Zapraszać niepłodność na święta? Lepiej zaproś Boga, albo asertywność, albo jedno i drugie.

Święta Bożego Narodzenia to raczej nie jest czas, na który my – „przewlekle starający się” czekamy. Raczej nam słabo na wspomnienie o nich. I nie żebym nie lubiła tych świąt, one są fantastyczne, ale..

No właśnie… to przy okazji świąt często zdarzają się takie momenty, że nas zatyka z powodu wścibskiej cioci. Czasami serdeczna szwagierka potrafi zapodać takim tekstem, że … nawet mi, wody by odeszły (gdybym je miała oczywiście)..

Jak usłyszymy życzenia od najbliższych, to czujemy że bez szybkiej tracheotomii nie nabierzemy już więcej powietrza.

Nawet Ci, którzy chcą dla nas najlepiej, którzy coś tam wiedzą, albo nawet dużo się domyślają, potrafią jednym zdaniem w życzeniach wszystkie 12 potraw pozamiatać. Są też i tacy, którzy nic nie mówią, żeby nas nie urazić. Czasem to pomaga, a czasem daje do myślenia – dla nich jesteśmy już „zatopieni”.

I tak źle i tak niedobrze.

Mnie nieraz popłynęły łzy przy wigilijnym stole. Nieraz zagryzałam dolną wargę, nieraz siedziałam w łazience z odkręconą wodą w kranie na maksa, by nikt nie słyszał mojego szlochu.

W tym roku pomyślałam, że jakoś muszę z tym skończyć.

Dość!

W tym roku ( 9. wspólne święta) NIE zapraszam niepłodności na Święta Bożego Narodzenia. Ale też muszę zadbać, by sama się nie wprosiła i chyba wiem jak to zrobić.. przynajmniej chcę w tym roku spróbować.

świąteczny czas

PO PROSTU ŚWIĘTA, CZY ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA?

Mam wrażenie, że są 2 wymiary świąt: „Christmas time” i Święta Bożego Narodzenia.

Czyli po pierwsze – cała ta otoczka zaczynająca się już w listopadzie i wiążąca się ze świąteczną gorączką, głównie zakupów, gotowania kosmicznych ilości wszystkiego „bo to na święta” i potem częstowania na siłę „bo się zmarnuje”. Robienia góry prezentów, siedzenia za stołem rodzinnym przez 2 dni i wysłuchiwania kto ma gorzej, albo właśnie wtrącania nosa do czyiś spraw, a nawet macicy.

Jest też drugi wymiar tych świąt, który nazywam moim „odkryciem roku”.

Gdy wypowiedziałam sobie na głos, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, to nagle mnie oświeciło. Przecież to nie są moje święta, żebym się przy nich użalała nad swoim problemem. Przecież to nie są Święta wiewiórkowego narodzenia, tylko bożego! Jak idę na czyjeś urodziny, to świętuję jego kolejną rocznicę, a nie płaczę nad tym, kogo mi brakuje. Takie proste, a jednak takie trudne.

A co jeśli by przeżyć te święta tylko w kontekście ich Jubilata, a nie moich braków i niespełnionych marzeń? Dlatego postanowiłam w tym roku spróbować inaczej. Metodą małych kroczków zbliżyć się do tego, co najważniejsze.

Oczyścić środek i uporządkować wnętrze. To był najlepszy pierwszy krok, bo przyniósł spokój i jeszcze większą pewność, że dobrze wybrałam.

Zrobić kawałek choćby małego dobra dla tych, co mieli mniej szczęścia niż ja. Swoje małe dary i skromne monety skierowałam już trzeci rok do„Dzieła” – znajdźcie i Wy swoje dzieła, albo przygarnijcie do serca to samo co ja, dobra nigdy za dużo.

Więcej być online z Bogiem niż z wirtualnym światem. Doceniam internet bardzo, właściwie cała droga leczenia zaczęła i skończyła się w internecie. Gdyby nie internet, nie poznałabym ponad połowy lekarzy, możliwych zabiegów i sposobów leczenia, nie poszłabym na terapię i nie założyła bloga. Nie dostała tyle wsparcia od Was i nie przekazała swojego doświadczenia innym, ale..

Jednak to od Niego dostaję najwięcej paliwa. Postanowiłam, że od teraz nie będę czekać aż zapali się rezerwa, będę tankować regularnie – bo to jest najlepsze paliwo..

Bo właśnie te święta Bożego Narodzenia niosą największą dla mnie nadzieję – nawet jeśli nie będzie tak jak sobie zaplanowałam, to na pewno będzie jeszcze lepiej, choć na razie to tak nie wygląda. One dają mi pozwolenie na spokój i życie bez obaw. Mimo że moje życie bardzo szybko leci, to nie ja jestem pilotem. Muszę zaufać, ster trzyma kto inny.

Wtedy nie mam już obaw, kto, o co mnie zapyta przy świątecznym stole. To już nie mój problem, to nie mój brak taktu. Umiem nie przyjąć tego ciocinego ciosu do siebie, umiem pozwolić by wrócił do tego, od kogo wyszedł.

Niby takie proste i oczywiste, ale jak trudno to wykonać!

zimowy czas

 

Dlatego oprócz zaproszenia Boga, a nie niepłodności na święta, postanowiłam poćwiczyć jeszcze parę „chwytów” na wypadek, gdyby sama chciała się wprosić.

 

Otóż w każdej sytuacji, w tej również, gdy ktoś wścibsko wtargnie na nasze terytorium, spróbuje zajrzeć do naszej macicy i jeszcze dźwięcznym głosem przy wszystkich zapyta czy ktoś w niej już mieszka, albo kiedy zamieszka – warto być asertywnym.

Nie będę się Wam chwalić, co zdarzyło mi się odpowiedzieć wścibskim znajomym czy rodzinie, gdy pytali o dziecko. Znacie mnie już trochę i pewnie podejrzewacie, że mój język łagodny nie był. Ale nawet, gdy odpowiadałam złośliwie, kąśliwie i ośmieszająco dla autora pechowego pytania – niesmak mi zawsze pozostawał.

Jedyne moim zdaniem sensowne odpowiedzi na takie pytania, to odpowiedzi asertywne. Autorzy nawet bardzo miłych pytań o ciążę, starania, brak dzieci powinni wiedzieć że przekraczają granicę.

Zawsze myślałam, że to im powinno być przykro, nie nam. To oni powinni poczuć niemiły prąd aż w ostrogach piętowych albo halluksach, a nie my.

Asertywność jednak zakłada, że odpowiadamy tak, by wyraźnie dać do zrozumienia, że to my wyznaczamy granice, ale też nie obarczamy winą i nie oceniamy tej drugiej strony. Trudne to trochę … przynajmniej dla mnie…

ulubiona lampa naftowa

 

CO ZATEM ODPOWIEDZIEĆ TROSKLIWEJ CIOCI I TO JESZCZE TAK, BY Z WRAŻENIA BARSZCZEM NIE POPLAMIĆ OBRUSA ?

Długo myślałam co to oznacza dla nas- niepłodnych.

Jeśli ktoś naprawdę bliski zadaje pytania o nasze plany rodzicielskie, a my nie widzimy powodu, by nie powiedzieć im prawdy, to sprawa wydaje się prosta. Wystarczy krótkie:

  • leczymy się, to nie takie proste u nas
  • mamy problemy zdrowotne i wszystko rozciąga się w czasie
  • trzymajcie kciuki, bo nasze starania wpadły w dłuższe turbulencje

Powiedzieć prawdę, szczególnie tym bliskim: rodzinie / przyjaciołom podobno jest najlepiej. Nie powiem Wam jakie to uczucie, bo nie wiem. Podziwiam tych, którzy tak zrobili, ale wiem też, że to nie nasza droga.

Opcja druga, dla takich jak my lub gdy po prostu nie czujecie się tak blisko z daną osobą, by się jej spowiadać, to krótko zatrzymać temat. Dać do zrozumienia, że jest on osobisty – a skoro tak, to jak bielizna osobista – należy tylko do zainteresowanego 🙂

Przyznam, że mnie tutaj powstrzymać uszczypliwość jest ciężko, ale w tym roku to ćwiczę i mam nadzieję, że sprostam zadaniu. Ale mam jeszcze większą nadzieję, że nie będę mieć okazji wypraktykować 🙂

Gdyby jednak, to propozycja jest najprostsza z możliwych:

  • ciociu, to niezręczne, że pytasz mnie o plany rodzicielskie, to sprawy osobiste, między mną a moim mężem
  • stawiasz mnie w kłopotliwej sytuacji, to temat tylko wewnątrz naszego małżeństwa
  • dziękuję za troskę, ale jak będę mieć wesołą nowinę do przekazania i potrzebować pomocy do przewijania – zadzwonię na pewno:)

 

Nie będę przed Wami ukrywać, że gdy padały niewybredne komentarze lub pytania o dziecko w moim kierunku ZAWSZE zapominałam, że to MOJA PRYWATNA sprawa i NIKT NIE MA PRAWA  lustrować moich planów rodzicielskich. Za to zawsze w pierwszej chwili robiło mi się przykro, czasami z trudem powstrzymywałam łzy i emocje rozkładały mnie na łopatki.

Zapominałam, że mam prawo do prywatności. Jedyne co wtedy czułam – to, że „wszyscy już widzą, że mam problem”, „ona też uważa że dawno powinnam być matką” itp.

Emocje powodowały, że głos grzązł w gardle, choć w żadnej innej sytuacji w życiu mi się to nie zdarzało. Emocje odbierały mi moje prawa, odbierały poczucie wartości.

 

Dlatego w te i każde kolejne Święta Bożego Narodzenia postanowiłam próbować być asertywna i co najważniejsze celebrować narodziny Najważniejszego Dzieciątka – bo to w końcu Jego urodziny! Myśleć o tym, co mam – Mężu, Rodzicach, Rodzeństwie i Najbliższych.

Wam też tego serdecznie życzę – AŚBN – czyli asertywnych Świąt Bożego Narodzenia!

Na koniec zapowiedziane już prezenty!

Pochwalcie się proszę w komentarzach, jak Wy zazwyczaj radzicie sobie z mało taktownymi pytaniami. Czy macie jakiś sprawdzony sposób, by sprowadzić na ziemię ciekawskich? Czy może wprost mówicie, że się staracie, ale to trochę potrwa? Jestem bardzo ciekawa Waszych pomysłów, najlepiej już tych przetestowanych oraz tego, kto gra z ciekawskimi w otwarte karty, a kto stosuje asertywne odpowiedzi.

wiewiórkowe rozdawajki

Czekam na Wasze komentarze i przypominam, że pierwszy komentarz (z podanym pomysłem oczywiście) wygrywa pierwszeństwo do wyboru 1 książki z 2 widocznych na zdjęciu.

Druga książka trafi zaś do osoby, której pomysł na wścibskie pytania o ciążę najbardziej urzeknie wiewiórkowe jury 🙂

Na komentarze czekamy do piątku do godz. 20.00.

PS. Jestem ciekawa, czy ktoś z Was zastosował kiedyś podobnie złośliwy tekst jak ja. Pochwalę się szczegółami po rozstrzygnięciu konkursu 😉

 

 

Reklamy

24 myśli na temat “Zapraszać niepłodność na święta? Lepiej zaproś Boga, albo asertywność, albo jedno i drugie.

  1. Zgadzam się. Ja już sobie poradziłam z tematem wścibskich cioć i gaszę ich durne komentarze w zarodku. Albo sama opowiadam na wstępie „co tam u nas” ale odkąd prowadzę bloga, stronę i grupę na facebooku wiem że jest tysiące par które bardzo cierpią. Nie ma co zapraszać naszych problemów na święta. Niech to będzie szczęśliwy czas

    Polubienie

    1. Ale fajnie, że szybko uwinęłaś się z „pytającymi”, szkoda że ja kilka lat temu nie byłam mądrzejsza.
      Masz też sporo racji – grupa ma terapeutyczne działanie w każdym problemie. Ja przekonałam się o tym właśnie na blogu, na facebookowych grupach i w grupie niepłodnych par podczas szkolenia w ośrodku adopcyjnym – nikt nie zadawał głupich pytań – nigdzie nie czułam się tak dobrze 😉

      Kochana – w konkursowej losowance masz absolutne pierwszeństwo w wyborze książki – daj znać proszę na którą się decydujesz i odezwij się do mnie na maila (wiewiorkowo@onet.pl) gdzie książkę mam wysłać. Gratuluję serdecznie i ściskam świątecznie
      Lidia

      Polubienie

  2. Z pewnością żadna z nas nie chciałaby zapraszać niepłodności na święta, lecz czasem to jest silniejsze od nas i niestety mimo, że się nie dajemy to ciężko przy wigilijnej kolacji nie pomyśleć o tym, „że w tym roku miałoby być inaczej”. Musimy starać się odganiać smutne myśli, gdy wkradną się przy słuchaniu świątecznych piosenek, gdy szalejemy w kuchni w dni poprzedzające Wigilię (ja mam tak co roku….;-( Gdy pakuję prezenty dla dzieci najbliższych, ciągle przemyka myśl, czy kiedyś będę pakować je dla swoich….Jest tyle momentów, gdzie nie umiem przegonić marzeń z głowy. Gdy pada śnieg, myślę o wypadzie na sanki, lecz z dziećmi (czy kiedyś to zrealizuję…).
    Każdego roku co raz gorzej znoszę święta, mimo, że staram się mieć nadzieję w sercu. U mnie rodzina jest taktowna i sami chyba się zreflektowali, że nie ma co życzyć nam dzieci i pytać w święta. W ogólę nie pytają.. trochę przykrę, bo chciałabym by ktoś mnie dostrzegł wsparł ciepłym słowem, dodał otuchy, gdy łza ciśnie się do oka, gdy dzieci z rodziny rozpakowują prezenty, bawią się. A ja tak sobie w tle obserwuję….i chcę zapaść się pod ziemie…
    Ktoś mądry mi powiedział ostatnio, że w końcu skończy się smutek, że przyjdzie i do mnie szczęście, które będzie tak wspaniałe, że mnie aż powali ;-), za te wszystkie lata w trójnasób ten na górze mnie obdarzy, że się nie pozbieram ;-). Tego życzę każdej z Was ;-). Nie dajmy się w te święta…, choć w moim przypadku, choć się spinam jak mogę, to zawsze coś mnie wzruszy i przypomni, że piękne są święta, gdy jest się Mamą!

    Polubienie

    1. Droga Nadziejko,
      to co piszesz, przypomina mi samą siebie jeszcze kilka lat temu. Wszystko „udowadniało” mi, że nie jestem mamą. Każda urocza chwila zamiast przynosić ukojenie i wyciszenie, przynosiła przypomnienie, że jestem niepłodna. Dziś się zastanawiam jak ja te fakty łączyłam 🙂 Ale wiem też, że to był po prostu taki czas i tyle. Dobrze, że powoli minął- uffff
      Ale bardzo spodobał mi się Twój komentarz, a właściwie cudownie mi się skojarzył.
      Mianowicie na początku studiów pewien kolega (który był dla mnie tylko kolegą) chciał mi dogryźć w kwestii mojego singielskiego stanu cywilnego i powiedział: ” bo tobie się wydaje, że będziesz dobra dla innych, będziesz cicho w kątku siedzieć, tam cię znajdą, mąż sam się znajdzie, a całe dobro które robisz, tak mocno się skumuluje, że wróci do ciebie z taki impetem, że aż cię powali na ziemię” – no a ja, marzycielka odpowiedziałam- „dokładnie tak myślę”. I za jakiś czas znalazłam swojego przyszłego męża, a właściwie on mnie znalazł 🙂 A czekałam na niego wieleee lat.
      Dlatego ja wierzę, że masz rację, że za jakiś czas to ogromne dobro i szczęście wróci też do Ciebie!
      Mimo, ze dziś sobie jeszcze nie wyobrażasz, jak duże.

      Na początek – jesteś drugą osobą obdarowaną książką!!
      Zaraz po wyborze ciążoopornej, druga książka wędruje do Ciebie.
      Odezwij się proszę na maila (wiewiorkowo@onet.pl) w sprawie wysyłki.
      Ściskam świątecznie
      Lidia

      Polubienie

  3. nadziejka – piękny komentarz, mogłabym się pod nim podpisać. W rodzinie nie pytają, ale gdy słyszę takie komentarze z zewnątrz (np. ostatnio od znajomej Pani w banku!) to nie złoszczę się, dla mnie jest to pytanie jak pytanie. Zwykle odpowiadam „jak przyjdzie czas to i dzidziuś będzie” i to z uśmiechem. Taka prawda. Pytanie o dzieci jest wśród ludzi tak zwyczajne jak pytanie chorego jak się czuje, nastolatka czy ma dziewczynę, narzeczonych kiedy ślub, no a małżeństwa kiedy będą dzieci. Zwykle nerwowe reakcje pytanych mówią więcej niż same słowa. Nie warto się nakręcać i odbierać takich pytań wrogo, traktować jak wścibstwo czy naruszanie zbyt prywatnego obszaru. Czasem to wynika z troski a czasem ze zwykłej ludzkiej ciekawości. Gdyby Pani w banku wiedziała, że leczymy się pięć lat i wydaliśmy na to miliony lat a ja wylałam morze łez, pewnie nie zadałaby takiego, wydawałoby się, zwykłego pytania.
    Natomiast bardzo zgodzę się z Autorką, by w święta skupić się na czymś więcej niż swojej niepłodności, jeśli nie na Bogu, to chociaż na celebracji chwil z bliskimi, dla których (w moim odczuciu) mamy coraz mniej czasu. Wesołych Świąt!

    ps. nie biorę udziału w konkursie

    Polubienie

    1. Kochana K.
      Ty jak zwykle w punkt 😉
      Ale Ci zazdroszczę tego dystansu, a nawet powinnam napisać inteligencji emocjonalnej. To wszystko co piszesz, to prawda. Mało kiedy ciekawscy- pytający chcą nam zrobić przykrość. Zazwyczaj są tylko … ciekawi, nie myślą, że to może boleć. I chyba gdyby nie ten ból, każda z nas reagowałaby spokojnie, miło i z uśmiechem, ale to czasem takie trudne…
      Spokojnych, rodzinnych Świąt dla Ciebie i bliskich

      Polubienie

  4. Chyba Pan Bóg chroni mnie przed takimi trudnymi pytania/komentarzami/przytykami, a jeśli już się zdarzy, to oświeca mi umysł. Bo rodzina wie. I dalsza nie pyta (i tak jest ok), a bliższa dobrze życzy i kibicuje, ale bez szczegółowego wypytywania. I takie życzenia czy ogólne pytania odbieram jako troskę i szczerą życzliwość. Z innymi sprawa wygląda tak, że zależy, na którą fazę cyklu u mnie trafią i jaki to typ człowieka 😀 Kiedyś mój klient (starszy pan) zagaił o dzieci i na informację, że nie mam, z entuzjazmem doradził, by nie czekać, tylko działać! I nie wiem sama, dlaczego, ale obcemu facetowi ze łzami w oczach z grubsza powiedziałam, o co chodzi. I wiecie co? On serio się przejął, opowiedział o jakimś przypadku ze swojej rodziny, próbował pocieszyć. Czy mu to wyszło, to nie wiem (znamy te próby pocieszania, prawda?), ale jakoś mi było lżej, nie miałam mu tego za złe. Ogólnie przekonałam się, że warto powiedzieć prawdę. Dzięki temu wiem, że wiele osób się za nas modli i ta świadomość dobrze mi robi. Dzięki Bogu, nie miałam dotąd sytuacji (przez 5 lat), żeby ktoś był uszczypliwy, złośliwy, głupio-śmieszny, zbyt wścibski. Albo nie zapadło mi to w pamięci… I tego nam wszystkim życzę – na czas Świąt i nie tylko! I spokoju w przyjmowaniu wszystkiego, co nas spotyka. Co wredne, przykre, trudne. I tak, jak napisałaś Lidko – radości z narodzin Tego, który wszystko może!

    Polubienie

    1. Ufająca Ty moja,
      oświeciłaś mnie, że ja też w sumie często byłam „chroniona” przed takimi pytaniami. Ale nigdy nie skupiałam się ile osób podarowało mi przepytywanki, raczej w głowie zostawali ci, którzy dopytywali. A powinnam skupić się na plusach 🙂
      Ja też często w pracy słyszę osobiste pytania. Wymiguje się ile mogę, bo z moimi klientami widzę się dłużej niż w 1 dzień i ta moja sprawa ciągnęłaby się dość długo.
      Masz rację- czasem trzeba nauczyć się przyjmować to co trudne – w końcu dzięki temu jesteśmy silniejsi, może trochę podrapani, ale silniejsi.
      Błogosławionych Świąt!
      Lidia

      Polubienie

  5. Ostatnio miałam ogromny dylemat, ponieważ musiałam zadzwonić z życzeniami do bliskiej koleżanki, która o dziecko stara się już 9 lat… Z jednej strony ileż można komuś życzyć „spełnienia TEGO marzenia” – słysząc to od tylu lat, może albo sprawiać przykrość, albo nie robić już na kimś wrażenia. Z drugiej strony jednak czułam wewnętrznie, że jednak coś powinnam powiedzieć, no bo przecież nie mogę udawać, że nie wiem, że to się nie liczy, że straciłam już nadzieję…
    I kto to mówi? Ja, która sama przez to przechodziłam i naprawdę jestem wrażliwa jeśli chodzi o te tematy, a jednak zachodziłam w głowę jak to zrobić.

    Większość ludzi nie ma nic złego na myśli życząc nam dziecka, jednak Boże Narodzenie było dla mnie zawsze bardzo trudnym okresem. Starałam się nim cieszyć na tyle, ile potrafiłam i dokładnie tak jak Ty, kiedyś zdałam sobie sprawę z tego, że narodził się Jezus, to są Jego urodziny i choć w mym sercu jest smutek, to na tę chwilę powinnam go odłożyć. Nie było łatwo, bo mówić a zrobić to coś innego. Zwłaszcza dzielenie się opłatkiem niestety zawsze kończyło się łzami. Nie do końca tak, że byłam przygnębiona, ale po prostu mówienie o dziecku zawsze wywoływało u mnie pewnego rodzaju wzruszenie. Myślę, że trzeba pozwolić bliskim życzyć nam tego dziecka, przecież oni w głębi serca też przeżywają, że go nie mamy, podziękować i iść dalej, cieszyć się atmosferą, choinką, iść na Pasterkę, pośpiewać Kolędy. I też nic na siłę. Tak jak napisała wyżej NADZIEJKA, kupowanie czy pakowanie prezentów dla innych dzieci zawsze poruszy nasze serce. Przecież nie da się tego ot tak zmienić, żeby nie bolało. Ale można nauczyć się inaczej tę czynność odbierać, uodpornić się trochę na ten ból nie myśląc aż tyle. Wiem co mówię :))

    Lidio i wszystkie dziewczyny starające się, życzę Wam, żebyście potrafiły się cieszyć tymi Świętami, pomimo tego, że w sprawie dziecka nie wydarzy się być może żaden cud. Niech smutek na tę jedną chwilę poczeka te kilka dni, starania nie uciekną, można do nich wrócić, a dobrze przeżyte Święta dają na pewno dużo nowych sił na walkę. A jeżeli znajdziecie się w sytuacji, która Was przerasta, może warto po prostu wziąć męża pod pachę i iść na zimowy spacer. Ściskam mocno i trzymam kciuki, żeby niepłodność nie zajęła dodatkowego miejsca przy stole – ona akurat jest gościem nieproszonym!

    Polubienie

    1. Izzy Kochana,
      Ty znów masz rację, jak dobrze posłuchać doświadczonych 🙂
      Właśnie uświadomiłaś mi, że ja pozwoliłam bliskim życzyć mi Tego najważniejszego jakiś czas temu. Tylko „opakowali” to w ładne słowa – zawsze słyszę „i spełnienia wszystkich, nawet największych marzeń” albo ” i tego, o czym najbardziej marzycie”. Ten mój żal tak mnie omamił, że nawet się nie kapnęłam, a oni tam już dobrze wiedzą o czym marzymy 😉
      Ale masz też rację, że trzeba umieć złapać dystans i pozwolić sobie przeżyć te święta tu i teraz. Nie myśleć o problemie jaki mamy, ale cieszyć się z Wielkiego Narodzenia.
      ach… to idę świętować, ten jeszcze jeden dzień, który mi został 🙂
      Buziaki
      L.

      Polubienie

      1. No dokładnie. Na tyle ile się da, trzeba się Świętami cieszyć. A niektórzy naprawdę nam dobrze życzą. Pamiętam jak na Wigilii ciocia mojego męża (już nie żyje, ale doczekała tego, że było już dziecko) tak przeżywała to, że nie mogę zajść w ciążę, że składając mi życzenia, zawsze płakała. Tak szczerze. No więc ja też płakałam i płakałyśmy obie. Ona była niepełnosprawna, nie chodziła dobrze, więc przy życzeniach zawsze siedziała, a ja kucałam przy niej i to było zawsze wzruszające. Ona naprawdę nie chciała nas skrzywdzić życząc tego dziecka tylko bardzo bardzo chciała, żebyśmy je mieli. Czekała razem z nami potem na telefon. Sama nie miała nigdy dzieci…

        Polubienie

    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, mam nadzieję, że moja odpowiedź jeszcze do czegoś się przyda 😉 Złożyłam wtedy koleżance normalne życzenia, takie wiesz, że życzę jej sukcesów w pracy, żeby szef jej nie wkurzał, żeby mąż o nią dbał i takie tam drobnostki, z uśmiechem i na luzie. Ale na końcu dodałam, żeby wiedziała, że ja zawsze o niej myślę i pamiętam z tymi sprawami i że modlę się za nią, żeby wreszcie to marzenie się spełniło. Doszłam do wniosku, że to trochę tam jak z niepełnosprawnością. Z jednej strony takie osoby chcą być normalnie traktowane, nie chcą litości, chcą być tacy jak inni, ale z drugiej nie można żyć w zaprzeczeniu, że tej niepełnosprawności nie ma. Jeśli ktoś ma problemy z chodzeniem, to nie mogę mu przecież życzyć wygrania skoku w dal… Wszystko gdzieś tam staram się wypośrodkować, ale jak to wychodzi to nie wiem. Po sobie tak patrzę, że właśnie z jednej strony wkurzało mnie, że ludzie wiedząc, że nie mogę zajść w ciążę nadal życzyli mi dzieci, pytali, albo w ogóle udawali, że problem nie istnieje, co też dobre nie jest. eh

      Polubienie

  6. Dziękuję Ci że dzielisz sie z nami swoimi przemyśleniami. Bardzo mi pomagają zwłaszcza. Dzisiaj podczas spowiedzi sie rozkleilam a ksiadz podniosl mnie na duchu mowiac ze to wyczekane dziecko bedzie taka perłą ze bedzie przez nas bardzo kochane. Ksiadz nawet zdradzil ze jego rodzice tez sie o niego starali 5 lat. Tak wiec czekajmy na te nasze perły 🙂

    Polubienie

    1. Natalio,
      ja miałam kilka takich spowiedzi. Pamiętam, że na koniec jednej z nich, zakonnik zanim zapukał w konfesjonał, nachylił się jeszcze raz do mnie i powiedział: ” i jeszcze jedno – nie wyczekuj na każdym kroku dziecka, ale nigdy nie porzucaj nadziei, że będziesz matką! Pan Bóg może wszystko ci dać, ale nie da się Mu nic wyszarpać. Odwagi”.
      Odeszłam zalana łzami. Do dziś to wspominam, choć to było 31.12.2012r.

      Polubienie

  7. Ja tez się dziś podczas spowiedzi rozkleiłam. Najpierw wpadłam do konfesjonału i nie umiałam zebrać myśli. To samo nakręcanie się negatywnie działa destrukcyjnie. Ksiądz doradził mi skupić się na moim małżonku niż na tym naszym wielkim problemie. I zgadzam się z Wami dziewczyny ze to są urodziny Jezusa a nie dzwony przypominające o zawiedzionych nadziejach. Mam nadzieje ze mi się uda. O tym nie zapomnieć. Trzymajcie się zdrowo i żeby ten czas był mile spędzony z rodziną💗

    Polubienie

    1. „Dzwony przypominające o zawiedzionych nadziejach” – ale to pięknie ujęłaś!
      Takiego księdza też kiedyś spotkałam jak Ty. Powiedział mi najbanalniejszą rzecz – „ślubowałaś że będziesz żoną, a nie że będziesz matką”. I wtedy jakoś trochę ta „odpowiedzialność”(którą sobie sama przypisałam) ze mnie spadła.
      Cudownych Świąt.
      Lidia

      Polubienie

  8. Myślałam ostro nad ciętymi ripostami na odpowiedź: „Kiedy dziecko?” i wymyśliłam 3 różne 😀

    1. „Jak to kiedy? 9 miesięcy po poczęciu!” Jest to odpowiedź z humorem, ale jednocześnie bardzo pragmatyczna. Może ktoś faktycznie nie wie kiedy rodzą się dzieci?

    2. „ Z tego co pamiętam to nie urządzałam ostatnio domacicznej wycieczki. Macie jakieś bilety?” Odpowiedź, która trąci jadem. Tylko trzeba się zastanowić jaki efekt wywoła. A jeśli wiemy, że grobową ciszę, to należy się zastanowić czy chodziło nam o uzyskane takiego efektu. Albo stwierdzą, że nie mam dzieci, to zgorzkniałam i pluję jadem, i mam ból tyłka, bo inni je mają.

    3. „Jesteśmy w trakcie badań”. Odpowiedź nie wskazująca na to które z nas ma problemy zdrowotne i jaki, oraz na jakim etapie jesteśmy. Zastanawiam się nad tym jaką reakcję uzyskamy. Czy ktoś nas zechce wspierać, kibicować, choćby pogłaskać po ramieniu czy pójdzie to w druga stronę- zaczną nas tak żałować, że nie będą już o nic pytać albo nie będą mówić o swoich dzieciach, albo (o zgrozo!) zaczną dawać dobre rady.

    4. „Jest to nasza osobista sprawa”. Uuuuuu! Coś się u nich dzieje!! Jest jakiś problem!

    Naprawdę nie wiem która odpowiedź jest najlepsza. Na samą myśl jutrzejszych życzeń robi mi się słabo…

    P.S. Za książki dziękuję, „Nadzieję…” mam i przeczytałam. Wyłam przy niej jak bóbr- ta książka jest o mnie, ktoś się włamał do mojej głowy i wszystko spisał! 😉

    Dziewczyny, na te Święta życzę Wam spokoju w sercach. Od tej mendy niepłodności nie uciekniemy tak łatwo, więc się chociaż poprzytulajmy z mężem na kanapie:) Za rok może być cięzko ze względu na dziecko, duże brzuszki lub całodzienne mdłości;) Czego Nam wszystkim życzę:)

    Polubienie

    1. Nataly,
      podbudowałaś mnie trochę, bo widzę, że nie tylko ja potrafię mięć cięty język. Już się zastanawiałam, czy wszyscy umieją grzecznie odpowiadać na pytania ciekawskich, a tylko ja tego daru nie dostałam, czy jak? Czasami miałam wrażenie, że ja już walczę i bronię tego dziecka, którego jeszcze nie mam, więc wara od mojej macicy …
      Ja kiedyś podobnie wypaliłam do pewnej osoby- zaraz się podzielę w nowym poście 🙂
      Ja Tobie też życzę spokoju świątecznego i nie tylko
      no i tych mdłości…:)
      L.

      Polubienie

  9. Powiedziałam o naszych staraniach kilku osobom, ale nie zwierzałam się każdemu kto zadał mi takie pytanie. Chyba najwięcej o nas mówią czyny, a napewno mówią więcej niż słowa. Ja zawsze starałam się coś odpowiedzieć, mniej lub bardziej asertywnego, ale wiem, że to moja reakcja, nerwowość, błądzący wzrok, czasem pewnie rumieńce na twarzy lub łzy w oczach mówiły o mnie najwięcej… I tak sobie teraz myślę, że chyba do ostatniej chwili nie radziłam sobie z tą kwestią. Jakoś nie potrafiłam zaakceptować, że ludzie już tak mają, że zadają pytania, dla mnie to było każdorazowe wtargnięcie w moją prywatność i za każdym razem pozostawał u mnie niesmak, z którym nie mogłam sobie poradzić.

    Polubienie

      1. No wiesz… ja co roku próbuję, a często wychodzi jak zawsze 🙂
        Ale to prawda, że nawet najlepiej przygotowana, przećwiczona i przemyślana odpowiedź zostaje zdemaskowana przez naszą minę, łzę w kąciku oka, albo drżące ręce. Miałam tak bardzo często.
        Cudownych Świąt dla Waszej już Trójki 🙂
        L.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s