Wiewiórka sama na urlopie.

W mojej pracy czasami ciężko przewidzieć kolejne tygodnie. W połowie lipca okazało się, że najprawdopodobniej mogę zrobić sobie 1 tydzień nieplanowanego urlopu. Do tej pory postanowiony mieliśmy z M. wrześniowy wyjazd do Chorwacji na 8 dni i tyle. Dlatego pomyślałam, że skoro nadarza się okazja to biorę co los zsyła.

Problem był tylko taki, że mój mąż urlopuje się za tydzień sam, a ja teraz, też sama. Urlop w pojedynkę w mieście i to przy takim upale, co tu robić? Miałam zamiar wykorzystać ten czas tylko dla siebie – czytanie, blog, szycie, kawa na balkonie i nic mi więcej nie potrzeba…

Tymczasem jest jak zwykle. Jest środa wieczorem (mój trzeci wolny dzień) i ani nie było szycia, ani czytania, ani kawy na balkonie.

Mistrzyni planowania, nie umie się doliczyć, że tydzień to tylko 7 dni. Dopiero we środę wieczorem przysiadłam na moim toskańskim balkonie z lampka wina i zaczęłam częściowy relaks. Wcześniej zaserwowałam sobie galop.

PIERWSZE 3 DNI URLOPU

Zamiast leżeć i pachnieć, postanowiłam wykorzystać piękną pogodę (dla mnie już trochę za piękną) i pojechałam na giełdę warzywno- owocową. Pomyślałam, że nadgonię troszkę letnie przetwory.

Nie wiem jak Wy się na to zapatrujecie, ale mnie zakręciły na tym punkcie mama, a kiedyś jeszcze babcia – rodzinne przetwory domowe to u nas był standard. Tak mi zostało, że uwielbiam mieć swój sok malinowy do herbaty na zimę, przecier pomidorowy, powidła itp.

Sok zrobiłam już przy asyście mamy miesiąc temu, więc teraz pomyślałam o pomidorach. Słonko świeci jak nigdy, więc  i pomidorki dojrzałe. Udało mi się kupić prosto od rolnika i to jeszcze w super cenie – za 15kg zapłaciłam 10zł! Od kolejnego zakupiłam 10kg buraków, potem paprykę i trochę owoców i tym sposobem załatwiłam sobie stanie w kuchni przez 3 dni (a miałam przeczytać 2 książki).

będę przetwory

 

Nie wiem dlaczego tak jest, ale ja na takim typowym targowisku, gdzie „chłop” żukiem przywozi warzywa, a „babuleńka” zagaduje czy może czosnek bym kupiła….? -kupiłabym pewnie, kupiłabym wszystko! Ja tam dostaję małpiego rozumu. Nawet sklep z ciuchami, ani butami tak na mnie nie działa.

Dziś zakończyłam pasteryzowanie buraków z papryką w occie (popisowy przepis mojej mamy). Jestem padnięta, ale szczęśliwa. Taki ze mnie typ- jak się urobię po pachy to mam satysfakcję. Jest to też inny rodzaj odpoczynku, głowa nie myśli o pracy zupełnie, gdy ręce mam pełne roboty. A dziwne też to, że zmęczenie jest zupełnie inne. W tygodniu pracującym (gdzie pracuję trochę w ruchu, ale niefizycznie, a głównie głową i gadam w kółko) wracam do domu i o 16 zasypiam na stojąco. Gdy stoję w kuchni od rana do 20, jestem zmęczona, ale nieśpiąca i cały czas trzeźwo myślę! Chyba czas zmienić robotę. Może dlatego tak marzy mi się być mamą i przynajmniej jakiś czas kurą domową 😉

pomidory

Poza tym, przyznam się Wam szczerze, że lubię spędzać czas w naszej kuchni, marzę tylko, żeby jeszcze przeszła lifting i pewnie to będzie moje ulubione miejsce w domu. Ale póki co, oswoiłam się już z jej „oryginalnym” stylem narzuconym przez poprzedniego właściciela i nie zwracam na to uwagi.

Kiedyś przeczytałam takie mądre zdanie, że dziś ludzie mają przepięknie urządzone kuchnie, a i tak ich nie używają, jedzą głównie na mieście. Kiedyś z kolei, kuchnia miała 1 kredens, stół i piec, ale piękny zapach z tej kuchni roznosił się na cały dom i to było ukochane miejsce całej rodziny. Coś w tym jest.

Taką kuchnię staram się czasem mieć – pachnącą pieczonym mięsem albo ciastem. A piwnicę zaopatrzoną oczywiście w regał swoich przetworów.

wiśnie w słoiku

 

URLOP W DOMU TO CZAS NA TO…. NA CO NIGDY NIE MA CZASU…

Wczoraj zdołałam zrobić jeszcze dzień lekko urzędowy – załatwić odbiór paszportu, który mamy nadzieję użyć w Chorwacji i wybrać się do Medjugorie. Zawsze chciałam tam pojechać, a pani Stasia (którą już pewnie kojarzycie z: „Boskich cudów w wiewiórkowie”) bardzo nam polecała to miejsce. Gdy M. wybrał camping w Chorwacji i okazało się, że do Madjugorie jest 60 km, zaraz przypomniała mu się pani Stasia. Przyszedł do mnie i mówi: ” wszystko zaczyna się składać w jedną całość”. No to już nie mogę się doczekać.

W najbliższych dniach nastawiam się na chwilkę wytchnienia, czytania i prawie nic nierobienia. Skoro w 3 dni zdołałam załatwić kilka ciuchowych zakupów na wrześniowy urlop, przetwory, badania, to teraz siadam na miejscu. Zostaje nam jeszcze sprytnie wymienić lodówkę, bo dotychczasowa ledwie zipie i powiem szczerze, że to będzie wyższa szkoła jazdy. Jak to zrobić, gdy trzeba najpierw rozmrozić starą do oddania, a potem nowa musi chwilę odstać, zanim ją uruchomimy? Że też nie mogła nasza staruszka umierać zimą, a nie przy takich upałach.

Chcę Wam w najbliższym czasie przygotować post o książce, która wpadła mi ostatnio w ręce. Muszę ją jeszcze raz przeanalizować, zrobić notatki, może któraś z Was skorzysta. Wyjaśniła mi sporo medycznych zagadek dotyczących mojego organizmu, hormonów, diety, stanów zapalnych itp. Żałuję, że nie wpadła mi w ręce wcześniej.

nowa książka wpadła mi w ręce

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI PO 3 LATACH….

Kilka miesięcy temu, robiąc porządki w papierach w szafie natrafiłam na teczkę z naszego leczenia. Przejrzałam od niechcenia i wpadł mi w ręce wynik 1 badania sprzed 3 lat. To było badanie, które robiłam już u kresu psychicznej wytrzymałości naszego leczenia, w momencie zaciekłych dyskusji o adopcji. Schowałam go wtedy do segregatora i po 5 latach dałam sobie spokój z szukaniem kolejnego lekarza, który umiałby to zinterpretować. Postawiłam na uspokojenie swojej psychiki, poszłam na terapię, a potem odwiedziliśmy ośrodek adopcyjny i czekamy w kolejce na nasze dziecko.

Nie wiem co mnie podkusiło z tym badaniem, ale teraz, gdy go znalazłam, o wiele silniejsza emocjonalnie pomyślałam na chłodno, że powinnam potwierdzić u lekarza, że ten wynik nic nie zmienia. Jest to badanie, którego nie da się tak łatwo zinterpretować u wujka googla. Na koniec lipca miałam wizytę u lekarza. Wchodząc do gabinetu, zaczęłam: „doktorze, ja tu jestem tylko po to, by potwierdzić, że to nic nie znaczy w mojej niepłodności, albo, że z tym i tak nic się nie da zrobić”.

Mój spokój aż unosił się w gabinecie, mina lekarza była bezcenna, pomyślał chyba, że ma do czynienia z wariatką, albo, że ktoś mnie tu wysłał za karę. Pan docent spokojnie przejrzał wynik, zapytał o tysiąc innych badań (mimo 3 lat przerwy wyrecytowałam wszystko śpiewająco) i powiedział: „tu jest wyraźna przyczyna niepłodności, jeśli nie ma innych, ginekologicznych, to ja leczę to tak… i tak…”

I mnie zatkało.

Nie dość, że powiedział co jest powodem nieginekologicznym, to jeszcze jest jakieś potencjalne rozwiązanie na ten mój zmutowany przypadek. Wyszłam z gabinetu z wielkim spokojem. Wróciłam do domu i długo dyskutowaliśmy z M. co teraz robimy. Pan doktor wbił nam niezłego klina.

Jeśli zdecydujemy się leczyć, mam powtórzyć kilka drogich badań i wrócić na konsultację. Tylko, że my już decyzję podjęliśmy ponad 2 lata temu. Po co grzebałam w tych papierach? A jeśli na nasze ado- dzieciątko będziemy jeszcze czekać kolejne 2 lata, to może lepiej spróbować ostatni raz leczenia, tak dla czystego sumienia, że zrobiliśmy wszystko? Jeden wielki mętlik w głowie.

Mieliśmy chwilę rozterki. Ostatecznie postanowiliśmy, że powtórzę niektóre badania. Dlatego wykorzystuję mój „urlop” na wizyty w laboratoriach. Może tak miało być? Może to jest TEN czas, a może to ostatnie utwierdzenie, że zrobiliśmy wszystko i mamy być adopcyjnymi rodzicami? Czasami wiele bym dała, żeby wiedzieć co będzie później. Ale częściej jestem wdzięczna, że Bóg pokazuje mi tylko, gdzie mam postawić kolejne 2 kroki, a nie 100, bo bym zwariowała.

Jak oswoję się mocniej z tematem, to napiszę Wam więcej.

Tymczasem cieszę się chwilą, która jest. Cieplutkim wieczorem na balkonie. Książką czekającą na mnie na jutrzejszy relaks. Czekam na weekend i wyjazd w góry z M. i jego rodziną. Przez te 3 dni chcę się wyciszyć, nie myśleć.

A to moje „cudowne rozmnożenie” 😉 W październiku, na urodziny dostałam 2 małe sensevierie. To genialne rośliny, które produkują tlen w nocy. Posadziłam je we wspólnej doniczce. Minęło 9 miesięcy i mamy 3 maluchy i 1 średniaka. Przynajmniej rośliny się chętnie przy mnie rozmnażają 😉

PS. Ma któraś z Was te kwiaty? Powinnam je rozsadzić do osobnych doniczek, czy zostawić taką sensevieriową rodzinkę?

Reklamy

10 myśli na temat “Wiewiórka sama na urlopie.

  1. Witaj Wiewiórko;) Podczytuję Cię od jakiegoś czasu, bardzo lubię sposób w jaki piszesz, Twój spokój, rozsądek i podejście do życia. Nigdy nie odważyłam się komentować, bo temat niepłodności – choć wciąż bardzo mi bliski – zostawiłam już za sobą. Wierzę, że wszystko jest „po coś”, że wszystkie te kręte ścieżki naszego życia w końcu układają się w całość, która pozwala nam zrozumieć dlaczego niektóre sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Bardzo, bardzo gorąco trzymam za Was kciuki. Wasze dzieciątko będzie miało ogromne szczęście mając Was za rodziców. Pozdrawiam serdecznie i pd czasu do czasu postaram się odezwać.

    Polubienie

    1. Hej Maju! Bardzo dziękuję Ci za Twój komentarz, miłe słowa i witam w moich skromnych progach! Mam nadzieję, że następnym razem już nie będziesz musiała się „odważać” coś napisać tylko będziesz czuć jak u siebie 😉
      Powiem szczerze, że mój spokój i rozsądek to cechy nabyte, a właściwie wypracowane u mnie przez .. no właśnie niepłodność. Zawsze była szalona, narwana i gotowa do działania. Niepłodność posadziła mnie na 4 literach i kazała pokornie czekać. Masz rację, że wszystko ma swój czas i dzieje się po coś. Ja teraz nawet się cieszę, że ta moja droga do macierzyństwa nie była krótka, szybka i bezproblemowa. Widzę, jakie zmiany we mnie zaszły dzięki tym wieloletnim staraniom i teraz wiem, że moje dziecko będzie mieć na 100% mądrzejszą matkę niż te 8 lat temu. 😉
      Cieszę się, że u Ciebie temat niepłodności stał się już nieaktualny, jeśli zechcesz pochwal się kiedyś swoimi przemyśleniami w tym temacie – to takim jak ja dodaje skrzydeł.
      Ściskam gorąco

      Polubienie

  2. Ja też uważam, że skoro lekarz dał Wam nadzieje, to trzeba ja wykorzystać. Co ma być i tak będzie;-)
    To prawda z tymi pięknymi, nowoczesnymi, ale „martwym”i kuchniami. Ja co prawda nie lubię za bardzo gotować – wolę sprzątać;-0 – to osobiście wolę te mniej idealne, ale za to pełne zapachów. Za przetwory PODZIWIAM!!!!Dla mnie to niewykonalne zadanie;-0
    Odpoczywaj!!!

    Polubienie

    1. Dzięki Tysiu, nie nastawiam się, raczej traktuję tę ostatnią batalię jak kropkę nad. Żeby za 10 lat nie wyrzucać sobie, że jeszcze 1 sprawa została do poprawki, a ja odpuściłam.
      No a ze sprzątaniem, to trafiłaś w 10! Ja mam tak samo, nic na to nie poradzę, ale lubię sprzątać 😉
      Buziaki

      Polubienie

  3. Wiewióreczko, podziwiam Cię za te przetwory, ja jakoś nie mam weny do takich rzeczy, choć obiecałam sobie, że kiedyś zrobię własne kompoty owocowe na zimę 😊😊😊 Mi to ciężko przechodzi przez gardło, ale mnie niepłodność też nauczyła cierpliwości i pokory, kilka lat temu byłam zupełnie inną osobą i śmiem nawet stwierdzić, że wcale nielepszą niż dzisiaj.
    Co za niespodzianka z tymi wynikami, wiem że napewno podchodzisz do tego bardzo chłodno, ale faktycznie warto choć postawić tą przysłowiową „kropkę nad i” i wiedzieć, że zrobiliście wszystko, bo potem zastanawiałabyś się nad tym i pewnie nie dawałoby Ci to spokoju.
    Życzę Ci udanej pozostałej części urlopu i przede wszystkim trochę więcej chłodu w te upały 😉

    Polubienie

    1. Powiem Ci, że dzisiaj, na koniec tego „urlopowego” tygodnia pukam się w głowę, że tyle rzeczy sobie zaplanowałam, tylko o chwili odpoczynku zapomniałam. Ale fakt własne przetwory mnie bardzo cieszą, nie będę udawać że jestem w tym specjalistką. Grzebię po internecie, szukam przepisów i próbuję 😉
      A z leczeniem, klamka już zapadła, zaczęłam robić znów badania, jestem ciekawa jakie wnioski będzie miał lekarz na koniec września.
      To prawda niepłodność zmienia i to mocno. Nasze małżeństwo jest już zupełnie inne niż kilka lat temu i wychodzi na to, że w dużym stopniu „dzięki” niepłodności.
      Pozdrawiam chłodząco 😉 bo gorąco jest już nie na miejscu 😉

      Polubienie

  4. Jest światełko w tunelu, więc trzeba to wykorzystać. Lepiej żałować, że się nie udało, niż że się nie spróbowało 😉 Chociaż ja wierzę, że się uda! I trzymam mocno kciuki. ✊A co do przetworów, to podziwiam, ja jeszcze chyba do tego nie dorosłam, może kiedyś…

    Polubienie

    1. Dokładnie Moniko, jest światełko więc jedziemy. Oby tylko to nie był pociąg😊 ale jestem dziwnie spokojna, jakoś tak czuję że ode mnie już nic nie zależy, że cała nasza historia rodzicielstwa jest już dawno zaplanowana. Buziaki

      Polubienie

  5. Kiedy decyzja o adopcji była już podjęta, byliśmy jeszcze na jednej wizycie u naszego lekarza prowadzącego. Zachęcał nas do podjęcia jeszcze jednej próby, nie kończenia walki, bo jeszcze był czas. My jednak (szczególnie fizycznie i psychicznie ja) byliśmy zmęczeni do tego stopnia, że nie chcieliśmy już kolejnych prób, starań. Dziś wiem, że to była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć, ale jeśli Ty w swoim sercu czujesz, że choć jeden procent Ciebie nadal pragnie zaryzykować, to zrób to, żebyś potem nie żałowała, nie czuła pustki.
    U nas w OA bardzo podkreślają, że ważne, by podchodząc do adopcji pogodzić się ze swoją niepłodnością. I ja w to wierzę, bo byłabym bardzo rozbita, gdybym czekała na dziecko i jednocześnie np. podchodziła do IVF
    Ale rozumiem, że to przedłużające się oczekiwanie prowadzi do frustracji czasami. I jeśli nadarza się jeszcze jedna szansa na bycie tym rodzicem bio, to czemu nie spróbować. Tak czy siak, cokolwiek zrobicie to trzymam mocno kciuki, niech się dzieje wola Nieba :))
    A teraz mniej poważnie. Uwielbiam przetwory, ale … sama tylko mrożę truskawki 😉 Za to moi rodzice robią i przywożą słoiczki, więc mam na gotowo. Może się skuszę kiedyś? Już wiem do kogo zwrócić się po przepis – te pomidorki wyglądają wyśmienicie!

    Polubienie

  6. Cześć 😊 Od pewnego czasu podczytuję Twojego bloga – masz fajną lekkość pisania. Może powinnaś wydać coś drukiem ?! -pomyśl o tym proszę.
    A tak poza tym to strasznie jestem ciekawa o jakie badanie chodzi, bo może i u mnie ten sam problem ?
    Byłam w Lublinie, … A ostatnio nawet u p. Stasi. Wiele podobieństw widzę u siebie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s