Życie na biegu czy na hamulcu ręcznym?

Jest niedzielny ranek, choć ktoś inny określiłby, że to już mocne przedpołudnie. M. jeszcze śpi. Ja już nie mogę uleżeć, bolą mnie plecy, już dawno nie ćwiczyłam, właściwie już dawno nie robiłam większości moich rutynowych czynności. Zwlekłam się z łóżka, zagotowałam wodę w kuchni na napój cytrynowo-imbirowy i poszłam zakręcić włosy na wałki. Moje włosy to poranna męczarnia, nie rozumiem czemu ja nie mogłam dostać takiej bujnej fryzury jak M. Przecież on i tak ją ścina 1x w miesiącu. A ja kręcę, tapiruję, lakieruję i …, a szkoda gadać.

Rozłożyłam matę do ćwiczeń w salonie. Jak zazwyczaj w niedzielę, pierwsze pół godziny poświęciłam na aktywność – dziś ćwiczenia na odcinek szyjny i piersiowy. Na przełomie grudnia i stycznia miałam już taką mobilizację, że wstawałam o 6 rano, czyli 20 min wcześniej, by poćwiczyć przed pracą. Potem te wszystkie nieprzyjemne zdarzenia stycznia wywróciły rutynę do góry nogami.

Powoli wracamy już do starego rytmu dnia. Ja, do rytmu o dwóch twarzach. Do rytmu szybkiego, zdecydowanego, gdzie staram się załatwić jak najwięcej spraw i mam poczucie, że czas leci nieubłaganie. Do rytmu, który opisywałam Wam w „planie przedmacierzyńskim” , gdy spieszę się by zdążyć jeszcze to przeczytać, tamto uszyć, a najlepiej nauczyć się tego nowego, bym mogła pracować z domu i nie martwić się zasiłkiem macierzyńskim w wysokości 900zł jak już będę z Maluchem w domu. W końcu mija nam właśnie 20 miesięcy od kwalifikacji w OA, przecież za niedługo mogą zadzwonić.

Wszystko fajnie, tylko co chwilę niepotrzebnie wkracza do mojego życia drugi rytm dnia – rytm totalnej bezsilności. Rytm, który złośliwie mi podpowiada, że to i tak nie ma sensu, że to wszystko się tak dłuży, a straszą, że potrwa kolejne tyle miesięcy. Że w tym tygodniu obchodzimy naszą 9. rocznicę ślubu i zamiast się cieszyć z tylu spędzonych lat razem, to ten cholerny wewnętrzny chochlik tylko irytuje pytaniem „9 lat bez dziecka- jest się z czego cieszyć, serio?”

Rano przed pracą czasem wchodzę do salonu, w oko rzuca mi się co najmniej 3 książki, które z chęcią bym przeczytała, ale teraz. Tylko teraz przecież muszę już wyjść. Wczoraj popołudniu, gdy miałam możliwość czytać, jakaś wewnętrzna niemoc znów trzymała mnie na hamulcu ręcznym i włączyła tryb „trwaj”. Wieczór zleciał, a ja leżąc w łóżku przypominam sobie ile fajnych rzeczy nie zdążyłam zrobić, bo nawet nie zaczęłam. Może jutro zrobię, tylko czy jutro znów będę „na ręcznym” czy „na biegu”….

Potrzebuję złotej recepty jak ten drugi tryb, który nazywam trwaniem raz na zawsze wyrzucić z życia. Piszę o nim, bo zainspirowałyście mnie same do tego. W ostatnim miesiącu dostałam wiele maili ze słowami, że ja tak spokojnie przechodzę przez tą niepłodność, że potrafię tak z zimną krwią o tym napisać. Najpierw zastanawiałam się czy nie pomyliłyście blogów, przecież to nie o mnie, przecież ja jestem furiatka. Potem dotarło do mnie, że większość postów pisałam grubo po fakcie. Odczekiwałam, aż emocje opadną, nie chciałam epatować złą energią, bo każda z nas  w niepłodności i tak ma ją już w pakiecie.

Gdy się do Was dłużej nie odzywam to zazwyczaj oznacza, że emocje mi dopiero opadają, a ostatnio potrzebuję coraz więcej czasu na powrót do równowagi. Mam nadzieję, że teraz będzie już z górki.

kawa piórotulipany i kawa

W ubiegłym tygodniu na spotkaniu z 2 koleżankami z pracy (jedynymi wtajemniczonymi w naszą sytuację i adopcję), jedna z nich opowiadała o swojej znajomej, która właśnie zaszła w ciążę – ma 48 lat. I ja wtedy jedyne co sobie pomyślałam, że jeśli dla mnie Bóg ma podobny plan, to chyba się nie wygrzebię z depresji. Choć wiem, że wielu spraw się nie przeskoczy i życie sprawia różne niespodzianki, to po 23 latach czekania, nie wiem czy byłaby to dla mnie nagroda. Poprawcie mnie jeśli mam skrzywione myślenie, bo wiem, że mam swoje „kuku” na punkcie wieku i planowania (bo przecież do 30-stki miałam być matką 2 dzieci), ale takim prezentem chyba nie chciałabym być obdarowana.

Słonko dziś pięknie świeci, siedzę przy oknie i spoglądam co rusz na widoczną w oddali Babią Górę, jakiś ptak za oknem ochoczo śpiewa. Popijam kawę plujkę, bo 2 tyg. temu zepsuł się nasz ekspres- ślubny prezent. Z utęsknieniem czekam aż go naprawią. Nie mam dziś żadnych konkretnych planów, poza tym, by nie siedzieć w internecie, bo ten też przyczynia się do mojego życia na hamulcu, ale o tym kiedy indziej. M. szykuje śniadanie, pójdziemy pewnie na spacer i do Kościoła, a potem dzień z książką, a może z kursem budowania stron internetowych.

Wczoraj mnie wzięło na aktywność w kuchni, więc dziś prawie nie gotuję. Tarta szpinakowa i sałatka z pieczonych buraków czekają jeszcze na dziś. Przy okazji bardzo polecam ten przepis znaleziony u Kingi, dzięki niej zaczęłam jeść buraki!

Miejcie cudowną niedzielę, czyli pełną malutkich, zwyczajnych cudów.

W mojej kawie znalazłam dziś tulipany 🙂

tulipany w kawie2

Reklamy

12 myśli na temat “Życie na biegu czy na hamulcu ręcznym?

  1. Ja tez mam taka niemoc. Wiadomo trochę do tego przyczynia się niepłodność, ale też takie ogólne przemęczenie. Tak mi się wydaje, że mimo chwili wolnego popołudnia mam za dużo pomysłów na siebie że niewiadomo od czego zacząć. Poza tym jak dla mnie pora jesienno-zimowa jest dość ciężka psychicznie do zniesienia. Nie lubię tych ciemności. Wstajesz rano półmrok, wracasz po pracy już zachód.
    Ostatnio przez l4 i ferie zmobilizowałam się do robienia biżuterii bo miałam ten komfort psychiczny ze tyle wolnego przede mną. Muszę się też wziąć za utrwalanie wiedzy z javy i html bo już na tym moim kursie nie wydalam. Byle do wiosny…

    Polubienie

    1. No ja mam taką niemoc, ale nie jest związana z porą roku. Często słyszę od innych, że jak już przychodzi wiosna, słońce to znów dostają skrzydeł. Próbuję u siebie to jakoś zdiagnozować, kurczę, jestem poza normą 😦 Mnie wiosna nie dodawała jakiś szczególnych skrzydeł.
      A czasem trafiają się dni, tygodnie, że energia mnie rozpiera, sprzątam, czytam, gotuję i załatwiam tysiąc spraw. Chyba to związane z moją tarczycą, kiedyś nie wierzyłam, że hormony tyle potrafią.
      Moniko, pochwal się swoimi programistycznymi doświadczeniami, jak Ci idzie nauka, na jakim jesteś etapie?

      Polubienie

  2. Od jakiegoś czasu Cie podczytuje i powiem Cie ze nie jestes sama wiele kobiet nie pisze ale duzo zmaga sie problemem niepłodnosci zycze Ci szczescia i radosci nie zaleznie jaka to bedzie droga do macierzynstwa.

    Polubienie

    1. Dziękuję Ci bardzo, zapraszam częściej. Niestety to prawda, że krąg osób niepłodnych ciągle się rozrasta. Mam nadzieję, że każdy znajdzie jednak swoją drogę do szczęścia. Pozdrawiam
      Lidia

      Polubienie

  3. Jesteś pewna, że niemoc dotyczy niepłodności? Może to faktycznie hormony lub chandra jesienna… Ja ostatnio robię nic choć plany też były wielkie. I do tego bardzo mnie drażni jak ktoś (mąż zazwyczaj) mi zwraca uwagę. Nie rozkminiam skąd mi się to wzięło. Tego też mi się nie chce.

    Polubienie

    1. Droga K, ostatnimi 2 zdaniami mnie rozbawiłaś 🙂 Znam ten stan, taki też mi się zdarza, choć rzadko, ale zdarza. I powiem szczerze, że nawet go lubię, bo to takie świadome przyzwolenie sobie samej na luz… nie powiem gdzie i brak spinki. Mnie wyżej chodziło jednak o inny stan, takiej totalnej bezsilności w której nie chodzi o leniuchowanie. O to że dziś nie robię obiadu i mam to gdzieś. To inny stan, taki w którym nie masz na nic siły i nie widzisz celu, a przy tym jest mi z tym tak źle, ze szkoda gadać.
      Ech, dobrze, że powoli mija i małymi kroczkami idę do przodu.

      Polubienie

  4. Przepraszam Cię Lidio, pewnie nie takiego komentarza oczekiwałaś… Ale myślę, że każda z nas powinna dać sobie prawo , przynajmniej od czasu do czasu, do leżenia na kanapie bez wyrzutów sumienia. Od nieumytej podłogi czy nieprzeczytanej książki świat się nie zawali 😉

    Polubienie

  5. A też mam widok na Babią, tyle, że muszę wyjść z domu kawalek😀 Myślę, że warto czasem odpuścić i poprostu pobyć. Jeśli masz blisko do Suchej B. to polecam jogę u Krystyny Kołacz😀

    Polubienie

    1. Oooo, klub widoków babiogórskich 🙂 ale ja do Suchej mam ze 100km. Ja ten widok na Babią mam dość .. odległy 😉 Ale i tak koi nerwy i wycisza genialnie. Kawa, cisza i piękny widok za oknem 🙂

      Polubienie

  6. Kochana, przede wszystkich cudne zdjęcia! Powinnaś często kupować tulipany, może świata nie naprawią, ale na pewno sprawią, że będzie ciut piękniejszy. 🙂
    Trudno powiedzieć skąd taki okres u Ciebie. Może to faktycznie problem z hormonami? Nie znam się na tym 😦
    Nic mądrego chyba nie wymyślę, ale wiesz co, zgadzam się z przedostatnim komentarzem tu u Ciebie na blogu. Czasem dzisiejszy świat wydaję się być jak chatka z piernika, w którym ludzie zawsze są mili, piękni i nie mają problemów. Mnie to bardzo przytłaczało, nie wiem jak Ciebie, że w zasadzie wydawało mi się, że coś ze mną jest nie halo, bo każdy jako tako sobie radzi, a ja muszę udawać przed całym tym światem, że ja też. Szlag trafia jak słyszysz, że wszystko będzie dobrze… Czasem po prostu ciężko zebrać się do kupy i znaleźć w tym wszystkim sens. A tu nawet człowiek porządnie posmucić się nie może. Trzeba przecież normalnie żyć, funkcjonować. I kurczę jak ten robot wstajesz rano, robisz swoje, wracasz i tak mija kolejny rok, dwa. Nic się nie zmienia…
    Jejku zamiast Cię pocieszać takie rzeczy piszę 😦 Lidio, nie umiem sprawić, żebyś poczuła się lepiej, ale mam nadzieję, że uwierzysz na nowo i znajdziesz w sobie choć odrobinę siły, by jeszcze dać życiu szansę…
    Ściskam mocno!

    Polubienie

    1. Izzy, ja wcale nie chcę pocieszania. Raczej chciałam uczciwie się przyznać, głównie przed tymi co mnie podziwiają, że spokojnie niepłodność znoszę, że ja jej nie znoszę! 🙂 Że czasem bezsilność mnie zabija. A że teraz mi się taki gorszy okres skumulował, to tak wyszło.
      Pamiętam ze studiów, zajęcia z psychologii, gdy prowadząca mówiła: najgorsze co można powiedzieć osobie, w jakiejś trudnej sytuacji, to że wszystko będzie dobrze. I zgadzam się z tym, więc nie tylko Ciebie szlag trafia 🙂 Myślę, że tysiąc razy lepiej nic nie mówić i po prostu pomilczeć z kimś przez chwilę, a nie sztucznie przyklejać plaster „wszystko będzie dobrze”. A może nie będzie, jeszcze długo, a mimo to, trzeba żyć.
      Ściskam Cię mocno :*

      Polubienie

  7. Od jakiegoś czasu czytam Twój blog, bo sama od lat zmagam się z niepłodnością z powodu endometriozy. Bywają takie dni, tygodnie, miesiące ,że czuję się jakby starania i leczenie zawładnęły moim życiem i myślami. Potrafię popłakać się na widok kobiety w ciąży bo tak bardzo chcę być na jej miejscu. Twoje „wiewiórkowo” pozwala mi spojrzeć na moją walkę z innej perspektywy, wyciszyć się. Mam o tyle łatwiej ,że nie jestem tak wierzącą osobą jak Ty i dlatego chcę podejść do in vitro. Co więcej mogę powiedzieć ,że „kupiłam czas” , czyli zamroziłam kilka moich komórek jajowych. Dzięki temu nawet jak własne mi się skończą to i tak będę mogła spróbować podejść do zabiegu z zamrożonej komórki. Jeśli i to się nie uda mimo prób to będę w stanie stwierdzić ,że zrobiliśmy WSZYSTKO co mogliśmy ,żeby mieć nasze upragnione dziecko. Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s