Niepłodność / bezdzietność jak figowiec?

Wybaczcie moje przerwy w pisaniu. Jestem ostatnio mało twórcza, próbuję skoncentrować się na życiu, tym prawdziwym, realnym. Wynajduję sobie małe obowiązki, by zapełnić czas i myśli.

Powoli wracam do równowagi i próbuję na nowo zdefiniować co nią tak naprawdę jest. Czy ten nasz dziesiąty rok małżeństwa tylko we dwoje, do którego już tak bardzo zdążyliśmy się przyzwyczaić. Czy tęsknota za pełną rodziną, roześmianą buzią małego brzdąca i podkrążone oczy z niewyspania.

Słuchałam właśnie ostatniego CNN Ojca Szustaka – o figowcu i tym, co uważamy za nieszczęścia za karę. Przyznam, że ja tak kiedyś też myślałam…

Gdybym nie zrobiła tego …. to nie wydarzyłoby się tamto…

Ale dziś o.Adam sprowokował mnie do innej myśli. Czy nasza bezdzietność (dotychczasowa) nie jest trochę jak ten figowiec? Podskórnie czuję, że to wszystko ma sens, że ona jest po coś. Fajnie jakby jej nie było, ale skoro już jest, to do czegoś może nam posłużyć.

Kto sadzi drzewo figowe na środku winnicy, by rzucało cień i wyjaławiało glebę winoroślom? Tylko szaleniec, czy dobrze przewidujący ogrodnik?

Tylko ten, kto się zna, wie, że figowiec swoimi słodkimi owocami przyciągnie całe ptactwo do siebie i tym samym ochroni winorośle przed obskubaniem. Na pierwszy rzut oka – niedorzeczne posunięcie, ale po chwili staje się bardzo rozsądne i sensowne.

Warto pielęgnować figowca, by przyniósł owoce w czymś innym.

Nie chcę gdybać i dorabiać ideologii, ale pierwsze co mi się skojarzyło po wysłuchaniu tego „kazanka” to, że nasza niepłodność/ bezdzietność jest naszym figowcem. Nie chcę się skupiać na tym, co by było, gdybyśmy nie mieli swojego figowca. Raczej dziś przed zaśnięciem liczę na to, że najdą mnie myśli – jak tego figowca pielęgnować, by ochronił naszą winnicę. A przede wszystkim, by znaleźć owoce tej winnicy i umieć je doceniać…

Bardzo to wszystko trudne…

Ale nikt nie obiecywał, że „uprawa” naszego życia będzie łatwa…

Reklamy

13 myśli na temat “Niepłodność / bezdzietność jak figowiec?

  1. Piękne to, co napisałaś i dla wielu mega ważne. Ja wiele spraw staram się tłumaczyć, że jest po coś. To bardzo trafne porównanie z tym drzewem figowym. Dziękuję za ten wpis.

    Polubienie

    1. Nie „za ma co” 🙂
      Ojciec Adam, często „pcha” mnie do zbierania się do kupy, porzucenia użalania i próbowania odnalezienia sensu w tym całym „niepłodnym nieszczęściu”. Tak o to powstał ten wpis, a właściwie to powstał dzięki niemu.
      Pozdrawiam
      Lidia

      Polubienie

  2. Tak czekałam na Twoj wpis. U mnie w niedziele na kazaniu bylo o drzewie oliwnym chcieli go sciąc bo nie dawał owoców a ogrodnik sie uparł i mówił, że bedzie to drzewo pielegnowac, ze sie nie podda doczekał tych owoców. Czasami tak właśnie w życiu bywa że gdy chcemy czegos trudno to przychodzi ale moze dla nas jest inny plan moze w cale nie jest zly ? Moze Pan Bog ma dla nas inne plany a moze chcial nas przed czyms uchronic ?? Zaczelam czytac wszysykie obietnice przez przypadek trafiłam na ta ksiazke nie wiedzialam ze ten temat porusza jeszcze nie skonczylam ale wiem jedno starania daly mi lekcje na cale moje zycie ze w zyciu nie mozna byc niczego pewnym przez te doswiadczenie i inne jestem silniejsza ale bez Boga ciezko by mi bylo…

    Polubienie

    1. Dokładnie, w życiu można być tylko pewnym … naszej niepewności i Jego opatrzności 🙂
      To dokładnie ten sam tekst biblijny, który słyszałaś w niedzielę. Też czasem się zastanawiam, czy moje losy są takie a nie inne, bo zawsze starałam się wszystko planować, realizować i wszędzie „dawać radę”. No to teraz już wiem, że mój plan się wykoleił 🙂 Musiałam się przyznać przed samą sobą, że nie wszystko ode mnie zależy. To było najgorsze przyznanie w moim życiu 🙂 A potem jeszcze spróbować zaakceptować inny, zupełnie nie mój plan na moje życie… ach ..trudne to wszystko
      Ściskam
      Lidia

      Polubienie

      1. Wczoraj rozmawiałam z sisotra jest po rozwodzie z małzenstwa ma syneczka jednak ona mi powidziala, ze zycie w pewnym momencie jej sie syplo taki byl jej los zeby dzisiaj cieszyla sie zyciem przy boku mezczyzny ktory moja siostre szanuje i kocha moj szwagier twierdzi ze jest wdzieczny ze tak sie wlasnie stalo . Wiewiorkowo pisz czesciej co u Ciebie nie konieczniw musza to byc posty zwiazane z nieplodnoscia..

        Polubienie

  3. Choć wcale się nie znamy to łączy nas tyle że cmożemy czytać w swoich myślach- ojciec Adam; blisko dziesięć lat malozenstwa; decyzja o adopcji…i niepłodność.

    Dla mnie tez przypowieść o drzewie figowym to historia moje niepłodności. Gdy byłam na skraju załamania (przez lata!) słyszałam tylko- NIE DAJE OWOCÓW (to o mnie); WYCIĄĆ (i to tez mi się należy).

    Gdy patrzę na tę przypowieść dziś to moja niepłodność nie jest wcale drzewem figowym a uprawa winorośli. Ją tak podkewalam; pielęgnowałam; wyciskałem to wino i ciagle byłam pijana. Zupełnie zapomniałam o sercu mojego ogrodu- o figowcu, który pozostawiłam aby usechł i zmarniał..zgubiłam siebie. Dziś nadal zaglądam do moich winorośli ale żyje już blisko figowca; tam staram się karmić; odpoczywać; pielęgnować…taka refleksja 🙂

    Polubienie

  4. Super wpis. Uwielbiam czytac psychologiczne ksiazki i wiekszosc z nich pisze o tym samym. Akceptacja. Azeby byc szczesliwym trzeba zaaceptowac ten stan , swoje zycie , samego siebie. Nie zastanawiac sie dlaczego,a co gdyby,a zyc. Byc teraz. Wiem,ze to trudne,ale moze gdzies na tej drodze jest dla was cos,moze cos tam czeka. Moze tak powinno byc. Nie watp nigdy w swoja nature. I zawsze staraj sie podazac za marzeniami. One motywuja,one dodaja skrzydel i polepszaja samopoczucie.

    Polubienie

  5. Akceptacja, jakież to trudne, zwłaszcza, gdy trzeba zaakceptować to czego nie umiemy nawet tolerować 🙂
    Masz rację, szczęście jest tylko tam, gdzie nie pyta się dlaczego i nie gdyba, tylko bierze to, co jest.
    Żebym ja tą sztukę kiedyś opanowała.
    Dziękuję Ci za tego pstryczka, może łatwiej będzie mi akceptować wszystko na mojej drodze.
    Pozdrawiam
    L.

    Polubienie

  6. Witam Was:) Lidio, dziękuję za to miejsce…trudno znaleźć w sieci przestrzeń, gdzie można dzielić się jednocześnie niepłodnością i wiarą… Wraz z mężem staramy się o powiększenie naszej rodziny od 7, 8 lat. W 2012 usłyszałam diagnozę: niepłodność pierwotna. Brak jednego jajowodu, drugi niedrożny, pcos itp.itd. Nagle urósł wielki mur oddzielając mnie od wszystkich. Wszyscy byli źródłem bólu. Ciężko innym zrozumieć ciężar niepłodności, kruchość tego, ktory się z nią zmaga. Wstydziłam się mojej niepłodności. Naznaczyła mnie różowym flamastrem na czole tak, by wszyscy wiedzieli oto ta…. Dużo ciemności… Pewnego razu spotkaliśmy z mężem wspomnianego o.Adama S. Modlił się o naszą płodność. Modlił się o poznanie woli Boga. Powiedział: są 3 opcje: 1.czekacie tyle, bo ten malec będzie wielkim człowiekiem 2. Bóg Was przemienia, uświęca 3. Gdzieś tak czeka na Was dziecko do adopcji. Nadzieja i strach… Przez kolejny lata Bóg posyłal do nas ludzi, wydarzenia, które mówiły nam: będziecie mieli dzieci, Bóg wam dal taka obietnice, bądźcie jej wierni. (Ciężko te wszystkie wydarzenia tu opisać:). Tylko jak skoro zdiagnozowana niepłodność? Dzisiaj, wciąż czekamy ale już inaczej: mocno przemienieni tym trudem, szczęśliwi z naszego małżeństwa, najbliżsi sobie ever! Spokojni…i pełni wiary, że Bóg jest wierny swoim słowom. Lidio, 2 tyg.temu byłam w Lublinie na SHSG – dziękuję Ci, pojawiłam się tam dzięki Tobie, Twojemu blogowi. Zorganizowałam wszystko w miesiąc. Pojechałam. Wspaniali ludzie na miejscu… Opowiedziałam im o Tobie:) wróciliśmy z przywrócona drożnością. Nie wiem jak bedzie… To dziwne ale… Tych lat niepłodności nie oddalabym ..one zbudowały mnie i moje małżeństwo, naszą wiarę. Nie wiem jak będzie… Ale jestem spokojna i wiem, że to co się dzieje nie jest po nic.

    Polubienie

    1. Agatko, cudownie jest mi czytać takie komentarze. Dziękuję Ci i bardzo się cieszę Waszym sukcesem na SHSG i tym, że dane Wam było tam dotrzeć. Widzę, że diagnozę niepłodności i niedrożności jajowodów usłyszałyśmy obie w 2012r- jakiś wyjątkowo pesymistyczny ten rok.
      Cieszę się też z Twojego ogromnego spokoju i równowagi, bo przynajmniej taka bije z Twojego wpisu.
      Ja też wiele razy czułam takie wewnętrzne zapewnienie, że dla nas już wszystko jest zaplanowane, mamy tylko być cierpliwi. I właśnie o tą cierpliwość się rozchodzi, skąd ją brać, gdy inni przez nasze 8 lat leczenia i czekania, mają już 2-3 dzieci i u nich ciągle się coś dzieje, a u nas nic, constans?

      Mimo tego wiem, że tylko cierpliwość i pokora może mnie uratować:)
      Jeśli będziesz chciała napisać więcej o Waszej historii, to zawsze zapraszam – tu, albo na maila.
      Jeśli chciałabyś podzielić się też aktualnościami z sHSG to będzie mi miło, najlepiej pod postem o udrażnianiu, albo mailem, bo co chwilkę piszą do mnie nowe dziewczyny w tej sprawie, a ja mam już mocno przestarzałe informacje.
      Narzekali tam w Lublinie w szpitalu, że mają przeze mnie więcej zgłoszeń? 🙂 Mam nadzieję że kiedyś szpital nie naśle na mnie prawnika, bo ja im reklamę robię bez ich wiedzy:)

      ściskam mocno i trzymam kciuki
      buziaki
      Lidia

      Polubienie

    2. Też mam wrażenie że nasza niepłodnośc, bardzo nas – mnie i męża do siebie zblizyła, bardzo sie szaujemy, wspieramy choc moze nie mowimy o tym zbyt duzo zeby ciagle tylko tym nie zyć. Chyba to wszystko jest po coś. Czasem płacze, złoszcze sie i bardzo niecierpliwie ale mam tez takie momenty ze jestem pełna wiary, spokoju i przeswiadczenia ze jeszcze bedzie dobrze.

      Polubienie

  7. Kiedyś zastanawiałam się jak Bóg do nas mówi. Czy On m ó w i tak jak ja sobie to wyobrażam? Chciałabym mieć taką pewność oo…. teraz to co czuję, słyszę pochodzi od Boga. To z pewnością mówi ON! Często jednak jest w Jego mowie tylko milczenie i to jest właśnie Jego język. Milczenie, które w perspektywie czasu daje Ci spokój wewnętrzny. To świat mąci spokój. Mącą też moje oczekiwania i wyobrażenia o tym jak powinno! wyglądać moje życie. Tak jak pisałaś z 2-3 dzieci w wieku 33 lat. Jest inaczej. Jest milczenie i coraz większa pewność, że jest w tym Boży plan. Constans? Jestem przekonana Lidio, że jesteście inni już inni Wy niż Wy – 8 lat temu… 😉 wierzę, że bliżsi sobie..bardziej zakochani? Z „przeczytania fragmentów Ciebie” wiem,że jesteście cudownym małżeństwem. Taka miłość to tylko raz w życiu, jak perła w świecie. Mam przekonanie, że nasza też taka jest 🙂
    Ludzie z Lublina cudowni… mówiłam o Twoim blogu 🙂 napiszę coś więcej pod dedykowanym postem.

    Polubienie

    1. Zgadzam się z tym wszystkim co piszesz. JA też wiele razy zastanawiałam się kiedy i jak Bóg do mnie mówi, a jeszcze częściej denerwowałam się, że tak długo potrafi milczeć. Gdy karze nam czekać, to chyba najtrudniejsze zadanie. Ale musimy dać radę.
      Dzięki wielkie za info o Lublinie. Tak ciepło wspominam to miasto właśnie dzięki szpitalowi i lekarzom tam pracującym.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s