Uwielbiam sierpień

Sierpień to miesiąc, który uwielbiam celebrować. Widać to również na blogu… bo właściwie brak tu świeżości. Oznacza to przede wszystkim, że trzymam się swojego planu: jestem dla siebie dobra, odpoczywam, gdy tego potrzebuję i robię coraz więcej rzeczy które chcę, a nie które muszę.

Staram się walczyć ze swoim perfekcjonizmem, bo on mi nic nie daje. No może oprócz satysfakcji, że zrobiłam to i tamto. Poświęcam więcej czasu na rzeczy offline. Po prostu na cieszenie się życiem i jest mi z tym mega fajnie.

W sierpniu trochę nam się w głowach powywracało i … już dwa razy zaliczyliśmy wyprawy w góry. Wczoraj, zamiast oddawać się sobotnim rytuałom sprzątania, gotowania, spakowaliśmy rano małe plecaki i ruszyliśmy w Gorce. Przyznam, że miałam trochę obaw o ilość turystów na szlakach, bo zazwyczaj na wędrówki górskie wybieramy terminy poza wakacjami, ale tu zaskoczenie. W górach były pustki, korek na zakopiance faktycznie był do Zakopanego, a nasze piękne Gorce powitały nas ciszą, szumem drzew i wspaniałym spokojem.

Każdy ma jakieś swoje ulubione miejsce do odpoczynku. Ja prócz naszej mini Toskanii na balkonie najlepiej odpoczywam właśnie w górach. To bardzo śmieszne, bo zazwyczaj ja- wygadana, na szlaku uwielbiam wędrować w milczeniu, słuchać śpiewu ptaków, szumu sosen i po prostu być. Natomiast mój zazwyczaj cichutki i małomówny M. gdy zobaczymy kolor naszego szlaku i ruszymy pod górę, zaczyna … gadać 😉

W górach jest wszystko, co kocham i na takich wędrówkach uświadamiam sobie, że tak naprawdę, mało człowiek potrzebuje do szczęścia. Maszerując z kijkami, lekko sapiąc (pozostałości po astmie) w głowie układam sobie wszystkie krążące od jakiegoś czasu myśli. Ta niewytłumaczalna moc i potęga gór jakoś tak na mnie działa, że tu wszystko wydaje się być prostsze. Tu szybciej znajduję rozwiązanie problemów. W ogóle myślę, że Bóg stworzył góry, po to, by człowiek mógł być bliżej Niego. Szkoda, ze nie mieszkamy w górach, tak bym 2x w tygodniu mogła poukładać myśli i uspokoić nerwy wśród tej pięknej natury.

Gdy byłam mała i spędzałam popołudnia z tatą, bo mama była w pracy, to na pytanie co będziemy dziś robić, ja często odpowiadałam ” oglądać małpy”. Chodziło oczywiście o mapy! Tata wyjmował swoje górskie mapy (bo sam wędrował i wspinał się w Tatrach) i podobno tak ślęczeliśmy nad tymi mapami. Co ja, 4-lataka tam widziałam? Nie mam pojęcia, ale ta pasja została mi do dziś, bo bez tradycyjnej mapy nigdzie się nie ruszam, a ślęczeć nad nią dalej mogę godzinami. Czyli już prawie 30 lat temu czułam co jest dobre i fajne 😉

2 tygodnie temu, na polanie pod schroniskiem Klimczok. Pierwsza sierpniowa wyprawa do Brennej, do rodziny.  2 schroniska odwiedzone, kawa na polanie i analiza mapy to plan podstawowy 😉

 

Sobotnia wyprawa na Stare Wierchy- wylegiwanie pod schroniskiem, kawa, świeże oscypki prosto od miejscowego górala i czego chcieć więcej? Potem wędrówka do Koliby na Łabsowej Polanie.

a tam, herbatka tybetańska z takim widokiem..

Piękne te nasze góry, ta nasza Polska. Jak to możliwe, że kiedyś niepłodność potrafiła zasłonić mi nawet góry??? Gdy ktoś mi dziś dogryza, że już po 30-stce jestem (czytaj najczęściej mój 10 lat młodszy braciszek), to uśmiecham się tylko ukradkiem i myślę, że… za żadne skarby nie chciałabym mieć znów 20 lat. Dopiero teraz dostrzegam to piękno życia mimo braku dziecka, dopiero teraz uciszyłam swój wewnętrzny głos „musisz, powinnaś, wypada, co inni sobie myślą?”, dopiero teraz umiem spokojnie powiedzieć: „a w d.. to mam” i wyjechać w góry.

Boże, jak dobrze, że jestem już po 30-stce i że stworzyłeś góry!

Pola już po żniwach, pachną cudnie, zachód słońca i leciutka mgła zbierająca się w dolinie. To są właśnie uroki wspaniałego sierpnia!

Wiem, że robię się ostatnio, jakaś nostalgiczna, ale to chyba nie do końca moja sprawka. Gdy dałam sobie więcej prawa do wyciszenia, spokoju i nieszukania rozwiązania każdego problemu za wszelką cenę, to zaczęło realizować się w moim życiu powiedzenie, którego kiedyś nie znosiłam.

Moja babcia, która miała niesłychanie ciężkie życie, zawsze w kłopotach powtarzała „Pan Bóg wie co robi”. Jako nastolatka nie rozumiałam tej jej wiary, jako studentka trochę mnie to irytowało, a w niepłodności dostawałam białej gorączki wspominając to zdanie.

Dziś wiem, że miała rację. Gdy oddałam niektóre sprawy i gdy już nie chcę mieć nad wszystkim kontroli, dzieją się rzeczy niesamowite! Czytałam jakiś czas temu książkę o Ojcu Dolindo i jego słynnej modlitwie. Byłam  pod ogromnym wrażeniem, ale jednocześnie czułam, że takie rzeczy mogą się dziać innym ludziom, nie mnie.

Ostatnio doświadczam dziwnych sytuacji i rozwiązań problemów w rodzinie, w taki sposób, jaki najlepszy scenarzysta by nie napisał. Nagle pojawiają się wokół mnie obcy ludzie na kilka chwil, którzy „przez przypadek” mówią rzeczy idealnie rozwiązujące nasz problem. Niesamowita jest Jego wielkość i mój malutki rozumek. Ja nad czymś myślę kilka tygodni, a On jakąś nieznajomą kobietą w sklepie rozwala nasz kłopot na milion kawałków. To utwierdza mnie w przekonaniu, że babcia miała rację.

Szkoda mojego czasu na obczajanie kolejnych rozwiązań. On i tak znajdzie najlepsze. Nie da się udoskonalić doskonałego. Lepiej zaufać, a czas poświęcić na bycie, życie, miłość i wdzięczność.

Taki domeczek w górach mi się marzy… Nie widać całego, bo to dopiero marzenia…

Wspominałam Wam ostatnio o książce, która wpadła w moje ręce. Przyznam, że wpadała długo. Widziałam ją pierwszy raz na targach książki w październiku 2017, to było po 4 miesiącach zdiagnozowania u mnie Hashimoto. Na chwilę się nad nią zatrzymałam, przeczytałam, że autorką jest dr farmacji i odłożyłam na półkę. Pewnie się już zorientowałyście, że nie jestem pokornym typem pacjenta. (I tu jest kolejny przykład zmieniania bożych planów,  -„trza było Lidka kupić i pół roku krótsza droga by była ;)”

Zawsze chcę wiedzieć „dlaczego” i „jak dana choroba działa”.

Interesuje mnie najbardziej przyczyna, a nie zwalczanie objawów.

Zażywanie w ciemno leków – to nie dla mnie! (jedyny wyjątek- niepłodność, tu dałam sobie przepisać, wkłuć, zoperować – byle był efekt. Ale efektu brak.)

Gdy zobaczyłam wykształcenie autorki, pomyślałam „cóż może zaproponować doktoryzowana farmaceutka?” – leki i jeszcze raz leki.

 

Pomyliłam się bardzo, a o pomyłce wiem tylko dzięki koleżance z pracy. Ona też choruje na Hashimoto i przyznała, że trafiła na bardzo mądre podejście do tej choroby właśnie w książce dr Izabelli Wentz.

Książkę zakupiłam, przeczytałam całą, chciałabym Wam więcej o niej napisać i polecić tym, które mają podobny problem.

Ta książka rozjaśniła mi tajniki choroby Hashimoto. Wcale nie promuje ona farmakoterapii, nawet bardziej kieruje w stronę leczenia naturalnego i holistycznego. Czytając ją moje zdziwienie z każdą stroną robiło się większe, bo … o wielu sprawach usłyszałam w zaleceniach …. od pani Stasi. Tylko ona, nie umiała mi wytłumaczyć dlaczego dla mnie będzie dobra taka dieta, suplementy lub dlaczego zaleca wykluczenie tego i owego. Ta „turkusowa książka” wytłumaczyła mi wiele.

DSC_0098

Dzięki pani Stasi i jej poradom, sporo zmian wprowadziłam już 2 lata temu. Dzięki książce wiem, dlaczego odczuwam poprawę. Pozostało mi parę kroków do przejścia, w najbliższym czasie chcę zacząć plan odnowy, polecany przez autorkę książki.

Wstrzymuje mnie tylko jedno…

Kawa, z której powinnam na jakiś czas zrezygnować.

To właściwie moja największa przyjemność ostatnio.

Ale skoro zrezygnowałam z cukru, mleka i glutenu, to z kawą nie dam rady?

Dam, tylko muszę chcieć 😉

Szczegóły, jeśli Was ciekawią, opiszę w następnym poście.

PS. O moim kwiatku produkującym tlen w nocy – Sensevierze, pisałam ostatnio. Okazało się, że jako jedyny znalazł się w książce o Hashimoto, przypadek?

„Opatrzność, córciu”- powiedziałaby mama. 😉

PS1.

Nie byłabym sobą, gdybym zapomniała o wyjątkowym sierpniowym święcie. Składałam ten bukiet pół godziny, balkonowe zioła pasowały idealnie. Bukiet się dziś suszy, ale mięta i melisa nadal pachną.

Matki Boskiej Zielnej…

 

9 myśli na temat “Uwielbiam sierpień

  1. Powiem Ci, że ja też lubie sierpień- od kilku już lat właśnie na ten miesiąc planujemy nasz długi urlop, a po drugie ten miesiąc jest u nas bardzo urodzinowy ( najpierw moja szwagierka, potem mąż, moja mama, ja), potem mamy odpust parafialny- świętowania nie ma końca hahaha
    Super z tymi Waszymi wyprawami w góry- my też z mężem jestesmy miłośnikami górskich szlaków; od dzisiaj urlopujemy się w Zakopanem i powiem Ci, że z dojazdem nie mieliśmy większych problemów, gdyż zaplanowaliśmy sobie trase przez Słowację- zero stania w korku ( po drodze,jak słuchaliśmy wiadomości,to właśnie mówili, że zakopianka zakorkowana, w jakimś miejscu był ruch wahadłowy i gigantyczy korek), a my śmigneliśmy sobie trasą nie za bardzo ruchliwą, urokliwą oraz krótszą od tej „polskiej”, ale na Słowacji- w ogóle za granicą trzeba pamiętać o tym, aby jeździć dosyć przepisowo- i my kruczowo trzymaliśmy się tam przepisów, bo po co mieć dodatkowy wydatek heheh
    Wzięliśmy ze sobą rowerki i będziemy śmigać- dzisiaj już mieliśmy możliwość sprawdzenia swoich możliwości jazdy na rowerze w górach hehe pojechaliśmy sobie na Krupówki ( ok. 15 km)- na dół ok, bo większość z górki, ale jak jechalismy na zot, to tyle górek, że dały mi w kość, ale nie poddaje się; w jeden dzień chcemy jechać na rowerach nad Morskie Oko- znaczy się dojechać na nich na Palenice Białczańską, tam je zostawić i przejść pieszo na Dolinę Pięciu Stawów i potem na Morskie Oko; chcemy jeszcze „pochodzić” po górach- zobaczyć ciekawe miejsca, chcemy też pochodzić po słowackiej stronie- planów dużo , zobaczymy co nam z tego wyjdzie, ale powiem Ci jedno, góry to piękne miejsce i czas w nich spędzony jest przepieknym czasem, w którym człowiek zapomina o swoich problemach, gdzie zmienia się myślenie, człowiek się zmęczy, spoci i nie ma czasu na rozmyślania…

    Co do kawy,to Ci powiem, że da się żyć- na prawdę, możesz mi wierzyć- sama jej w ogóle nie piję- nie lubie jej zapachu, a tym bardziej smaku; inni się mnie pytaja,jak ja funkcjonuje bez kawy, skoro oni nie potrafia bez niej żyć- a ja mówię, że się da;0)))

    Polubienie

    1. Ale macie super urlop. Napisz później, czy kolejki na szlakach były, bo mnie od wyprawy w Tarty w wakacje odciąga tylko myśl niezliczonej ilości turystów. Ja odpoczywam najlepiej w ciszy i bez tłoku ludzi. Ale teraz widzę, że i pogoda robi się Wam bardziej do wędrowania, więc pewnie skorzystacie na maxa.
      No a jeśli o kawę chodzi… to ja za ten zapach dam się pokroić. Ja kawowe perfumy bym sobie kupiła 😉 Dziś pierwszy dzień bez kawy i herbaty i już mnie tak skręca, że sama nie wiem w co pyszczek zamoczyć.
      Bawcie się dobrze i wypoczywajcie!

      Polubienie

  2. Też kocham sierpień, choć niestety czuć nieuchronnie nastający koniec lata. Dobrze, że Ciebie i mnie czeka jeszcze wyjazd 😉
    Zazdroszczę wypraw w góry. Już kiedyś pisałyśmy o tym, że są takie majestatyczne i dające moc i siłę. Tam można się wyciszyć i usłyszeć głos własnego serca. Na razie reset niemożliwy – co chwilę powracamy do rzeczywistości słysząc, czy już doszliśmy, kiedy lody, pić się chce, siku itd 😉

    P.S. Bez kawy żyć się da, ale co to za życie ;);)
    Jak kiedyś udało mi się zajść w ciążę i chciałam zrezygnować z kawy, to przerzuciłam się na bezkofeinową. To nie to samo, ale zawsze coś w razie jakbyś miała ochotę na Latte. Powodzenia! Buziaki

    Polubienie

    1. Izzi właśnie wypad z małymi dziećmi tak potem wygląda- na szlaku kilkakrotnie spotykaliśmy się z tego typu sytuacjami, jak mniejsze dzieci zaczęły marudzić, że już ich bolą nóżki, że po co tam idą, że one tu zostana, że siku, że pić, że to, że tamto- myśmy w sumie się cieszyli i w tym momencie „doceniliśmy” (jeśli tak to mogę nazwać to, że nie posiadamy dzieci i nic nas nie „ogranicza”- w sensie, że możemy sobie zaplanować wycieczkę o różnym stopniu trudności, bo wiadomo, że z dzieckiem nie w każde miejsce da się wyjść- np. teraz udało się nam iść z Czarnego Stawu do Zmarzłego – podejście dosyć trudne i gdybyśmy mieli dziecko na pewno byśmy tam nie poszli, bo sami mieliśmy w niektórych miejscach strach, a co dopiero z dzieckiem; także to są właśnie te plusy bezdzietności…

      Polubienie

      1. No właśnie. Nie ma co siedzieć i się załamywać, tylko robić te rzeczy, z których potem trzeba będzie na jakiś czas zrezygnować. My w tym roku byliśmy na krokusach w Dolinie Chochołowskiej i powiem Ci, że nie było łatwo z dziećmi. Podziwiam tych tatusiów, którzy noszą maluchy w plecaku. My planowaliśmy coś takiego, ale cóż, nie wyszło. Ja bym dziecka nie udźwignęła tak długo.

        Polubienie

    2. Dokladnie- czuć już rano ten lekki chłodek sierpniowy. Ja jesień uwielbiam chyba nawet bardziej niż lato więc bardzo za nim nie będę tęsknić. Tym bardziej, że póki co, to wrzesień kojarzy mi się z urlopem.
      Kurcze dałaś mi kopa tym hasłem „piciu, siku, ile jeszcze” – czyli musimy te góry wykorzystać teraz na maxa!
      No a bez kawy, właśnie, co to za życie😉 chciałam przerzucić się na zbożowa, bezglutenowa ale… Ona mi tak nie wchodzi🤣 spróbuję normalna bez kofeiny, dzięki za podpowiedź.buziaki

      Polubienie

      1. Zbożową kawę pamiętam z dzieciństwa jak byłam na koloniach. Gotowali ją w ogromnym garze i dzieci stały z kubkami w kolejce po nią. Nie znosiłam 😀 Teraz nawet czasem się napiję, nie powiem. A bezkofeinowa nie smakuje źle, spróbuj 🙂
        Pamiętasz Shreka 2? Jak jadą poznać rodziców i osioł cały czas pyta czy już dojechali? No, to właśnie tak jest. Ostatnio jak stanęliśmy w korku na Zakopiance to młodsza pyta ” Jesteśmy już”? A my ledwo co ileś km zrobiliśmy :D:D

        Polubione przez 1 osoba

  3. Urlop super, pogoda, jak na razie nam dopisuje oby tak dalej; co do ludzi, to tu są tłumy- we wtorek wieczorem pojechaliśmy na rowerach na Krupówki i byliśmy w szoku, bo nie dało się z żadnej strony przejechać na tych rowerach przez cały ten deptak; jeśli chodzi o szlaki,to też są zapchane- chodzą i młodzi i starsi i całe rodziny z małymi dziećmi również takimi w chustach na plecach lub brzuchu rodzica; dzisiaj to już było apogeum- te kolejki pod Kasprowym nas załamały i daliśmy sobie spokój z wyjazdem na górę- szybko zmieniliśmy nasze wycieczkowe plany;
    Co do kawy,to znowu u mnie jest odwrotnie, ja nawet nie mogę mieć w mojej herbacie łyżeczki, którą ktoś wcześniej mieszał sobie kawę- w całym moim 30- sto kilku letnim życiu miałam tylko łyk kawy w ustach i skończyło się to bliskim spotkaniem z toaletą hehehe
    Dzięki kochana, na pewno będziemy się starali wykorzystać ten urlopowy czas na maxa..;0)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s