Nie spodziewałam się, że mam to samo w głowie co ONA.

Można ją lubić, albo nienawidzić. Ja do jej twórczości i sposobu bycia jestem zazwyczaj zdystansowana. Ale to prawda, że wywiad Agnieszki Chylińskiej wielu zapadnie w pamięć na długo. Mnie również…

Obejrzałam go dopiero dziś, choć w internetach wszędzie bębni o nim od trzech dni. Nie ukrywam, że włączyłam już z czystej ciekawości, by być na czasie. I muszę stwierdzić, że uwielbiam Agnieszkę nie za głos, muzykę i wizerunek, ale za to ….. jaka jest prawdziwa, szczera i odważna.

Usłyszałam dziś w tym wywiadzie spory kawałek siebie, choć na pewno moje „ja” nie jest aż tak wyraziste i intensywne jak Agnieszki. Choć nie klnę tyle co ona i nie mam tak traumatycznych wspomnień z dzieciństwa i młodości….

ale..

właśnie uświadomiłam sobie, gdzie leży mój odwieczny problem.

W mojej głowie siedzą tak samo tylko prokuratorzy, tam nie ma ani jednego adwokata. Ciągnę te sanki tak długo jak mogę, ale potem pękam i widzę tylko czarną dziurę. Dół. Depresja.

Prawie zawsze robiłam wszystko dla innych i z myślą o innych. Żeby byli ze mnie dumni, żeby nie stwarzać problemów, żeby do tego być pomocną. Myślałam, że na wszystko muszę sobie zasłużyć, a przynajmniej, że tak wypada.

Kończyło się zawsze tak samo – byłam uznana za perfekcyjną, kto da radę jak nie Lidia? O nią nie trzeba się martwić. Doprowadziłam do tego, że wszystko co robię było normą.

Że mam bardzo dobre oceny, że wygrywam zawody, że pomogę rodzeństwu, że zdam egzaminy za pierwszym razem, że ugotuję obiad jako nastolatka, że pójdę na zebranie do szkoły brata, że nie ważne jakie studia wybiorę – dam sobie radę.

A potem w dorosłym życiu, że wszystko umiem zrobić sama – prowadzić dom jak stara gospodyni- piec, gotować, robić przetwory, jeździć jak rajdowy-poniedziałkowy kierowca, prowadzić firmę i utrzymać pracowników, tak samo dobrze obsługiwać blender, mikser, maszynę do szycia i wiertarkę na udarze. A nawet tą ostatnią to najlepiej.

Skręcić meble – żaden problem, wymienić dzwon, pływak i uszczelkę pod kiblem – z youtubem nauczę się z przyjemnością. Pomalować ściany albo obciąć żywopłot – powiedz tylko kiedy.

Zawsze chciałam stawać na wysokości zadania. Myślałam, że to będzie fajne. Tak mnie wychowali rodzice. „Musisz umieć wszystko, bo nigdy nie wiesz kiedy będziesz zdana tylko na siebie” – tak mówił mi tato i tłumaczył, jak sprawdzić czy mi turbina w aucie nie leje, jak działa sprzęgło i kiedy wymienić rozrząd, nie było to-tamto, musiałam odstać swoje nad maską samochodu i wysłuchać preludium mechanicznego.

Dziś jestem rodzicom wdzięczna, że nauczyli mnie tak dużo. Ale jestem zła na siebie, że daję się ludziom wykorzystywać. Przyzwyczaiłam, że prawie wszystko potrafię, to jest właściwie norma, ja muszę potrafić. Tak, pochwalą, a potem czerpią korzyści ile się da.

To że Basia czy Kasia nie umieją połowy z tego co ja, to nikogo nie dziwi- one są kobietami. A ja już pokazałam, że umiem, więc już nie mogę się wygłupiać. Przecież tak samo pasują do mnie spódnica jak kombinerki. Gdy trzeba zakładam szpilki i używam szminki, albo wciągam stary dres i biorę wiertarkę. Czyja wina? Moja wina.

Tylko czasami nie może się to wszystko pomieścić w moich 161 cm. Wylewa mi się uszami. Walczę..

Jestem zła na siebie, że ciągle daję się moim prokuratorom osądzać, że ciągle próbuję ich zadowolić i udowodnić, że jestem czegoś warta…

Od wielu lat próbuję ich przekonać, że to że nie mam dzieci to nie moja wina, że mimo tego mam jakąś wartość, przecież umiem tyle rzeczy…

Prokurator i tak wie swoje i … co jakiś czas w mojej głowie toczy się walka.

Jakbym miała dziecko to już nic więcej nie muszę udowadniać.

Tak myślałam do dzisiaj, do tego wywiadu…

Guzik prawda, wtedy też znajdę powód, by być lepsza, by kogoś zadowolić. Inni też znajdą powód, by mieć nowe oczekiwania.

Dzięki Agnieszce Chylińskiej dotarło do mnie, że znów dałam się nabrać i pozwoliłam oskarżać.

Dobrze, że we mnie też tli się jeszcze ta iskierka ciekawości – co będzie za kolejnym zakrętem i dlatego czekam co jeszcze życie przyniesie. Nawet z tych najciemniejszych dolin wychodzę, by zobaczyć co ON jeszcze dla mnie przygotował.

Bo choć są dni, że więcej wątpię i walczę z prokuratorem niż wierzę i ufam, to jednak mam nadzieję.

 

 

Reklamy

2 myśli na temat “Nie spodziewałam się, że mam to samo w głowie co ONA.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s