Bezpiecznik radości

MOJE PODSUMOWANIE WIELKANOCNYCH ŚWIĄT

Wychowana w tradycyjnej polskiej rodzinie, raczej nie wyobrażam sobie świąt poza domem. Tak było również tym razem,  żadne rajskie wakacje, ucieczka w Bieszczady itp. Święta zazwyczaj zaczynam już w Wielki Czwartek, choć nie oznacza to dla mnie już wolnego od pracy. Dopiero sobota była dniem w pełni przeznaczonym na przygotowania świąteczne. Ostatecznie mimo, że cały dzień wydawało mi się, że mam świetny czas jak na moją listę zadań, to i tak z kuchni wyszłam o 23.

Oczywiście nie siedziałam tam zamknięta od rana do wieczora, znalazł się czas na kawę w przerwie, na wyjście na spacer do kościoła do święcenia, nawet na 15 min złapania słoneczka na balkonie i kilka telefonów do bliskich.

Mimo iż Wielka Niedziela była od dawna zaplanowana na świętowanie u moich rodziców, do których zjeżdżali się też siostra z rodziną i brat z dziewczyną,  to lubię jak w naszym domu pachnie świątecznymi potrawami. Ugotowałam żurek, rolady śląskie z modrą kapustą na drugi dzień świąt, zrobiłam tort na okrągłe urodziny taty, sałatkę i 2 babki, a nawet przez przypadek 3 muffinki, bo za dużo wyszło mi babkowego ciasta. Czasami lubię posiedzieć w kuchni i poczuć się taką  „o mało co kurą domową” 😉

Niedziela była już iście rodzinna. I mimo że święta uwielbiam, a święta Wielkanocne są moim zdaniem absolutnym królem świąt, to czasami po rodzinnych świętach wracamy emocjonalnie nadszarpnięci.

Nie, nic się nie stało, nikt nic nie powiedział, nikt o nic nie zapytał.  Ale nawet najbliższa rodzina, która stara się być dla nas najdelikatniejsza jak się da i nie wchodzi na „nasze terytorium”wystarczy, że  po prostu żyje swoim, normalnym, zwyczajnym, rodzinnym stylem, który dla nas jest nieosiągalny jeszcze. Który nas boli i dotyka skalpelem prosto w serce.

Trudno odmówić dziadkom radości z wnusi, trudno by młodzi rodzice (siostra z mężem, będąca aktualnie w drugiej ciąży) nie pilnowali 2,5-latki, która ma energii tyle co młody labrador. Trudno, by młodszy jeszcze nieopierzony brat ze swoją dziewczyną, którym się wydaje że wszystko mogą, bo teraz będą sami sobie życie układać, wiedzieli jak my się czujemy. Oni potrafią patrzeć z dystansem i radością na wyczyny młodej bratanicy, u nich nie ma zazdrości, ani złości, to jeszcze nie ten etap.

W drugi dzień świąt rodzice i siostra z rodzinką mieli przyjść do nas na śniadanie. Weszłam rano do kuchni, w której już siedział M. zmięty emocjonalnie po wczorajszym dniu, który i tak można uznać za miły, rodzinny i przyjemny.

-„ Ja trochę nawywijałem w życiu, ale że tobie Bóg nie chce dać dziecka, to nie rozumiem”, powiedział.

Może nie chce, a może chce dać, tylko w trochę inny sposób, najlepszy dla nas. Nie wiem, nic nie wiem. Po dniu spędzonym z bliskimi, którzy to, co dla nas nieosiągalne, mają na pstryknięcie palca, wszystko znów staje się takie dziwne, miałkie. Mimo, że wszystko od dawna mamy już w głowach i papierach (w OA) poukładane, to rozstrój wewnętrzny zostaje. Tak, nawet po 8 latach walki z bezdzietnością, to nadal dotyka.

Po śniadaniu w lany poniedziałek dzieciata część rodziny nas opuściła, zostaliśmy z rodzicami i z dorosłymi tematami. Koło 14 przejazdem odwiedzili nas niespodziewani goście z rodziny męża, po żartach, pogaduchach, obiedzie i ciachu wszyscy powoli rozeszli się na sjestę do siebie.

A my każde w swoim kącie, porządkujemy w głowach rodzinne święta. Zawsze po rodzinnych spotkaniach potrzebujemy chwili, by wrócić do swojego świata. Założę się, że nikt się nawet nie spodziewa, że taki mają na nas wpływ.  

M. po swojemu w sypialni udaje teraz, że ucina sobie popołudniową drzemkę. To oczywiste, że nie śpi, tylko się kręci z boku na bok, ale próbuje pewnie w trakcie tego wiercenia w łóżku wrócić do swojego oczekującego na dziecięce szczęście życia.

Ja usiadłam na chwilę na balkonie i w promieniach słońca , mimo chłodnego wiatru próbuję dostrzegać plusy tego co mamy, bo mamy sporo. Doceniam, cieszę się, ale zawsze jest ale..

Przy radości i rodzinnym szczęściu innych, nie potrafię nawet opowiadać, że my mamy fajnie bo to, czy tamto. Nie potrafię chwalić się że jedziemy na wakacje, gdy inni nie jadą. Zawsze włącza mi się „bezpiecznik radości”. Wiem jak ja się czuję, gdy inni epatują rodzinną radością, nie potrafię wtedy ja obnosić się  wakacjami, pracą, czy innymi osiągnięciami, gdy wiem że innym tego akurat brak. Po prostu milczę. Wychodzi na to, że nie mam nic do powiedzenia, bo o pogodzie rozmawiać nie znoszę.

Z balkonu przegonił mnie chłodny wiatr, zrobiłam więc sobie długą, gorąca kąpiel z chorwackim, lawendowym olejkiem i książką. Przeglądnęłam adopcyjno- oczekujące blogi i powoli ustawiam myślenie na nowy tydzień, który trzeba zacząć.

Połonina Caryńska

Cieszę się, na nasz majowy urlop. Jeszcze Wam nie mówiłam, ale skończyło się znów na … Bieszczadach. Tak, chcieliśmy trochę inaczej, ale tam chyba zostawiliśmy nasz magnes kilka lat temu i wracamy co jakiś czas.

Także jak chcecie spotkać dwie, wciąż walczące i oczekujące na swoje malutkie szczęście wiewiórki- to w ostatnim tygodniu maja będziemy na Połoninach 🙂

A jak Wasze wielkanocne świętowanie? Wy też macie taki sercowo- umysłowy rozstrój, po rodzinnych spotkaniach, bo o żołądkowym nie wspomnę? Czy którejś z Was udało się zupełnie zostawić swoją bezdzietność z boku i nie poczuć ani igiełki ukłucia oglądając szczęście innych?

Reklamy

48 myśli na temat “Bezpiecznik radości

  1. Znam to wszystko z doświadczenia. Brat męża z 5 miesięcznym synem na ręku (w sumie też wyczekanym 7 lat), nie odstępuje go na krok, mówiąc jakie to jego szczęście. Teść pyta kiedy się biorą za następne, a ja tylko czekam na pytanie kiedy my, żeby przy wszystkich odpowiedzieć, że ‚może nigdy’ i tym samym uciąć wszystkie pytania, ale na szczęście mnie nikt o to nie pyta. Spokoju i odpoczynku tylko we dwoje Wam życzę! M.

    Polubienie

    1. Oczywiscie ze jest smutek nie raz uslyszelismy przykre teksty od znajomych i rodziny typu czy maz nie wie jak sie dzieci robi… , ten kto nie ma dzieci nie moze sie wypowiadac o wychowywaniu dzieci … albo tekst wezcie adoptujcie to sie odblokujecie ( tego wyjatkowo nie lubie i przez ten wlasnie tekst odlozylismy mysl o adopcji bo my tak nie chcemy ) itp w konsekwenvji nasza lista znajomych
      i kontaktu z rodzina sie skrocila nie chcemy cierpiec wystarczajaco juz razem to przezywamy a ja nauczylam sie milczec bo w koncu co daje mi zwiarzanie osobom ktore mnie nie rozumieja tylko mysla ze jestesmy ofiarami….

      Polubienie

      1. Drogi Gościu:)
        Rozumiem w 100%, ja też uważam, że mało z kim warto poruszać nasz delikatny i bolesny temat. Większość nawet gdy bardzo się stara, to nie umie nas zrozumieć i niechcący i tak sprawia ból.
        A tekst „adoptujcie to się odblokujecie” jest dowodem na totalną bezmyślność.
        Kiedyś pewnej osobie na podobne stwierdzenie odpowiedziałam, że „łatwiej mimo wszystko żyć bez dziecka niż bez mózgu”. Nie był to wzór miłosiernej postawy wobec bliźniego, ale szlag mnie trafił.

        PS. I tak nie zrozumiała 😉
        Ściskam mocno
        Lidia

        Polubienie

    2. Moniko,
      dobrze, ze wspomniałaś o pytaniu teścia – to typowe, albo „a kiedy wy?”, albo „a kiedy drugie?”, lub ” no to teraz córka do parki”. Ludzie uwielbiają wtykać nos w nie swoje sprawy, nawet bardzo, bardzo nie swoje.

      Kiedyś przeczytałam odpowiedź pewnego mężczyzny na pytanie ” a kiedy wy?”,
      – „czy ty mnie przed chwilą zapytałeś kiedy mam zamiar uprawiać seks, czy mi się wydawało? ” – podziwiam jego opanowanie i umiejętność zawstydzenia wścibskiego 😉

      Polubienie

  2. A ja mam łzy w oczach po Twoim wpisie bo jest on taki prawdziwy i znany mi. Przypomniały mi się te wszystkie święta bez Mysi… jednak głęboko w to wierzę.jestem pewna że Bóg ma dla Was jakiś plan o którym nie macie pojęcia.

    Polubienie

    1. Marysiu, dzięki za komentarz, bo Twoja obecność tu, przypomina mi, że za jakiś czas i u nas może skończy się ta długa podróż po szczęście. Ja wiem, że Bóg ma dla nas plan, czuję, że najlepszy i idealnie skrojony dla nas. Tylko ta długa data realizacji już mnie męczy.
      Ale nie mamy wyjścia, musimy wytrwać:)
      Pozdrawiam

      Polubienie

  3. Tez znam to uczucie. Może nie przezywałam aż tak boleśnie, ale zawsze odczuwałam na dnie serca ten smutek i żal…
    Hania pojawiła się po 11 latach małżeństwa. Po 7 latach chyba już nikt nie pytał.
    Teraz święta to kosmos, rozgardiasz, płacz i śmiech ;-0
    I u Was też tak będzie, może nie od razu, ale doczekacie się.
    P.S. Bieszczady – zazdroszczę! Byliśmy raz, parę lat temu i cały czas tęsknie za tymi połoninami, widokami, szlakami. Pozdrówcie je od nas!

    Polubienie

    1. Kiedyś 10, 11 lat czekania na dziecko wydawało mi się jakąś tragedią. Ani się obejrzałam i dobijamy do podobnej daty. Czasem los płata figla i udowadnia, że damy radę wytrzymać to, co wydawało się niewyobrażalne.
      Dziś nie umiem oczami wyobraźni dostrzec rozgardiaszu i śmiechu w naszym domu, ale może właśnie dlatego będzie to jeszcze większą radością niż myślę.
      Bieszczady pozdrowię oczywiście, też uważam, że to urocze miejsce. A czasami wmawiam sobie, że może to ostatni nasz wypad we dwójkę na Połoniny przed dłuższą przerwą:) Oby..

      Polubienie

    2. U nas wczoraj mineła 8 rocznica slubu, i tez juz duzo osób przestało pytać. Może juz myslą, że juz nie bedziemy mieli dziecka, a moze juz wreszcie kapnełi sie ze to nietaktowne tak wscibiac nos wnie swoje sprawy. Kiedys w zyciu mi nie przyszło na mysl ze bede miec kłopoty zpłodnością. bardzo czekamy na nasza małą iskierkę, mam nadzieje ze sie doczekamy. Mąz byłby cudownym TATUSIEM wiem to. Ja tez pragne usłyszec MAMO. Ale musze przestac czekac i tylko tym zyc bo życie mi ucieka i niepotzrebnie sie stresuje i skupiam tylko na tym. Moze nie umiem chwilami inaczej ale powinnam znalezc jakis złoty srodek.

      Polubienie

      1. aNusiaK – ja się czasami zastanawiam czy dobijemy z M. do 10.rocznicy sami, czy jednak ta będzie szczęśliwa już dziećmi. Tymczasem próbuję zachować odrobinę radości z tego co mam, mimo braku dzieci. Może za niedługo dzieci będą rok po roku i z pieluch nie wyjdę do emerytury? Aż zatęsknię za tym wolnym czasem ? 🙂 Czego nam obu życzę!

        Polubienie

  4. Znam to o czym piszesz…szczególnie te bezpieczniki szczęścia. Nie chwale się, że jedziemy do Portugalii, nawet słowem nie pisnę, że rozkręcam firmę, nie popisuje się nowym autem…bo jakie to ma znaczenie gdy przytulić i połaskotać mogę tylko małych krewniaków.
    W wielka sobotę przez całą mszę myślałam tylko o tym jak pięknie było by ochrzcić dziecko za rok tego dnia.
    Wewnętrzne rozsypanie sięgnęło zenitu dziś rano, w pierwszy dzień nowego cyklu zafundowałam sobie test ciążowy choć nie robię tego od dawana…chyba nie muszę mówić jaki był wynik…
    Czasem wydaje mi się, że moja rodzina boi się poruszać ten teamt, są aż za bardzo delikatni a ja mam tak wielką ochotę wkrzyczeć im swój ból, ale milczę i zagryzam zęby. Nie wiem czy słusznie…

    Polubienie

    1. Niepłodność uczy delikatności wobec innych ludzi na każdej płaszczyźnie. Przynajmniej mnie nauczyła. Może powinnyśmy inaczej, może trzeba się pochwalić, poopowiadać co u nas. Ale zawsze mam poczucie, że jakie ma znaczenie moja praca, czy kolejny urlop, jak wracam do pustego domu. Trudno się cieszyć z tych osiągnięć, gdy ta naturalna, ludzka, biologiczna jest dla nas nieosiągalna.
      Soniu, jeśli masz z kim porozmawiać w rodzinie i czujesz, że to może przynieść Ci ulgę, to spróbuj. Może nie ze wszystkimi na raz i nie przy świątecznym stole, ale tak pojedynczo, jak będzie sprzyjająca okazja. Niektórym to bardzo pomaga i jest takim wentylem bezpieczeństwa.
      Ty sama będziesz wiedzieć co jest dla Ciebie najlepsze.

      Polubienie

      1. Jestem osoba, która mówi wprost, nigdy niczego nie ukrywałam i dzieliłam się tym „problem”. Rodzina zawsze mówiła: jakoś się ułoży, napewno kiedyś się uda…
        Teraz to jest chyba układ zamknięty, ja już nic nie mówię bo niecierpię słyszeć że się uda, że będzie dobrze. A oni, mając dzieci, swoje życie chyba nie wiedzą co innego mogli by mi powiedzieć. Impas.
        Święta to taki zerwany plaster z rany.

        Polubienie

        1. Mamy podobnie, czasem nawet sobie myślę, że jak kiedyś sytuacja się zmieni i pojawi się u nas dziecko, to bardziej zdziwiona będzie rodzina 🙂 Ja też nie lubię sztucznego pocieszania, że może się uda, a to prawda, że większość ludzi w takiej sytuacji nie wie jak się zachować i co powiedzieć.
          Dobrze, że święta to tylko kilka pojedynczych z 365 dni roku.

          Polubienie

  5. Doskonale Cię rozumiem… My staraliśmy się 7 lat, lat długich, bolesnych, trudnych… Na adopcję czekaliśmy 3 lata i doczekaliśmy się! 11 marca zadzwonił telefon z OA, a 20 marca już zabieraliśmy do domu naszą Alicję!!! Naszą córkę! Te święta to był jakiś kosmos, nasze rodziny oszalały ze szczęścia na punkcie Aluni! Też się doczekacie! Mocno w to wierzę. I doskonale rozumiem, bo każde święta dotychczas były bardzo smutne.

    Polubienie

    1. Agnieszko, po pierwsze to bardzo bardzo gratuluję powiększenia rodziny!
      Cieszę się Waszym szczęściem i mam jeszcze więcej wiary, że i my się doczekamy. Jeśli to nie tajemnica, to napisz coś o córci, oprócz tego, że jest najcudowniejsza na świecie:) W jakim jest wieku i jak się u Was zaaklimatyzowała tak szybko?

      Polubienie

      1. Jak dostaliśmy telefon z Ośrodka, to powiedziano nam tylko, że mają dla nas propozycję dzieciątka: że jest to 5-miesięczna dziewczynka, ma na imię Alicja i jest zdrowa… Dla nas to był znak, bo chcieliśmy nadać córce imię Alicja 🙂 Po dwóch dniach ją zobaczyliśmy i przepadliśmy 🙂 W domu nie mieliśmy nic! W tydzień kupiliśmy i zorganizowaliśmy wszystko, przy pomocy znajomych, której się zupełnie nie spodziewaliśmy. Tylko w pracy mojej byli w szoku, że w 3 dni muszę przekazać wszystkie obowiązki 😉

        Polubienie

        1. Dziękujemy za gratulacje 😄 Na naszym przykładzie wierzcie, że Wy też się doczekacie!!! Mieliśmy tyle chwil zwątpienia, kryzysów, załamań… I faktycznie wyjeżdżajcie, póki możecie! Nasze wakacje co roku były z możliwością odwołania, bo może w końcu… dzięki temu udało się zwiedzić Londyn, Paryż i Izrael. I to chyba modlitwa i karteczka pod Ścianą Płaczu pomogła… 😍

          Polubienie

          1. Miód na moje serce, ale się cieszę, że to wszystko napisałaś, dziękuję! Czyli cuda się zdarzają i po tym jak piszesz widzę, że już od początku można poczuć, że to jest to nasze wyczekane dziecko. Cudownie!
            I jeszcze to piękne imię- kolejny znak! Wspaniałych chwil Wam życzę i pochwal się raz na czas co tam u Was słychać.
            Buziaki

            Polubienie

  6. A ja w tym roku po raz pierwszy odkąd pamiętam, nie poszłam w sobotę na świecie pokarmów. Stwierdziłam że będzie tam tyle dzieciarni i moich koleżanek w ciąży (mieszkam na wsi ) że nie będę sobie fundowac płaczu już w sobotę rano. Wiem, nie unikne ani widoku ciężarnych, ani dzieci w całym swoim życiu. Ale postanowiłam przytulic i zadbać o siebie – te placzaca, smutną , której serce pęka. Polecam, chociaż to bardzo, bardzo trudne. Pozdrawiam, Aniutek.

    Polubienie

    1. Brawo Ty!
      Nie unikniesz ciąży koleżanek i ich maluchów, ale jeśli można zadbać choć trochę o swoje zdrowie psychiczne i oszczędzić sobie żalu, łez i przykrości, to dokładnie tak trzeba robić.
      Ja już dawno skończyłam z tym co powinnam i co wypada. My też jesteśmy ważne i mamy nawet obowiązek dawkować sobie emocje, szczególnie te wyjątkowo trudne i przykre.
      Życzę Ci, byś na kolejne święcenie poszła już z radością i dumą, ale wszystko jedno jak będzie, to i tak już wygrałaś, bo nie zapomniałaś, że Ty jesteś tak samo ważna!
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  7. Ja nie mam i nie miałam oporów w chwaleniu się swoim fajnym życiem jak ktoś zapytał i kogoś to interesowało. Czasem pocieszałam się myślą, czasem mówiłam nawet głośno, że będziemy wydawać pieniądze na rzeczy lub robić rzeczy, na które nie mogą sobie pozwolić nasi dzietni znajomi czy krewni, bo taki mamy przywilej do czasu aż zostaniemy rodzicami 🙂 ale święta dla bezdzietnych nie z wyboru to zazwyczaj trudny czas, ciężko nie tęsknić za tym czego nie mamy , osobiście je znielubiłam przez ostatnie lata.

    Polubienie

    1. Jakie Ty masz rozsądne i mądre podejście, Droga K 😉 I w sumie nie dziwię się, bo to wszystko co napisałaś jest prawdą. Dopóki nie mamy dzieci cieszmy się z tych atrakcji, które są idealne tylko dla nas, bezdzietnych dorosłych. To nasze prawo i nawet przywilej. Szkoda tylko, że mnie tak często włącza się ten wspomniany bezpiecznik i „głupio” mi wygrywa z „mam prawo do tego czy owego”

      A święta pewnie kiedyś polubimy podwójnie, na to liczę.

      Polubienie

      1. Dziękuję 😉

        Nie wiem czemu Ci głupio. Nasi bliscy (w sensie moi, ale też pewnie i Twoi oraz Twoich czytelników) zwykle cieszą się z naszych małych czy większych sukcesów, podróży itd. Oczywiście nie chodzi mi tu o machanie biletami do Tajlandii przed nosem znajomej, która ma problem związać koniec z końcem 😉

        Polubienie

  8. Wiewiórko, bardzo Ci dziękuję, że piszesz o swoich emocjach, zwłaszcza tych trudnych i publicznie pogardzanych. Ja w latach zmagania się z niepłodnością nie potrafiłam cieszyć się z ciąży innych, a przebywanie w towarzystwie ciężarnych uśmiechniętych par sprawiało mi ogromny ból. Powoli oziębiałam kontakty z dzieciatymi koleżankami, czasem nawet wprost mówiąc jak jest mi ciężko i może po terapii u psychologa coś się zmieni i będę miała ochotę na spotkania. Potem nagle osoba z bliskiej rodziny zaszła w ciążę, też kilka lat się starali, więc myślałam, że ból niepłodności znają dobrze. Widziałam jacy są teraz szczęśliwi i nie bardzo potrafiłam w tym ich szczęściu uczestniczyć, zwłaszcza że zaczęły się porady w stylu: „zrób sobie ładny balkon, my zrobiliśmy i nam się udało zaciążyć”. Spotkania były rzadkością, o ciążę nie pytałam, bo to było dla mnie zbyt bolesne, a święta, które mieliśmy spędzić razem były dla mnie ogromnie trudne. Wkrótce okazało się, że dzięki poleconemu przez nich lekarzowi ku naszemu zdziwieniu i ja zaszłam w ciążę. I wtedy jej język się rozwiązał. Zaczęły się wypomnienia, że nie odwiedzałam ich w czasie ciąży, że nie dzwoniłam, że czuli się samotni i mi tego nie zapomną. Doznałam szoku. Myślałam, że oni jedni, którzy sami długo się leczyli i cierpieli z powodu niepłodności, rozumieli przez co przechodzę. A tu pojawiło się zgorszenie – jak ja mogłam im ciąży zazdrościć, przecież oni z mojej tak się cieszyli (a byli już w zaawansowanej ciąży) i tak się rodzina nie zachowuje i to chodząca do Kościoła. Przy drugiej takiej scenie z wyrzuceniem żalu doprowadzili mnie już do płaczu. Starałam się tłumaczyć, że byłam w depresji i jak było mi trudno ich brzuch oglądać, ale w odpowiedzi słyszałam tylko, że brzuch późno było widać. Rozbiłam się o mur. I najgorsze jest to, że jakbym mogła cofnąć czas, to pewnie zachowałabym się tak samo. Dobrze pamiętam te emocje.

    Polubienie

    1. Naprawdę nie wiem co napisać, oprócz tego, że Ci współczuję.

      Moim zdaniem najgorsze są relacje z ludźmi, którzy jak się nasycą zapominają jak to było być głodnym. Ale zapomnieć o głodzie to jedno, a wypominać i naskakiwać na tych, którzy dalej zostali bez jedzenia to już jest dramat. Łatwiej zrozumieć tych, którzy ani chwili nie byli na naszym niepłodnym miejscu.
      W ogóle nie dziwię się, że nie miałaś wtedy ochoty na spotkania. Miałaś do tego święte PRAWO, jak ktoś tego nie rozumie, to jest jego problem, nie Twój.
      Cieszę się, że jeszcze raz zachowałabyś się podobnie, czyli postąpiłaś zgodnie z własnym sumieniem i spokojem wewnętrznym. W relacjach z niektórymi ludźmi bardziej trzeba dbać o siebie, bo oni mogą nas nawet nie zauważać.
      Bądź dzielna i przede wszystkim gratuluję Malutkiego Szczęścia!
      L.

      Polubienie

  9. Wiewiorko, jakiś czas temu trafiłam na Twojego bloga i bardzo utożsamiam się z tym, co piszesz. My staramy się prawie 6 lat i z każdym rokiem Święta są coraz trudniejsze. Mnie pomaga skupienie się na tym, co jest dobre i sprawia radość. I tak w tym roku starałam się cieszyć z drobnych rzeczy jak udział w przepięknej liturgii Triduum, eksperymenty z farbowaniem jajek (polecam hibiskus 🙂 ) czy dekoracja wielkanocnego stołu. Czasem tylko ściskało mnie w środku, kiedy pomyślałam, jak cudownie byłoby robić to z moimi dziećmi… Nie wiem jaki Bóg ma wobec nas plan, uczę się ufać, że wie co robi 😉 i że jest jakiś ukryty sens tego czekania. Na razie żeby jakoś przetrwać staramy się fundować sobie dużo małych radości i tak zrównoważyć te przepłakane dni. Co do „bezpiecznika radości” – moje dwie najlepsze przyjaciółki niedawno zostały mamami. Bardzo pomagało mi to, że jak sie spotykamy są szczerze zainteresowane tym, co u mnie się dzieje dobrego, mogę więc wtedy odblokować mój „bezpiecznik” i np. opowiadać o naszych podróżach i mam wtedy poczucie, że moje życie, mimo że bez dzieci, też jest fajne. A potem słucham ich opowieści o dzieciakach i staram się cieszyć ich szczęściem. Nie jest to łatwe, bo z jednej strony życzę im jak najlepiej, a z drugiej pojawia się smutek, że mnie to omija i strach że mnie to nigdy nie spotka… Ale powiedziałam sobie, że nie pozwolę aby ta franca niepłodność zabrała mi przyjaciół 🙂

    Polubienie

    1. Droga Kiwi,
      masz cudowne podejście do naszego niepłodnego stanu, tak trzymaj!
      Dokładnie tak samo staram się podchodzić do świąt i codziennego życia. Korzystać z „uroków” długiego spania w weekend czy choćby jak napisałaś – doceniać uczestniczenie w liturgii pięknego Triduum bez martwienia się, że już muszę wracać do domu, bo dzieci płaczą. W codziennych sytuacjach nie myślę już o tym, że nie mamy dzieci. Jedynie sytuacje i spotkania rodzinne, w których wszystko się kręci wokół dzieci, radości z dzieci, szczęśliwych dziadków z wnuków, ciągłego śmiechu bo dziecko coś zrobiło, zachęcania by zjadło, podziwiania, że zaśpiewało itd. powodują, że usuwamy się na bok. To są z jednej strony piękne chwile, ale czasem ich spora kumulacja powoduje rozbicie emocjonalne na kolejny cały dzień.

      Polubienie

      1. Wiewiórko, dziekuję za ciepłe słowa. 🙂 to nie jest tak, że zawsze mi się udaje tak do tego podchodzić – ale się mocno staram. Mam podobnie jak Ty – moja siostra ma dwójkę dzieciaków i podczas rodzinnych spotkań wszystko się kręci wokół nich. I nawet jak podczas tego czasu „się trzymam” i czerpię radość z zabawy z siostrzeńcami to potem po powrocie do domu często opada napięcie i odzywają się emocje… podobnie po spotkaniu z przyjaciółkami – mimo że czas jest cudowny i nie możemy się rozstać, to potem wracam do domu i przepłakuje wieczór… dobrze, że jest wtedy przy mnie mój mąż, bo uświadamiam sobie, jak wiele dostałam. Są osoby, które ani nie mają dzieci ani takiej bliskiej kochającej osoby…

        Polubienie

  10. Czas świąt, rodzinnych imprez, wesel… to czas na który zakładam ” zbroje”: uśmiech, rozmowa i wszystko ok. Tak sobie radze… smutek widać tylko w kąciku oka i w lustrze toalety…
    Czekamy. Wierzymy. Ale to i tak trudne.
    W tym roku 2 dzień świąt z częścią dzieciatą rodziny odpuściłam, wakacje w miejscu gdzie wszyscy jadą z dziećmi nieaktualne od 4 lat, trzeba o siebie dbać. Potem będe epatować szczęściem. Mam nadzieje na szybkie „potem”. Życze szybkiego resetu po świętach i niech ta wiosna przyniesie cud. Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Madziu, jak ja dobrze znam tę zbroję. Też bawię się w „rycerza” na każdej imprezie. Kiedyś mama wzięła mnie na rozmowę, zaczynając temat, „tak dobrze udajesz i grasz, jak mało która aktorka” – potraktowałam to jak komplement, bo mama dobrze mnie zna:)
      Ale również wierzę, że „potem” nastąpi szybko. A „potem” już nie będzie trzeba zakładać zbroi.
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  11. Znowu podpisałabym się pod Twoim wpisem, Lidio, jedynie zmieniłabym kilka nieistotnych szczegółów… Ale emocje, przemyślenia – sądzę, że są identyczne…
    Leci nam 6 rok starań. W Wielkanoc zostaliśmy z mężem chrzestnymi mojego siostrzeńca. Uroczystość była wpleciona w całonocną celebrację Wielkiej Nocy, bo to był neokatechumenat. Zostałam zatem „zamknięta” na 7 godzin w jednym dużym pomieszczeniu, w którym wszystkie kobiety w wieku rozrodczym były albo w ciąży, albo z maluchem na ręku, albo z biegającymi dziećmi wokół. Czułam się jak odmieniec… Bardzo mocno skupiłam się na moim siostrzeńcu, bo chociaż on jest w stanie trochę zaspokoić moją potrzebę macierzyństwa. Tak samo wyjście do pobliskiego parku byłoby bez niego niemożliwe – wszyscy z wózkami, z dziećmi – WSZYSCY (wiadomo, „nasze” widzenie selektywne tak działa). Trudny czas…. zwłaszcza, że po „książkowym” cyklu, który po raz pierwszy od dłuuugiego czasu miał szansę zakończyć się ciążą, zaczęłam w ten dzień kolejny cykl…
    „Zerwany plaster”, „założona zbroja” – Dziewczyny, w pełni się z tymi określeniami utożsamiam.
    Trzymajmy się!

    Polubienie

    1. Ufająca Kochana, na takiej uroczystości przetrwać 7 godz. to Ty chyba miałaś potrójną zbroję! Podziwiam ogromnie!
      Czasami zajmuję się moją siostrzenicą, której jestem chrzestną, ale nigdy, przenigdy nie wybrałam się z nią na spacer, do parku, na plac zabaw. Zasadę mam jedną – mogę się bawić, pomóc w opiece, gdy siostra tego potrzebuje, ale nie wychodzę „na zewnątrz”. Nie chcę pytań na znanym mi osiedlu, a „kiedy ty?”- które kiedyś padały często. Dlatego nie dopuszczam do takich sytuacji i tym bardziej podziwiam Cię za ten park.

      Kochane, ja naprawdę głęboko wierzę, że kiedyś nasz
      „plaster” sam odpadnie, bo rana się zagoi i nie będzie już potrzebny żaden opatrunek. Musimy być dzielne i doczekać tego cudownego dnia.
      Buziaki
      L.

      Polubienie

  12. Kochana,
    Pozdrawiam Cię poświątecznie 🙂 Kurczę, a myślałam że jestem w tym sama i miałam (i nadal mam) straszne wyrzuty sumienia, że pomimo, że jesteśmy już na etapie czekania na dzieciątko adopcyjne (a własnie, miałam dać znać na jakim etapie jesteśmy ;)) to nadal czuje igiełki zazdrości wobec tej rodzinnej radości bliskich. Byliśmy na Święta u teściów, którym oznajmiliśmy że dostaliśmy kwalifikacje. Zainteresowania z ich strony nie było (choć ogólnie wcześniej cieszyli się jak oznajmiliśmy ich o naszych planach adopcyjnych), raczej narzeczona szwagra wypytywała co i jak. W tym roku szwagier bierze ślub i to jest teraz głównym tematem rozmówi i ogólnej radości. Teściowa w Wielkanoc zauważyła latającego bociana nad domem i skojarzyła to od razu z moją szwagierką. Mimo, że to my w autentycznie czekamy w tym momencie na dziecko. Jakoś nikt tego w ogóle nie skojarzył. Taka mała pierdołka, a ja już do końca Świąt nie miałam nastroju. Często myślę co to będzie, jak szwagierka zajdzie w ciążę a my adoptujemy, czy nasze dzieci będą traktowane jednakowo przez teściów. Czas pokaże…
    Trzymaj się dzielnie, jesteśmy tu razem z Tobą!
    Tyśka 🙂

    Polubienie

    1. Tysiu, mam podobne odczucia jak Ty, a właściwie one się rodzą dopiero w towarzystwie innych dzieciatych, którzy naturalnie lub czasem przesadnie epatują swoją „dzieciowością” na nas. Rozumiem też Twoje igiełki zazdrości i rozczarowanie zachowaniem rodziny. My po prostu nie jesteśmy normalni dla standardowych rodzin i często oni zupełnie nieświadomie zachowują się wobec nas głupio i niesympatycznie.
      Musimy jakoś wytrzymać i w serduchu cieszyć się z tych darów które nam życie przyniosło.
      Buziaki
      L.

      Polubienie

  13. Mam podobnie w czasie świątecznych rodzinnych uroczystości, zakładam maskę „uśmiechu” a pod nią jestem smutna i przybita. Przygotowałam sobie taką odpowiedź na pytanie o dzieci , jak już będę totalnie na granicy wytrzymałości ,że u mnie ( bo taka jest prawda ) jedyną szansą jest in vitro ,więc każdy kto pyta o nasze plany rozrodcze rozumiem ,że chce się do niego dołożyć finansowo. Mam nadzieję ,że wtedy pytania ucichną.

    Polubienie

    1. Hej! Znów te maski. Mam wrażenie, że my, bezdzietne z przymusu to jakbyśmy prosto z dzieła Gombrowicza się urwały 🙂 Ale cóż, musimy być twarde, nasze przyszłe dzieci na pewną nie chcą ciągle płaczącej mamy, dla nich musimy walczyć.

      Polubienie

  14. Cześć wiewiórko:* ja o dzidziusia starałam się 6 lat, po drodze 3 poronienia. W 2017 roku zgłosilismy się do OA. W lutym tego roku zadzwonił telefon, w marcu poznałam syna, w kwietniu zabraliśmy to do domu. Tak jak Ty miałam alergię na brzuchy i rodzinne spotkania. Zaskakujące jest jednak to…. że ja już fizycznie tego nie pamiętam. Choć mamy małego kilka chwil, ja zapomniałam o życiu sprzed. Podczytuje Cię i 3mam bardzo mocno kciuki! Być może Twój dzidziuś jeszcze się nie narodził, dlatego jeszcze to nie poznałaś:)

    Polubienie

    1. Biała kochana,
      mam nadzieję, że ja też będę mieć taką krótką pamięć, że mnie też twardy dysk się zresetuje i zacznę życie „po niepłodnym życiu”. Dzięki, że to piszesz 🙂
      No ale powinnam zacząć od GRATULACJI oczywiście, nacieszcie się sobą teraz, bo kupę lat na to czekaliście. Samych cudownych chwil!
      PS. Czasami też tak myślę, że nasze dziecko jeszcze się nie urodziło.

      Polubienie

  15. A tak jeszcze mi się nasunęło a propo bloga- temat niepłodności jest mi bliski bo sama się z nim zmagam. Jednak w przeciwieństwie do większości z Was tu piszących- nie jestem wierząca. Szanuję oczywiście Wasze poglądy,ale chciałabym ,żebyście zwróciły uwagę na jedną rzecz. In vitro – obecnie nie jest akceptowane przez Kościół Katolicki, ale czy macie pewność ,że będzie tak również za 10,20,30 lat ? Nie, bo Kościół zmienia się z duchem czasu i kto wie może w przyszłości zaakceptuje in vitro. Ja zamroziłam komórki i chcę w przyszłości spróbować z in vitro. Dopiero po wykorzystaniu wszystkich opcji pomyślę o adopcji ( jak już będę miała pewność ,że zrobiłam co mogłam, żeby mieć własne biologicznie dziecko ).

    Polubienie

    1. Kochana Czytelniczo,
      ja osoby niewierzące w kontekście niepłodności (ale nie tylko) bardzo podziwiam, bo uważam, że mi byłoby jeszcze trudniej poradzić sobie bez wiary z dotychczasowymi perturbacjami.
      Zgadzam się z Tobą, że stosunek Kościoła do in vitro (i nie tylko) za ileś tam lat może ulec zmianie. Ja jednak nie należę do osób, którym da się coś narzucić i moja decyzja w sprawie in vitro nie była kierowana „wytycznymi duchownych” w najmniejszym procencie, żeby nawet nie powiedzieć, że mało mnie interesuje co o IVF myśli kościół obecnie i za 50 lat.
      Staram się z różnych sytuacji, które mnie spotykają w życiu, a są bardzo dla mnie trudne i smutne próbować wyciągać jakieś dobro. W tym wypadku tym dobrem naszej bezdzietności jest adopcja. Nie traktuję jej „zamiast” tylko jak coś „co mi jest pisane”. To inna droga do pełnej rodziny.
      Ściskam mocno
      L.

      Polubienie

  16. Pamiętam że niepojęte było dla mnie to, że Czas płynąć obdarzal dziećmi znajomych którzy gdy my zaczynaliśmy starania oni ani myśleli o dzieciach. Tak jak mówią że płynący czas widać po tym jak dzieci rosną, ja uciekając czas widziałam w kolejnych powiekszajacych się wśród znajomych godzinach. Przyjaciółka powiedziała mi o ciąży kiedy ja…. „świetowalam” pierwszy dzień kolejnego cyklu. To było nasze ostatnie spotkanie… niepłodność odebrała mi wiarę w siebie, przyjaciół, nawet zdrowie i wygląd bo się strasznie roztyłam 😉 tego się prawdziwie nigdy nie zapomni, ale i dzięki temu człowiek inaczej patrzy na świat. Nie wiem kim bym się stała gdyby nie bezpłodność? Może to ona wbrew pozorom nadała memu życiu sens? Nie wszystko co w danej chwili wydaje nam się źle i krzywdzące takim jest. Bo skąd wiesz co by było gdyby… I dzidziuś pojawia się dany od Boga w tym idealnym momencie 🙂

    Polubienie

    1. Masz rację, czas widać po rosnących dzieciach … znajomych. Ale nie wiem czy pamiętasz, pod jakimś postem Izzy napisała na nasze (niepłodnych) szczęście, że ten czas kiedy czekaliśmy na nasze dzieci wcale się nie liczy:)! W sensie odejmij sobie od swojego wieku te 6 lat 🙂 Brzmi lepiej, prawda?
      Ja w sumie wcale nie czuję się na swój wiek, który kiedyś uważałabym już za geriatryczny oczywiście w kwestii macierzyństwa. A teraz? Myślę sobie, Boże ile ja rzeczy jeszcze nie wiem, jak ja mam zostać mamą za chwilę jak jestem zielona we wszystkich sprawach? 🙂
      Dlatego teraz już też wierzę, że ten czas czekania jest po coś. Że to nie do końca ja sama wiem, kiedy powinnam zostać matką. W sumie dobrze, że Ktoś to za mnie zaplanował 🙂
      Buziaki i miłego weekendu!

      Polubienie

      1. Oj tak…rosna te dzieciaki tak jak lata bezdzietności.
        Tez tak macie,że wkurza was brzuch i ciąża a już mały bo basek nic a nic? (Nie mam na myśli zazdrości). Niecierpie przsbywać z kobietami w ciąży ale nie mam nic przeciwko maluchom, traktuje to też jako pozytywny znak w kontekście dziecka adoptowanego.
        Dziewczyny myśle że nie tylko my, niepłodne odkładamy nasze życie na potem, jak już będzie ciąża/dziecko chyba każdy tak ma, tylko oczekiwania są różne…życie zawsze jest gdzieś indziej. Staram się pielęgnować uważności żeby tak nie było, ale czasem zupełnie mi nie idzie 😉
        Jak najwięcej uważnych dni wam życzę na tę majówkę.

        Polubienie

        1. Soniu, nazwałaś to, co mi towarzyszyło od lat. Mianowicie już wiem, że mnie nie denerwują dzieci, ale ich rodzice. Tzn ciężarne kobiety, które szybko zapomniały jak to było podczas wieloletnich starań, albo te które zaszły szybciutko w ciążę i chcą mnie zachęcić, bo to takie proste i cudowne.
          Podobnie jest, gdy pojawia się dziecko w rodzinie – to nie ten maluch powoduje u mnie smutek i brak chęci do spotkań, traktuję go jak pełnoprawnego, malutkiego człowieka. Za to jego rodzice często przyprawiają o mdłości, swoim zachowaniem, dobrymi radami i pouczaniem, albo po prostu lekceważeniem w stronę nas- bezdzietnych.

          Dlatego tak, jak napisałaś sami musimy stawać na głowie, by żyć pełnią życia, uważniej i umieć się cieszyć z tego co mamy, nawet bez dziecka.
          No to w połowie już tego weekendu majowego idę celebrować małe, cudne chwile 🙂

          Polubienie

  17. Część dziewczyny,
    Zaczełam czytać tego wspaniałego bloga niedawno i pisze po raz pierwszy. Też zmagamy się z mężem z bezpłodnościa za nami kilka lat starań z różnymi lekami, jedna stracona ciąża i 2 nieudane podejścia do in vitro. Myślimy o adopcji i w najbliższych dniach idziemy żeby dowiedzieć się na temat wymogów. Jak czytam posty i komentarze to tak jak bym czytała o tym co sama czuje. Już myślałam, że jestem jakaś dziwna że wkładam tzw. „zbroje/maske” czyli uśmiech i staram się nie pokazywać nic po sobie. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy jak przeczytałam, że inni też tak reagują to znaczy, że nie zwariowałam tylko staram się jakoś przetrwać. Takim trudnym czasem dla mnie były te Święta wyjechaliśmy do rodziny męża pełno rodzin z dziećmi i kobiet w ciąży a my tacy sami jacyś inni. Bawiłam się z małymi bratankami i siostrzenicami – ja bardzo lubie dzieci ale czasami wracała do mnie świadomość że my nie doczekaliśmy się tego szczęścia. Najgorszy moment to był plac zabaw, na który niestety poszłam z dzieciakami siostry meża i tam było mi bardzo cieżko. Płakałam później wieczorem jak wróciliśmy do swojego pokoju. Teraz po powrocie widzę, że też cieżko jest mi się trzymać. To bardzo trudny czas dla nas i nie wiem skąd mam znaleść siłę żeby walczyć dalej.

    Polubienie

    1. Witaj Abi w naszym wiewiórkowym świecie, fajnie, że się odezwałaś!
      Na początku, to palma zwycięstwa dla Ciebie za to że przeżyłaś tak mocno „dzieciate święta”. Gdy u nas połowa rodziny skierowała się na plac zabaw w Wielką Niedzielę, ja z mężem poszliśmy sami na spacer. Po tylu latach, zaczęłam się uczyć dbać o siebie i wtedy gdy mogę, ograniczam ilość bodźców z otoczenia.

      Przeszliście trudną drogę, ale najważniejsze, że rozważacie kolejne etapy Waszej walki o dziecko. Jedyne co mogę poradzić, to zawsze próbować iść do przodu, choćby malutkimi kroczkami.
      Ja kieruję się powiedzeniem (choć wiem, że w naszej sytuacji jest ono trochę na wyrost) – „Jeśli przechodzisz przez piekło, to dalej idź! Idź i się tam nie zatrzymuj.”

      Wzlotów i upadków będzie jeszcze sporo, sytuacji kiedy będzie trzeba ubrać maskę i grać również. Zawsze możesz sobie wtedy pomyśleć: „ciekawe jaką maskę ubrała teraz Lidia, albo inna z dziewczyn z tego czy podobnych blogów?” – zaręczam Ci, że wtedy, gdy Ty „grasz i się maskujesz” najprawdopodobniej połowa z nas – niepłodnych robi podobny teatr w tym samym czasie, tylko na innej scenie 🙂
      A teraz tak bez żartów- życzę Ci, byś miała jak najmniej takich chwil, a droga do Waszego Maluszka była najszybsza z możliwych.
      Ściskam
      Lidia

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s