Nie na wszystko mamy wpływ

Kilka razy siadałam już do komputera i gapiłam się w białą pustkę na ekranie. Nie umiałam nic napisać. W dzisiejszym świecie, który próbujemy sobie układać najlepiej jak się da, nie ma miejsca na pustkę, pauzę, na odpuszczenie. Przynajmniej ja nie potrafię tak zwyczajnie tego zaakceptować, mam zawsze wyrzuty sumienia, że nie wiem co teraz zrobić. Narzucam sobie obowiązek, by zawsze wiedzieć jak reagować, by umieć znaleźć rozwiązanie, choć podświadomie wiem, że jestem tylko człowiekiem.

Ostatnie miesiące były dla nas trudne, żeby nie napisać pełne nerwów, bezsilności i niemocy. Do naszej rodziny przyplątała się ciężka choroba, z którą nie udało się wygrać. Rak zabrał nam w parę miesięcy najbliższą osobę. W tej sytuacji jeszcze bardziej dziękuję Bogu, że Go mam, znam i wierzę, bo dzięki temu łatwiej pogodzić się ze stratą. Łatwiej zaakceptować odejście nawet najbliższej, ukochanej osoby, gdy wiemy, że ona jest już u Niego, jest już szczęśliwa.

małymi krokami do przodu

 

Choć pustka na ziemi zawsze zostaje. Jeszcze gdy kumuluje się ona z innymi niepowodzeniami, to czasami zastanawiam się – ile jeszcze damy radę? Czy tylko niepowodzenia są zapisane na naszej drodze? Żyjąc w dzisiejszym, pędzącym świecie, ciężko zaakceptować, że Bóg ma dla każdego z nas swój plan. Że odejście Mamy, że brak dziecka w naszym małżeństwie to Jego plan. Pozostaje ufać i dać sobie czas i pozwolenie na zaakceptowanie tego stanu.

Od urodzenia żyłam w dużym mieście i nie wyobrażałam sobie, że mogę mieszkać gdzieś indziej. Od kilku lat, czuję takie wewnętrzne pragnienie wyprowadzki na wieś. Cięgnie mnie do życia w spokoju, a przede wszystkim prostocie. Przez 8 lat miałam możliwość pracować z ludźmi, którzy żyją w małych miasteczkach i wsiach. Zawsze urzekało mnie ich podejście do życia, spokój jakim emanowali, wewnętrzna zgoda, że nie na wszystko ma się wpływ i radość – z prostych codziennych spraw, z rodziny, bliskich, ze wsparcia jakie sobie dawali wzajemnie.

Jasne, że w dużym mieście można również prowadzić slow-life, albo przynajmniej się starać. Ale ja wiem, że zbyt dużo rozpraszaczy w koło powoduje, moją ciągłą chęć brnięcia do przodu, szukania rozwiązań i stawiania siebie na stanowisku zarządcy mojego życia. Tymczasem ostatnie wydarzenia pokazują mi, że mimo dostępu do wiedzy, najlepszych lekarzy, możliwości badań, nie wszystko jest w naszych rękach.

Dziś trafiliśmy na piękne kazanie w kościele, podobne myśli błąkają mi się po głowie od kiedy zmagamy się z niepłodnością. Dziś mamy o wiele większy dostęp do wszystkiego, mamy większy komfort życia i ciągle jego standard staramy się podnosić – lepszą pracą, większym mieszkaniem. Ale chyba nie jesteśmy szczęśliwsi niż ludzie 40-60 lat temu.

Obecnie mamy o 40% więcej psychiatrów i psychologów niż dawniej. Dziś sobie „nie radzimy” i wypalamy się bardzo szybko. Nie godzimy się na porażki i inny scenariusz naszego życia, niż ten, który sami napisaliśmy.

Marzę o tym by nabrać takiej pełnej pokory do życia.

By zamiast rozpaczy z przekonaniem zawsze umieć powiedzieć „Bóg ma widocznie inny plan”.

By żyć prawdziwą nadzieją i radością.

Nie kontemplować żalu, tylko Boga.

Obym tylko zdążyła tą sztukę opanować.

W tą sobotę wybraliśmy się w góry. Tam zawsze myśli mi się inaczej i tam jakoś zawsze jest się „bliżej Szefa”, jak mówił JPII 🙂

W górach zapominam o całym ziemskim świecie. Koncentruję się by moimi dotkniętymi astmą oskrzelami złapać powietrze. Wszystko inne jest mało ważne. Spokój ogarnia całe ciało. Ludzie spotkani w schronisku, albo na szlaku są jacyś inni. Nie pędzą, nie porównują się, oni też tu są by złapać równowagę.

Wiem, że my za niedługo też znów ją złapiemy. Doświadczenie ponad tygodnia bez komputera, internetu i innych przeszkadzaczy przypomniało mi jak kiedyś fajnie mi się żyło. Dlaczego miałam czas na książki i spotkania z innymi, przypomniało co w życiu najważniejsze.

Za chwilę wracam do realizowania małymi kroczkami moich celów tegorocznych, ale muszę dodać do nich więcej dystansu, pokory i zgody na ewentualny, inny scenariusz „z góry”.

A teraz możecie jeszcze zobaczyć migawki z naszej tatrzańskiej wyprawy. M. kupił raki, więc mamy nadzieję, że takich wypadów zimowych będzie więcej – by dotlenić płuca i zresetować umysł 🙂

dsc_0167

Czarny Staw Gąsienicowy przywitał nas zadymą i śniegiem po czubek drogowskazów.

dsc_0143

img_20190126_160006

9 myśli na temat “Nie na wszystko mamy wpływ

  1. Bardzo Ci współczuję z powodu odejscia bliskiej osoby. Masz rację dzisiaj jest za dużo rozpraszaczy. Ostatnio probuje sie bardziej wyciszać ale jak tylko przychodzą do głowy myśli które moze mi sie nie podobają, może są.za trudne uciekam w takie zagłuszacze jak seriale, internet. Ale jestem tego świadoma i próbuje z tym walczyć. Myślę że te trudne emocje poprostu trzeba przezyć żeby poczuć ze żyje się naprawdę. I poczuć obecność Boga.

    Polubienie

    1. Masz 100% rację Natalio. Kiedyś trudne sprawy się „przeżywało”, ewentualnie przegadywało, teraz zagłusza się je telewizją, internetem. Sama się łapię, że po ciężkim dniu zamiast się wyciszyć, poćwiczyć, odciąć umysł na chwilę to włączam internet i czytam jakieś bzdury, żeby nie myśleć o problemach. To do niczego dobrego nie prowadzi.
      Dopisuję to do celów na 2019r – komputer i internet tylko do spraw ważnych i użytecznych i kropka. Trzeba żyć swoim życiem, a nie wszędobylskimi rozpraszaczami.

      Polubienie

  2. Kochana, czekałam na kolejny wpis. Nie wiedziałam tylko że będzie taki trudny…Wysyłam Ci garść dobrej energii ❤ wiem jak to jest, byłam tam nie raz…w tragiczny sposób straciłam tatę, pierwszą miłość, a gdy myślałam że już to poskładałam i mam świat w garści, niepłodnośc zabiera mi jakąś cząstkę siebie. Mówią że czas leczy rany – po śmierci bliskich i owszem. Wiara pomaga – żałuję tylko, że przypominam sobie o wszechwladzy Szefa najczęściej w tych najgorszych momentach, kiedy czuję że nie panuje nad niczym. A przecież On jest blisko cały czas ! Po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój – ja wiem że tak jest,Ty też – nasz mały ludzki mózg tego nie ogarnia i czasem zapomina 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję Aniu za wsparcie. To prawda czas pomaga, tylko… „dajcie czasowi czas” jak śpiewa SDM.
      Wiesz, ja czasami myślę, że Szef niektóre sprawy dopuszcza, żebyśmy my zdążyli się jeszcze otrzepać i wrócić do niego 🙂
      Z takimi sprawami musimy się pogodzić i ruszyć do przodu, choćby małymi kroczkami.
      Pozdrawiam
      L.

      Polubienie

  3. Bardzo mi przykro z powodu twojej mamy… Rak w tych czasach strasznie się mnoży. Cieszę ze odetchnełaś trochę w górach. Mi tez się teraz marzył wyjazd ale moje zatoki wszytko zepsuły. Też mi się marzy życie na wsi z pięknymi górskimi widokami. Ostatnio zaczęłam oglądać serial „ Doktor z alpejskiej wioski”. Tam tych cudnych widoków jest pod dostatkiem.

    Polubienie

    1. Moniko, dziękujemy za wsparcie, odeszła mama męża, ale ja zawsze traktowałam ją jak naszą mamę, a nie teściową.
      Widzę, że my walczące z niepłodnością bardzo często mamy wspólne upodobania górskie, ale to fantastyczne. Może wiosną uda Wam się wyjechać, trzymam kciuki. Rób inhalacje – najszybciej okiełznasz zatoki.
      I dziękuję za polecenie serialu, bardzo rzadko coś oglądam, a może właśnie czas zacząć 🙂 ?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s