Choroba Hashimoto – czy da się zrobić coś innego oprócz brania leków, by ją obezwładnić?

Już dawno pisałam Wam o zmianie w samopoczuciu i poprawie mojego zdrowia po wprowadzeniu zmian w diecie. Wszystko za sugestią osoby, która ma ogromny dar widzenia niedomagań organizmu u innych. Dziś chciałam nie o tym, więc jeśli kogoś ciekawi jak to się zaczęło, kim jest tajemnicza pani Stasia i jak nami wstrząsnęła recytując listę naszych chorób (moich i M.) zaglądnijcie do wcześniejszych postów. Jedynym mankamentem sugestii pani Stasi do zmiany diety było to, że ona nie jest lekarzem i tylko niektóre zalecenia potrafiła uzasadnić. Jednakże fakt, że wszystko co powiedziała o naszym stanie zdrowia się zgadzało, a wprowadzone zmiany w odżywianiu naprawdę działały, nie podważałam jej propozycji.

Kilka razy usłyszałam od niej o moich problemach z tarczycą, cieknącym jelitem i stanami zapalnymi.

Być może pamiętacie również, jak rok temu opisywałam Wam, że w końcu trafiłam do lekarza, który zdiagnozował mnie poprawnie, wysłuchał moich objawów i orzekł jednoznacznie, że mam chorobę Hashimoto. To było w czerwcu 2017. O zaburzeniach pracy mojej tarczycy słyszałam wcześniej 2x od lekarzy ginekologów- naprotechnologów. Leczenie zawsze polegało na podawaniu leków z hormonem tarczycy (Letrox/ Euthyrox/ Novothyral), co poprawiało na jakiś czas moje samopoczucie oraz wyniki, ale po jakimś czasie moja kondycja fizyczna znów robiła się słabsza, mimo że wyniki badań były dobre.

Po półrocznym leczeniu tarczycy farmakologicznie nie zauważyłam, że czuję się naprawdę źle, a przede wszystkim nie wiązałam tego z tarczycą. Robiłam badania co 2 miesiące, aż w końcu do kolejnych badań nie dotrwałam, bo wpadłam z niedoczynności tarczycy w nadczynność i wylądowałam w szpitalu. Mój endokrynolog kazał wtedy wdrożyć nowe leki (które potem mnie mocno uczuliły i tyle było z leczenia), zrobić badanie TRAB, które wyszło źle i określił, że oprócz choroby Hashimoto choruję jeszcze na Gravesa- Basedowa. Ta diagnoza mnie nie ucieszyła. Od tamtej pory odstawiłam wszelkie hormony tarczycy, by wyjść naturalnie z nadczynności i do dziś nie zażywam nic.

relaks z książką "Hashimoto"

HASHIMOTO. Jak w 90 dni pozbyć się objawów i odzyskać zdrowie.

Ponad miesiąc temu zaczęłam czytać bardzo mądrą książkę nt. choroby Hashimoto, napisaną przez dr farmacji Izabellę Wentz i konsultowaną przez jej mamę- lekarza. Jestem bardzo mile zaskoczona tą książką, bo wcale nie promuje farmakoterapii. W wielu przypadkach sugeruje oczywiście by nie odstawiać leków, albo wszystko robić pod kontrolą lekarza (czyli nie tak jak ja:). Jednakże co ujęło mnie w tej książce, dr Wentz nie poprzestaje jedynie na połknięciu malutkiej tableteczki, tylko mocno drąży temat:

Skąd  i kiedy bierze się Hashimoto?

Co zrobić, by opanować chorobę naturalnymi sposobami?

Co z pacjentami, którzy biorą leki i po jakimś czasie znów czują się gorzej, choć wyniki wydają się być dobre?

Hashimoto. Dr Izabella Wentz

Te i inne pytania znajdują odpowiedzi w tej książce. Dr Izabella mimo, że jest farmaceutką mówi wprost: poprzestanie jedynie na zażywaniu leków maskuje będący źródłem choroby stan zapalny.

Walka z chorobą Hashimoto, to „upominanie się o swoje zdrowie”. Mnie właśnie takie podejście podoba się najbardziej.

Czytając tą książkę sama uśmiechałam się do siebie co kilka stron, na przemian robiąc wielkie oczy ze zdziwienia. Od jakiegoś czasu (chyba właśnie od pierwszej wizyty u p.Stasi) trafiałam na wiele „przypadków” w moim życiu, które teraz widzę, sugerowały mi, że muszę zwracać uwagę na coś więcej niż zażywanie tabletki.

Nie ma szans, bym streściła Wam treść książki, bo byłby to post na milion słów, ale podzielę się kilkoma kwestiami, które mnie najbardziej zaciekawiły oraz utwierdziły w tym, że dieta zalecana przez panią Stasię to był strzał w 10.

Zachęcam gorąco, te z Was, które chorują na Hashimoto, by zajrzeć do książki samodzielnie,może Was zaciekawi coś innego niż mnie. Na wstępie tylko zaznaczę…

nie  jest to książka dla tych, którzy liczą że bez wysiłku pokonają chorobę. Tu trzeba sporo zaangażowania, a nawet poświęcenia. Czy warto? Każdy sam sobie odpowie.

 

KIEDY WYSTĘPUJE CHOROBA HASHIMOTO?

Z racji, że w ostatnich latach coraz więcej ludzi choruje na tę chorobę, a przede wszystkim kobiet, warto wiedzieć, jakie czynniki muszą wystąpić, by Hashimoto dopadło i Ciebie. Nie można (na szczęście) pójść na skróty i uprościć, „bo mama miała, to ja też”.

Okazuje się, że JEDNOCZEŚNIE muszą wystąpić 3 CZYNNIKI, by pojawiła się Hashimoto:

  1. Określone geny, przez które dana osoba jest podatna na choroby autoimmunologiczne
  2. Określone czynniki wyzwalające chorobę, które dopiero uruchamiają ekspresję genów
  3. Zespół nieszczelnego jelita (cieknącego jelita), który zaburza zdolność układu odpornościowego do autoregulacji

WAŻNE: dopiero gdy mamy punkty: 1 i 2 i 3  j e d n o c z e ś n i e, dochodzi do rozwinięcia choroby autoimmunologicznej!

Niestety choroby autoimmunologiczne w mojej rodzinie występują, więc na punkt pierwszy nie mam żadnego wpływu, ale na drugi i trzeci już tak, więc zaczęłam pochłaniać książkę.

To, co również mnie uspokoiło i dało nadzieję, że choroba Gravesa może mnie jednak nie dotyczy, to że przy Hashimoto można odczuwać jednocześnie objawy niedoczynności i nadczynności tarczycy. Tak u mnie zawsze było. Czytając wiele lat temu listę objawów nie i nad czynności dochodziłam do wniosku, że to chyba nie tarczycę mam chorą, bo u mnie objawy mieszają się raz z jednej raz z drugiej listy. „Hashimoto jest chorobą autoimmunologiczną i działa na własnych zasadach, a to może dezorientować nie tylko chorych, ale i lekarzy” pisze autorka. Ponadto mogą występować jeszcze inne objawy, jak: stany zapalne, zespół jelita drażliwego, alergie, cieknące jelito, słaba odporność na stres i hipoglikemia. Te dwa ostatnie interesowały mnie bardzo, bo psuły mi życie od kilkunastu lat bardzo skutecznie.

Przeraziło mnie natomiast to, że lekarze czasami patrzą na tą chorobę bardzo jednotorowo i zdarzało się, że u pacjenta zdiagnozowano chorobę afektywną dwubiegunową albo schizofrenię, choć tak naprawdę było to zaburzenie czynności tarczycy!

Na początku książki dr Wentz wymienia czynniki, które mogą być wyzwalającymi chorobę Hashimoto, czyli skupia się na toksynach. Tych, z każdym 10-leciem jest coraz więcej, nic więc dziwnego, że nasz organizm radzi sobie z nimi coraz gorzej i chorych na Hashimoto  przybywa. Następnie pokazuje jak tych toksyn się pozbyć. Tzn. czego unikać w codziennym życiu oraz jak wspomóc oczyszczanie organizmu z toksyn już nagromadzonych.

Tu zastała mnie kolejna niespodzianka. Jakiś czas temu pisałam Wam, że trafiłam na interesujący blog (również kanał na YT) – Zielony zagonek, gdzie autorka fantastycznie pokazuje jak zamienić codzienną domową chemię, na „zdrowe środki czystości”. Zainteresowało mnie to bardzo, a teraz czytając książkę pani Izabelli, wiem że dobrze zrobiłam idąc za wskazówkami Ewy z zagonka. Otóż te „paskudne toksyny” okazuje się, że w większości aplikujemy sobie… sami. Szalona jest ilość chemikaliów w środkach czystości, w preparatach antybakteryjnych, w kosmetykach!!! O ironio, kobiety używają 2-3x więcej kosmetyków niż mężczyźni, nie wspominając o kosmetykach kolorowych, które mają metale ciężkie. I to właśnie kobiety chorują na Hashimoto 7x częściej niż mężczyźni. To również może mieć związek.

w zgodzie z naturą w zgodzie z Hashimoto

Na czas realizacji planów odnowy, autorka książki poleca zrezygnować z makijażu. Trudne to do zrobienia, bo nie każda ma taką pracę, gdzie bez makijażu wypada przyjść. Jednak sam fakt, że pod skórą ust znajduje się błona śluzowa i dzięki metalom ciężkim zawartym w szminkach i błyszczykach „bogacimy” się w te toksyny szczególnie szybko, daje do myślenia.

Nie mówiąc o perfumach, które często nawet nie wiemy jaki mają skład. Dlatego tu pada propozycja perfum jedynie na bazie naturalnych olejków eterycznych. Przyznam, że takie perfumy mnie bardzo zaintrygowały, jeśli któraś z Was takich używa, to polećcie proszę coś.

O co chodzi z tym nieszczęsnym glutenem? Czy to tylko moda?

W końcu dostałam odpowiedź, dlaczego pani Stasia sugerowała mi odstawić gluten, choć nie mam na niego alergii, ani nietolerancji.

„Gluten może powodować zespół nieszczelnego jelita. Kiedy białka glutenowe uszkadzają ściany jelit, mogą powstać szpary, co powoduje nieszczelność jelit i sprawia, że cząsteczki pokarmów trafiają do krwioobiegu. Gdy takie same cząsteczki znajda się w jelicie, uznawane są przez układ odpornościowy za substancje obce i organizm uruchamia atak immunologiczny za każdym razem, gdy są one spożywane”. I wszystko jasne. Teraz już wiem, dlaczego od czasu przejścia na dietę bezglutenową czuję się lepiej, nie mam wzdęć, zaparć i innych sensacji.

Autorka książki sugeruje, by iść na wojnę z Hashimoto małymi kroczkami i ma do tego ściśle opracowany plan. Dzieli go na:

PLAN WSPARCIA WĄTROBY

PLAN ODNOWY NADNERCZY

PLAN RÓWNOWAGI JELITOWEJ

Gdy przeanalizowałam całość książki doszłam do wniosków, że bardzo to wszystko jest logiczne i spójne. Zauważyłam też, że plan wsparcia wątroby jest mi potrzebny, głównie, by wspomóc odtruwanie organizmu. Plan odnowy nadnerczy to u mnie priorytet nad priorytetami, gdyż w końcu rozumiem zależność nadnerczy, wytwarzanego przez nie kortyzolu, zaburzeń pracy przysadki i co to właściwie jest oś HPA. Natomiast plan równowagi jelitowej jest u mnie obecny od 2 lat i tu mogłabym jedynie wprowadzić zmiany kosmetyczne, co mnie ogromnie cieszy (to znów dzięki pani Stasi).

Hashimoto. Plan wsparcia wątroby.

PLAN WSPARCIA WĄTROBY

Z planu wsparcia wątroby zdążyłam zrobić już sobie uproszczone notatki, które widzicie wyżej. Staram się wprowadzić dobre produkty do diety, choć nie będę udawać, święta nie jestem. We wcześniejszym poście już się zdradziłam, rzucić kawę jest mi bardzo ciężko, bo ją uwielbiam. To taki mój codzienny rytuał. Ale w ostatnich dniach albo mocno ją ograniczyłam, a czasami nawet dzień minął zupełnie bez kawy. Do jadłospisu niektóre produkty „weszły” same, jak np. kiszonki (o których kiedyś zapominałam), jagody, maliny, woda z cytryną, ale np. kolendra jakoś mi śmierdzi, a zielone smothie proponowane przez autorkę to nie jest to co wiewiórki lubią najbardziej. Ale żeby nie było, próbowałam, chciałam dobrze, wyszło … no cóż. Spróbuję je trochę zmodyfikować, rozcieńczyć czy coś, może następnym razem będzie lepiej 😉

zielone smothie "u źródła"

wprowadzamy dobre produkty

Każdy taki plan przedstawiony przez autorkę poprzedzony jest testem objawów chorobowych, który należy wykonać i ocenić ryzyko zaburzeń danego narządu. U mnie właśnie najgorzej wypadły nadnercza, czyli wszystko związane ze stresem, nerwami i ciągłym stanem „walki” organizmu, co nie pozwala mu na normalną regenerację. Ale teraz przynajmniej rozumiem swoje objawy, których nie umiał wytłumacz lekarz.

Test na pracę nadnerczy

Nareszcie zrozumiałam zależność między tarczycą, a prolaktyną, która u mnie zazwyczaj jest podwyższona. Oś HPA wszystko mi rozjaśniła i potwierdziła jakieś wewnętrzne przypuszczenia dlaczego przysadka pracuje źle (i wcale nie jest to związane z gruczolakiem, którego wszystkie się boją widząc podwyższone wyniki PRL).

oś podwzógrze-przysadka-nadnercza

To mój ulubiony rozdział w książce, rozjaśnił mi najwięcej, ale też postawił największe wyzwanie. Muszę zrobić coś dla moich nadnerczy, inaczej objawy, które odczuwam od blisko 10 lat będą się tylko nasilać. Żaden lekarz na to nie zwrócił uwagi, ja też szczególnie nie naciskałam, bo każdy patrzy wtedy jak na przewrażliwioną dziewczynkę. A tu proszę – jest odkryta przyczyna, objawy się zgadzają, rozwiązanie podane na tacy, tylko działać 😉

 

DSC_0128

PLAN ODNOWY NADNERCZY

Trwa 4 tygodnie i wydaje się najłatwiejszy i najprzyjemniejszy. Nic bardziej mylnego! Łatwiej bowiem łyknąć tabletkę (2 sekundy i po robocie), niż poświęcić dla siebie dużo więcej czasu, mniej się stresować i być dla siebie łagodnym. W planie odnowy nadnerczy mamy 4 kroki:

  1. ODPOCZYWAJ-
    • czyli śpij tyle ile potrzebujesz, najlepiej na początku ok 10-12 godzin! Kładź się spać między 21-22 i wstawaj ok 9. No i to są wolne żarty, bo raczej mało kto może sobie na to pozwolić. Ale bardziej pilnować się przynajmniej w kwestii lądowania w łóżku wieczorem przecież mogę. Pomyślałam, jak nie teraz, to kiedy? Przecież dzieci mnie jeszcze nie wzywają w nocy, więc to ostatni dzwonek.
    • no i rzuć kofeinę 😦 Podobno picie kawy lub herbaty szkodzi osłabionym nadnerczom i uniemożliwia leczniczy, regenerujący sen. Problem w tym, że ja ziewam już o 10 rano i wyglądam w pracy jakbym codziennie była po imprezie, podczas gdy przespałam 9 godzin. No ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.
  2. ODSTRESUJ SIĘ- największym problemem dla nadnerczy jest stres, ten chroniczny oraz bezpośredni. Nie da się ukryć, że należę do stresujących się osób, choć staram się nad tym zapanować, to do ideału mi bardzo daleko.
    • stosuj codziennie gorąca kąpiel z solą EPSOM – początkowo musiałam wygooglać co to za specyfik i przypuszczałam, że pewnie jakieś „hamerykańskie” cudo. A tu proszę, moja babcia stosowała tą sól i wcześniejsze pokolenia też. Czyli wracamy do starych, dobrych sposobów, jak miło.
    • słuchaj relaksującej muzyki, idź na masaż
    • ćwicz jogę/ pilates/ ćwiczenia z obciązeniem
    • myśl pozytywnie
  3. ZŁAGODŹ STANY ZAPALNE – wyeliminuj dodatkowo z diety: nabiał, ziarna, ostrą paprykę, algi, rośliny strączkowe, cukier
  4. WYREGULUJ POZIOM CUKRU WE KRWI-  to mój priorytet! Długo nie wiedziałam dlaczego po spożyciu śniadania mija godzina- dwie i ja czuję się fatalnie. Trzęsą mi się ręce, tracę pamięć, mam problem z wypowiadaniem słów, kręci mi się w głowie. Okazuje się, że to HIPOGLIKEMIA REAKTYWNA, czyli niedocukrzenie występujące kilak godzin po posiłku bogatym w węglowodany, ono właśnie szczególnie obciąża nadnercza. 50% chorych na Hashimoto źle toleruje węglowodany, oznacza to, że po zjedzeniu takiego posiłku poziom cukru we krwi podnosi się za bardzo i za szybko. To prowadzi do szybkiego i nadmiernego wydzielania insuliny. Taki gwałtowny skok insuliny powoduje obniżenie poziomu cukru we krwi, a to wywołuje te nieprzyjemne objawy : nerwowość, niepokój, zmęczenie, zamroczenie itp.

Rozwiązanie – na śniadanie muszę jeść produkty o niskim indeksie glikemicznym, najlepiej białka i tłuszcze. I faktycznie, gdy któregoś ranka miałam więcej czasu i przygotowałam śniadanie wg propozycji dr Izabelli, w pracy prawie zapomniałam o drugim śniadaniu. Czyli się da, ale kosztuje to trochę zachodu.

na śniadanie - niski indeks glikemiczny

Trzecim planem odnowy jest PLAN RÓWNOWAGI JELITOWEJ.

Ten opis już dziś sobie podaruję, gdyż wiele informacji znacie z moich postów o diecie bezglutenowej, bezcukrowej i bezmlecznej.

 

W książce znajdziecie jeszcze wiele trafnych i cennych rad, nie sposób je tu wszystkie zmieścić. Jest sporo propozycji posiłków i przepisów. Może nie każdy przypadł mi do gustu i nie każdy jest realny do wykonania tu, w Polsce, gdyż autorka mieszka w USA i niektóre produkty są typowo nie z naszego rynku. Ale dla chcącego nic trudnego.

Jest mowa również o wielu suplementach diety, które dr Wentz zaleca  wprowadzić, zwraca uwagę też na jakość tych suplementów i ich wchłanialność. Sporą część wymienionych sama używam, dzięki pani Stasi oczywiście, ale jest też wiele takich, o których przeczytałam pierwszy raz. Na pewno nie zastosuję się do wszystkich porad w 100%, to w moim przypadku niemożliwe, ale wiem, gdzie jest moja pięta Achillesowa i od czego muszę zacząć.

Ostatni rozdział książki przedstawia dodatkowe plany szczegółowe, czyli dla tych, którzy nie odczuli wystarczającej poprawy po podstawowych planach odnowy. Autorka zaprasza też do swojej grypy na facebooku i zachęca do korzystania z udostępnionych tam przepisów, list zakupowych, sprawdzonych, bezpiecznych kosmetyków i innych rad dotyczących chociażby badań jakie warto wykonać.

Ja czytam tę książkę drugi raz i pewnie nie ostatni, bo znów wyłapuję nowe informacje 😉

 

PS. Dwa tygodnie temu, podczas mojego pracowitego urlopu natknęło mnie by zrobić badania tarczycy. Zaszalałam trochę i oprócz podstawowego TSH (2,9- mogłoby być niżej), FT 3 (w normie) i FT 4 (w normie) zrobiłam anty TG, które zawsze było podwyższone i to ono wskazywało na Hashimoto – obecnie spadło na 10 (norma 0-115) i p/c p/ receptorom TSH, czyli słynne TRAb-y, które w styczniu wyszły wysokie i dostałam drugą diagnozę „choroba Gravesa”, obecnie są bardzo niskie i nic nie wskazuje na tą chorobę!

Sama doszłam do wniosku, że wspomniane TRAby lekarz kazał mi zbadać w styczniu, gdy byłam w tym „zjeździe do nadczynności”. Przecież to niemożliwe, by wyszły wtedy dobrze, gdy byłam rozchwiana lekami! Obecnie nic nie zażywam, choć wiem, że jesienią może się to zmienić, ale robię wszystko, by możliwie najdłużej trzymać w ryzach immunologię, a nie tylko łykać hormony.

Reklamy

2 myśli na temat “Choroba Hashimoto – czy da się zrobić coś innego oprócz brania leków, by ją obezwładnić?

  1. Bardzo fajnie to wszystko opisałaś! Książkę na pewno zamówię mamie, która jest na euthyroxie, wyniki szaleją, i nie mogę jej przekonać, że dieta ma ogromne znaczenie. Może ta lektura pomoże. Po głębszym przemyśleniu sobie chyba też zamówię, bo swoje hashimoto (już sama nie wiem czy je mam czy nie, pod kontrolą poradni endokrynologicznej jestem… tzn. byłam, bo zrezygnowałam, właśnie dlatego, że nic z wizyt nie wynosiłam, żadnej informacji, tylko usg guzków i badanie tsh, nawet doprosić się interpretacji wyników nie można było) odstawiłam na dalszy plan, ale po przeczytaniu tego co opisałaś chyba warto się zbadać. Chociaż z drugiej strony od nowa zaczynam walkę z endometriozą, także to wszystko immunologia, może uciszając jedno pomogę i drugiemu 😉

    Czy robiłaś kiedykolwiek testy na nietolerancje pokarmową? Co o nich w ogóle myślisz? Też swego czasu byłam na diecie, na której w odstawkę poszły gluten, nabiał i cukier (plus od urodzenia mam awersję do mięsa). Powiem tak, na pewno nie zaszkodziło, w przypadku cukru to bardzo pomogło, bo od niego byłam uzależniona, dziś nie mam z tym problemu (wcześniej też nie miałam, ale baaardzo dużo słodkiego jadłam :D). Ale się okazuje, że będąc na w/w diecie odporność dalej kuleje i immunologia szaleje, ponieważ najprawdopodobniej dalej spożywam coś co mi szkodzi, nie wiedząc nawet co to jest. I koło się zamyka. Lekarz zaleca zrobić to badanie i odstawić wszystko co wyjdzie, a na moje pytanie czy niezależnie od wyniku gluten i nabiał również odstawić odpowiada, że nie, tylko produkty, które wyjdą w teście na nietolerancje. Można zgłupieć.

    Coraz intensywniej myślę o Waszej pani Stasi, jeszcze trochę podojrzewam i będę prosić o jakieś namiary 😉

    Pozdrawiam ciepło i dużo zdrowia życzę i wytrwałości w trzymaniu diety 🙂

    Polubienie

    1. Droga K, książkę bardzo polecam, szczególnie tym, którzy mało pilnują diety. A tym którzy próbują ją dostosować do swojej choroby, też wiele ona usystematyzuje.
      Nigdy nie robiłam testów pokarmowych, choć przymierzam się do nich. Jedyne co, jako nastolatka po pierwszej wizycie u p. Stasi zrobiłam badanie na gluten, które wyszło dobrze. Wtedy uznałam, że to bzdura z tym glutenem, Teraz wiem dlaczego p. Stasia radziła mi go odstawić, choć mówiła, że nie jestem na niego uczulona, ale nie umiała też wytłumaczyć czemu mi szkodzi. Chodzi o nieszczelności i pracę jelit. Teraz byłam tydzień na urlopie za granicą, jadłam pszenny chleb i uczucie wzdęcia i zaparcia czułam od razu. To prawda, że dostosowując dietę do choroby autoimmunologicznej pomożesz nie tylko tarczycy – masz więc już 2 powody 😉
      Trzymam kciuki!
      Buziaki
      L.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s