Wielkopostne postanowienia leżą i kwiczą, ale to i tak będzie Wielka Noc!

Wiosna to ten czas, gdy większość osób czuje przypływ energii, radość i nieskończony entuzjazm. Nie wiem skąd to czerpią, nie wiem gdzie jest ta studnia. Mnie nawet z wielkopostnych postanowień wyszedł nie tylko guzik z pętelką, ale cała fabryka guzików… Wstyd i tyle.

Tak, nie powstrzymałam się od słodyczy, nie odstawiłam ukochanej kawy i nie byłam miła dla wszystkich. Głupio mi strasznie, szczególnie z powodu tych słodyczy, bo po pierwsze przecież ja nie jem cukru (!), a po drugie, bo mój internetowy Anioł, który mnie wspiera na mojej drodze adopcyjnej od dawna, odmawia sobie słodkości i to w intencji mojego Dzieciątka, a ja wymiękłam. Aniele, a właściwie Anielico 😉 – dziękuję Ci z całego serducha za Twoje poświęcenie!

Całe szczęście, że udało mi się coś innego, a przede wszystkim że udało mi się to dostrzec. Przyznaję, że ostatnio w mojej głowie było tyle myśli, co pasażerów na dworcu kolejowym. Jak pozbyłam się jednej bzdury z głowy, to zaczynała męczyć mnie inna. Wiedziałam, że sama już sobie z tym nie poradzę i w tym Wielkim Poście, zrobiłam tylko 1 mądrą rzecz – poszłam zostawić to wszystko Bogu. Przynajmniej raz w środku tygodnia byłam w kaplicy na adoracji. Jestem szczęściarą, że mam takie miejsce, gdzie mogę iść o każdej porze i „poopalać się” w Jego jasności. Najczęściej późnym wieczorem przychodziłam posiedzieć i zapytać „co dalej”? Prawie zawsze zasiedziałam się ponad godzinę. Jak to możliwe? Zrozumie każdy, kto choć raz spróbował.

droga

Tyle lat leczenia, trudnych decyzji, czekania na drodze adopcyjnej, wyrzutów sumienia i choć wiedziałam, że ode mnie na prawdę już nic nie zależy, to dziś widzę, że zawsze miałam nadzieję, że uda mi się coś jednak przewidzieć. Coś zaplanować, że jednak będzie choć troszkę, tak jak ja marzę, planuję.  Że będę mieć w tym wszystkim jakiś udział. I choć wiele razy wydawało mi się już, że „oddałam” pałeczkę dowodzenia, decydowania, to zawsze i tak trzymałam w ręce choćby mały patyczek, by móc trochę podyrygować. Bałam się, że On może zaplanować mi coś innego niż marzę.

Jestem ciężkim gatunkiem. Przyjęłam do siebie i to z pokorą, że nic ode mnie nie zależy w 100% dopiero teraz. Że moje nawet najlepsze plany, uprzedzenia, przewidywania i tak są marne. Oddałam stery i to nie z bezsilności, a z rozsądku. I mimo, że wciąż nie mam odpowiedzi na moje pytania, to czuję spokój.

W tym miesiącu byliśmy w naszym OA na spotkaniu par czekających na adopcję. Takie spotkania odbywają się u nas kilka razy w roku. Byliśmy na nim pierwszy raz. Większość z przybyłych par na twarzach miała wymalowaną radość i spory entuzjazm. Na początku prowadzące spotkanie poprosiły by się przedstawić, powiedzieć kilka słów o sobie i co się zmieniło od otrzymania kwalifikacji. Większość z nich była 4 miesiące „po” i opowiadała, że nie może się już doczekać telefonu, nie planują wakacji daleko w przyszłość, robią remont pokoju. 2 pary czekały rok od kwalifikacji i one miały już zdecydowanie bardziej ostudzone nadzieje. My odezwaliśmy się jako ostatni i powiedzieliśmy o sobie najkrócej jak to możliwe. Nie dało się ukryć, że zmazaliśmy urocze uśmiechy z twarzy innych par.

Rzadko, ale jednak wracają do mnie myśli, czy podjęliśmy dobrą decyzję. A może „to było jednak nasze dziecko?” Ale zaraz potem ogarnia mnie spokój i pewność, że choćbym zastanawiała się nad tym do końca życia, analizowała i przeliczała prawdopodobieństwo, to …. jestem za mała, żeby to ogarnąć. Jest tylko Jeden, który ogarnia wszystko i Jemu to zostawiam. Będzie tak, jak ma być najlepiej. I to bez mojej dyrygentury…

Daję sobie prawo, by nie myśleć, by żyć powoli, ale cały czas do przodu.

To dały mi tegoroczne przygotowania do świąt Wielkiej Nocy. Spokój i ciszę w sercu, poczucie, że mogę nie wiedzieć i pewność, że to nie ja wiem najlepiej.

Chyba dopiero teraz udało mi się oddać swój problem Bogu, albo tak naprawdę w końcu pozwolić, by mi go zabrał. I to nawet nie z mojej bezsilności, jakoś tak poczułam, że bez sensu trzymać coś kurczowo, co już dawno nie powinno być moje. I oddałam…

Dzięki temu inne rzeczy lepiej zaczęły mi wychodzić.

Dziś wyczarowałam trochę smakołyków w kuchni. Jutro świętujemy z rodziną Wielkanoc i okrągłe urodziny taty. Tort ulubiony, jedyny od lat, z truskawkami i jagodami już gotowy. Do tego babki wielkanocne już czekają, trochę skrzywione, ale pyszne. No i sałatka, jutro sprawdzimy czy warta polecenia i jeśli tak, to podrzucę linka.

Życzę Wam wszystkim, by Zmartwychwstanie Pańskie napełniło nas spokojem i wiarą, dało siłę w pokonywaniu trudności i pozwoliło z ufnością patrzeć w przyszłość. Radosnego Alleluja!

 

spokój

 

 

Reklamy

7 myśli na temat “Wielkopostne postanowienia leżą i kwiczą, ale to i tak będzie Wielka Noc!

    1. Dziękuję bardzo. Zdrowe i spokojne faktycznie były, teraz już tylko TEN telefon i Twoje życzenia będą spełnione w 100% 😉
      Tobie również życzymy samych dobroci i łask z okazji Zmartwychwstania Bożego!

      Polubienie

  1. Lidio, otwórz się na to co tu i teraz. Bóg dał nam niebo. Nową perspektywę życia. Tak mi się wydaje, że niebo to właśnie taki stan „tu i teraz” bo Bóg taki jest właśnie. Tak za mną chodzi ostatnio ta myśl, że najfantastyczniejsze jest w Nim to , że JEST. Nie oglądaj się się na przeszłość, na to, że podjeliscie taką decyzję. Gdyby miała być inna-On dałby Wam sily, by ją podjąć. Bądź spokojna.

    Polubienie

    1. „Gdyby decyzja miała być inna- On dałby Wam siły, by ją podjąć.”

      Nigdy o tym tak nie pomyślałam, dziękuję Ci za te słowa. Najczęściej brałam to wszystko na siebie, że znów nie dałam rady, że znów zawaliłam. Pokazałaś mi inne spojrzenie, dziękuję!

      A z tym tu i teraz masz rację. Nie ma się co martwić dniem jutrzejszym, bo dzisiejszy nie wiadomo czy się nie skończy przed północą. Powinniśmy żyć tylko teraz, choć to nie jest łatwe.
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  2. 🙂 kiedyś ktoś mi powiedział te zacytowane powyżej słowa. I tak mi mocno zagrały w duszy i sercu. I sobie pomyślałam, że skoro z Nim rozmawiam (a przynajmniej staram się tyle nie gadać;) to znaczy, że On odpowiada. Odpowiedź Jego jest pokojem w sercu czasem. A czasem tym, że dziwnym trafem daje On sposobność, odwagę, siłę by albo coś zrobić albo nie. To co się potem odzywa, gdy czegoś nie zrobiliśmy to może nasze sumienie, może oczekiwania, może lęki, że lepszej decyzji nie będzie albo w ogóle nic nie będzie. Trzymam się tych powyzszych słów mocno. Że On daje siłę do chcenia i do nie chcenia, do tak i do nie – jak mówi Pismo 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s