KIR -badanie, które po wielu latach odkryło karty mojej niepłodności.

W lipcu pisałam Wam, że po bardzo długim czasie od zaprzestania wizyt u ginekologów, zaglądnęłam powtórnie do naszej teczki z badaniami. To uruchomiło serię wydarzeń, które obecnie lekko zaburzyły mój po-niepłodnościowy spokój.

Gdy na początku 2016r. zadecydowaliśmy, że idziemy w kierunku adopcji, porzuciłam wszelkie wizyty u lekarzy. Byłam wtedy w kiepskiej sytuacji psychicznej, a właściwie moja odporność na pomysły nowych badań lub szukania jeszcze innych lekarzy była zerowa. Byłam do tego stopnia zrezygnowana, że zostawiłam 1 badanie bez konsultacji. Lekarz prowadzący nie umiał go zinterpretować i polecił mi specjalistę immunologa, hematologa – pomyślałam, „następny do kolekcji, który mnie obejrzy, skasuje 300 zł i powie, że nie wie”. Zastawiłam temat.

Postanowiłam zająć się sobą, naprawą mojej głowy, nerwów, naszego małżeństwa i skupić się na adopcji. Byłam szczęśliwa, że to koniec tułaczki po lekarzach, choć to zostawiało nam ogromny znak zapytania – przyczyna niepłodności nie była nadal określona. Oficjalnie zamknęliśmy okres ponad 5 lat prób naprawienia biologii.

Aż do maja 2018.

Wtedy wygrzebałam z teczki 2 badania – test allo MLR oraz KIR.

Ten pierwszy wiedziałam, że wynik mam dobry.

Badanie KIR było zagadką, którą dawny ginekolog polecił skonsultować. Zaczęłam grzebać w internecie, na grupach fb i w tym temacie można znaleźć tylko zdawkowe informacje. Nie wiem co mnie podkusiło, ale znalazłam wspomnianego 2,5 roku wcześniej lekarza i umówiłam się na wizytę, nawet nie mówiąc o tym M. Kierowała mną już tylko ciekawość. Ba, byłam nastawiona, że wizyta zakończy się jak każda inna, włożę wynik do naszej niepłodnej teczki i z czystym sumieniem kiedyś całą spalę.

Po 2 miesiącach czekania przyszedł czas mojej wizyty.

Doktor spojrzał na badania i ze spokojem powiedział: „już tłumaczę, co trzeba zrobić”. Serce zabiło mi mocniej, bo to oznaczało, że coś  d a  s i ę  z r o b i ć.

Mój wynik badania allo-MLR wynosił: 45,1% obecnych przeciwciał blokujących. Okazało się, że to zupełnie dobry wynik, pod jednym warunkiem… Że nie był robiony w okresie starań o dziecko. Wynik w okolicach 40% jest wystarczający, lecz badanie zrobione w czasie starań, może zostać zafałszowane przez zapłodnioną komórkę jajową. Mówiąc najprościej samo jajo płodowe zawyża ten wynik, więc powinno się wykonywać badanie allo-MLR po min. 1 miesiącu wstrzemięźliwości w staraniach. Doktor zasugerował więc powtórkę. Jeśli drugi wynik wyszedłby nam słaby, trzeba by włączyć szczepienia limfocytami męża.

 

Natomiast wyniki typowania KIR nie okazały się już optymistyczne.

O co chodzi z tymi KIRami, czyli haplotypem hamującym.

Opisze pokrótce, powtarzając świeżo po doktorze, bo w internetach naczytałam się lepszych i gorszych informacji.

„KIRy to pewne receptory znajdujące się na komórkach NK (natural killers- pełnią wiele ról w naszym układzie immunologicznym), w ciąży, a zwłaszcza na jej początku, pełnią bardzo ważną rolę – nadzorują proces powstawania trofoblastu, czyli tkanki której zadaniem jest zagnieżdżanie zarodka.

KIRy, można porównać do anten, które zbierają sygnały ze środowiska i podpowiadają komórkom co mają robić. Jeżeli nie ma tych receptorów (KIR), to komórki (NK) są pozbawione tego wpływu informacji, dlatego ich funkcja słabnie, a nawet jest upośledzona.

Wtedy nie są w stanie pełnić roli nadzorcy nad powstawaniem trofoblastu. Ten powstaje o obniżonej jakości, a szansa na zagnieżdżenie jaja płodowego spada. Może kończyć się tym, że ono się w ogóle nie zagnieżdża, albo się zagnieżdża i jest tracone szybko – czyli po kilku tygodniach, bo trofoblast nie był w stanie o ten zarodek dobrze zadbać”

No i tu właśnie jest mój największy problem. Otóż, mój wynik badania KIR, jest mało optymistyczny, mianowicie KIR obecnych mam 9 (powinno być chyba 16), natomiast KIR nieobecnych aż 11, a w tym 6 bardzo znaczących dla zagnieżdżenia zarodka! Podobno są sytuacje, że już 2 brakujące KIRy blokują płodność, jeśli brakuje akurat tych ważnych.

Czyli jest jakieś prawdopodobieństwo, że co miesiąc dochodziło u mnie do zapłodnienia, ale że „brakuje mi 6 bardzo ważnych anten!” – mój bejbik zamiast zostać ze mną, tracił się w każdym cyklu starań…

Po pierwszej wizycie długo debatowaliśmy z M. co teraz. Trochę nas diagnoza doktora zaskoczyła. Mieliśmy już plan na nasze rodzicielstwo adopcyjne, a tu nagle ktoś po 2 min oglądania badań rzucił konkretną diagnozę. Pierwszy raz od 2011 roku!

Postanowiliśmy z czystej ciekawości sprawdzić, czy to faktycznie moja genetyka, aż tak skutecznie zniszczyła nam ostatnie ponad 7 lat, gdy staraliśmy się bez efektu o dziecko.

Powtórzyliśmy wspólnie badanie allo-MLR. Wynik okazał się być dobry – 40,9%. Nie musimy zatem przystępować do szczepień limfocytami. Możemy startować z leczeniem KIRów.

Jak wygląda taka terapia?

„To jest terapia poprawiająca funkcję układu odpornościowego za pomocą granulocytarnego czynnika wzrostu (lek Accofil). Terapia ta została wymyślona dla pacjentów onkologicznych po chemioterapii, by poprawić ich stan odporności.

W przypadku leczenia niepłodności podaje się ten czynnik najczęściej pod postacią leku Accofil najpierw 1 dawkę jako wlew domaciczny, na 5-7 dni przed owulacją. Następnie od 2. dnia po owulacji jako iniekcję podskórną i tak co 3 dni aż do 12 tygodnia ciąży. Jeśli ciąży nie ma, w kolejnym cyklu można znów powtórzyć wlew domaciczny, a następnie zastrzyki. Po takich 3 cyklach starań z Accofilem, musi nastąpić 1 miesiąc przerwy w leczeniu.”

Zdecydowaliśmy z M. że spróbujemy leczenia. Nie oznacza to oczywiście, że wycofujemy się z naszego procesu adopcyjnego. Powiem szczerze, że nie nastawiamy się tu na jakieś fajerwerki i wielki cud. Ale uznaliśmy, że skoro po tylu latach w końcu usłyszeliśmy konkretną diagnozę, warto to sprawdzić. W OA czeka nas jeszcze jakieś 1-2 lata czekania. W najbliższych miesiącach natomiast, okaże się czy moją genetykę da się oszukać.

Krótkie info jeszcze o samym leczeniu, bo na różnych forach znów naczytałam się wielu straszących komentarzy. Zapytałam doktora i oto wyjaśnienie dziwnych reakcji organizmu na lek Accofil:

„Accofil zawiera substancję wytwarzaną przez nasze własne komórki odporności. Komórki produkują tą substancję w momencie, gdy jesteśmy atakowani wirusem grypy, wchodzimy w jakąś infekcję. To, że na początku grypy źle się czujemy, bolą nas mięśnie, mamy stan podgorączkowy, uczucie rozbicia, to jest związane z obecnością tych substancji. Tak działa nasza odporność.

Dlatego przy rozpoczęciu leczenia można doświadczyć tzw. zespołu rzekomo- grypowego. Zaleca się pół godz. przed iniekcją podskórną leku zażyć  500g paracetamolu, a zastrzyk zrobić na noc, by ewentualne odczucia około-grypowe przespać. Potem organizm się przyzwyczaja i z każdą kolejną iniekcją „łamanie w kościach” jest mniejsze.

Druga reakcja – lokalnie, tam gdzie lek zostaje podany (czyli krążenie obwodowe), tam on ściąga do siebie krwinki białe. Jest nawet w stanie wyciągnąć je ze szpiku kostnego, tam gdzie są produkowane.  Dlatego częściowo wzrasta liczba krwinek we krwi obwodowej, tzw. leukocytoza.  Zaleca się przed rozpoczęciem zastrzyków wykonać morfologię i po rozpoczęciu leczenia robić morfologię 1x w tygodniu. Ważne, by to badanie robić w drugim dniu po podaniu leku. Czyli jeśli lek biorę w poniedziałek na noc, to morfologię robię we środę.

Gdyby w badaniu wyszło 40 tys. lub więcej białych krwinek, to należy pominąć 1 dawkę, za 2 dni zrobić morfologię, jeśli stężenie we krwi spadnie do ok 20 tys. należy wrócić do podawania leku.”

Piszę to dlatego, że na wielu forach wyczytałam informacje, jaki to ten lek jest groźny, że powoduje grypę, białaczkę i „rozwala” cały organizm.

Lek jest bezpieczny, podawany jest też zdrowym ludziom, którzy chcą być dawcami, bo wyciąga ze szpiku te najmłodsze komórki, najlepsze do transplantacji.

Nie wiem co przyniosą kolejne miesiące. Pewne jest jedno – pierwszy raz leczymy coś konkretnego, co u mnie nie działa, a nie na „chybił trafił, a nóż to..”

Nie żałuję, że ten wynik poleżał w szafie ponad 2 lata. Może tak miało być. Może teraz jestem o wiele bardziej gotowa na bycie „normalną mamą” a nie zakręconą mamunią. A może to tylko fałszywy alarm i jedynie wydamy znów trochę kasy? Nie wiem. Robimy 1 krok na przód. Będziemy decydować na bieżąco. Nie wybiegamy w przyszłość.

Reklamy

13 myśli na temat “KIR -badanie, które po wielu latach odkryło karty mojej niepłodności.

  1. Czytam i moje oczy coraz bardziej się otwierają 😳 nigdy nawet nie słuszałam o takich badaniach, a też miałam ich niemało… Mam nadzieję, że to będzie przełomowy krok w Wszych staraniach zakończony sukcesem. Mocno trzymam kciuki.

    Polubienie

    1. Moniko, te badania (test allo-MLR, cytotoksyczny, o którym tu już nie wspominałam i sławne KIRy) zlecił nam naprotechnolog. To typowe badania immunologiczne i genetyczne. Mało który szpital je robi, a u niektórych par okazują się być znaczące. Ja też jestem ciekawa czy będą u nas przełomowe i w którą stronę ten przełom nastąpi 😉
      Dzięki za kciuki, przydadzą się!

      Polubienie

  2. Trzymam za Was kciuki ✊✊✊ Minęło trochę czasu, ale może to dobrze, bo dziś masz siłę, aby to jeszcze trochę podrążyć, wtedy kiedy byłaś słaba takie kolejne badania i leczenie mogłyby Cię osłabić jeszcze bardziej i nie cieszyłabyś się z tego, że cokolwiek może się wyjaśnić, bo w głowie pewnie miałabyś myśl, że tyle lat walczycie i nikt nie odkrył przyczyny, że teraz pewnie też tak będzie i to wszystko na nic. Nieważne jakie będą efekty tej terapii (aczkolwiek życzę Wam, aby wniosły zmiany i rozpoczęły przełom) – po pierwsze dostaniesz szansę na wyleczenie, a po drugie będziesz miała pewność, zrobiłaś dosłownie WSZYSTKO. Szczerze życzę Wam powodzenia i mam nadzieję, że będziesz nas informować o postępach w leczeniu 😘

    Polubienie

    1. No to już na pewno ostatni krok jaki możemy zrobić. Skusiło nas dlatego, że pierwszy raz wyraźnie usłyszeliśmy, że to blokuje zajście w ciążę.
      Czas pokarze czy to dobry krok, czy nie. Ale najpewniej ostatni.
      Dziękuję za dobre słowa i kciuki 😉

      Polubienie

  3. Nie znałam takiego badania, ale powiem Ci, że cały ten czas, gdy się staraliśmy, marzyłam o takiej chwili, w której ktoś poda jakąś przyczynę niemożności zajścia w ciążę. Takie coś właśnie jak Ciebie, czego można się „uczepić”. A tu nic, wszystkie wyniki dobre i klapa. Także ściskam mocno kciuki, przynajmniej będziesz wiedziała, czy to było to.
    Uściski.

    Polubienie

  4. Mnie też najbardziej o to chodziło, by usłyszeć, że jest jakaś wiadoma przeszkoda.
    Można więc powiedzieć, że osiągnęłam sukces, choć matką dalej nie jestem.
    Czy tą przeszkodę da się pokonać okaże się niebawem. Ale nawet jeśli nie, to już wiem gdzie moja biologia jest „popsuta” i czekam cierpliwie na Adoptusia 😉

    Polubienie

  5. „Przypadki są w gramatyce, w życiu Duch Święty” (tak kiedyś usłyszałam). Niech się dzieje wola nieba Lidio. Cieszę się, że udało się wykryć problem i że da się to leczyć. To bardzo ważne. Niezmiennie trzymam kciuki i pamiętam w modlitwie. Pozdrawiam!

    Polubienie

  6. Lidio,

    Czy możesz zdradzić do jakiego lekarza teraz chodzisz??
    Jakieś namiary?:):) rozumiem że powyższe badania zlecił Ci ginekolog???
    Rozpoczęłaś już leczenie??

    Pozdrawiam Kasia

    Polubienie

  7. Kasiu, badania KIR oraz alloMLR i test cytotoksyczny zalecił mi 3 lata temu ginekolog – -dr Barczentewicz z Lublina. Ocenił, że 2 ostatnie są dobre, ale wyników KIR nie umiał zinterpretować – odesłał do innego lekarza. Ja już nie wierzyłam, że jakikolwiek lekarz coś jeszcze będzie umiał mi powiedzieć i skończyliśmy leczenie.
    Teraz „odkurzyłam” stare wyniki badań i poszłam skonsultować KIRy do dr.Sachy w Krakowie – immunolog i hematolog. To on na pierwszy rzut oka znalazł 6 brakujących KIRów, przez które ciąża jest niemożliwa.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s