i trochę się już „usiedziały”.

A TU BALKON PRZED I PO 😉

Nie ma dnia bym nie była na naszym balkonie. Uwielbiam wieczorem albo wczesnym rankiem podlewać moje kwiaty. Obserwować, które wypuściły już nowe pąki, które się już rozrosły i największego wojownika – powojnika, ile ściany już opanował.

Oto pietruszka, która przy zakupie wyglądała jak wszytko, tylko nie pietruszka 😉

 

Balkon to taka nasza namiastka życia wśród przyrody w wielkim mieście. Cudnie jest patrzeć, jak rośliny żyją. Uświadamiają mi, że wszystko idzie do przodu. Nawet wtedy, gdy ja mam wrażenie, że w moim życiu nic się nie zmienia – to tylko moje wrażenie. One pokazują mi, że muszę żyć dniem dzisiejszym. Że zawsze może być tak, że z suchego badyla wyrosną młode listeczki. One dają nadzieję i relaksują, gdy siedzę w ich towarzystwie.

10 lat temu nie uwierzyłabym, że będę niepłodną kobietą (chciałam mieć przynajmniej 3 dzieci).

10 lat temu nie lubiłam zajmować się roślinami, a one nie lubiły rosnąć przy mnie.

10 lat temu miałam 3 kwiatki na krzyż w domu i przypominałam sobie o nich, gdy zrzuciły połowę liści.

Życie jest przewrotne. Ciągle uświadamia mi, że nic o nim nie wiem. Ciągle pokazuje, że jest wiele rzeczy, których nie znam, a one potrafią dać ogromną radość.

„Chcesz być szczęśliwy 1 dzień – upij się.

Chcesz być szczęśliwy cały rok – ożeń się.

Chcesz być szczęśliwy całe życie – zostań OGRODNIKIEM”

chińskie przysłowie

Reklamy

8 myśli na temat “Metamorfoza balkonu po zimie. Jak grzebię w ziemi, nie myślę o niepłodności..

  1. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego ogródka!! Naprawdę! Możesz zdradzić mi przepis na tak piękne zioła? Kupowałaś gotowe sadzonki, czy siałaś sama? Ja cokolwiek bym nie zrobiła, to po jakimś czasie, albo coś je atakuje, albo po prostu schną… 😦
    My posialiśmy parę rzeczy przez wyjazdem, juz zaczęły wychodzić, ale czasem mam problem z tym, czy to chwast, czy nie 😉 Mam nadzieję, że nie wyrwałam tego co nie trzeba. Nie mam za bardzo ręki do kwiatów, ale może po prostu nie przykładam się do tego z braku czasu, wiesz, chciałabym żeby ot tak same rosły. Ale uwielbiam takie zajęcie jak Ty opisałaś. Kiedyś na balkonie mieliśmy nawet taki mini ogródek z mini oczkiem wodnym 😀 Szkoda, że nie da się tu wkleić zdjęcia, bo pewnie ciężko Ci sobie wyobrazić takie szaleństwo 😉

    Polubienie

    1. Dziękuję;) Poszłam na łatwiznę i kupiłam gotowe sadzonki. Jednak lekko się wysiliłam, bo nie są to zioła z marketu, tylko prosto od rolników – z giełdy, wtedy te rośliny mają zupełnie inną jakość. Nie wiem czy w Twojej okolicy też jest coś podobnego. Na taka giełdę trzeba się zerwać bladym świtem, bo zazwyczaj sadownicy sprzedają tam od 1 do 7 rano. Mnie na razie wszystkie sadzonki się przyjęły, choć bywa z tym różnie, bo mistrzynią upraw tez nie jestem.
      A tym oczkiem na balkonie to faktycznie zaskoczyłaś mnie mocno 😉 Ja to zmieściłaś, bo ja co najwyżej małą miednicę dam radę wepchnąć na balkon, by przy upale stopy ochlapać 😉

      Polubienie

  2. Tak, jest u nas takie coś jak giełda kwiatowa i działa właśnie w nocy, tak jak mówisz 🙂 Potem też coś można kupić, ale to drobne rzeczy, bo większość zwija się właśnie o 7. Ale dobrze, że mi podpowiedziałaś, bo wyślę męża hahaha. Nie to, że taka okropna jestem, ale on jeździ do pracy na 7, więc może kiedyś mu się uda wygospodarować parę minut 😉
    Zgadzam się, że jednak te „marketowe” sadzonki są dużo gorsze. Widzę to choćby po pelargoniach, które od wielu lat kupuję właśnie od ogrodnika i są piękne, duże aż do pierwszych przymrozków.
    Co do mojego pseudo oczka, to właśnie było zrobione z miednicy :D, a konkretnie z takiej płaskiej okrągłej donicy, którą kupiłam w OBI :)) Kupiłam nawet roślinki do tego i muszę Ci powiedzieć, że nawet rosły :)) Wiem, że to wariactwo, ale chciałam mieć taką namiastkę ogródka.

    Polubienie

  3. Witam po raz kolejny,
    Kolejny ponieważ co jakiś czas wracam do Twojego bloga i w moim doświadczeniu niepłodności spotykam się z Twoim. Pisałam już kiedyś do Ciebie tj. w momencie kiedy mocno przeżywałam swoją diagnozę niedrożności jajowodów. Twój blog i Twoje słowa które wtedy u Ciebie znalazłam dały mi dużo pokrzepienia i poczucia, że nie jestem sama w takim bolesnym doświadczeniu, że jest ktoś kto mnie rozumie. Twój blog, Twoje wszystkie przemyślenia które pozostawiasz w sieci nie były jednak dla mnie jednorazowym odkryciem, nie były chwilowym pocieszeniem. Przeciwnie pozostawiły głęboko w pamięci -taką piękną duszę jaką Ty jesteś. Wracam więc do Twoich wpisów czasem po krótszym, czasem po dłuższym okresie i z zaciekawieniem wczytuję się w to co u Ciebie, jak się masz i nawet nie wiesz jak często czuję się podobnie, jak często myślę i przeżywam tak jak Ty.

    Dziś piszę do Ciebie pod postem z kwiatami. Te Twoje kwiatki i mądrość jaką z nich czerpiesz bardzo mnie wzruszyły. Dziękuję Ci, że kierujesz i moją uwagę na kwiaty, a tym samym na wszystkie inne małe rzeczy, na sprawy, które otaczaja nas wszystkich bezinteresownym pięknem niezależnie od tego czy jesteśmy mamami, czy niepłodnymi kobietami, czy jesteśmy chore czy zdrowe, czy zasmucone czy szczęśliwe, czy rozumiane czy borykające się z brakiem wyrozumiałości innych ludzi. Niezależnie od wszystkich historii naszego życia, otrzymaliśmy z góry po równo: piękno roślin, piękno i dobro zwierząt, uśmiech życzliwych ludzi, dostaliśmy talenty, które zawsze kierują nasz wzrok ku górze, podnoszą gdy już nie masz siły nawet leżakować na dnie.. Tak więc swoim wpisem podnioslaś mnie znów, dodałaś otuchy i pokory. Jestem Ci za to bardzo wdzięczna. Marzę sobie, że i ja zdołam kiedyś pomóc wzrastać jakiejś roślince i z wdzięcznością za jej towarzystwo wtulę w nią twarz, poczuję jej zapach i piękny kolor 🙂 Niestety nie mam chyba dobrej ręki do roślinek, ale po powrocie do Polski chciałabym znów spróbować przygody z kwiatami. Także inspirujesz mnie droga Wiewióreczko bardzo.

    Chciałabym Cię jeszcze poprosić o jedno (choć wiem, że to wiele).. gdy już zostaniesz mamą dzidziusia adoptowanego i też (czego Ci nieustannie życzę) -Twojego własnego, proszę z całego serca nie kończ prowadzenia tego bloga 🙂 Myślę sobie, że masz wielki talent i misję dla takich kobiet jak ja.. może tę adopcyjną właśnie i przedewszystkim też.

    z pozdrowieniami i bukietem nadziei,
    O.

    Polubienie

    1. Łoooo mamuniu!! Ale mi się miło, słodko i błogo zrobiło, po Twoich słowach. Dziękuję Ci serdecznie za dostrzeżenie wszystkich moich drobiazgów i za kibicowanie w mojej drodze. Ogromnie się cieszę, że sprawiam komuś choć odrobinę radości. Wiem jak bardzo to pomaga, gdy jest się na zakręcie niepłodnej drogi. Postaram się ile sił mi starczy pisać dalej bloga i dzielić się losami naszej wiewiórkowej rodziny.

      Póki jeszcze jesteśmy we dwoje to staram się znajdować te małe przyjemności w codziennym życiu, by nadać mu sens. Pamiętam, jak było mi ciężko, gdy nic nie dawało radości.
      Dziękuję Ci za komentarz i że jesteś ze mną w moim wiewiórkowie!

      Polubienie

  4. Jestem i jest mi w Twoim Wiewiórkowie bardzo dobrze 😊. Dajesz mi Lidio nie raz kopa do życia, do poczucia własnej kobiecości zwłaszcza wtedy gdy przez to długie czekanie na powiekszenie rodziny..sama przestaje ją dostrzegać.

    Skoro więc dajesz mi i bez wątpienia wielu innym kobietkom w podobnej sytuacji tyle ciepla i otuchy, to dziś pozwól, że ja powiem coś ciepłego i szczerze Tobie. Jesteś Lidio: piękną kobietą i nie brak Ci niczego 😊! a kiedy tylko zdarzy Ci się trudny dzień na dalszej drodze czekania na Dzidziusia, to proszę powtarzaj to sobie ‚jestem piękną kobietą ‚😊 (wewnętrznie i zewnętrznie oczywiście), a piękne kobietki ZAWSZE mają i pielęgnują w sobie (pomimo naprawdę wszystkich przeciwności) iskrę radości, iskrę nadziei i uśmiechu i wiary! Pamiętaj o tym bo nigdy nie wiadomo jaki ogień radości możesz tą swoją skierką dla kogoś i dla samej siebie jeszcze w zyciu życiu rozpalić 😊😊😊!

    Pozdrawiam Cię ciepło i wrócę niebawem poczytać Wiewiorkowo znów 😊

    O.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s