Planować z głową, realizować małymi krokami.

Od zawsze uwielbiałam planować, tworzyć listy „to do”, nawet wtedy, gdy jeszcze nie były „to do”, tylko po prostu „zrobić” 😉 Ostatnio tylko patrzę na te moje listy i jak widzę ilość punktów,  to mi słabo i odwracam kartkę do góry dnem.

Już od jakiegoś czasu nawet nie numeruję punktów, żeby się  nie stresować, tylko wypisuję od pauzy. Prawda jest taka, że listy są super, porządkują dzień, tydzień i wszelkie zadania. Pomagają okiełznać naszą pamięć, która czasem zawodzi i oczywiście pozwalają uwolnić dopaminkę, gdy zamaszyście odkreślamy, to co już zrobiłyśmy. Ba, niektórzy, nawet na koniec listy dopisują, to co już wykonane, a na liście się nie znalazło. A co, nie wolno dla satysfakcji odfajkować kolejnego zadania? Wolno 😉

 

Ja mam mały problem z listami.

Nie umiem dzielić zadań w czasie na mniejsze porcje i ładuję na listę wszystko, co tylko przyjdzie mi do głowy. Efekt jest taki, że lista nie ma końca, obowiązków na niej jest na cały miesiąc i to czasem dla dwóch osób, a ja podpisuję ją „poniedziałek”.

Żeby nie zwariować, powoli uczę się metody małych kroków, albo jak sugeruje mój M. metody 70%.

MAŁYMI KROKAMI..

Ostatnio wywaliłam z mojej komody wszystkie ciuchy do przeróbek krawieckich. Stwierdziłam, że może to byłby najlepszy pierwszy krok, w kierunku naszego Malucha, na którego czekamy. Komoda jest zawalona moimi materiałami, za dużymi kieckami upolowanymi w ciucholandzie, a docelowo ma być komodą Bejbusia.

komoda

Gdy zobaczyłam ilość rzeczy, przeraziłam się mocno, ale postanowiłam podejść do tematu małymi krokami. Gdy mam czas, wyjmuję JEDNĄ rzecz i siadam do maszyny. Góra czekających ciuchów przeraża, ale jedne spodnie, nie wyglądają groźnie. I tak, wszyłam sobie już nowy zamek do spodni i te wróciły do mojej szafy i codziennego obiegu.

 

Potem na tapetę poszła sukienka, którą chciałam przerobić na spódnicę. Obecnie wyjęłam kolejną letnią sukienkę, którą mam zamiar skrócić i doszyć jej 2 falbanki. Będzie w sam raz na wrześniowy urlop!

szycie wre

Metoda małych kroków cieszy i przybliża do celu. Na listę zadań nawet nie patrzę by się nie demotywować, że jeszcze stos zadań czeka. Wybieram jedną rzecz do zrobienia dziś. Dzięki temu teraz z przyjemnością znów noszę spodnie, które przeleżały w szufladzie 2 miesiące i jestem dumna, że szycie ruszyło do przodu.

70%..

Mój kochany M. podchodzi do tematu swoją metodą, którą w ostatnią niedzielę próbował mi wpoić. Mianowicie, na mojej liście zadań, powinno lądować tylko 70% z tego co chciałabym zrobić. Wiadomo, że wszystkiego, co przyjdzie mi do głowy i co „trzeba by” i tak nie zdążę zrobić, więc po co się zamartwiać i przeładowywać listę? Powinnam ustalić tylko 70% spraw, tych które są najważniejsze.

Łatwo się mówi, ciężko robi. Mój M. jest Mistrzem ustalania priorytetów i nigdy nie ma dylematu z czego zrezygnować. Ja niestety zazwyczaj nie umiem niczego odpuścić, dla mnie wszystko jest ważne i tu jest problem. Ale wiem, że powinnam powoli uczyć się takiego podejścia na 70%. To jest bardzo zdrowe i efektywne.

KOLEJNY KROK..

Drugie co zaraz po szyciu, poszły do uporządkowania, a właściwie zorganizowania..  to książki.

Kiedyś się Wam już przyznawałam, że mam niefajną naturę czytania kilku książek jednocześnie. Wszystko zależy od czasu, nastroju, potrzeby, a często też pory dnia – po taką książkę sięgam. Efekt – wyjęłam z półek, wszystkie książki, które rozpoczęłam już czytać (te po prawej) oraz te, które są jeszcze „w poczekalni” i  zobaczyłam taki stosik…

książki.jpg

Jest ich tyle…

że nie ma szans, bym dokładnie pamiętała treść poprzedniego rozdziału, mając 7 książek w akcji. Dlatego postanowiłam ogłosić te wakacje ( a właściwie ich drugą część) „latem z książką” i rozpoczęłam lekturę, tak by nadrobić zaległości. Ale znów warunek: czytam po jednej (strasznie to trudne, ale próbuję).

Już jedną, z tej prawej kupki mam skończoną, ale … do lewej przybyła też nowa pozycja 😉 Cała ja;) Musiałam, po prostu musiałam ją mieć. Ale o niej napiszę Wam za jakiś czas, bo mam nadzieję, że nie tylko szybko ją przeczytam, ale też wdrożę w życie i dzięki temu ułatwię codzienne funkcjonowanie mojego organizmu.

A Wy, jesteście Mistrzyniami realizowania planów, czy tylko planowania, tak jak ja?? 😉

 

6 myśli na temat “Planować z głową, realizować małymi krokami.

  1. Też należę do osób, które mają wszystko poukładane i zaplanowane, choć nie robię planów wybiegających w daleką przyszłość, co najwyżej na dzień, góra dwa dni w przód…kiedy mam dzień wolny, siadam rano przy śniadaniu i na kartce robię mój plan dnia, czyli zapisuję wszystko to, co chcę i muszę zrobić, dodatkowo, gdy coś mi się przypomni, a niekoniecznie będe miała czas i możliwości żeby to zrobić akurat w tym dniu- zapisuję na lodówce- znajdują się tam m.in. takie czynności jak: mycie okien, zrobienie prania, prasowanie, przegląd i mycie lodówki, koszenie trawy, plewienie, czyszczenie klatek od papug, wymiana ptakom wody i dosypywanie jedzenia, opróżnianie zmywarki, porządek w szafie, farbowanie włosów, zabiegi z moksy, orbitrekowanie, zakupy itp. (niektóre z w/w robię codziennie)
    W ciągu dnia skreślam sobie z małej listy to, co już udało mi się zrobić ,gdy nie zapisywałam, często było tak, że o pewnych rzeczach po prostu zapominałam, a z drugiej strony mając na kartce spisane te wszystkie czynności, wiem dlaczego na wolnym czas tak szybko pędzi; zdaża się czasem tak, że tych czynności jest za dużo albo przyjdą niezapowiedziani goście- np. moja chrześniaczka ( wtedy to nic innego się nie liczy) i nie jestem w stanie ich wszystkich w danym dniu zrobić, wtedy nie wiem czemu, ale mam do siebie jakiś taki żal, że jestem „zawalata” że nie potrafię na moim wolnym ogarnąc tylu spraw, fakt faktem, że czasem mi się wydaję, że te same czynności mój mąż robi o wiele szybciej, ale to tak tylko na marginesie hehehe
    Co do czytania książek, to czytam tylko w pracy hehe ( jak oczywiście mam taką możliwość), co do czytania w domu, to po 1 szkoda mi czasu, a po 2 w sumie, to nawet nie mam tego wolnego czasu, bo zawsze jest coś do zrobienia heheh
    Jestem typem osoby, która jak się za coś weznie, to musi to zrobić do końca, nie lubię odkładać spraw na tzw. „potem” i przesuwać ich….
    Jeśli jestem w pracy, to planuję co będę robić lub bardziej co muszę zrobić po powrocie, choć mam czasem tak, że nie planuję w ogóle, a dopiero jak wróce z pracy, to spontanicznie wychodzą różne rzeczy….

    Polubienie

  2. Ja listy uwielbiam, ale tak jak Ty, gdy nie zrealizuję większej części planu z listy to mam wyrzuty sumienia, że się nie wyrabiam. We wszystkim trzeba znaleźć ten złoty środek.
    Podziwiam, że dajesz radę książkę poczytać w pracy. Ja czasem do toalety nie zdążę lecieć 😉

    Polubienie

  3. Mój mąż lubi listy w komputerze, ma tam przypominacze, które „dzwonią” co jakiś czas stukając go w głowę, że to czy tamto jest do załatwienia. Dla mnie to ma sens tylko w kilku przypadkach np. o odnowieniu polisy na auto (wtedy za rok przed zbliżającym się terminem wyskakuje powiadomienie) Ja jednak, człowiek w tym przypadku starej daty 😉 wolę zwykłą kartkę na blacie w kuchni. Byle nie było tego za dużo, bo ginie w tłumie 😉 Tak, czy siak u mnie najlepiej sprawdza się metoda małymi krokami do przodu, bo inaczej człowiek traci motywację jak widzi ile tego jest 😉
    To samo było z niepłodnością. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział przez co przejdę, to pewnie padłabym na miejscu a tak przeszłam, z dnia na dzień lepiej lub gorzej sobie radząc, ale jestem tu gdzie jestem.
    Lidio, życzę Ci samych dobrych i pozytywnych dni, a jeśli czegoś się nie uda zrobić z listy dziś, to na pewno uda się jutro 😉 Byle do przodu!

    P.S. Kiedy wyjeżdżacie do Chorwacji? 🙂 ❤

    Polubienie

    1. Mój mąż robi tak samo 😉 Lista w komputerze to widać domena panów, a my skrobiemy w notesach i na kartkach;)
      Dokładnie tak jak piszesz, wszystko trzeba dawkować małą łyżeczką, a nie chochlą. Ja też gdybym 8 lat temu mogła przeczytać plan mojego leczenia niepłodności na najbliższe 8 lat to strzeliłabym sobie w łeb.
      A dziś wrzuciłam na luz i bez wyrzutów sumienia przekładam sprawy do załatwienia na kolejny dzień. Skoro dziś nie zdążyłam to niech nabiorą mocy urzędowej i poczekają kilka dni 😉
      A Chorwacja musi na nas poczekać aż do września niestety.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s