2,5 godziny przed lustrem i wreszcie kupiłam…

Chciałabym napisać, że ostatnio nie zdążam z niczym i nie wyrabiam na zakrętach i dlatego mało mnie tutaj, ale to nie prawda. Tzn. może tylko troszeczkę prawda. Zajęłam się ostatnio sobą i już nie wchodzę w każdy zakręt na pełnym gazie, tak, że mi kokardy urywa. Po prostu wiele spraw odpuszczam.

Może nie wydarzyło się „Bóg wie co” i nie wydarzyło się też „wiadomo co”, ale właśnie przed chwilą uświadomiłam sobie, że ostatnio moje życie trochę inaczej wygląda, niż w czasie szalonych starań o dziecko. Dziecka nadal nie ma, ale przestałam odbijać się od ściany, a to już ogromna zmiana – nie mam siniaków i mogę żyć niepoturbowana.

Poświęciłam czas sobie, zaczęłam realizować różne malutkie plany i wdrażać zmiany. Gdy zaświta w głowie myśl o jakiejś zmianie, nie powinno się jej odkładać na potem, bo zazwyczaj ona jest dobra i potrzebna. U mnie niestety zawsze było jakieś potem, a moje sprawy  musiały odleżeć swoje, by nabrać mocy urzędowej. Ważne, że ruszyłam z miejsca i cieszę się z małych kroków jakie już zrobiłam.

 

CZERWONE – WYMARZONE

Przed chwilą rozpakowałam paczkę od kuriera. W środku moje wymarzone, czerwone filiżanki. Zawsze chciałam mieć czerwoną filiżankę do kawy i w końcu mam! Taka mała rzecz a cieszy. Mój poprzedni komplet 2 filiżanek zginął tragicznie w 1,5 metrowym locie kuchennej szafki. Płyta wiórowa okazała się być już tak spróchniała (o czym nie wiedzieliśmy, bo szafki zostały w spadku po zakupie mieszkania), że haki wypadły, a szafka lotem koszącym wylądowała na podłodze. Rozbiło się wszystko. Czyli wszystkie szklanki, kubki, filiżanki (te 2 czerwone też), oraz oliwa, ocet, miód z szafki obok. Natomiast wierzch tej szklanej mozaiki został pokryty pierzynką ziół Ojca Klimuszki, które stały na szafce w 5 litrowym słoju. Tak zakończyłam kurację ziołami, jakby ktoś pytał 😉

Domywanie podłogi z oliwy, miodu i octu wymieszanych z kawałkami szkła zajęło kilka godzin.

Dopiero po dwóch latach stwierdziłam, że takie małe marzenie, jak nowe filiżanki to przecież mogę sobie sama spełnić. Siedzę właśnie ucieszona jak mało kiedy i popijam kawę z kardamonem z mojej nowej, czerwonej, a właściwie makowej zdobyczy. Mam nadzieję, że zostanie ze mną na dłużej niż ten pierwszy komplet 😉 No dobra, zabezpieczyłam się – kupiłam 8 szt, jak szafka p…nie, to będę mieć jeszcze 2 schowane w salonie;)

Po co piszę o takich głupotach? Bo jeszcze niedawno nie cieszyło mnie nic. No nic. Cel był jeden i nic w tym złego, ale nic poza realizowaniem tego celu się nie liczyło. Każda sytuacja oddalająca od tego celu frustrowała i wpędzała w emocjonalny dół.

Punktem zwrotnym był moment, gdy było już mi tak źle ze sobą, że wylądowałam na terapii, o której myślałam ze 2 lata, ale te myśli odganiałam. Wtedy zaczęłam dostrzegać w tej całej sytuacji też … siebie. Kurczę, gdzie byłam JA, w tych całych staraniach?

Przez ostatnie 1,5 roku trochę się zmieniło. Ja się zaczęłam zmieniać, albo powinnam napisać, w końcu pozwoliłam sobie na zmiany.

BLOG

Zaczęłam z wielkimi obawami pisać bloga. Myślałam, że to będzie jedynie miejsce mojego wywnętrzania się dla siebie samej. Tymczasem dzięki blogowaniu poznałam wiele ciekawych osób, wiele kobiet z podobnymi problemami, które bardzo często mi dają wsparcie, a nie ja im. Dziękuję Wam, że jesteście. Mogłam krócej myśleć nad założeniem bloga, a szybciej przejść do działania, no cóż.. to kolejny przykład, że ociąganie się nie jest dobre.

zioła się rozszalały i opuszczają donicę 😉

STUDIA – POWAŻNY RUCH

W miniony weekend skończyłam studia podyplomowe. Jestem z siebie bardzo dumna. I nie chodzi o sam fakt skończenia, bo to nie był wyczyn, ale że się odważyłam i zrobiłam to dla siebie. No dobra, trochę „pchnął” mnie M. ale ostatecznie decyzja była moja 😉 Od skończenia studiów wyższych (2009) porzuciłam wszelką edukację i zaszyłam się w 1 firmie (w której mi było nawet dobrze). Gdy poznałam nowych ludzi na studiach podyplomowych, to dotarło do mnie, ile fajnych spraw mnie ominęło. Zaszufladkowałam się na własne życzenie – bo wiadomo, przecież zaraz idę na macierzyński. Haa haa haa. Wiecie ile trwa „zaraz„, a właściwie powinnam napisać zaraza (bo to ona)- u mnie 8 lat. Jejuu, że ja taka oporna byłam tyyyle lat?

Jeśli pojawiła Wam się kiedykolwiek taka myśl, by zacząć jakąś dodatkową naukę – to nie zakopujcie jej na wieczne potem. Zazwyczaj to jest jeden z lepszych pomysłów, który należy zrealizować. Szczególnie, gdy tkwimy w martwym punkcie naszego życia i wydaje nam się, że wszystko jest do kitu. To jest punkt, który chce nam powiedzieć, że mamy zrobić coś dla siebie. Ja dziś trochę żałuję, że tyle lat czekałam. Ale teraz nadrabiam.

Namiastka Grecji na balkonie – drzewko oliwkowe …prosto z Biedronki 😉

DECYZJA ŻYCIA

No to teraz się pośmiejecie. Ale dla mnie to nie było śmieszne, a właściwie skręcało mnie na samą myśl… Zmieniłam w tym tygodniu okulary na nowe. Noszę okulary od 13r.ż, nienawidzę ich tyle samo czasu. Gdy w 2008r. zakupiłam nowe, takie „niewidoczne- patenty” a dodatkowo idealnie dobrane szkła, w których nie bolała mnie i nie kręciło mi się w głowie (okularnicy z astygmatyzmem będą wiedzieć o co chodzi) to do dziś bałam się je zmienić. Gdy pękły mi oprawki, naprawiałam je 3x, byle tylko nie zmieniać.

W tym tygodniu ze łzami w oczach udałam się do optyka na spotkanie ze stylistką okularową, bo wiedziałam, że już dłużej nie pociągnę – znów słabiej widzę. Gdy Optyk usłyszał, że moje szkła mają 10 lat i noszę je codziennie to nie mógł powstrzymać śmiechu. „Jak pani to zrobiła, 10 lat, serio”? Powiedziałam, że boję się, że nowe szkła mogą być źle dobrane, albo że nowoczesne oprawki już nie są takie niewidzialne i pewnie będę wyglądać strasznie, i … jeszcze tysiąc obaw miałam, jak mała dziewczynka.

Spędziłam w salonie 2,5 godz, …. bo tak dobrze bawiłam się z panią dobierającą oprawy okularowe. Nie mogłam uwierzyć, że duże, wyraźne oprawki zaczynają mi się podobać. Po badaniu wzroku okazało się, że … wadę mam taka samą, jak 10 lat temu! To była najlepsza wiadomość, wzrok mi się nie popsuł. To szkła miały tak zarysowaną i zniszczoną powierzchnię ochronną, że widziałam jak przez mgłę. Brawo ja, trzeba było poczekać kolejne 10 lat.

Wybrałam okulary inne niż zawsze – większe, czarne, wyraźne – i wyglądam w nich fajnie i w końcu dobrze widzę. Po co się tak męczyłam tyle czasu? Bo „ja” byłam zawsze  na końcu, bo teraz będą ważniejsze sprawy. Bo wtłoczyłam sobie w głowę (też dzięki niepłodności), że najlepiej będzie jak nie będę rzucać się w oczy, nic zmieniać, najlepiej założyć czapkę niewidkę.

Uff, dobrze, że to powoli już za mną.

Więc jeśli chodzą Wam po głowie jakieś pomysły, zmiany, ważne lub mniej ważne decyzje – to oznacza, że powinniście działać. A nie czekać na macierzyński, wakacje, emeryturę…

Mój macierzyński jeszcze się ani razu nie zaczął, a czuję jakby trwał prawie 8 lat – wszystko później, bo teraz … wiadomo co.

A TERAZ WŁAŚNIE, ŻE BĘDĘ JA, a co?

 

16 myśli na temat “2,5 godziny przed lustrem i wreszcie kupiłam…

  1. Baaaardzo podobają mi się te Twoje nowe okulary 🙂 A filiżanki jeszcze bardziej. Gdzie takie fajne upolowałaś?
    Z tym odkładaniem na później…miałam to samo i tak minęło 7 lat 🙂 Teraz nic nie odkładam. Czas czekanie w końcu i tak minie, a lepiej go czymś wypełnić niż tylko siedzieć i czekać.
    Uściski;)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo dziękuję, a tyle strachu było o te okulary 😉 Filiżanki zamawiałam w ciemno przez internet – firma Ambition. Są jedynie kiepsko wykończone na krawędzi, jakby malowane po kieliszku wina, ale cena nie pozwala mieć wielkich wymagań.Chciałam czerwone, to mam.
      Ja też zwlekałam ze wszystkim możliwym i dopiero teraz zaczynam żyć i myśleć o sobie. Tylko czy potrzebowałam tyle kopniaków, by wpaść na to – chyba tak 😉

      Polubienie

  2. Uwielbiam czytać Twoje wpisy…bo wiele przemyśleń mam dokładnie takich samych jak Ty. Z tym, ze ja nigdy nie odkładam na później, wszystko robię od razu, tu i teraz…I wiesz co…czasem strasznie mnie to męczy. Ostatnio doszłam do wniosku, że we wszystkim trzeba znaleźć „złoty środek” bo co za dużo, to niezdrowo heh
    Masz prześliczne filiżanki. Ja te takie chcę 🙂 Gdzie je kupiłaś?

    Polubione przez 1 osoba

  3. Ojj, mnie najbardziej boli to, że ja też zawsze byłam szybka, ogarnięta i działająca w podskokach. Sama „zatrzymałam czas” bo zaplanowałam sobie ciążę, macierzyński i realizację domowego ogniska. I tu zatrzymało się moje działanie, bo projekt upadł, upadłam też ja i przestałam żyć, po prostu trwałam.
    A filiżanki zamawiane przez internet – firma Ambition, tylko uczciwie uprzedzam krawędzie filiżanek są niestety mało precyzyjnie pomalowane. Ale dla mnie czerwony rekompensuje wszystko 😉

    Polubienie

  4. Witam serdecznie od pewnego czasu czytam Twoje wpisy i jest mi lepiej na sercu ze jest jeszcze ktos kto zmaga sie z tym samym problemem co ja,ktory umie pocieszyc doradzic i napisac wiele dobrego.Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Witam Cię Anetko w Wiewiórkowie, miło, że zostawiłaś komentarz! Jest nas tutaj sporo z tym samym problemem 😉 Cieszę się, że blog choć odrobinę wspiera, jak masz gorszy dzień (albo lepszy też;)) i trudno Ci się „pozbierać” – pisz, coś razem wymyślimy- sporo „ciągle walczących” tu zagląda. A co 100 głów to nie jedna 😉 Serdeczności
      Lidia

      Polubienie

  5. Wiesz co Ci powiem? Że gdybym wiedziała, że mój „urlop macierzyński” też będzie trwał prawie 9 lat to chyba bym oszalała. Dobrze, że nie wiedziałam… I znów mogę powiedzieć, że miałam tak samo! Tyle lat odkładałam różne rzeczy, bo już, bo zaraz, bo się nie opłaca, bo co ja zrobię jak będzie ciąża, bo to, bo tamto i NIC mnie już nie cieszyło. Dobrze, że się otrząsnęłam. Przynajmniej żyłam jako tako normalnie (od czasu decyzjo o adopcji)
    Kiedyś dostałam taką małą książeczkę od mojej mamy, takie wiesz, niby złote myśli pt. O małych radościach. I tam były właśnie takie drobne, ale jak ważne rzeczy typu kąpiel z pianką, zjedzenie ulubionych lodów, kupienie czegoś fajnego. Tak jak Twoje filiżanki 🙂 Nie wiem, czy to Twój ulubiony kolor, ale to kolor ukochany przez moją starszą córkę 🙂 Od niej w zasadzie się zaczęło, że postanowiłam wiele dodatków kupić właśnie czerwonych. Nawet ściana w moim pokoju do pracy ma kolor wg nazwy Czerwony Flamenco 😀
    Piękne filiżanki, na pewno kawusia smakuje z nich wspaniale! A tak przy okazji, jaką kawę lubisz? :))
    Jeśli oprawki to dokładnie te co na zdjęciu to super – modne i praktycznie. Ja okularów nie noszę, tylko przeciwsłoneczne, ale jak mam wybierać, to stoję i nic dosłownie nic mi nie pasuje. Więc tym bardziej brawa, że udało Ci się tak dobrać 🙂

    Piękne masz te ziółka, moje też nieźle rosną, ale zrobiłam ten błąd, że wsadziłam je do skrzynki, która jest na stałe w słońcu. Listki bazylii po prostu poparzyły się w tym słońcu. Za rok wsadzę zupełnie gdzie indziej.

    Ja mam dwie oliwki – jedną z Ikei a drugą przywiozłam z Chorwacji :)) (wspominam o tym, bo może też sobie „strzelisz” ) Obie mają się dobrze, ale muszę je przesadzić, bo są jeszcze w oryginalnej ziemi. Możesz zdradzić w jaką Ty wsadziłaś? Podobno powinna być kwaśna, ale kusi mnie, żeby wsadzić w taką jaką mam… Doradź proszę.

    Ściskam mocno :*

    Polubione przez 1 osoba

    1. Izzy, podziwiam, Ty jesteś po prostu 100x bardziej ogarnięta niż ja. Mnie też mama podpowiadała, że powinnam zająć się sobą, znaleźć jakąś nawet zwyczajną czynność, która będzie przynosić mi radość, ale ja byłam oślicą. Uparta i już. I tak prawie 7 lat.
      Czerwony kolor to faktycznie mój ulubiony od zawsze. Jeśli Twoja tańcząca córcia, to ta sama, która uwielbia czerwony, to ma ciotkę chrzestną w internecie 😉
      A odnośnie kawy, którą uwielbiam to od momentu ślubu mam sytuację luksusową – dostaliśmy w prezencie ekspres ciśnieniowy. Zatem kawę kupuję zawsze ziarnistą i przygotowuję w ekspresie. Znawcy powiedzieliby, że trochę ją potem psuję, bo dolewam odrobinkę mleka (kokosowego, migdałowego) i troszeczkę miodu. No ale taką lubię najbardziej.
      A do wyboru okularów ja też podchodzę jak do jeża. W niczym się sobie nie podobam. Dodatkowo, gdy nosi się już jakieś okulary, to tak przyzwyczajamy się do swojego odbicia w lustrze, że każdy inny kształt, czy kolor oprawek nam przeszkadza. Dlatego umówiłam się do malutkiego salonu optycznego, w którym pracuje stylistka opraw okularowych i pomogła mi dobrać oprawki do kształtu twarzy, koloru mojej cery i włosów. Okazuje się, że linia brwi, kości policzkowe – to wszystko jest ważne w doborze okularów. Tak się rozkręciłam, że w tym tygodniu pojechałam wybrać przeciwsłoneczne;) Gdy mam wsparcie i profesjonalne doradztwo to jakoś szybko idzie.
      A tą oliwką z Chorwacji to mnie zaciekawiłaś, pewnie też przywiozę sobie taką pamiątkę jeśli się uda. Ja swoją wsadziłam oczywiście do zwykłej ziemi, dzięki za zwrócenie uwagi, zaraz ją czymś zakwaszę.
      Buziaki

      Polubienie

  6. Zgadzam się z Tobą na 100%, nie powinno się odkładać niczego na potem. Ja przez 4 lata odłożyłam studia podyplomowe i zmianę pracy, bo wiecznie czekałam na „tę zmianę”. Trochę tego żałuję, że byłam tak zafiksowana, bo dziś z perspektywy czasu widzę jak wiele mogłam zmienić i zrobić dla siebie, ale widać każdy musi to w pewnym stopniu zaliczyć, żeby się obudzić, już to rozumiem i już więcej tak nie zrobię nawet jeśli kiedyś znów będę na coś tak bardzo czekać. Pozdrawiam Cię cieplutko w tę (dla odmiany) deszczową pogodę 😊

    Polubione przez 1 osoba

  7. Ja uległam własnej presji i otoczenia. Sama wyznaczyłam sobie cel- „teraz dziecko” i na tym się skupiałam. Znajomi wszyscy zaczynali być rodzicami, więc utwierdzałam się w przekonaniu, że ja też teraz muszę i że wszyscy mi współczują. A mogłam ten czas wykorzystać dla siebie, na rozwój, małe przyjemności, czerpać z życia. Ale ja umiałam tylko się oskarżać i kamienować. Dobrze, że otrząsnęłam się z tego stanu, bo kto wie, ile jeszcze nie będę matką. Na samą myśl, że dalej marnowałabym te cenne chwile, aż mi skóra cierpnie.
    Uściski

    Polubione przez 1 osoba

  8. Wracam do Oliwki 🙂 (a tak swoją drogą, to moje dziecko do tej pory nie może załapać dlaczego nazywam drzewo imieniem jej najlepszej psiapsiółki hahaha) Nigdzie nie mogę znaleźć ziemi. Udało Ci się? Jeśli nie to czym ją zakwaszasz? Kurczę, ja to się tak znam, że najchętniej to był soku z cytryny dolała – może byłaby kwaśna 😀

    Polubienie

    1. Nie jestem specem, ale przeszukałam internety i wszędzie informacje, że oliwka lubi ziemię lekko zasadową (podłoże wapienne). czyli lepiej jej nie zakwaszaj 😉 A do września powinnyśmy ją jeszcze 1x na 2 tyg nawozić, może być uniwersalny nawóz wieloskładnikowy. Ale jak to się skończy zdam relację, bo u mnie na balkonie aktualnie buszują mszyce. Zeżarły mi już pół ziół, dobrały się do hortensji, a teraz atakują surfinie. Walczę czym mogę, ale wytrwałe są te małe paskudy 😉
      Tak to jest z imionami owocowymi – wszystkie Oliwki, Jagódki, słyszałam też o Poziomce dzieciakom kojarzą się jednoznacznie;)

      Polubienie

  9. Chyba mi się coś pomyliło z tym zakwaszaniem:/
    https://www.leroymerlin.pl/ogrod/swiat-roslin/tam-gdzie-rosna-oliwki,e4202,l2724.html – tu fajnie jest opisane o oliwce. Chyba na razie wsadzę po prostu w taką ziemię jak mam. Matko u mnie też te paskudne mszyce są 😦 Chyba im pasuje ta pogoda. Ziół jeszcze nie ruszyły, ale za to zżerają surfinię, róże 😦 Mam te zielone i czarne. Brr. Pryskamy, płuczemy, mam nadzieję, że odejdą.
    Poziomka jako imię?? Nie słyszałam. Ja chciałam dać na drugie imię mojej starszej córce Róża, bo fajnie pasuje do pierwszego, szczególnie po angielsku 😉 W końcu dałam jej inaczej, bardziej ” po polskiemu” i powiem Ci, że żałuję, bo strasznie by do niej pasowało to imię 😦 Jak będzie chciała to na trzecie może sobie wybrać 😉
    Lubię imiona nie mega wyszukane, ale też nie takie, które sprawiają, że dziecko może czuć się gorzej. Sama mam na drugie Maria i długo nie cierpiałam tego imienia, bo jedyne z czym mi się kojarzyło to „Sierotka Marysia”, a dzieci jak to dzieci, wolą być Elsą niż sierotką 😉 Teraz Marysia jest popularna, ale kiedyś nie aż tak.

    Polubienie

  10. Witam Was serdecznie, szczególnie Ciebie Lidio 🙂 W końcu postanowiłam napisać komentarz, a czytam Wiewiórkowo już od jakiegoś czasu. Mam wrażenie, że jestem troszkę jeszcze za Wami dziewczyny.. Mimo że minęło już 5 lat od pierwszych starań i zaczęliśmy już z moim M procedury adopcyjne (choć jeszcze dłuuga droga przed nami), to ciągle staram się znaleźć swoje miejsce w świecie. Co prawda jest już lepiej jak kiedyś (między innymi zasługa bloga! ;)), to nadal często mam wrażenie, że świat mi się wali na głowę i że nic nie jest tak jak być powinno. Od jakiegoś czasu staram się zrobić coś więcej dla siebie, choć jest trudno, bo przez przemęczenie związane z pracą trochę podupadłam na zdrowiu. Jeszcze nie tak dawno uważałam, że najlepiej będzie skupić się na pracy i obowiązkach, to może czas jakoś szybciej minie.. To „czekanie” było dla mnie męczarnią, nic mnie nie cieszyło. I niestety jeszcze czasem się na tym łapię, szczególnie kiedy dowiaduję się o kolejnej ciąży kuzynki, koleżanki, itd.. Dziś również dotarła do mnie wiadomość o ciąży znajomej, tak więc ubrałam dres, wyszłam z domu i zaczęłam biec 🙂 Od niedawna postanowiłam uprawiać więcej sportu (bo dotychczas w ogóle tego nie robiłam) a wolne chwile spędzam na pieczeniu ciast i czytaniu książek (tak jak Ty Lidio mam ich zaczętych mnóstwo! :))
    Pozdrawiam,
    Tyśka
    Ps. Lidio mam identyczne okulary! 😀

    Polubienie

  11. No to witam okularową bliźniaczkę 😉 Nic się nie martw, że „jesteś za nami”, bo każdy ma swoją, indywidualną drogę do przejścia i może akurat Twoja wcale nie wiedzie stromo pod górkę, a niespodziewanie skręci gdzieś, czego się nie spodziewasz;) Ale gdyby okazało się, że będzie Ci dane przechodzić te same kroki co nam jest / było pisane, to pocieszę Cię – z czasem jest lepiej.
    Pamiętam jeszcze 2 lata do tyłu, mój stan psychiczny był naprawdę kiepski i ciągle myślałam co ze mną będzie za rok. Bałam się już nie tego, że za rok dalej nie będę mamą, ale, że jak w takim tempie będzie się pogłębiał mój dół psychiczny to sama zwariuję i mój M. też.
    A tu nareszcie niespodzianka, zaczęłam inaczej patrzeć na życie i mimo ciągłego braku dziecka, mam teraz o wiele lepszy czas niż kiedyś.
    Trzymaj się dzielnie, jak trzeba to biegaj, płacz, krzycz i sprawiaj sobie małe przyjemnostki. Teraz jeszcze najważniejsza jesteś Ty, potem będziesz musiała oddać koronę 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s