44 rzeczy które zasłoniła mi niepłodność. Teraz z nich korzystam, celebruję, uwielbiam.

Jak to możliwe, że jesteś pogodną, lubiąca życie, słońce, muzykę osobą i nagle codziennie u Ciebie pada deszcz, nie słyszysz co mówią do ciebie inni, a tym bardziej nie wzruszają cię ukochane dźwięki, książki, ulubiony film. U mnie tak zadziałała niepłodność i pewnie nie tylko u mnie.

Ale dziś jest inaczej. Gdy ponad rok temu ogarnęłam się wewnętrznie, uporządkowałam priorytety i zauważyłam, że nie ma dziecka, ale ja nadal jestem. Nagle odkurzyły się moje dawne przyjemności, zaczęłam spełnić małe zachcianki i przede wszystkim cieszyć się z drobiazgów. Zauważać to co jest dziś.

Bo wiecie co, niepłodność zabiera nam dzień dzisiejszy i wpędza w błędne koło strachu o jutro: „a co jeśli nie będę mamą, jeśli nigdy nie zajdę w ciążę? itp” i wtedy dziś nie istnieje..

Oto wiewiórkowy przegląd małego „co-nieco”, które sprawia mi radość, wywołuje uśmiech, albo dałabym się za to pokroić. Czytajcie, pożyczajcie i dorzucajcie swoje „lubię to” dla tych którzy jeszcze odkopują się z niepłodności, by nie tkwili w niej za długo.

lubię to 4

 

LUBIĘ…

Gotowanie w szpilkach w rytmie samby (nie żartuję). Nie jestem specjalistką kuchenną, ale staram się, żeby jakiś obiad domowy był. Jeśli mam chandrę, szukam nowego przepisu, włączam sambę/ cha-chę / rumbę i zakładam taneczne szpilki.

Kawę zawsze i wszędzie, choć na moim balkonie najlepsza! Oczywiście w czerwonej filiżance 😉 Albo na polanie przed schroniskiem w górach.

Kwiaty, domowe i balkonowe, a najbardziej lubię przyglądać się im, jak szybko rosną.

Czytać. Uwielbiam, choć tak mało przeznaczam na to czasu. Aktualnie mam „rozczytane” 3 książki (zawsze czytam kilka na raz)- ” Jezu, Ty się tym zajmij”, „Cień wiatru”, „Zaczynaj od dlaczego”

Szycie. Od razu zaznaczam, że nie umiem, ale próbuję. Sama – metodą prób i błędów, z Burdą i z YouTubem oczywiście. Jaka to frajda uszyć sobie poszewki na poduchy (od tego zaczynałam), spódnicę, albo wszyć  nowy zamek 😉

Kupować czasem ciuchy w ciucholandzie za przysłowiową złotówkę i przerabiać. Z materiału –  namiotu, nagle robi się fajna kiecka za 1zł 😉

Ruch. Najgorzej jest zacząć, ale potem jaka duma z siebie;) Ja wybieram między: pływalnią, kijkami, albo gimnastyką w domu z YouTubem. W soboty chodzimy wieczorem z M. na basen, gdy jest ładna pogoda to po 20.00 zabieram kije i idę szybkim marszem 45min, gdy pogoda kiepska, albo bardzo mi się nie chce wychodzić, odpalam kanał TreningFitnes.com na YT i ćwiczę z Paulą. Nie jestem rekinem sportu (choć o ironio papiery instruktora sportu mam;) ale 2x w tygodniu staram się jakoś poruszać. Nie tylko dla ciała, a właściwie moich pleców, ale przede wszystkim dla głowy. Ruch świetnie porządkuje myśli.

Gdy pada – wtedy bez wyrzutów sumienia zostaję w domu z blogiem / książką/ maszyną do szycia.

Moje czarne kalosze- botki – i nie ma możliwości narzekać na kiepską pogodę, gdy ma się odpowiednie ubranie.

Wyprawy w góry, nocowanie w schronisku, zmęczenie po powrocie ze szlaku.

lubię to

Polskę i jej piękne zakątki, mogłabym zwiedzać nasz kraj camperem cały rok i nie potrzebuję egzotycznych wakacji.

Tańczyć, tańczyć i jeszcze raz tańczyć. Gdy jestem sama w domu, włączam muzykę, ustawiam na środku lustro i nieudolnie próbuję naśladować obroty Joanny Leunis;)

Szybką jazdę samochodem. Z wiekiem powoli mi to przechodzi, ale chyba zawsze zostanę poniedziałkowym a nie niedzielnym kierowcą;)

Wino mojego M. albo cydr jabłkowy.

Gorące wieczory i noce na naszym balkonie. Pogaduchy z M. przy świecach- lampionach, gdy osiedle śpi i słychać cykady 😉

Nosić spódnice. Dopiero od kilku lat, a jednak!

Sok malinowy do herbaty, mojej mamy. To zapach lata przez cały rok. W tym roku już zapas na zimę 2018 zrobiony (30 kg malin!)

Kolor czerwony, prawie zawsze i prawie wszędzie. A najlepiej taki makowy.

Napój miodowo-imbirowy w zimowe wieczory.

„Szóstą rano” Ojca Szustaka i do kompletu tekst Sarah Young na dzień dobry.

Lubię to 2

Powylegiwać się w łóżku w weekendowe poranki.

Sobotnie zakupy na targu.

Spacery po magicznych uliczkach przy krakowskim rynku, albo Kazimierzu

Każdą radosną chwilę spędzoną z M.

Śpiew ptaków z samego rana.

Odwiedzać targ staroci w niedzielny poranek.

Spotykać się z moją rodziną.

Robić małe niespodzianki- upominki najbliższym.

To nieudolne „ciooo- ciuu” mojej siostrzenicy.

Żarty mojego M. którymi zawsze umie rozładować nawet największe napięcie.

lubię to 3

Porządek w domu, aucie i torebce.

Zakopower, hej!

Zadumać się w ciszy kaplicy mojego ulubionego sanktuarium.

Poczytać kawałek Biblii otwarty na „czuja”

Gapić się w gwiazdy, najlepiej na bieszczadzkim niebie.

Duże płatki śniegu.

Słuchać M.Jacksona w samochodzie wystukując rytm w kierownicę.

Fotografować

Słuchać podcastów! To moje odkrycie ostatniego roku, teraz gotuję, prasuję, sprzątam z jakimś mądrym głosem w tle;)

Układać puzzle

Zieloną herbatę

Koronkowe sukienki

Szpilki

Zapach lawendy

….

I pewnie wiele innych rzeczy, które przypomną mi się po opublikowaniu tego posta.

A Wy? Co celebrujecie każdego dnia?

Może Wam też niepłodność zasłoniła na jakiś czas te codzienne małe cuda?

Popatrzcie w to piękne bieszczadzkie niebo i wypiszcie przynajmniej 10 swoich codziennych ulubieńców. Dacie radę?

bieszczadzkie niebo

 

PS. Oczywiście zapomniałam o … BLOGU,  ale to jest oczywista oczywistość, że uwielbiam 😉

 

Reklamy

14 myśli na temat “44 rzeczy które zasłoniła mi niepłodność. Teraz z nich korzystam, celebruję, uwielbiam.

  1. Gorąca herbata, świeże brzoskwinie, huśtawka ogrodowa, ulubiona torebka, aparat fotograficzny, jazda na rowerze, Milky Way, wiosenne słońce, konturówka+tusz do rzęs, nowa bluzka, no i oczywiście blog i nasza wirtualna społeczność 😊😊😊
    Bardzo wartościowy wpis, pozdrawiam Cię serdecznie Lidio 😘

    Polubienie

  2. Pięknie czytać taki tekst i widzieć „szczęśliwą” osobę zmagającą się z niepłodnością; osobę, która dostrzega piękno każdego dnia i widzi pozytywne strony życia we dwoje ( bez dzieci)- i mam tu na myśli osoby z w/w problemem…
    Ja też miałam w moim życiu taki etap, gdzie nic, zupełnie nic się nie liczyło, a na pierwszym i każdym kolejnym miejscu była niepłodność, bo o niczym innym nie miałam zamiaru myśleć, nic nie cieszyło, nic nie sprawiało mi radości… Aż przyszedł taki moment, w którym powiedziałam sobie dosyć tego i zaczęłam na to wszystko inaczej spoglądać, dziś cieszę się nawet z drobnych rzeczy, dostrzegam to, co kiedyś było dla mnie niezauważalne…
    Co sprawia mi radość? Hmm jest tego bardzo wiele, ale to co przychodzi mi na myśl, to: układanie puzzli- uwielbiam to – mogę nad nimi siedzieć godzinami ( jeśli oczywiście mam czas) a i tak nigdy mi się nie znudzą- to mnie wycisza, relaksuje, sprawia, że muszę się skupić, pomyśleć..; uwielbiam przebywać z moją chrześniaczką- bardzo mocno ją kocham, jestem za nią tak głupia ( i ona za mną też), uwielbiam wypowiedziane przez nia: ” Agusio”, to w głównej mierze za jej sprawką zmieniło się moje myślenie o niepłodności; lubię słuchać muzyki- nie mam ulubionego rodzaju- słucham jej w zależności od nastroju- czasem lubie posłuchać muzyki relaksacyjnej, czasem SDM, a czasem mocniejszych kawałków, ale najczęściej włączam Eske TV i orbitrekuję w jej rytm; Lubię rozwiązywać krzyżówki- tą pasję odziedziczyłam po mojej mamie- ona co miesiąc kupuje sobie ” 100 panoramicznych” i w wolnych chwilach rozwiązuje- ja też to lubię, nawet w pracy, jak mam chwilę siadam nad nimi, a czego nie wiem szukam w internecie, dzięki temu często dowiaduję się nowych, ciekawych rzeczy; akupunktura- to ona pozwala mi zrozumieć wiele spraw i często pomaga „wyjść” z różnych opresji (angina, niedrożność jajowodów, problem z nerkami itp.)- to ona przybliża mnie do płodności; lubię tematykę zdrowego odżywiania- często czytam różne ciekawe artykuły na ten temat, śledzę blogi i strony o zdrowym odżywianiu; lubię pić zieloną/ czerwoną herbatę- jeśli chodzi o herbaty, to piję tylko te 2 rodzaje, no i zioła- czystek, pokrzywa; uwielbiam jeździć na rowerze ( choć ostatnio bardzo dają mi o sobie znać kolana) i chodzić po górskich szlakach- zdobywać amatorsko szczyty- a przy okazji „bawimy się” z mężem w geocaching;0)- świetna sprawa i zbieranie okolicznościowych monet z różnych ciekawych miejsc; lubię grać w karty, czy to w remika, czy w piąty bierze, czy w fasolki, czy w sabotażystów itp.; to, co najbardziej mnie relaksuje, to kilanie, od małego to uwielbiałam i zostało mi to do teraz- jak jesteśmy z mezemy w domu i siedzimy przed tv, to ja się kładę na łóżku i wyciągam nogi w jego kierunku prosząc tym samym o kilanie- mogła bym tak leżeć godzinami i nigdy nie mam dosyć, ale zawsze mówię potem już mężowi, że koniec, bo Ci ręką odpadnie hehe uwielbiam kilanie po stopach, nogach, plecach- i zawsze powtarzam, że to najbardziej z wszystkich rzeczy mnie relaksuje, wycisza, odpręża, rozluźnia; a jeśli chodzi o codzienne rzeczy, to: zajmowanie się naszym ptactwem- papugi, amadynki, baster- w ilości 6 szt.- często muszę latać z odkurzaczem, bo niemiłosiernie syfią; orbitrekowanie bądź jazda na rowerze- zamiennie w zależności od pogody i od tego, czy mam iść do pracy; picie gorącej wody rano na czczo, a na wieczór wypijanie szklanki lnu, no i oczywiście codzienna modlitwa- poranna i wieczorna oraz modlitwy do różnych świętych- to już jest standard- wpisany w grafik każdego dnia…..

    Polubienie

    1. Wiedziałam, że to będzie dobry pomysł, taki post. Nie wiem czemu nie napisałam go wcześniej. Teraz, przy Waszych podpowiedziach widzę, że ja mam nie 44 ulubione przyjemności, ale dużo więcej. Bo słuchanie SDM to też mój TOP 3 z listy muzycznej. Krzyżówki, zapomniałam jak bardzo kiedyś je lubiłam, więc na urlop wrześniowy kupuję krzyżówki!
      No i muszę to napisać- zadziwiacie mnie dziewczyny, Natalia uprawia arbuzy, Ty hodujesz ptaki 😉 Fantastyczne pasje. Kurcze, my niepłodne, to fajne kobitki jesteśmy, tylko o tym zapominamy 😉
      PS. Już wiem, gdzie byłaś, jak Cię tu nie było – w SPAMie. Nie mam pojęcia dlaczego.
      Buziaki
      Lidia

      Polubienie

      1. Uff, a już myślałam, że przez coś (zastanawiałam się przez co heheh) wylądowałam na Twojej czarnej liście, a to tylko Spam ufff, aż mi ulżyło hehehe
        To był świetny pomysł z tym postem…;0)
        Popatrz Lidio, jak człowiek ( chodzi mi o nas niepłodnych) się tak zastanowi nad tym wszystkim, to jest tyle pięknych rzeczy, które wypełniają nasze życie, że często sami tak na codzień ich nie dostrzegamy, bo traktujemy to jako część planu dnia; ja sama też, mówiąc tak „z mety” myślałam, że życie przelatuje mi przez palce i czas ucieka nie wiadomo gdzie, a jak się tak bardziej przyjrzałam moim dniom, to zauważyłam, że tak nie jest, bo tu trzeba zająć się ptaszkami, tu orbitrekowanie, tu zabiegi z moksy, tu układanie puzzli, zabawy i czas spędzony z chrześniaczką itd., a przecież to wszystko pochłania trochę czasu, a jeszcze do tego trzeba dodać takie zwykłe, codzienne czynności,jak ugotowanie obiadu, pranie, sprzątanie, prasowanie itd.
        My niepłodne jesteśmy wspaniałe hehehe ;0) i dobrze, że już jesteśmy na etapie dostrzegania zalet niepłodności, a tym, którzy jeszcze się zamartwiają i żyją tylko i wyłącznie tym problemem życzę, aby w końcu zrozumieli, że nie warto skupiać się tylko na tym…
        Jutro kolejny weekendowy wypad- tym razem kierunek Szczyrk…
        Buziaczki

        Polubienie

  3. Im częściej czytam Ciebie, tym bardziej dostrzegam, że życie przelatywało i przelatuje mi między palcami. Dom- praca, praca- dom. Chcę to zmienić i nauczyć się życia, w którym ta wredna małpa- niepłodność- jest w moim cieniu, a nie na odwrót. Małymi krokami walczę o siebie, bo JA też jestem ważna. Hoduję arbuzy, robię przetwory, zwolniłam się z obecnej pracy, którą kończę 31.08.2018r. Wykorzystuję lokalną infrastrukturę ścieżek rowerowych (po 10 kilometrach stres „puszcza”;)), szukam fajnych przepisów na blogach kulinarnych- oglądam, ślinię się i działam:)

    Prawie miesiąc temu miałam HSG, które wykazało obustronną niedrożność jajowodów, a na USG wykryto obecność polipa ( którego w styczniu nie było), w następnym tygodniu czeka mnie histerolaparoskopia diagnostyczna, której się boję, bo nie wiem co jeszcze znajdą, jak się to skończy, czego się dowiem, jak szybko się pozbieram, żeby zamknąć wszystkie sprawy w obecnej pracy. Na jednym ze szkoleń dostałam książkę „Psychologia pozytywna w praktyce” i zupełnie o niej zapomniałam. Zabieram ją do szpitala, za jakiś czas (niedługo!!) znajdę 44 „ulubianki”:)

    P.S. Masz jakieś praktyczne porady co do pobytu w szpitalu (co jest niezbędne, co się może przydać, a co nie, itp.)?

    Polubienie

  4. Wow Nataly, toś mi zaimponowała! Zwolnienie z pracy- super! Zawsze chciałam to zrobić i do dziś nie wiem jakie to uczucie. Rower, gotowanie, wygrzebywanie przepisów i przetwory to też mój świat. Ale te arbuzy? Serio hodujesz arbuzy?;) Bo nie umiem sobie tego wyobrazić.
    A odnośnie szpitala, też przechodziłam to badanie i najgorzej wspominam … oczyszczanie jelita dzień przed w szpitalu. Więc zabrzmi to jak zabrzmi, ale weź dużo papieru toal. i chusteczki odświeżające i zwyczajne wyposażenie szpitalne: koszulkę nocną (nie piżamkę, ja miałam cewnik wyjmowany dzień po zabiegu i w piżamie bym się zakręciła) kosmetyki (bardzo podstawowe), pantofle i wodę mineralną.
    Nie masz się co bać, zabieg jest zupełnie do przeżycia. Może się okazać, że jajowody się udrożnią przy okazji, a i polip jeśli faktycznie będzie, to najpewniej go usuną za jednym zamachem. Czego serdecznie Ci życzę! Daj znać jak poszło!
    Trzymam kciuki i pozdrawiam
    Lidia

    Polubione przez 1 osoba

  5. Z myślą zmiany pracy wyszłam po ubiegłorocznym listopadowym szkoleniu,a nieśmiało myślałam o tym od ponad roku (ale bałam się, no bo przecież „zostanę na lodzie jak będę w ciąży”). Pomyślałam sobie, że jeśli do maja 2018 r. nic się nie zmieni w sprawie ciąży, to składam wypowiedzenie (praca na czas nieokreślony- tylko tego mi było szkoda). W dniu złożenia wypowiedzenia i rozmowy z szefową czułam niepokój, ale to fajna dziewczyna, więc było ok:) Wieczorem, gdy emocje opadły poczułam lekkość, spokój, miałam wrażenie, że ogromny ciężar ze mnie spadł, a jak mi się fajnie spało tej nocy!:)

    Tak, hoduję arbuzy już trzeci sezon! A ogrodnik zawsze ze mnie był marny;) Koło marca sieję w palecie nasiona, po zimnej Zośce arbuzy idą w pole:) Dwa lata temu miałam 2 sztuki, w tamtym roku 7, zobaczymy co będzie w tym roku. Są małe, ale w środku czerwieniutkie i słodziutkie jak „kupne”. No i do nawożenia gnojóweczka własnej roboty ze skrzypu, pokrzyw i liści pomidorów:D

    Na HSG kontrast mi podawali dwa razy, bo pierwsza porcja nie chciała przepłynąć i się wylała, druga też nie przeszła, bolało jak nie wiem co, aż mi łzy leciały:( już mnie więcej nie chcieli męczyć. W życiu nie czułam takiego bólu- jakby silne skurcze macicy i wszystkiego wokół niej. Chciałabym sprawy operacyjne zamknąć jeszcze w starej pracy, żeby do nowej iść z nowymi siłami, po regeneracji:) Zastanawiam się jak szybko wrócę do zwykłej aktywności, czy będę mogła szybko wrócić do pracy, czy dostanę jakieś zwolnienie?

    Dobre rady zawsze w cenie, nie pomyślałam o chusteczkach odświeżających:) Trzymaj kciuki, odezwę się po wszystkim:)
    Pozdrawiam,
    Nataly

    P.S. We wpisie o pokonywaniu przesilenia wiosennego widać budynek, w którym miałam inaugurację studiów podyplomowych:)

    Polubienie

  6. No to przedsięwzięcia z pracą serdecznie gratuluję, może i ja kiedyś dorosnę i zamienię swoją branżę na inną. Ten pomysł z arbuzami jest genialny! Teraz rozumiem- jak masz pole, to możesz mieć nawet plantację arbuzów 😉
    Histeroskopia z laparoskopią nie będzie Cię boleć, bo na pewno będziesz mieć znieczulenie. A HSG wiem jak boli, szczególnie, gdy miałam robione udrażnianie selektywnym HSG w Lublinie to faktycznie ból był ogromny, ale wytrzymałam bez morfiny. Nie wiem jak, ale dałam radę, więc Ty z Histero-Laparo też dasz radę;)
    O chusteczki odświeżające chodziło mi oczywiście te intymne. Przy takim szpitalnym, przyspieszonym oczyszczaniu można zwariować, więc są zbawienne.
    Mnie proponowali w szpitalu L4, ale nie chciałam (głupia byłam) i na drugi dzień pojechałam do pracy, na Podhale jedyne 80km. Tzn. do szpitala przyjęli mnie w pon.rano – oczyszczanie, we wtorek świtkiem- laparo+histero, potem przespałam całą dobę, we środę o 6 – budzenie, mycie i ok 10 wypis do domu, a w czwartek – pojechałam do pracy. Ale inne dziewczyny z mojej szpitalnej sali wzięły L4 na tydzień, a jedna chyba nawet na 2, bo miała wycinane dodatkowo mięśniaki i trochę krwawiła po zabiegu. Więc jak będą proponować to bierz wolne ile dadzą.
    A tym budynkiem to mnie zaintrygowałaś, studiowałaś na krakowskim Kazimierzu?

    Polubienie

    1. Witaj:) Studiowałam w Krakowie, ale nie na Kazimierzu. W tym roku w budynku VI LO miałam tylko inaugurację studiów podyplomowych, a zajęcia odbywają się w innej szkole.

      Od czwartku jestem w domu po histerolaparoskopii, która potwierdziła wynik HSG, czyli obustronną niedrożność jajowodów. Przy ujściu jajowodów do macicy jest widoczna błona, prawdopodobnie całe jajowody są zarośnięte, nie udało się ich udrożnić podczas histerolaparoskopii. Nie wiem jak to się stało i kiedy, nie miałam wielu infekcji, ale dr powiedziała, że mogłam mieć infekcje bezobjawowe i one mogły się przyczynić do powstania zrostów. Dr, która mnie wypisywała powiedziała, że „na chwilę obecną nie ma metody na udrożnienie jajowodów, a większa ingerencja spowodowałaby uszkodzenie aparatu rzęskowego i jedynym rozwiązaniem jest in vitro”.

      Polubienie

      1. Nataly, wiem jak się czujesz, też przechodziłam to samo, usłyszałam tą samą diagnozę i … wyłam (bo ryczałam to za mało powiedziane) przez kolejny rok.
        Nerw mnie bierze jak czytam słowa Twojej pani doktor, bo ja usłyszałam to samo od kilku lekarzy. Każdy mówił o uszkodzeniu aparatu rzęskowego, ale nie umiał rozszyfrować skrótu sHSG. Wysłałabym tych wszystkich lekarzy na przymusowe przeszkolenie i karała za kłamstwa, że tylko IVF, IVF,IVF, noż ….
        Nie wiem, czy w Twoim przypadku pomoże, ale poczytaj moje posty o selektywnym udrażnianiu jajowodów.
        To, co inni lekarze nazywali jedynie kwalifikacją do IVF i straszyli uszkadzaniem rzęsek, doktor Pyra (jedyny lekarz w Polsce wykonujący udrażnianie jajowodów, radiolog) ocenił jako „najlepszy przypadek do selektywnego HSG” bo jajowody zatkane przy ujściu z macicy jest najłatwiej udrożnić, szczególnie, gdy jest to obustronne, a tak było też u mnie.
        Jeśli mogę powiedzieć, że coś wspominam dobrze z leczenia niepłodności, to właśnie Lublin i dr.Pyrę, który po ludzku wytłumaczył co się da zrobić i zrobił w 15min.
        Jajowody drożne mam do dzisiaj.
        Jeśli to Twój jedyny problem w niepłodności to zastanów się może też będziesz chciała spróbować, jak ochłoniesz po ostatnim zabiegu.
        Trzymam mocno kciuki.
        Lidia – kiedyś „obustronnie niedrożna” 😉

        Polubienie

  7. Dawno temu dostałam na urodziny od rodziców maleńką książeczkę pt. „O małych radościach”. Były tam właśnie takie czynności jak picie ulubionej kawy, zapach ulubionych kwiatów, pierwsze promyki słońca na twarzy po długiej zimie.
    W czasie naszej walki o dziecko, postanowiłam też spisać kilka rzeczy, które sprawiają mnie radość i tak powstał mały zeszycik z drobnymi radościami. Obecnie nie mam pojęcia, gdzie się znajduje, ale gdzieś tam jest na dnie szuflady 😉
    Ja zauważałam takie rzeczy zawsze, tylko przez te ileś lat, po prostu mnie nie cieszyły :((

    Podziwiam Cię za to, że szyjesz. Ja nie umiem i nie cierpię tego robić 😉 Dobrze, że moja mama lubi, szyje mi firanki, robi poprawki. Bardzo żałuję, bo jednak fajnie jak kobieta potrafi coś tam zrobić, przerobić.

    Kiedy byłam w liceum i padał deszcz latem i wszyscy ludzie uciekali do domu, to ja wychodziłam wtedy na spacer. Czułam się świetnie, bo po pierwsze opadały wszystkie pyłki (dla mnie alergika to błogosławieństwo) a po drugie ten zapach i doznania jakoś pozytywnie na mnie wpływały. Teraz określam to chorobą psychiczną hahaha, ale wtedy lubiłam 😀 Obecnie pewnie zrobiłabym to samo co Ty, czyli np. siadła do bloga 😛

    Jak napisałaś o gotowaniu w szpilkach to przypomniał mi się film „Shall we dance?” (Chyba Zatańcz ze mną po polsku) Super sexy :)) Nie dziwię się, że lubisz czerwony, to już ustaliłyśmy, że wszystkie osoby lubiące taniec chyba lubią ten kolor – moja Elsa niezmiennie go kocha 🙂 A wiesz, że wynalazłam dla niej obok nas niedaleko balet z elementami układu scenicznego? 🙂 Chciałabym ja zapisać od września. Tzn obie, bo druga wiadomo, nie popuści.

    Cydr uwielbiam, Bieszczady też, zresztą już o tym pisałam. Zobaczyć to niebo raz jeszcze – bezcenne. Eh, zresztą lubię większość rzeczy z Twojej listy 😉 Żałuję tylko, że tak mało czasu mam teraz na ruch, wiesz, jakieś chodzenie z kijkami itd. W dzień wiadomo jak jest a wieczorem jestem czasem tak zmęczona, że najlepiej wychodzi mi „kanapowanie” 😉
    Czekam na naszą kawę, no i koniecznie zamawiam Cię na taniec dla mojej Elsy!
    Buziaki :*

    Polubienie

  8. Izzy, dobrze, że to napisałaś – wychodzi na to, że my niepłodne, kobiety „jeszcze walczące albo jeszcze czekające” powinnyśmy pełnymi garściami brać z tych małych przyjemności, bo zaraz nasza lista tez może wylądować na dnie szuflady. Jej miejsce zajmą inne „dzieciowe” czynności i przyjemności, ale wtedy czytanie w ciszy, ciepłą kawę, albo marsz z kijami będziemy mogły tylko wspominać 😉

    No do szycia zainspirowała mnie mama. Zawsze jej zazdrościłam, że super szyje (tata też szyje), nawet suknie taneczne mi szyła. Gdy mieszkaliśmy w innym mieście (tam prowadziłam firmę), znajomych nie mieliśmy (choć to mnie cieszyło, bo nikt nie pytał o dzieci), mój stan psychiczny był bardzo kiepski. Mama wyczuła to przez telefon i przyjechali w odwiedziny na dzień dziecka z maszyną do szycia – „żebym czymś się zajęła” 😉 Pokazała mi tylko jak się nici zakłada, a reszty nauczył mnie Youtube;) Fakt, czasem się maszyna przydaje i za pół darmo mogę wyczarować coś fajnego. Polecam, myślę, że w każdym wieku można nauczyć się podstaw, ja nawet rozważałam kurs internetowy z szycia na maszynie, bo teraz takich sporo, ale coś mi czasu brakuje.

    Film, o którym wspomniałaś bardzo dobrze znam 😉 Tak, wygląda to śmiesznie, gdy tuptam w szpilkach na kuchennych płytkach i robię obroty między lodówką a zlewem, ale uwielbiam to. Lekcje dla dziewczynek masz zaklepane, tylko się na tej kawie spotkajmy. I na jednej się nie skończy, już to czuję 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s