O tym jak wydawało mi się, że już na pewno jestem w ciąży i o tym kiedy zorientowałam się, że pokonałam niepłodność

Miałam się do tego nigdy nie przyznawać, ale coś ostatnio szczerość wygrywa u mnie na każdej płaszczyźnie życia.

Na studiach ostatnio dyskutowaliśmy, że pozytywne przykłady biznesowe z rynku polskiego znajdziemy na każdym kroku, o tych negatywnych zaś, w Polsce nikt nie mówi. Nikt się nie chce przyznać, bo przecież to nie tak, że ich nie ma. Na rynku zagranicznym dla odmiany nikt się nie wstydzi powiedzieć co mu nie wyszło, jaką klapę zaliczył i jak wykaraskał się z dołka. Wszyscy wiedzą, że to uczy innych, dodaje wiarygodności firmie / nauczycielowi i pokazuje, że jesteśmy tylko i aż ludźmi.

Dlatego postanowiłam dziś przyznać się Wam do mojej kolejnej już wpadki, którą zaliczyłam ok rok temu. Byłam już z M. pod koniec procedury adopcyjnej, miałam większość problemów z niepłodnością „przepracowanych” z panią psycholog i wydawało mi się, że właściwie już nic nie może zmącić mojego spokoju psychicznego.

 

Aż pewnego dnia, zauważyłam że dziwnie boli mnie brzuch i jestem mocno senna. Na drugi dzień normalnie prawie zauważyłam mdłości 😉 A później taki błogi spokój, że właściwie nie miałam wątpliwości – byłam w ciąży. Od dłuższego czasu nie sięgam już po testy ciążowe, bo jak to M. mówi – wszystkie do tej pory były popsute i pokazywały tylko 1 kreskę, więc darowałam sobie tę przyjemność.

Wszystkie znaki na ziemi i niebie dawały mi odczuć, że to jest ciąża, nawet przy moich zdolnościach wmawiania sobie tego stanu, byłam bliska stwierdzić, że będzie bliźniacza. I wiecie co? Zanim otrząsnęłam się z własnej głupoty, zanim mnie krew zalała psychicznie i fizycznie i zanim kolejny raz popadłam w rozpacz ogromną, ale tym razem nie nad porażką, tylko swoją głupotą, to zaczęłam się martwić o coś innego.  A co teraz będzie z blogiem?? Co ja Wam teraz napiszę?

To był mój największy problem, wprawdzie tylko przez 2 dni, ale jednak. No bo jak ja teraz zdam Wam relacje z kolejnych etapów leczenia, jak będę wiarygodna w opisie spotkań w ośrodku adopcyjnym, przecież na pewno wyczujecie, że coś jest nie tak. Że jakaś za optymistyczna jestem, że energia nowa bije z bloga itp. Jak to teraz piszę, to kasuję to co chwilę, bo mi wstyd. Ale potem piszę od nowa, bo jak byłam taka głupia, to teraz trza mieć odwagę się przyznać 😉

Zaczęłam się zastanawiać, co ja teraz z taką „nagłą” ciążą zrobię? Przecież na studia się zapisałam, przecież umowy w pracy nie mam, przecież pokój dla dziecka niegotowy, przecież… i przecież. No tak- mam sieczkę w głowie. Zamiast się cieszyć, to ja … no właśnie.

Na szczęście (?) nic mnie nie zaskoczyło oprócz okresu opóźnionego o 3 dni. Wszystkie moje obawy prysły jak bańka mydlana, a ja siadłam z czystym sumieniem do bloga i napisałam kolejny post bez żadnych wyrzutów, że Was oszukuję i piszę o niepłodności będąc w ciąży 😉

Tak to się człowiek do tej niepłodności przyzwyczaić potrafi, że teraz to ja ją jak przyjaciółkę traktuję. Jakby miała mnie opuścić, to normalnie nie wiem, czy będę umiała sobie miejsce znaleźć 🙂

Nagle zauważyłam, że te codziennie czynności, które wykonuję po prostu uwielbiam, ale się nad tym nie zastanawiam. To, co do tej pory wydawało mi się, że nie ma żadnego znaczenia, okazało się, że przez rutynę stało się moimi małymi rytuałami.

Właściwie teraz to sobie tak myślę, czy ja, która bezowocnie staram się zostać matką od blisko 8 lat, będę potrafiła nią być naprawdę, gdy faktycznie mnie życie zaskoczy? Przecież jestem już tak bardzo przyzwyczajona do swojego życia, że będzie mi strasznie trudno zmienić je o 180 stopni.

Najpierw rozpaczałam nad swoim niepłodnym losem kilka lat.

Potem próbowałam go zmienić, wyleczyć, opanować problem.

Następnie zostało mi już tylko się z nim pogodzić.

Aż w końcu zaczęłam doszukiwać się fajnych momentów w mojej niepłodnej codzienności i okazało się, że jest ich sporo, nawet z każdym miesiącem coraz więcej!

I to była właśnie chwila, gdy do mnie dotarło, że opanowałam tego potwora. Nawet umiałam już z nim żyć i zaczęłam to życie lubić. Mogę powiedzieć, że Bóg mnie wysłuchał – zawsze prosiłam, by dał mi siłę, żebym przetrwała jakoś ten czas- no i przetrwałam. 

Zaczęłam spisywać te fajne rzeczy, które dają mi radość mimo niepłodności i zrobiło się ich sporo. Jak to możliwe, że kiedyś wydawało mi się, że nie ma nic? Żyłam wtedy nie swoim życiem. Patrzyłam na innych i zazdrościłam, że do nich los się uśmiechnął, a nam niesprawiedliwie przyniósł nowotwór i niepłodność. Nie zauważałam żadnych pozytywów. Czekałam tylko na jedno, wpędzając się w dół rozpaczy.

Dziś zastanawiam się, jak to będzie, gdy będzie nas trójka. Pewnie będzie super, pewnie damy sobie radę i polubimy nowe życie, ale najbardziej cieszę się, że w końcu lubię to obecne życie TU i TERAZ. To jest najfajniejsze. Ale z każdym dniem obawiam się co raz bardziej, bo czuję, że ten czas zaraz się skończy.

PS. Jak będę w ciąży to dam Wam znać 😉

PS2. Nawet osty można polubić i docenić ich piękno;)

DSC_0022

Reklamy

23 myśli na temat “O tym jak wydawało mi się, że już na pewno jestem w ciąży i o tym kiedy zorientowałam się, że pokonałam niepłodność

  1. Przepraszam, że to napiszę, ale czytałam i się uśmiechałam;-)))
    Tak to właśnie jest, Najpierw „masakra!”, ” katastrofa!”, płacz, potem przychodzi zgoda i pogodzenie się z losem a na koniec spokój i radość z życia ;-0 Ja to nawet wmówiłam sobie, że nie chcę być w ciąży, bo to takie „traumatyczne” przeżycie – brzuch ci rośnie,masz mdłości, codziennie rano witasz się z wc, stajesz się gruba, nogi ci puchną itp.;-0 Grunt to dobra motywacja;-0
    Ale przychodzą takie chwilę, zupełnie niespodziewanie, tak znienacka mnie atakują i rozkładają na łopatki. Oglądam jakąś” głupią” komedie romantyczną – przelotny seks, wpadka, potem rodzi się dziecko. No właśnie…Oglądam scenę finałową porodu, gdzie panna krzyczy, facet mdleje, a lekarz nie wie co ma robić – standard komediowy. I nagle dziecko wyciągają i kładą na brzuch matki i ….I ryczę jak głupia…Bo to nie ja byłam na sali porodowej z Hanią, to nie ja ją pierwsza przytulałam, to nie do moich pierwsi się przytulała!!!!!! I zaczynasz się zastanawiać, czy mb ją przytuliła, czy pogłaskała jej główkę czy…Zbliżają się Hani urodziny i pewnie dlatego częściej o tym myślę…
    Pozdrawiam;-)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie masz za co przepraszać, za każdym razem jak siebie czytam, to się śmieję z własnej głupoty 😉
      Ja też czasami się sama przekonuję, że brak ciąży, to w moim przypadku same plusy, bo nie będę przechodziła tych „nudnych poranków” itp.
      To zupełnie normalne, że łapią Cię takie silne emocje, gdy myślisz o narodzinach swojej córki, a nie wiesz co wtedy się z nią działo. To pewnie nie jest do opanowania, bo jako matka chcesz dla niej bezpieczeństwa i miłości. Większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, jakiego daru doświadcza, że jest przy porodzie swojego dziecka, że może przytulić maleństwo i ukołysać do snu. Adopcja to wyjątkowa droga, ale z dodatkowymi wyzwaniami 😉
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  2. Czytając miałam momentami wrażenie, że czytam o mojej „pewności”, że oto jestem w ciąży. 😉 Przyznaję, że z ulgą zaczęłam brać tabletki, żeby głowa skupiła się na jednej drodze (póki co).
    A pod Twoimi słowami „Aż w końcu zaczęłam doszukiwać się fajnych momentów w mojej niepłodnej codzienności i okazało się, że jest ich sporo, nawet z każdym miesiącem coraz więcej” podpisuję się obiema rękoma.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Agnieszko, właśnie zastanawiam się nad skombinowaniem posta w tym temacie „fajnych momentów, które dopiero po jakimś czasie zauważyłam”. Niepłodność przysłania nam codzienność, a może niektóre czytelniczki naszych blogów tkwią w tym martwym punkcie i im pomożemy? Bo obecnie nie myślę o niepłodności wcale i dalej brakuje mi czasu na nadrabianie zaległości, które uzbierały się przez lata odkładania na później.
      Pozdrawiam gorąco
      L.

      Polubienie

      1. Pomysł na post jest naprawdę fajny 🙂 Ja zbieram się do tego, żeby u mnie na blogu także tematy o niepłodności, różnych jej aspektach i tym jak wpływa na życie (mówiąc o tym także z własnego doświadczenia) zaczęły się pojawiać.

        Polubienie

  3. W kazdej chorobie ( czy to nieplodnosc, czy depresja albo nowotwor) trzeba sie z nia pogodzic.
    Sama walczylam 2 lata z nerwica lekowa, az w koncu poddalam sie I podalam jej reke. Wiem, ze nigdy ode mnie nie odejdzie, ale chociaz potrafie z nia zyc I ja wyciszyc na tyle zebym mogla normalnie funkcjonowac.
    O nieplodnosci nic nie wiem – zachodze w ciaze szybko, ale milo czyta sie takie posty jak ten powyzej.
    Pomimo tego co zycie Ci daje, Ty potrafisz odnalezc pozytywy danego stanu. Tak trzymaj!

    Polubienie

  4. Bardzo Ci dziękuję! I zgadzam się w 100%. Zazwyczaj walka z chorobą na nic się zdaje, lepiej powoli zajść ją od tyłu i nauczyć się żyć tak, by nie wyniszczała nas dodatkowo samą tą walką.
    Mnie się chyba to powoli udaje. Powoli, bo straciłam na dojście do obecnego momentu ok 7 lat. Czyli ogrom czasu.
    Jak najwięcej małych sukcesów Ci życzę w codzienności.
    Pozdrawiam
    L.

    Polubienie

  5. Ja też miałam takie chwilę, że myślałam, że w końcu się udało, a to tylko @ spóźnił mi się o 3 czy 2 dni- a nic nie wskazywało na jego przyjście- wtedy też zużyłam największą liczbę testów ciążowych w moim życiu, bo jak 1 dał wynik negatywny, to za jakiś czas robiłam kolejne, bo wydawało mi się, że ten poprzedni po prostu dał błędny wynik albo że ja wykonałam go niepoprawnie, ale za każdym testem to samo i wtedy uświadomiłam sobie, że jednak sie nie udało, bo jeden test się może mylić, ale nie 4 czy 5;w końcu pojawiła się @, która co do grama rozwiała moje wątpliwości; co do niepłodności- przyjaciółki, to powiem Ci, że faktycznie tak jest- od przeszło 4 lat stała się ona częścią mojego życia i traktuję ją ( jak na razie) jak codzienność, już nawet nie próbuje jej wypchać na siłę, bo i takie coś się nie udało; po pewnym czasie człowiek się do niej przyzwyczaił..
    Wydaje mi się, że Bóg zsyła nam niepłodność- ten czas- po to, abyśmy docenili więcej rzeczy w naszym życiu, abyśmy się zastanowili nad tym, co w życiu jest ważne i czy warto do czegoś dążyć za wszelką cenę- i też po to, aby „pokazać” nam, że nie zawsze życie układa się tak, jakbyśmy tego chcieli…
    Myśmy zaczęli więcej podróżować- ostatnio zdobywanie Babiej Góry, wcześniej Baraniej, w weekend wybieramy się na Słowację, na urlop wakacyjny wybieramy się do Zakopanego- pochodzić po górach, planujemy w pierwszej połowie przyszłego roku polecieć do krajów egzotycznych- a co.. warto spełniać inne marzenia, a nie tylko jedno, z którego i tak, jak do tej pory nici….
    ważne żeby nie tracić czasu na rozmyślanie o niepłodności, tylko by znaleźć coś, co pozwoli zmienić nasze myślenie…

    Polubienie

  6. Dokładnie. Skoro inni się cieszą z dzieci – bo je mają, to my cieszmy się z życia i czasu dla siebie i przyjemności – bo je mamy 😉 Nie ma co płakać za tym czego nam brakuje. Miłych wojaży Wam życzę!

    Polubienie

  7. Właśnie, cieszmy się z tego, co mamy, a myślę, że mimo wszystko mamy tego wiele, tylko ta niepłodność trochę nam to przysłoniła i sprawiła, że mieliśmy klapki na oczach i nic innego się nie liczyło… Po pewnym czasie człowiek dojrzewa i wie, że pewnych rzeczy nie da się po prostu przeskoczyć i trzeba je przyjąć takie, jakie są; nie ma dziecka, ale jest coś innego, co sprawia, że nasze życie jest chociaż trochę szczęśliwsze… Bardzo często słyszymy od młodych rodziców, że nam zazdroszczą tego, że się wysypiamy, że nie musimy wstawać w nocy, że mamy czas na nasze przyjemności, że mamy taką swobodę, bo możemy wyjść na spacer, do kina itp. kiedy się nam podoba i nie jesteśmy uzależnieni np. od pory spania malucha, możemy sobie pozwolić na różne wycieczki i górskie wypady, można wymieniać jeszcze wiele innych rzeczy- i to jest fakt- nasze życie pod tym względem jest ” łatwiejsze” i „lżejsze”, ale no właśnie jest jedno ale.. :0)
    Dzięki;0))

    Polubienie

  8. Oj Lidio, szkoda, że ja Cię wcześniej nie znałam 😉 Tyle urojonych ciąż, tyle zepsutych termometrów, wskazujących złą temperaturę, bo przecież w ciąży jak nic musi być wyższa, więc jak jej nie ma nic z termometrem coś nie halo, testy też do bani, zdarzało się (przyznaję ze wstydem), że siusiałam kilka razy, bo to NIEMOŻLIWE, żeby ta druga kreska się nie pojawiła. Matko, co ja sobie wyobrażałam, że jak nasikam 3 razy to wyjdzie druga? 😉 Oczywiście to się tak fajnie mówi teraz, kiedy stoję gdzieś obok tego.

    Wczoraj byłam na szkoleniu dla kandydatów na rodziców ado w OA jako zaproszona mama adopcyjna i powiem Ci, że choć to nie pierwszy mój raz, to jednak znów powracają do mnie emocje sprzed tych paru lat, kiedy to my siedzieliśmy po tamtej stronie. Grupa jakiej mogłabym życzyć każdemu. Wspaniali ludzie. Rozmawialiśmy dużo o różnych rzeczach, również o niepłodności i każde z nich zgodnie stwierdziło, że od czasu podjęcia decyzji o adopcji oraz pogodzenia się z niepłodnością i przeżyciem żałoby, wreszcie ich życie podąża w jakimś kierunku. Każdy ma inną historię, ale łączy nas jedno: szukamy NASZEGO dziecka, które przyjdzie do nas inną drogą. Ludzie pełni optymizmu i szczęśliwi, że są właśnie tam. I tak jak pisałam wyżej, kiedy człowiek dojdzie już do momentu, że potrafi stanąć poniekąd obok tego wszystkiego i pogodzić się z tym, to tak jak napisałaś, może wrócić do życia swoim życiem. Bo przecież to, że nie ma dziecka, to nie znaczy, że skończyło się życie. Staramy się dalej, ale możemy jeszcze tyle fajnych rzeczy zrobić. Patrząc na tych ludzi, wiem, że dla nich bycie rodzicem to abstrakcja. Ja też tak czułam, a potem okazało się, że dzwoni TEN telefon i życie już nigdy nie jest takie samo.

    Nie wiem jak Ty Lidio i inne dziewczyny, ale ja mam poczucie, że minęło kilka lat, a ja przyleciałam jakby z innej planety, gdzie żyłam, ale to był jakiś Matrix. Kiedy wreszcie znalazłam się z powrotem w mojej rzeczywistości, byłam o jakieś 9 lat starsza… Nie wiem, czy wiesz, o czym piszę, czasem ciężko to przelać na „kartkę” 🙂

    P.S. Przepraszam, że znów się rozpisałam…. chciałam jak nigdy wyszło jak zwykle 😉

    Polubienie

  9. Wiem o czym piszesz Izzy, oj wiem. Testy ciążowe, u mnie wszystkie popsute, jak kupony w totka. Z tą różnicą, że w totka znajomi też nie wygrali, a z porodówki wracają aktualnie już drugi lub trzeci raz ;(
    Próbuję sobie wyobrazić jak to jest siedzieć w OA po tej drugiej stronie. Chyba jak w pracy – teraz ja zatrudniam i uczę „nową siłę” i wszystko wydaje się być takie proste. Po 10 latach zapominam jak było pierwszego dnia.
    A odnośnie Matrixa 😉 – ja dopiero teraz zaczynam powoli się z niego wylogowywać. Poprzednie 7-8 lat, to było myślenie w kółko o jednym i nawet nie wiem, gdzie i kiedy ten kawałek mojego życia umknał? Pocieszające jest jedno, gdy znajomi opowiadają jak to było super mieć 25 lat, ja jedna krzyczę NIEE. Nigdy w życiu nie chcę być młodsza i przechodzić tego jeszcze raz!
    A na Twoje długie komentarze czekam zawsze z utęsknieniem, tak, że … pisz ile masz sił w klawiaturę bębnić!

    Polubienie

  10. Oj Ty lepiej mi nie dawaj wolnej ręki, bo jakoś tak u Ciebie wyjątkowo się „wkręcam” i tyle mi wychodzi tego pisania haha 😉
    Jak to jest po drugiej stronie. No dokładnie tak jak piszesz 🙂 Kiedy na nasze szkolenie przyszła mama ado, to szczerze mówiąc wydawało mi się, że między nami a nią jest taka przepaść ogromna, że aż niewyobrażalna. Ona już wtedy miała dwoje dzieci i starała się o trzecie(!!) a my nie mieliśmy wcale. No, ale czas minął i cała nasza grupa też doczekała się potomstwa. (hurra!) Ja się z nimi strasznie związuję emocjonalnie, bardzo bardzo im kibicuję, bo wiem co czują. Na pewno lepiej być już po mojej stronie, ale przecież i oni kiedyś będą opowiadać o radościach i troskach rodzicielstwa.
    I wiesz co? Jak teraz patrzę na te dzieci, które kiedyś przyprawiały mnie o ból serca, bo one się rodziły, a ja wciąż tkwiłam gdzieś w otchłani, to myślę sobie, że dobrze, że nie zwariowałam i doczekałam do momentu, kiedy to ja „urodziłam” Tamte dzieci już nie wydają mi się takie idealne…
    Co do wieku to fajnie byłoby mieć te kilka mniej lat, tę wiedzę co teraz, to doświadczenie i tę dojrzałość. Eh rozmarzyłam się 😉 Na wszelki wypadek nie zaglądam do papierów, bo może się okazać, że jest 2018 rok a ja wciąż tkwię gdzieś tam w 2005 😀

    Polubienie

  11. My mieliśmy taki moment paniki już po tym właściwym telefonie z OA. Nagle zdaliśmy sobie sprawę, że nasze uporządkowane życie szlag trafił 😉 Byliśmy małżeństwem od prawie 10 lat, wszystko mieliśmy poukładane, a tu nagle kilkudniowy szkrab miał to wszystko zmienić. Tak to jest, kiedy emocje biorą górę nad rozsądkiem 😉
    A po adopcji jest dokładnie tak, jak w Twoich przewidywaniach – cudownie, radośnie i w sferze uczuć oraz relacji jak najbardziej na swoim miejscu. Tylko bałagan w domu coraz większy 😉

    Polubienie

    1. Dzięki za podzielenie się Waszym przykładem. Ja też przewiduję, że gdy dostaniemy malucha, to nasz staż małżeński będzie bliski 10 lat, a może nawet tą 10-tkę przekroczy. Człowiek mimo, że nie godzi się na niepłodność, to przyzwyczaja się do życia, które ona narzuca i chyba będzie szok 😉 Pozdrawiam

      Polubienie

  12. Trochę zajmuje mi nadrabianie zaległości blogowych po urodzeniu synka ale juz jestem na dobrej drodze 😉
    Masz całkowita racje z tym podejściem – mogę potwierdzić to teraz z perspektywy juz matki kiedy widzę jakie zmiany zaszły w moim życiu i ile ja rzeczy w ogóle nie doceniałam w niepłodności. Jest mi bardzo szkoda ze żadna ze znajomych matek mi wtedy tego nie uświadomiła. Właśnie szykuje post żeby bardziej szczegółowo rozwinąć ten temat 😉 Delektuj sie wiec tymi ostatnimi momentami życia dla siebie bo następnym razem taki stan rzeczy powróci nie prędko!

    Polubienie

  13. Gratulacje świeżutka Mamusiu!
    Myślę, że żadnych „złotych rad” od już matek bym nie przyjęła, nie wiem jak Ty, ale ja buntowniczka jestem 😉 Ale to fakt, że w każdej sytuacji można znaleźć jakieś plusy, tylko trzeba chcieć. Niepłodność ma to do siebie, że przez dłuższy kawałek czasu mnie pochłonęła na maksa, zarzuciła żalem, płaczem i ubolewaniem, na szukanie jasnych stron brakło czasu i energii.
    Obecnie smakuję życie we dwoje ile mogę i już lekko się boję go stracić 😉

    Polubienie

  14. Kochana broń Boże nie chodziło mi o Twój komentarz.
    Ja w odpowiedzi na zdanie: „Jest mi bardzo szkoda ze żadna ze znajomych matek mi wtedy tego nie uświadomiła.” – pomyślałam, że mnie żadne uświadamianie obecnych matek, które często słyszałam właśnie w stylu co to one nie radzą, zawsze puszczałam mimo uszu. Wiem, że mi by to i tak nic nie dało. Myślę, że jeśli już będę mamą (oby) to może poczuję to samo co Ty teraz, czyli ile mogłam,a nie robiłam, bo koncentrowałam się na niepłodności.
    Buziaki

    Polubienie

  15. Chyba każda osoba borykająca się z niepłodnością miała tego typu sytuacje. Ja również… w pierwszej chwili, kiedy uświadomiłam sobie, ze moja psychika płata mi figle było ogromne rozczarowanie, wręcz rozpacz. Teraz z perspektywy czasu, wygląda to nawet zabawnie. Kiedyś unikałam znajomych posiadających dzieci, dzisiaj jestem w stanie bawić się z nimi i cieszyć spokojem w swoim domu 😉
    Cieszę się, że trafiłam na ten blog, ponieważ widzę, że ktoś szuka dobrych momentów w swoim życiu, mimo walki z niepłodnością. Musimy przegonić te ciemne chmury i cieszyć się z tego co mamy! 🙂
    Przy okazji zapraszam na swojego bloga, na którym piszę o mojej niepłodności i otoczeniu. Nie rzadko z przymrużeniem oka 😉 https://jednakreska.blogspot.com/

    Polubienie

    1. właśnie czytam kapitalną książkę, jak poradzić sobie ze zmartwieniami i póki co mój ulubiony cytat to ” nie próbuj piłować wiórów” 😉 Ja bardzo długo nie umiałam zaakceptować tego co się stało, co minęło i codziennie rozgrzebywałam swą rozpacz na nowo. Dopiero niedawno zrozumiałam, że nie zmienię tego co już było, ale mam wpływ i mogę zmieniać tego skutki. Wiec liczmy nasze błogosławieństwa i na nich się skupiajmy, a nie porażki i smutki 😉
      Zaglądnę do Ciebie na pewno 😉
      Pozdrawiam
      Lidia

      Polubienie

  16. Hej, dziewczyny!
    Jeśli staracie się długo, u partnera w miarę ok, a i u Was nie widać specjalnie przyczyny, za to zdarza się, że przedłuża się Wam (dobrze wyliczona!) faza lutealna, to bardzo prawdopodobne, że Wasze problemy są natury immunologicznej. U mnie tak właśnie jest. Staramy się od 4 lat, ani jednego pozytywnego testu, choć prawdopodobnie do zapłodnienia dochodzi, progesteron szybuje ponad normę, faza lutealna przedłuża się do 18 dni, ale beta negatywna, bo nie mam komunikacji z zarodkiem. Może być też tak, że są ciążę biochemiczne, czasem wczesne poronienia – jeśli nie widać innych wyraźnych powodów, zbadajcie immunologię: KIRy, alloMLR, testy cytotoksyczne, ANA1(przesiewowy). Dla przemysłu invitro nieleczona immunologia to żyła złota, bo zarodek prawie nie ma szans na zagnieżdżenie. Naciskajcie na swoich lekarzy, bez względu na to, czy staracie się naturalnie, czy IVF!

    Polubienie

    1. Hej!
      Dzięki za głos w dyskusji, faktycznie przyczyna, którą opisałaś jest dosyć częstą. U mnie właśnie to okazało się problemem, a na IVF byłam namawiana przez wiele lat. Więcej opisałam w swoim świeższym poście o KIRach- https://wiewiorkowoblog.wordpress.com/2018/09/30/kir-badanie-ktore-po-wielu-latach-odkrylo-karty-mojej-nieplodnosci/

      Podzielisz się jakie masz leczenie i jakie postępy? Ja kończę właśnie 3 cykl z Accofilem ze względu na fatalne KIRy i sobie odpuszczam, bo nic mi nie wiadomo o innej kuracji. Chyba wyczerpałam sposoby na uruchomienie mojej immunologii.
      Pozdrawiam gorąco :*

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s