Mimo kiepskiej pogody, mimo weekendu w domowych pieleszach, mimo bezdzietności… a jednak może być fajnie.

Dziś mam trzeci dzień wolnego, choć spędzamy go w domu to i tak cieszę się bardzo . Im jestem starsza, co raz bardziej lubię takie domowe urlopowanie. Potrzebowałam tego, by się zregenerować, wyspać do bólu, poprawić planowanie jadłospisu i ogarnąć kilka domowych zaległości.

Siedzę teraz w moim ukochanym pokoiku z widokiem na Babią Górę, słonko co chwilę przyświeca na przemian z dudniącym wiatrem. Popijam kawę i napawam się przepięknym zapachem ziół. Ale spokojnie, takich żywych, doniczkowych, żadnego tam „ziela” nie hoduję 🙂

aromatyczna kawa w towarzystiwe jeszcze bardziej aromatycznych ziół

W czwartek wstaliśmy z M. świtkiem i wybraliśmy się na giełdę kwiatową. Kupiliśmy kwiaty wiszące na nasz balkon i całą skrzyneczkę ziół. Zdjęcia niestety nie oddają ich piękna, nie mówiąc już oczywiście o powalającym zapachu, ale zostawiłam naszą lustrzankę w serwisie i cykam od tygodnia zdjęcia tylko telefonem.

Natura zachwyca mnie ogromnie- jak taki pęk ziół potrafi pachnieć?! Toż wszystkie perfumy świata mogą się przy tym zapachu schować. W zeszłym roku M. przygotował mi z palet 2 wiszące skrzynie na balkon. Zasadziłam w nich malutkie zioła. Po 2 miesiącach, mięta, melisa i bazylia rozrosły się  gigantycznie, nawet określiłabym, że walczyły ze sobą o terytorium w doniczce. W tym roku postanowiłam ponowić eksperyment, kupiłam mix ziół w doniczkach i nie spodziewałam się, że mamy aż tyle odmian np. mięty!

sadzonki ziół

Można więc powiedzieć, że czwartek upłynął mi „ogrodniczo”, choć o prawdziwym ogrodzie jeszcze marzę. Ogarnęłam balkon na sezon wiosenny, w ściennych paletach posadziłam: lubczyk, melisę, curry, colę (wiecie, że ona naprawdę pachnie jak coca-cola?!), 3 odmiany tymianku, oregano i miętę w 6 odmianach.

Na naszych sufitowych hakach zawisła w tym roku dla odmiany podwójna lobelia i jedna czerwona begonia. Ta begonia to mój eksperyment, boję się trochę, że może się połamać na dużym wietrze i nie jestem pewna czy przetrwa słońce mojego południowego balkonu, czas pokarze. W dużej glinianej donicy posadziłam lawendę i ozdobną trawę. Lawenda to jeden z moich ulubionych kwiatów, no i super odstrasza komary.

balkonowe sadzenie ziół i kwiatów

Na koniec dnia będąc jeszcze na malutkich zakupach wypatrzyłam przy kasie maciejkę. Kupiłam więc nasionka i posiałam w trzech małych doniczkach. W zeszłym roku maciejkowe sianie mi się nie udało, zobaczymy tym razem, bo maciejka cudnie pachnie wieczorami, więc pasowałaby mi do wieczorów z lampką wina na toskańskim balkonie idealnie 😉

 

A Wy, organizujecie swoje balkony na wiosnę? Lubicie tak, jak ja przesiadywać wieczorem na balkonie i oglądać gwiazdy? Jak macie jakieś patenty na urządzanie balkonu, albo inspiracje z internetu, to pochwalcie się koniecznie. Bo dla mnie to taka mała-wielka pocieszajka dla jeszcze bezdzietnego stanu. Jedni kąpią i usypiają maluchy, a ja w tym czasie leniuchuje na balkonie, a co!

trawa

SZAFA na wiosnę…

W ten weekend metodą małych kroków, postanowiłam, że muszę zacząć robić rewolucję w mojej szafie na wiosnę. Przestałam myśleć czy mi się chce i czy ma to sens, tylko zaczęłam działać. Więc zmiana dekoracji z zimowej na wiosenną już u mnie na wieszakach nastała. Wiem że muszę kilka ciuszków dokupić, a sporo też odłożyłam do przekazania dalej. Marzy mi się taka, jak to mówią capsule wardrobe, by nie zastanawiać się rano, co do czego założyć.

Troszkę się uśmiecham pisząc o idei kapsułowej szafy, bo od dziecka robiąc zakupy z mamą, gdy coś mi się w sklepie podobało, mama mówiła „zastanów się do czego ci to będzie pasować?” Później trochę mi się ta idea zgubiła, a przy obecnym mixie ubrań w mojej szafie muszę chyba do niej wrócić, bo niby mam wszystko i w sumie niewiele.

BIO….

W kwietniu też udało mi się załatwić pewną ważną rzecz.

Moja koleżanka z pracy już dawno polecała mi oczyszczenie organizmu na wiosnę, lekką zmianę i tak już zmienionych nawyków żywieniowych i zrobienie biorezonansu. Zwlekałam ile mogłam. Ale codziennie w pracy widziałam jak ona wypija ogromne ilości soków warzywnych, warzywno- owocowych, pilnuje gorzkiej herbatki przed posiłkiem (czytaj sokiem :)) i to mnie jeszcze nie motywowało, ale widziałam, że ona ma co raz więcej energii i tego to już zazdrościłam.

Myślałam – przecież ja i tak się super odżywiam od 3 lat, po co więcej zmieniać. Ale fakty były takie, że czułam się od pewnego czasu co raz gorzej, częściowo wróciły problemy z jelitem i to przez moje poluzowanie diety bezcukrowej już od świąt … Bożego Narodzenia niestety. A najgorsze, że osłabł mi i tak już kiepski wzrok, koncentracja i pojawiły się zawroty głowy. No dobra, pójdę już na ten biorezonans, niech będzie, tym bardziej że M. również wyraził chęć.

O wynikach i efektach zmiany jakie wprowadziłam napiszę może osobnego posta, no i o tym co myślę o takim biorezonansie. Jeśli ktoś z Was korzystał z takiego cuda, to dajcie znać proszę, chętnie poczytam wskazówki i opinie.

Przez to uważniejsze jedzenie ostatnio znów zaczęłam więcej czasu spędzać w kuchni. W sumie to był idealny moment, by zrobić takie badanie przed samym weekendem majowym. We środę mogłam przespać i przeleżeć w łóżku osłabienie, które często pojawia się pierwszego dnia. Pogrzebać w internecie i poszukać  nowych przepisów. Kolejny raz przekonałam się, że zmiana odżywiania to nie  „czyli już prawie nic nie mogę jeść” tylko, „muszę zmienić swój dotychczasowy jadłospis” i uzupełnić go o inne dania, których jest tysiące. Nie wiem jak Wy, ale często przyzwyczajając się do swoich posiłków, po jakimś czasie w kółko gotujemy to samo. Dopiero jak mi „odebrano” to co moje, zwyczajne, ulubione – okazało się, że jest mnóstwo ciekawych dań i to o niebo zdrowszych.

Więc majówka jest dla mnie okazją do mieszania w garnku i odkrywania nowych smaków.

W sumie znów okazuje się, że ten długi weekend jest za krótki, mimo że spędzamy go w domu. Oprócz czasu na lenistwo i odsypianie, znalazł się też wieczór na spotkanie rodzinne i balkonowe „ogrodnictwo”, a nawet wiosenne mega porządki w piwnicy (ufff – dobrze że to za nami).

No i weekendowa wieczorna kąpiel, to też kolejny punkt, by uczynić ten mini urlop cudownym relaksem. Kiedyś wspominałam Wam o książce  Hashimoto Izabelli Wentz i soli Epsom, którą polecała. Przyznam, że dopiero teraz zaczęłam z niej korzystać i to znów dzięki koleżance z pracy. Ten super stary wynalazek, stosowany przez nasze babcie, naprawdę warto wprowadzić do swoich wieczornych rytuałów.

Korzystajmy, że jeszcze pod drzwiami łazienki nikt do nas nie woła „mamoooo, kiedy wyjdziesz?”, celebrujmy pozytywne chwile z naszej bezdzietnej codzienności.

Jutro szykuje się ostatni dzień tego długiego – i tak za krótkiego weekendu majowego. Nie wiem jaki Wy macie plan, mam nadzieję, że nie utkniecie na pół dnia w korkach jeśli wracacie z jakiś cudnych miejsc.

Ja mam najambitniejszy wiewiórkowy plan na niedzielę:

leniwy poranek w łóżku

pyszna kawa na balkonie

niedzielny spacer do kościoła

odgrzewany pyszny obiadek (tak, jutro nie gotuję, a co!)

poobiednia drzemka lub wygrzewanie w słoneczku na balkonie

popołudnie z książką i niech mi żaden inny pomysł tego nie zepsuje!

pyszna kolacja i przygotowanie jedzonka na pierwszy dzień w pracy po weekendzie

plan na nowy tydzień – i tego muszę nie zapomnieć, bo wtedy cały tydzień jest prostszy

i znów książka na dobranoc 🙂

 

 

 

 

 

 

Reklamy

17 myśli na temat “Mimo kiepskiej pogody, mimo weekendu w domowych pieleszach, mimo bezdzietności… a jednak może być fajnie.

  1. Ja też lubię taki weekend w domowych pieleszsch. Mój był super długi bo razem z M mieliśmy wolny cały tydzień! Bardzo dużo pracowaliśmy w ogrodzie, wspólnie obsadziliśmy rabatę,zadbaliśmy o trawnik i pozostałe rośliny. Pierwsze 3 dni krążliśmy od markaetu budowlanego do domu 🙂 mieliśmy gości i zwyczajnie w świecie się obijaliśmy. Obejrzałam też ciekawy dokument na HBO GO Adopcja: konkur na rodziców- bardzo piękny i wzruszajacy. Polecam!
    Ciekawe jest to co piszesz o biorezonansie- chętnie przeczytam o waszych doświadczeniach. Ja z ciekawości i potrzeby dbania o siebie zapisałam się w czerwcu do dr z bardzo dobrymi opiniami która jest jednocześnie endokrynologiem; diabetologiem i dietetykiem. Liczę że dowiem się czegoś nowego na temat swoich problemów właśnie w takim szerokim ujęciu.

    Polubienie

    1. OOoo, to widzę że mamy podobną ulubioną kategorie sklepów 🙂 Ja w pewnej Casto… znam już układ większości półek i wpadam z taką ochotą jak do obuwniczego 🙂 Bo prace domowe i ogrodowe to fajna sprawa i tu nie ukrywam zazdroszczę Ci tej rabaty, ja co najwyżej mogę poszaleć w dwóch doniczkach po 80cm każda 🙂
      Film muszę zaraz namierzyć i mam nadzieję, że w weekend uda nam się go obejrzeć. A o biorezonansie napiszę za jakiś czas, jak wytrzymam jeszcze na zaleceniach od fitoterapeutki i przejdę badanie kontrolne.
      Pozdrawiam gorąco!
      L.

      Polubienie

      1. Ob…ma śliczny dział Ogród;) wypróbowałam prawie wszystkie meble bo przymierzam się do zakupu. Ogródek mam dopiero pierwszy rok, ale chyba idzie nam dobrze bo sąsiedzi co i rusz zaglądają i pytają „a co wy tam znów kombinujecie?”. Wcześniej przez kilka lat miałam balkon, ale był tak wietrzny, że doniczki mocowałam do balustrad i w zasadzie było to miejsce bezużyteczne.
        Cieszę, się że do trafiłam na Twój blog.

        Polubienie

  2. Uwielbiałam swój balkon, gdy jeszcze mieszkałam w mieście! Zawsze miałam skrzynki z pelargoniami, do tego wiszące surfinie, które cudownie się czuły na stronie południowej. Miałam też tuję, pomidory, małą pergolę z różnymi kwitnącymi roślinami. A balkon był malutki! Upchnęłam tam jeszcze leżak 😊 Mogłam tam spędzać całe godziny, z książką, kieliszkiem wina i papierosem w drugiej ręce. Tak było za panieńskich czasów. Potem rzuciłam palenie, leżak zamieniłam na dwa krzesła i bardzo lubiliśmy pić tam kawę i grzać się w słońcu. Ostatecznie wylądowaliśmy na wsi, tu pozostałam wierna pelargoniom, bo surfinie bardzo mi tu marnieją 😞W tym roku chciałam kupić million bellsy, ale czasu mi zbrakło i nie wybrałam się na zakupy. Mam jeszcze zamiar posadzić lawendę i rozmaryn, zaraz przy tarasie, żeby nam pachniało wieczorami. A jutro mój mąż będzie sadził brzozy 😁

    Polubienie

    1. Łoo matko, ale się rozmarzyłam po Twoim opisie. Pelargonie, lawenda, rozmaryn i brzozy??? Nie za dużo szczęścia na raz 🙂 ?
      Ale skoro mówisz, że też zaczynałaś od malutkiego balkonu, to może i ja za jakiś czas awansuję na królową większej powierzchni uprawnej.
      Niech Wam wszystko ślicznie rośnie i zimna Zośka tego nie popsuje!
      Ściskam majowo
      L.

      Polubienie

  3. Majówka w domu to fajny pomysł. Dawno tak nie odpoczęłam jak w tych kilka dni. Doceniałam to, że wszystko mogło być bez pośpiechu. Leniuchowanie. Spokój. Chwile dla nas. Doceniam to, co mam teraz. Korzystam, żeby potem kiedy już będzie słychać „mamooo!” mieć poczucie, że fajnie ten czas we dwoje wykorzystałam 🙂

    Polubienie

  4. W weekend majowy cieszyłam się, że pada deszcz, jest zimno, z nikim się nie widzimy i możemy po prostu spać, czytać, oglądać, myśleć. Lidio, po tak dobrych w marcu wynikach SHSG w przeciągu 2 tygodni dowiedziałam się, że mam polip do wycięcia, torbiel 5cm do usunięcia jeśli się nie wchłonie, jakaś bakterie, nadżerkę i zła cytologię z podejrzeniem HPV. Taki armagedon. Ktoś nas nami pracuje. …. A ja nie dam się zwątpieniu, bezsilności, które tak dobrze znam. Wiem, że nie dźwigam tego sama…. Ale jak pewnie dobrze wiecie…ciemności przychodzą nagle i nie chcą odejść. Takie dwie ja. Ta dzielna i uśmiechnięta, która wie, że z Bogiem i mężem może wszystko pokonać i taka ja, która nie ma sił wstać, oddychać, bo tak serce ją boli. Odn.sadzenia, przede mną dopiero wycieczka na mini giełdę i sadzenie kwiatów i ziół. Choć mięta z ubiegłego roku rośnie jak szalona! Jak będziecie na Śląsku zapraszam na herbatkę:)

    Polubienie

    1. I właśnie dlatego polubiłam kila lat temu kiepską pogodę, deszcz, wiatr i wszystkie inne pogodowe preteksty by zostać w domu. Już się nauczyłam, że samodzielna sztuka opanowania emocji to jedno, ale nie narażać się na zbyt duży kontakt z otoczeniem serwującym pro-dziecięce bodźce to drugie, wtedy łatwiej zachować równowagę.
      Faktycznie miałaś Agatko kumulację w tych niekorzystnych wynikach, ale pamiętaj, że skoro udało Ci się pozytywnie sfinalizować sHSG, to z nadżerką czy bakterią sobie nie poradzisz? Nawet HPV Ci nie straszny! Walcz dzielna Kobietko! A tak na marginesie, niby nie powinnam się wypowiadać, bo nie jestem specjalistką z tej dziedziny, ale z własnego doświadczenia – wychodzi na to, że masz słabą florę bakteryjną i jakiś stan zapalny w narządach rodnych. Pozwalam sobie tak „głęboko” wejść w temat, bo przed swoim sHSG i po też w sumie ponad rok walczyłam z zakażeniem bakteryjnym i grzybiczym narządów rodnych. Dr Pyra stwierdził nawet, że kto wie, czy to właśnie nie było przyczyną zaczopowania jajowodów u ujścia z macicy. Wszystko ustąpiło dopiero, gdy radykalnie zmieniłam odżywianie, a właściwie zmieniłam jedzenie na odżywianie, czyli zero cukru, glutenu, mleka krowiego. Wcześniejsze antybiotykoterapie skutkowały na ok tydzień i miałam nawrót stanów zapalnych.

      A mięta to faktycznie szalona roślina, rozrasta się ekspresowo. W tym roku mam miętę pomarańczową, limonkową, mojito, orzeźwiającą i taką grubolistną afrykańską od mojej byłej pacjentki:)
      Dziękujemy za zaproszenie na herbatkę po śląsku 🙂

      Polubienie

  5. A ja na odwrót. Najchętniej bym gdzieś wyjeżdżała, zwiedzała, oglądała.
    Chęć utrzymania ciąży jak najdłużej jest oczywiście silniejsza i nigdzie nie jechaliśmy.
    Co do małych ogródków -uwielbiam. Niestety od prawie pół roku mieszkamy w bloku bez balkonu. W doniczkach na parapecie mam lubczyk i szczypiorek siedmiolatkę, którą wykopałam z naszego starego ogródka. Miętę uwielbiam. A cola? Przyznam, że nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego… Do czego to można dodać? Chcę to! 😀
    U mnie z szafą odwieczny problem, bo nie potrafię się pozbyć starych rzeczy. Niektóre mają po 15lat i czasem nie chodzę w nich, ale np. podobają mi się, albo myślę, że założę i tak wypełniają wszystkie możliwe miejsca.
    Książki o hashimoto nie znam… Ani tej soli. Podeślij proszę link do tego wpisu. Ja dowiedzia£am się kilka miesięcy temu o tym, że mam niedoczynność i hashimoto. Z racji ciąży nic nie kombinuję na własną rękę i słucham pani dr endokrynolog, ale wyczytałam gdzieś o terapii takim specjalnym laserem. Chciałam znaleźć teraz ten artykuł (było napisane jakie długości fal były użyte i ile czasu trwała terapia), ale nie wiem co wtedy wpisywałam. W każdym razie jestem nastawiona na taką próbę wyleczenia/zaleczenia. U mnie od dawna były wszystkie możliwe objawy, ale jakoś nikt nie wpadł na pomysł, że to mogą być problemy z tarczycą.
    A ten plan na tydzień to przykładowo jaki? Taki jedzeniowy czy tego, co masz do zrobienia?

    Polubienie

    1. Colę kupiłam w palecie ziół i tez jeszcze nie wiem do czego ją dodam, ale właściwości ma sporo, już poczytałam i pachnie bosko.
      Ja starych rzeczy tez nie umiem się pozbywać, tzn każdy ciuch przechodzi u mnie kwarantannę:) Najpierw te nieużywane przez ponad rok lądują na tyłach szafy, potem przekładam je na górną półkę, by po 2-3 latach uznać, że faktycznie nawet o nich nie pamiętam.
      O książce Hashimoto pisałam tutaj – https://wiewiorkowoblog.wordpress.com/2018/08/26/choroba-hashimoto-czy-da-sie-zrobic-cos-innego-oprocz-brania-lekow-by-ja-obezwladnic/
      Natomiast ta starodawna, słynna sól to: EPSOM czyli inaczej siarczan magnezu.

      A jeśli chodzi o plan tygodniowy to zazwyczaj jest mix rzeczy do zrobienia o których nie mogę zapomnieć. Np: zapłacić ZUSy, wydrukować faktury, odebrać wyniki badań, zrobić konkretne zakupy, rozczynić zakwas na chleb, dzień później go upiec, przygotować warzywno-owocowe koktajle do pracy dla mnie i M. itp. Jak rozparceluję sobie obowiązki na poszczególne dni, to zawsze mam poczucie, że praca idzie do przodu i nie zapominam o sprawach ważnych. No i czas nie przecieka mi przez palce, bo zaczynam od tego co „mus” a kończę na tym co przyjemne 😉

      Polubienie

      1. Przeczytałam ten post, który podlinkowałaś i potem kolejny i kolejny. Książkę pewnie kupię, ale mega zaintrygowała mnie ta p. Stasia. Wierzę w wiedzę takich ludzi. I bardzo chciałabym do niej pojechać albo zadzwonić. Jeśli mogłabym Cię prosić o jakieś namiary… Przeraża mnie branie euthyroxu do końca życia. A czytałam, że to leczy tylko tsh, a nie przyczyny. Jak tsh w normie to odstawiam tabletki i nic z tego, że objawy mogą nadal występować.
        Jak przeczytałam o częstotliwości Twoich wizyt w toalecie to jakbym czytała o sobie, choć ze mną czasem jeszcze gorzej. Nadal jesteś na bezmlecznej, bezcukrowej i bezglutenowej diecie?

        Polubienie

      2. Już doczytałam w komentarzach pod tamtym postem na temat adresu i nr telefonu. Będę jutro dzwonić.
        Jak z tą dietą? Cały czas trzymasz się wytycznych? Byłaś ponownie u tej p. Stasi, żeby podpowiedziała czy Twój organizm lepiej funkcjonuje?

        Polubienie

        1. Diety staram się trzymać od trzech lat. Przyznaję, że najgorszy czas dla mnie to miedzy świętami 🙂 W sensie od Bożego Narodzenia do Wielkanocy włącznie. Zawsze popuszczam wtedy pasa ze słodyczami i tym razem ciężko było mi wrócić na dobrą bezcukrową drogę. Ale uważam, że warto, ja poczułam zmianę w samopoczuciu bardzo szybko, tak jak pisałam.
          Teraz zmobilizowałam się do powrotu do dawnych zwyczajów, a nawet ich zaostrzenia przez ten biorezonans.

          Polubienie

  6. Dziękuję Lidio za odpowiedź i za tak fajny blog, że jesteś z nami szczera w swoich emocjach. Jest to takie inne po wkładaniu maski tak wiele razy wreszcie mogę być sobą i ktoś rozumie jak się czuje 🙂
    Jestem ciepłolubna (podobnie mój maż) więc w wolne dni jak tylko jest zimno to chętnie zakopuje się w domu na kanapie z książką lub filmem ale jak tylko jest ciepło a nawet bardzo ciepło ciągnie mnie do natury i wyjazdów. Ten długi weekend raczej sprzyjał kanapie więc spędziliśmy go leniuchując. Poza tym musiłam odpocząć psychicznie po świątecznym wyjeździe.
    My wyprowadziliśmy się poza miasto ale dość blisko jeśli chodzi o prace i żeby skoczyć np. do kina lub na kręgle. Mamy ogródek więc tam się odstresowujemy – natura to najlepszy lek.
    Zasadziłam w zeszłym roku lawendę w tym roku dosadzam jej więcej – uwielbiam jej odprężający zapach. Posadziliśmy też drzewka owocowe ale to eksperyment więc nie wiem co z tego wyjdzie – jest to marzenie mojego meża. Moim marzeniem jest ogródek pełen kwiatów na razie staram się dowiedzieć co mogę zasadzić i co dobrze przetrwa zimę. Miałam dwie nieudane próby z magnolią a teraz zasadziłam kolejną (trzecia próba ale ja jak my wszystkie nauczona jestem cierpliwości).
    Mam też kwiatki w doniczkach walcze obecnie z mszycami bo zjadają mój hibiskus. Zainspirowałaś mnie swoim postem żeby posadzić zioła – to mój następny projekt.
    Właśnie takie małe i duże projekty dają nam radość 🙂 Chętnie odwiedzamy wszystkie centra ogrodnicze.
    Co do szafy to staram się po mału robić w niej porządki i kupować nowe rzeczy i pozbywać się starych. Odkryłam, że nie mam problemu z pozbywaniem się starych rzeczy w przeciwieństwem do mojego męża który by chętnie wszystko chomikował 😉
    Co do diety to staram sie przejść na bezglutenową ze względu na problemy z tarczycą, które odkryłam po straconej ciąży – jak ty sobie radzisz bez glutenu, cukru i mleka krowiego z czego czerpiesz inspiracje jeśli chodzi o przepisy?

    Polubienie

    1. Abi, to mamy podobnie. Ja też ten uroczy weekend przekanapowałam z książką i kocem:)
      Też ciągnie mnie do natury, ciszy, śpiewu ptaków i pięknej przyrody, nic więcej nie potrzebuję. I ten weekend również przeznaczyliśmy na odpoczynek po świętach:) Zrozumie tylko ten, co wie o co chodzi, bo niby jak można odpoczywać po odpoczywaniu 🙂 Ano można!
      Ogródeczka zazdraszczam bardzo, bardzo. O magnolii marzę od dawna, choć zaskoczyłaś mnie trudnością jej przyjęcia. No i lawenda, ja też obsadziłabym nią wszystko. Ale mam tylko 2 długie doniczki, więc koniec rumakowania.
      Ja w zeszłym roku też walczyłam z mszycami, były wszędzie – w kwiatach i ziołach. Stosowałam opryski z wywaru z cebuli, trochę pomagało, ale i tak sporo ziół wyrzuciłam.

      Donicę albo kawałek grządeczki z ziółkami bardzo polecam, szczególnie miętę, melisę, bazylię, oregano, rozmaryn. Jak one cudownie pachną!
      Ja dietę teoretycznie ciągnę do dziś, teoretycznie bo trochę sobie popuściłam. Ale glutenu nie jem w ogóle, zaraz właśnie lecę zrobić zakwas na chleb gryczany i jutro piekę. Czasami się skuszę na kawałek czekolady, ale nie używam już cukru do niczego, kawę jedynie słodzę troszeczkę miodem. A z mlekiem poszło najłatwiej – używam kozich jogurtów z Lidla do sosów, mussli i zupy, a do kawy mleka kokosowego/ migdałowego/ ryżowego. Za krowim wcale nie tęsknię.
      Podrzucę kilka linków do przepisów jak chcesz w najbliższym czasie.
      Buziaki
      L.

      Polubienie

      1. Co do magnolii to muszę się przyznać, że na razie próbowałam te trudniejsze do zasadzenia czyli bardziej egzotyczne gatunki jak: magnolia parasolowata lub magnolia little gem, które mogą trudniej adaptować się do naszego klimatu. Jeśli tym razem nie wyjdzie kolejna będzie tradycyjna magnolia. Ja się nie poddaje 😉
        Bardzo fajnie jak podrzucisz linki z przepisami dzieki 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s