Roztrwoniłam miliony walcząc z niepłodnością. Ty prawdopodobnie robisz to samo.

Ile kosztuje niepłodność?

Leczenie niepłodności łatwo podliczyć, a ile kosztuje sama niepłodność? Czy Ty też dostrzegasz różnicę w tym przekornym pytaniu?

Był taki czas, gdy zbierałam wszystkie paragony po zakupie leków i zastrzyków. Dokładałam do tego rachunki z laboratoriów i z wizyt lekarskich (o ile takowe dostałam). Do tego jeszcze wszelakie suplementy, dojazdy na wizyty lekarskie, zabiegi szpitalne i noclegi w hotelu, na drugim końcu Polski, tylko po to, żeby dostać się do TEGO specjalisty. Po wszystkim, doszło jeszcze pół roku terapii u psychologa. To najlepszy z wydatków, jaki popełniłam (choć na początku myślałam dokładnie odwrotnie).

Po roku skończyłam podliczać, bo suma wystarczyłaby na remont mieszkania, którego do dziś nie zrobiliśmy. Albo drugi samochód, a może kilka tygodni na Seszelach? Póki mieliśmy większe zarobki i mogliśmy sobie pozwolić na każde zalecenia lekarza, to tak robiliśmy, bo przecież najważniejszy był cel.

Ostatnio zorientowałam się, że te koszty w złotówkach, które pewnie po prawie 8 latach wynoszą ładnych kilkadziesiąt tysięcy i tak nic nie znaczą. To nie jedyny koszt niepłodności. To koszt, na który świadomie się zdecydowaliśmy.

Są jeszcze koszty bezmyślne.

Na ile wyceniłybyście straty w swoim organizmie, jakie pozostawił Wam po wielu latach stres? Ile warte jest zdrowe serce, które po tylu latach walki z niepłodnością już nie jest zdrowe? 10 tys. zł? Nie no, za serce to mało! Może milion?

Przez wiele lat nie miałam żadnej wolnej chwili. Nawet gdy byłam na urlopie, w kinie, na hamaku czy imprezie – myśli, że może nigdy nie będę matką towarzyszyły mi zawsze. To one napinały każdy mój mięsień na twarzy i nie tylko. To one powodowały, że tak naprawdę nigdy nie wypoczęłam tak na 100%. Przez kilka lat mój organizm ani razu nie umiał się porządnie zregenerować, ciągle był w trybie „walcz lub uciekaj”.

Co w tym złego? Przecież walczyłam o największe marzenie..

Gdy wiele lat zasypiasz i budzisz się z TĄ jedną myślą. Gdy niepłodność ciągle siedzi Ci w głowie w pracy, na spacerze i w domu. Albo rozmawiasz o niej z mężem, albo analizujesz wyniki i szukasz porady u wujka Googla. Sprawdzasz co słychać u innych niepłodnych na blogach. Na zmianę przeglądasz znajomych na fb i sprawdzasz komu dziecko się już urodziło, a kto właśnie jedzie na porodówkę. Wspominasz dawną znajomą, która mignęła Ci dziś z wózkiem w sklepie i od razu odechciało ci się zakupów. Nie mówiąc o tym, że w niedzielę była impreza rodzinna i na myśl o wścibskim ciocinym „Martusiu lata lecą, kiedy wy postaracie się o swoje??” – masz mdłości.

W tym wszystkim jest ten parszywy stres. Powoli napinają ci się mięśnie. Serce przyspiesza, oddech staje się płytszy. I tak jest   l a t a m i.

Emocje i ciągłe nerwy rozhuśtały moją tarczycę i inne hormony. Zniszczyły mi jelita, krążenie i nerki. To przez nie, w najgorszym półrocznym okresie starań, zaczęłam siwieć w ekspresowym tempie. Tak, to wszystko jest połączone, nasz organizm to czuje. On cierpi razem z nami.

Ile to wszystko kosztuje?

Wywaliłam grube pieniądze w błoto. Pozwoliłam niepłodności zniszczyć to, co najcenniejsze – zdrowie. Robiłam wtedy wszystko, by zostać matką. Chorą matką.

Prawie wszystkie tak robimy. My, kobiety, którym nie przyszłoby do głowy bezmyślnie trwonić pieniędzy, jednak to zrobiłyśmy. Oddałyśmy kawał swojego zdrowia, którego już nigdy nie odzyskamy nawet za grube miliony.

Nie musisz tak robić. To nie pomaga w pokonaniu niepłodności, wręcz ją nakręca. Nie sprawdzaj na sobie, jeśli jeszcze nie wpadłaś w tą pułapkę.

Jeśli zrobiłaś tak jak ja – możesz to zatrzymać. Dość marnotrawienia zdrowia, którego za nic nie odkupisz. Jeśli nigdy nie będziesz matką, przyda ci się to zdrowie na realizowanie różnych zwariowanych marzeń, które głęboko zakopałaś.

Jeśli matką zostaniesz, tym bardziej ci się przyda, pewnie już w pierwszym miesiącu.

Dziewczyny nie oddawajmy siebie za bezcen tej małpie – niepłodności.

Koniec trwonienia milionów – bo nasze zdrowie jest warte miliony!

Zamknij mojego bloga. Połóż się na podłodze i postaraj się rozluźnić wszystkie mięśnie. Zacznij od mięśni twarzy, a w szczególności tych na czole, które właśnie teraz napinasz 😉 Poleż tak 5 min, codziennie. Koncentruj się tylko na rozluźnieniu mięśni, to bardzo trudne, ale zajmuje myśli i szybko odpręża.

Rób tak możliwie najczęściej w ciągu dnia, nawet na siedząco, w pracy.

Twoje serce ci podziękuje i tak już wiele wycierpiało.

 

Reklamy

13 myśli na temat “Roztrwoniłam miliony walcząc z niepłodnością. Ty prawdopodobnie robisz to samo.

    1. Justynko, miałam taki czas, kiedy albo byłam smutna, albo bardzo smutna, albo wyłam jak bóbr. Wtedy myślałam, że ta rozpacz związana z niepłodnością mnie zabije.
      Dziś jest zupełnie inaczej.
      Pamiętaj, że najciemniej jest zawsze przed świtem!
      L.

      Polubienie

  1. Oj tak, ile w tym prawdy; doskonale wiem o czym piszesz, jakie to znajome… Ale tak to jest, jak piszesz, że człowiek zrobił by bardzo wiele dla spełnienia najważniejszego marzenia- szuka tych wszystkich desek ratunku, łapie się czegokolwiek, bo wierzy, że może akurat to pomoże, wtedy nie liczy się wartość pieniądza- same wiemy, że jeszcze nie tak dawno oddałybyśmy wszystkie nasze pieniądze po,to aby mieć własne dziecko…
    Wczoraj będąc na mszy, miałam okazję słuchać co prawda krótkiego, ale pięknego i dosadnego kazania, w którym ksiądz mówił o tym, że człowiek jest taką istotą, która jest wiecznie niezadowolona, która ciągle chce coś więcej i nie potrafi się cieszyć z tego, co ma, dał 2 przykłady, które są bardzo aktualne w dzisiejszych czasach- jeden, który mówił o tym,jak to pewien pan zazdrościł sąsiadowi nowego samochodu, podczas gdy on sam kupił sobie nowe auto 2 lata wcześniej, ale te jego auto okazało się już za stare, bo ktoś ma nowsze, lepsze itd., kolejny przykład,to kariera zawodowa i zabijanie się za pieniędzmi- ta gonitwa jest dzisiaj bardzo widoczna i jak się spojrzy,to wszystko oczywiście rozchodzi się o pieniądze; często jest tak, że ma się ich dostatecznie ( nie mówię, że jest się miliarderem), a nie można spełnić swojego czy swoich marzeń, bo są rzeczy, których nie da się kupić i które nie mają swoje ceny..
    Powiem Ci Lidio, że ja też tak na początku robiłam różne bilanse, że tak powiem zysków i strat- wpisywałam każdy wydatek związany z walką z niepłodnością żeby zobaczyć ile to wszystko nas kosztowało, ale w pewnym momencie straciłam rachubę i zaprzestałam tego…
    Po ostatnim „otrząśnięciu się” stwierdziliśmy z mężem, że czas spełniać inne, te mniejsze i bardziej ” przyziemne” marzenia i korzystać z życia, dlatego też zdecydowaliśmy sie, że pod koniec października polecimy sobie do Egiptu na kilka dni- kiedyś może było by mi szkoda kasy, a dzisiaj wiem, że trzeba korzystać z życia póki można, póki jesteśmy młodzi, mamy zdrowie i stać nas na to, bo nie wiadomo co będzie za x lat, ba nie wiadomo, co będzie za miesiąc, czy 2, a co dopiero za ileś tam lat…

    Polubienie

    1. Dopiero gdy uświadomiłam sobie, że nie dość, że nie wygrałam z niepłodnością, to odnoszę kolejną, większą porażkę – cofam się, bo tracę swoje zdrowie psychiczne i fizyczne przez stres i nerwy ciągle towarzyszące leczeniu – trochę wróciłam do pionu.
      Brak wygranej OK, ale jeszcze straty?? To już nie jest OK. Zaczęłam normalnie żyć. Ale pewnie nie umiałabym tak żyć kilka lat wcześniej, niepłodność musiała mi dokopać do portek, żebym poszła po rozum do głowy 😉
      Udanego urlopu!

      Polubienie

  2. Ja na szczęście nigdy nie podsumowałam tego ile kosztowała mnie niepłodność. I nie mam oczywiście na myśli tylko tej strony materialnej. Tak jak piszesz, pewne rzeczy są dużo cenniejsze niż pieniądze. Nie powiem, pewnie za to co wydałam mogłabym kupić dobrej klasy samochód, pojechać na super wakacje i jeszcze by zostało, ale oczywiście wtedy ciąża była dla mnie priorytetem, więc wydawałam banknot za banknotem. Było mi strasznie smutno, że wszystkim dookoła udawało się „za darmo”, mogli np. spłacić kredyt, wydać pieniądze na dziecko, a my ciągle do tyłu i co najgorsze bez rezultatu. Myślę, że jeśli te wieloletnie starania zakończą się szczęśliwie, człowiek nie żałuje tych wydanych złotówek i inaczej na to wszystko patrzy. Ale jeśli starania nie kończą się ciążą, to powoduje to wszystko tylko frustracje. Nie ma ani dziecka, ani pieniędzy. Ja tak czasem właśnie myślę sobie, ile mogłabym mieć, gdybym tyle nie wydała. Ale z drugiej strony gdybym nie wydała, nie mogłabym być tu gdzie jestem teraz. Nie przeszłabym całej tej ścieżki, może innej niż pierwotnie zakładałam, ale dającej to, co dla mnie było najważniejsze.
    Wydaje mi się, nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, że ważne, by się w tym całym jak ja to nazywam szaleństwie za dzieckiem, nie zagubić, szukać wsparcia. Ja widzę u siebie, że niestety pewne rzeczy odcisnęły tak duże piętno na moim sercu, że posklejane nigdy nie będzie takie samo. Walka o dziecko jest ważna, ale ważne też, żeby przy okazji nie zniszczyć siebie i swojego związku.
    Trudne to wszystko. Z jednej strony czytając te wszystkie komentarze starających się, walczących o dziecko, czuję ulgę, że mnie to już nie dotyczy, a z drugiej doskonale pamiętam i znam ten ból, który tym osobom towarzyszy. To jaki wewnętrzny ból, który na co dzień przybiera formę uśmiechu dla całego świata.
    Jak dobrze, że Ty się z tym wszystkim otrząsnęłaś, bo przecież w głowie wszystko to wiemy, ale jakże trudno przekonać serce 😦

    Buziaczki :*

    Polubienie

    1. Dokładnie, chodziło mi przede wszystkim o to, że w pewnym momencie trzeba się „zatrzymać” w tym kołowrotku, bo straty odnosimy nie tylko w portfelu (na to nikt starający się nie zwraca uwagi), ale tracimy w rekordowo szybkim tempie własne zdrowie. Dopiero niedawno do mnie dotarło, że każde życie jest ważne! Nie tylko to nowe, o które się staramy, ale to nasze, które już jest ma taką samą wartość i nie możemy jej umniejszać.
      Piszę to ja- jeszcze nie matka 😉
      Buziaki

      Polubienie

  3. Izzy tak pięknie to ujęłaś, że nic dodać nic ująć, na prawdę… Dzięki niepłodności mamy coś innego, coś czego pewnie nie mielibyśmy gdyby nasze plany i marzenia związane z macierzyństwem potoczyły się po naszej myśli…
    Wkurzające jest to, że jedni „dostają” dziecko/ dzieci „za darmo”, a inni płacą ciężkie pieniądze, a i tak mimo to, wiele z nich nie doczeka się szczęśliwego zakończenia…

    Polubienie

  4. Koszt jest potężny – ale pal licho pieniądze, zdecydowanie gorsze są te uszczerbki psychiczne. Cieszę się, że dość szybko zatrzymałam tę samo nakręcającą się machinę – i postanowiłam, że nie będę kontynuować leczenia za wszelką cenę. To była jedna z moich najlepszych życiowych decyzji – zwłaszcza, że doprowadziła nas do drzwi ośrodka adopcyjnego 🙂

    Polubienie

  5. O te uszczerbki właśnie chodzi. Po jakimś czasie robią się z uszczerbków potworne wyrwy, które już później są widoczne nie tylko w psychice, ale zostawiają ogromne ślady fizyczne. Twoja decyzja o zakończeniu leczenia była na pewno bardzo trudna, ale z trudnych decyzji rodzą się piękne „owoce” 😉

    Polubienie

  6. Trafiłam do Ciebie przypadkiem.
    Przeczytałam i wyję jak bóbr. Jestem dokładnie w tym miejscu… bezradność, brak nadziei i wszystkie pieniądze oddałabym za bycie mamą.
    U nas dopiero i aż 1,5 roku , ale czuje że długa droga przede mną…

    Polubienie

    1. Natalio,
      ja w podobnym czasie jak Ty zaczęłam „spadać”. Właśnie po ok 1,5 roku miałam dołek emocjonalny i nie umiałam się z niego wydostać. Wiem jak trudno jest odstawić emocje na bok, właściwie to niemożliwe. Ale ja dziś patrzę na swoje 8 lat zmagań z niepłodnością już z inną mądrością.
      To, co mogę Ci gorąco polecić:
      – gdy będziesz miała trochę lepszy dzień, a raz na czas taki się zdarza, weź swoje wyniki badań, zalecenia lekarzy i spisz na kartkę co jeszcze powinniście zrobić, gdzie udać się na wizytę itp
      – ustal potem kolejność tych działań, umów terminy, wpisz w kalendarz
      – i teraz najgorsze… – postaraj się tylko trzymać tego kalendarza i nic więcej, czyli nie poświęcaj więcej czasu na analizowanie i myślenie o niepłodności, niż trzeba. Inaczej ona będzie Cię „zżerać” emocjonalnie
      – pamiętaj, że teraz Ty jesteś najważniejsza i to może być ostatni czas, żebyś wykorzystała go dla siebie- na swoje pasje, rozwój czy przyjemności i choć wiem, że teraz nie marzysz o sobie tylko o dziecku, to znów weź kartkę i zapisz szybko sprawy, które chciałbyś zrobić, gdybyś wiedziała, że za miesiąc na 100% będziesz w ciąży. A następnie działaj!
      – i najważniejsze, jeśli poczujesz, że już naprawdę Ci trudno emocjonalnie to koniecznie porozmawiaj z kimś o tym. Jeśli nie masz w swojej okolicy osoby, której mogłabyś powierzyć te niepłodnościowe perypetie, to idź do psychologa, który zajmuje się wsparciem przy niepłodności. Nie czekaj z tym tak, jak ja 6 lat 🙂
      Trzymam mocno kciuki za Ciebie, a właściwie za Was:)
      Lidia

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s