Czuję, że to moja oscarowa rola, bo złotą palmę już mam… Czyli o sztuce, do której dostałam angaż bez mojej wiedzy, zgody, a nawet z wyraźnym protestem.

Miałam zaplanowany jakiś miły, budujący post. Nie taki znowu słodki, by dostać cukrzycy, ale na litość boską myślę sobie, przecież ta bezdzietność czasem też jest fajna, więc dajmy jej szansę się polubić. Ale cóż….

Dostałam szybki komunikat w poniedziałek rano, nadawca – moje spragnione smutnych wrażeń życie upomniało się i usłyszałam: zakładaj Lideczko maskę i wio na scenę.

Scena pierwsza, ujęcie pierwsze (dubli nie będzie).

W ten poniedziałek szłam do pracy zupełnie spokojna, wypoczęta po długim weekendzie i całkiem wyspana. Najważniejsze, że jeszcze nieświadoma.

Moja koleżanka już była w biurze (a to jest dziwne), ale szybko rzuciła mi hasło w drzwiach, byłam rano na badaniach. Aaa, to wyjaśnia jej poranne, szybkie tempo. Ale jak zobaczyłam jej twarz, a właściwie kolor zlewający się ze śnieżnym kolorem fartucha i minę taką, jakby… , a ten opis to Wam podaruję – już wszystko wiedziałam.

Właściwie tak mi się wydawało już w święta Wielkanocne, ale potem zmyliła mnie jej cudowna kondycja i sama zganiłam się za swoje myśli „tylko o jednym”.

W ten poniedziałek nie miałam wątpliwości, ale czekałam na jej reakcję. Lubimy się bardzo, gdy tylko jest chwila wolnego, gadamy o wszystkim. Inspirujemy przepisami, zdrowymi dietami, książkami, medycznymi zawodowymi doświadczeniami, urlopami, ale takt, moje doświadczenia i jeden dodatkowy szczegół nie pozwalał mnie pierwszej zacząć rozmowy – to ja jestem w tym duecie „płatnikiem,” jak to zwą pewne instytucje.

Na finał nie musiałam czekać, mamy świetne relacje i sobie ufamy, więc szybko poszło i usłyszałam … „powiem Ci pierwszej, choć to dopiero początek – jestem w ciąży”.

Maska! Pomyślałam szybko, gdzie jest moja maska? Albo przynajmniej makijażystka, niech mi ktoś domaluje ten zakichany uśmiech!!

Starałam się bardzo, chyba mi wyszło. Przecież mam wprawę. Właściwie powtarzam tę sztukę już od 9 lat, no chyba można by się już nauczyć.

Tysiąc myśli przeleciało mi przez głowę. Jak ja mogłam w te święta przeczuwać, że ona jest w ciąży, jak sama K. jeszcze tego nie wiedziała? Ja mam radar, tak- ciążowy radar. Bo od testu ciążowego różnię się tym, że na mnie nie trzeba nasikać, ja to po prostu czuję.

Nawet nie poczułam zazdrości o jej ciążę. Jakoś mnie to nie dziwi, rozumiem ją. Nie poczułam zazdrości o to, że tak szybko – 3 miesiące i bach. Wysłuchałam historii, że ta ciąża to chyba cud wymodlony przez jej męża, bo ona też ma problem z tarczycą, a jej TSH wynosi 28! (Moje wynosi 3 i każdy lekarz kazał zbijać poniżej 2).

„Nie ma takiej skali” – wyrwało mi się, K. zaczęła się śmiać – „widzisz, cuda się zdarzają”

No tak, pomyślałam, cuda się zdarzają wszędzie w okół. Nie mnie, bo straciłabym szansę na Oscara, moja rola w 9-letnim scenariuszu trwa i końca nie widać.

Wiecie co? Tak na serio w pierwszej chwili, to poczułam wtedy złość. To ja miałam za niedługo iść na macierzyński. To ja, po tylu latach, gdzie wszystkie znane mi kobiety w pracy urodziły, albo są już w drugiej ciąży, miałam teraz mieć wolne. Ta ja miałam się nie martwić co będzie w najbliższym czasie, tylko myśleć, że za chwilę będę mamą. Ale to ja… muszę się teraz martwić o K.- taki podział ról w moim biznesie.

I znów jest jak zwykle. Czy pojedziemy w Bieszczady? Nie wiem, wszystko zależy od samopoczucia K. Czy będę mieć siłę szukać kogoś na jej miejsce, uczyć, chwalić, motywować, gdy to ja jestem najbardziej zdemotywowaną osobą w tej firmie?

I najgorsze… K. była ostatnią osobą z którą mogłam normalnie porozmawiać o normalnych rzeczach. A tu PYK – prysło. Minęło kilka dni, dokładnie sztuk 4, a ja już wiem co na początku ciąży można, czego nie. Jaką książkę warto przeczytać a jakiej nie. Że K. teraz tego i tamtego nie może. Teraz już nie mam żadnej osoby bezdzietnej w swoim otoczeniu.


Scena druga.

Na drugi dzień wpadła w odwiedziny do nas  szefowa-  kontrahentka. Domyśliła się co jest grane, bo K. skrzywiła się na jakiś drażniący ją zapach. Szczerze pogratulowała K. i 3x w ciągu godziny wyraziła radość, że „dzieci są najważniejsze i trudno, najwyżej jej zawodowy rozwój troszkę się przesunie”.

Nasza szefowa wie o moim oczekiwaniu w ośrodku, K. z resztą też.  Obie zastały mnie kiedyś roztrzęsioną w pracy zaraz po TYM telefonie, są świadome sytuacji, przynajmniej tak bardzo ogólnie. Z szefową mam przyjacielskie relacje od lat, wspieramy się często w rodzinnych i osobistych sprawach, sama ma już dorosłe dzieci. Uprzedziłam ją, że mój stan psychiczny jest już mocno kiepski i nie widzę się w roli szkoleniowca, rekrutera i kierownika programu znów od początku. Chciała mi bardzo pomóc, doradzić, bym się spróbowała czymś zająć: fitnessem, lepieniem garnków, albo szydełkowaniem. Chciała dobrze, ale na odchodne do K. jeszcze raz rzuciła ” dzieci są najważniejsze”.

Poszła, a ja zostałam z tą myślą – dziś się powkurzam, popłaczę, ale najgorsze jest to, że jutro rano muszę nie wiem skąd wykrzesać tą siłę z siebie, zacząć tą cholerną rekrutację, znaleźć nową osobę do współpracy, przed K. udawać radość, a sama siebie nie wiem jakimi pozytywnymi myślami już oszukiwać.

Dlatego przed większością ludzi nie zdejmuję maski. Moja życiowa rola dalej walczy o nominację do Oscara. Lepiej, by większość nie wiedziała, że mam taka sytuację, a nie inną. Mniej boli kiepski żart lub pocieszenie od osoby nieświadomej sytuacji, niż hasło „lepienie garnków też jest fajne i ekscytujące, ale dzieci są najważniejsze” od znającej problem bliskiej znajomej.

Są też plusy, sztucznie wyszukiwane, ale co tam.

Dałam sobie prawo do kilku trufli czekoladowych i lampki wina. Chrzanić dietę i wytyczne biorezonansu w takich chwilach.

W dwa dni przeczytałam całą książkę, co nie zdarzyło mi się od kilku lat. Chyba tego potrzebowałam.

Jutro jedziemy na jednodniową wycieczkę w góry, by odłączyć umysł i poczuć jakieś pozytywy naszej bezdzietności.

Mimo mojej alergii na osoby związane z kręgami politycznymi, dawno nie czułam takiego współczucia do kogoś, jak dziś do naszego premiera i jego rodziny, za to co zrobił im „Fakt”. To tylko potwierdza – maskę trzeba mieć zawsze w torebce. Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie potrzebna, bo..

Show must go on…


Za kulisami

Ale i tak, życzę Wam cudownego, wyspanego, wyleniuchowanego weekendu.

Róbcie najcudowniejsze rzeczy i cieszcie się sobą we dwoje.

A najlepiej podzielcie się w komentarzach pomysłami, jak zagospodarowujecie swój czas, myśli i przestrzeń, by ta przymusowa jeszcze bezdzietność była w jak największym stopniu wykorzystana pozytywnie.

 

Reklamy

35 myśli na temat “Czuję, że to moja oscarowa rola, bo złotą palmę już mam… Czyli o sztuce, do której dostałam angaż bez mojej wiedzy, zgody, a nawet z wyraźnym protestem.

  1. Zasłużyłaś na butelkę dobrego wina (nie tylko kieliszek) i co najmniej litr pysznych lodów po takim koszmarnym dniu! Bardzo Ci współczuję obecnej sytuacji w pracy, sama byłam w podobnej prawie dwa lata temu jak moja koleżanka z biura zaszła w drugą ciążę. W takich chwilach ciężko zachować optymizm i umieć przekierować myśli na coś innego niż użalanie się nad sobą w stylu „dlaczego tym razem to nie jestem ja”.

    Polubienie

  2. Też mam taki radar od wielu lat. Wiem że ktoś jest w ciąży często zanim ktoś się o tym dowie. Cóż może kiedyś zacznę na tym zarabiać. Nostradamus prenatalny

    cóż więcej mogę powiedzieć może kiedyś spotkamy się na jakimś sabacie nie musząc ubierać masek

    Polubienie

    1. U mnie to mój mąż zawsze widzi i wie. Sytuacji takich mam ostatnio mnóstwo. Maska na twarz i gratulacje, a w domu płacz w samotności i zły humor na kilka dni. Chociaż… ostatnio bliska koleżanka można powiedzieć ‚wpadła’ z 3 dzieckiem bardzo bała się mi powiedzieć, a ja bardzo dobrze to zaniosłam. Znowu zobojetniałam? Pozdrawiam.

      Polubienie

      1. Poprostu ciążooporność stała się naszą codziennością. Ja po prostu staram się odrzucać już to i stawać obok. Każda wiadomość o ciąży poprostu przelatuje obok mnie lekko zaznaczając tylko swoją obecność z sercu ale nie jako ból zawiści tylko takie małe ukłucie

        Polubienie

  3. Bardzo mi przykro, szkoda ,że te osoby z Twojej pracy tak się zachowały. Udowodniły ,że nie mają taktu 😦 A to oznacza ,że Ty też nie musisz go mieć przy nich. Proponuję mówić „drobne złośliwości” -o utracie figury po ciąży, wypadaniu włosów, nieprzespanych nocach- pytać jak sobie z tym poradzą. Udawać bardzo zatroskaną, udzielać dobrych rad typu : ” lepiej kup sobie balsam na rozstępy, chociaż trochę pomoże ,żeby były mniej widoczne ,ale niestety nie znikną od niego”. Albo : „słyszałam ,że wielu mężów zdradza swoje ciężarne żony – miej na swojego oko” Chwal się podróżami, mów ,że się wysypiasz, masz czas dla siebie. gwarantuje ,że się odczepią i to Tobie będą zazdrościć 🙂

    Polubienie

    1. Wiesz, podejrzewam (a nawet jestem prawie pewna), że obie koleżanki z pracy chciały dobrze. To mi uświadamia, jak często robimy krzywdę innym, bo nie umiemy się w czuć w ich sytuację. Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy ja na innym polu nie czynię ludziom podobnie, tylko nawet o tym nie wiem.
      Pozdrawiam
      L.

      Polubienie

    2. Pamiętam jak koleżanka dwa lata temu powiedziała że jest w ciąży, że od roku starali się z mężem i wreszcie się udało. Też założyłam swoją maskę i jej pogratulowałam. Ale od razu załączyło mi się myślenie że my od 3 lat intensywnie się staramy a od prawie 5 lat jesteśmy małżeństwem a ona zaledwie 2 lata. Płacz był przez kilka wieczorów. Jeszcze dyrektorka poprosiła mnie żebym tą koleżankę zastąpiła i pojechała z jej klasą na zieloną szkołę. Byłam strasznie rozbita i zaczęłam szukać pierwszy raz pomocy psychologa. Potem miałam niezłe przeboje z rodzicami tej klasy: wtrącanie się kto z kim nie może być w pokoju przed wyjazdem, potem podczas wyjazdu telefony z kuriozalnymi pretensjami. Byłam strasznie wkurzona. Czemu ja nie mogę być matką a do tego muszę mieć do czynienia z ludźmi którzy dostąpili tego zaszczytu i do tego uważają się za pępek świata i są strasznie roszczeniowi. A ty jak ich sługa masz przytakiwać i zrobić wszytko o co Cie „poproszą”. Od tego momentu zaczęłam intensywnie zastanawiać się nad zmianą zawodu. Też zaczęłam sobie wyszukiwać co nowe zajecia. Czasem pomaga to jakoś odciągnąć od uporczywych myśli ale jednak są potem takie momenty że i tak nie da się tego uniknąć.
      Mam nadzieję że szybko Ci się uda uporać z tymi trudnymi uczuciami, no i oczywiście że wreszcie twoje marzenie się spełni.

      Polubienie

      1. Moniko, dokładnie o to mi chodziło w tym poście. Nie o ciążę mojej koleżanki, tylko dlaczego my mamy ponosić konsekwencje czyjejś ciąży? I nie myślę o emocjonalnych, tylko zmianę planów, bo przecież nie mamy dzieci, to my możemy…
        Podziwiam Cię za to, że potrafisz pracować w tym zawodzie! Ja sobie nie wyobrażam siebie na Twoim miejscu. A że wytrwałaś na takim wyjeździe, to już jest level master 🙂 Silna Babka z Ciebie!
        Buziaki
        L.

        Polubienie

  4. Lidio, zwróć na Niego swoje spojrzenie. Ten ciężar przerzuć na Niego. Nie mam słów na stan, w którym jest Twoje serce. Pomimo wszystko, pamiętaj, że nie jesteś sama. Czasem się modlę: daj mi przeżyć ten jeden dzień… i ten dzień się dzieje. Jest dotkliwie ciężko ale jednocześnie jakoś tak lżej….

    Polubienie

    1. Oj, dokładnie tak robię. Ale przyznam Ci się szczerze, że tego dnia wieczorem jedyne co miałam ochotę wykrzyczeć w niebo, to „skoro nie może być lepiej, to przynajmniej nie dokładaj mi kolejnych ciężarów”.
      No ale cóż, następnego dnia trzeba było się wziąć w garść i jakoś dalej ciągnąć te sanki.

      Polubienie

  5. Lidia, bardzo utożsamiam się z tym, co piszesz. Taką maskę zakładałam nie raz. Kiedyś, po kolejnym niepowodzeniu, napisała do mnie pewna osoba, że chce się spotkać. Ucieszyłam się i nawet powiedziałam mężowi, że super będzie się oderwać na spotkaniu z „nie-dzieciatymi”. Jak się zobaczyliśmy, od razu wiedziałam jaki był cel spotkania. Ścisnęłam męża za rękę i z przyklejonym uśmiechem gratulowałam dobrej nowiny parze, u ktorej kilka miesięcy wcześniej bawiliśmy sie na weselu. W tym roku w przeciągu jednego miesiąca urodziło się 8 dzieciakow wśród bliskich znajomych i rodziny. Wcześniej każdą informację o ciąży potrzebowałam wypłakać. I tylko jedna osoba, bliska przyjaciółka, która też była w tym gronie, potrafiła powiedzieć mi o tym z empatia. Miałyśmy się spotkać i zadzwoniła, że nie da rady, bo się źle czuje. Powiedziała, że chce żebym się tego dowiedziała od niej, że jest w ciąży i wie, że to może być dla mnie trudne, bo się tak bardzo długo staramy. Że ona nam z całego serca życzy żeby nam się też udało i modli sie za nas. Że jest dla mnie, jeśli będę chciała pogadać o tym co przeżywam, a jeśli potrzebuję pogadać o czymś totalnie innym, żebym jej powiedziała… Lidia, chciałabym napisać Ci coś co sprawi, że będzie Ci łatwiej. Więc może napiszę, co mnie w takich chwilach pomagało. 1) zadbanie o siebie, swoje emocje i pozwolenie sobie na dużo małych przyjemności. 2) zrobiłam sobie listę plusów nie bycia w ciąży lub posiadania dzieci. Po każdym spotkaniu z ciężarnymi albo młodymi mamami mogłam dopisać sobie jakiś nowy punkcik. Dziś lista liczy 192 punkty i liczę że może jak dobije do 200 to zostanę mamą…

    Polubienie

    1. Droga Kiwi, pewnie każda z nas przechodziła to już dziesiątki razy i jeszcze to pewnie znów przed nami. Ta wiadomość mnie uderzyła (choć nie zaskoczyła), bo ma dla mnie konsekwencje zawodowo- finansowe, te emocjonalne to już pomijam – posiedzę w masce trochę dłużej 🙂
      Ale Twoja imponująco długa lista pocieszajek mnie zaskoczyła (długością), więc jeśli chciałabyś się kiedyś z nami nią podzielić, to w zakładce kontakt znajdziesz maila 😉
      Ściskam
      L.

      Polubienie

      1. Ci którzy mają dzieci.. to nie zawsze Ci których zdanie znaczy coś więcej, lepiej, mądrzej itd. ‚Dzieci są najważniejsze’ hmm.. czy napewno?
        Rozumiem Twój ból droga Lidio, Twoje czekanie, Twoje maski, sama czekam już 5 lat na dziecko i przez to wszystko przechodzę .. Jednak dochodzę do wniosku, ze to wcale nie dziecko jest w życiu najważniejsze! Oczywiście myślę, że wspaniale jest być mamą, troszczyć się o kogoś, uczyć, pielęgnować, pokazywać
        Świat. Naturalne dla większości kobiet i mężczyzn jest przyjęcie daru rodzicielstwa, spełnienie się w roli nauczycieli świata, życia. Kiedy to spełnienie naturalnie następuje nie nosi się masek i bólu, nie ma tego miażdzącego pczucia bezdzietnosci, poczucia, że znów wszyscy zasłużyli na prezent tylko nie ja.. Ale gdyby tak sprobowac popatrzeć na to wszystko inaczej.. gdyby dostrzec, że to nie dziecko jest receptą na szczęście, że wcale nie ono jest najważniejsze. Co gdyby założyć, że już wszystko masz, że tym co jest szczęściem nie jest dziecko tylko -MIŁOŚĆ?! Kim byłoby dla Ciebie i dla mnie dziecko gdybyśmy nie miały miłości?, czy nakarmiłybyśmy i rozwijały dziecko dobrze gdybyśmy nie miały miłości dla niego? czy cieszyłaby nas wizja bycia kolejną statystyczna mamą Polką bez problemu poczęcia gdyby nie było w nas miłości? Czy byłybyśmy gotowe wypuścić je za parę lat z naszych ramion gdybyśmy nie miały do nich miłości? Myślę, że gdzieś w sercu masz na te pytania odpowiedzi. Jeśli pooddychasz tą myślą, że to miłość jest najważniejsza, że ona jest motorem życia, może pozwolisz zakiełkować także innej myśli, że spelniona miłość nie jest posiadaniem dziecka, ale jest dawaniem siebie. A skoro tak, to cóż stoi na przeszkodzie, aby dawać siebie- swoją potrzebę miłości innym? Kolejka w oczekiwaniu na nasze dziecko nie jest jedyną kolejką w której można przeżyć spełnienie. Są kolejki takie jak domy dziecka o czym wiemy, są domy pomocy rozmaitym ludziom. Tych dróg do spotkania drugiego człowieka jest wiele. Jeśli uprzemy się na jedną kolejkę to może spotkamy w niej kogoś kogo chcemy spotkać szybko, innym razem musimy dłużej zaczekać, a czasem może o naszą uwagę będą się starać oczy kogoś innego z innej zupełnie nieplanowanej kolejki?
        Dzieci są cudem, ale nie tylko te nasze, wszystkie. Ludzie są cudem, ale nie tylko Ci z naszych rodzin, wszyscy ludzie. Jednym potrzebna jest miłość, a drugim możliwość dawania miłości. I suma summarum wszyscy potrzebujemy jednego najważniejszego -Miłości. Gdy realizujemy miłość, to nie ważne do kogo biegniemy, czy do dziecka czy do starszej pani by pomóc jej wstać z wózka. Miłość realizowana jest szczęśliwa. Miłość której ciągle mówimy nie masz kogo obdarować bo nie masz jeszcze dziecka jak inne kobiety, to miłość smutna, zawstydzona, zakładając maski, ciągle pretendujaca do uśmiechu. Mówienie tej miłości.. zajmij się szydełkowaniem to jak odwracanie na chwilę jej uwagi od tego co i tak jest najważniejsze.. od Kochania! a przecież to kochanie znów za chwilę wyjdzie i zapłacze z tęsknoty za innym sercem. I wcale to nie dziwi. Człowiek który kiedyś dostał miłość naturalnie chce się nią dzielić, a ten który nie dostał, zawsze będzie jej szukał. Także znów po prostu Miłość. Czekając na spełnienie marzenia o dzidziusiu do kochania (bo kto powiedział, że to marzenie jest zle? nikt, jest cudownie piękne!), warto się otworzyć też na miłość po prostu, tą którą jeszcze mogę extra komus ofiarować i uszczęśliwić tym siebie i innych. Bezdzietne to nie te ktore czegoś/kogoś nie mają, ale przeciwnie okresowo mają dodatkowy czas na przeżycie innych wspaniałych ofiar miłości. Nie, nie jest moim założeniem kreowanie poglądu, że bezplodni bezsensownie się smucą. Ten smutek jest oczywisty, jasny, coś oczywistego, budowanego przestaje się realizować, to musi boleć. Jednak z tego bólu można się próbować podnieść i zauważyć, że dostępnych jest jeszcze wiele innych opcji spełnienia.

        Ludzie mylą się. Mówią rzeczy którym z biegiem lat sie dziwią. Zmieniają swoje myślenie, za parę lat tę samą sytuację skomentowali by być może tak.. że to miłość jest w życiu najważniejsza?!
        Pozwolić innym się mylić, a samemu sobie przesiewać ich słowa przez sito tego nam wszystkim ‚czekającym’ życzę. A dziś Tutaj sobie i Tobie Lidio życzę odwagi do spotkania na naszych drogach przepięknych oblicz miłości,
        w oczach czekajacych na nas dzieci również.
        Ola.

        Polubienie

  6. Ja rok temu strzeliłam jak 6 w lotka. Po utracie dziecka i braku perspektyw na ciąże jakoś tak dla odksoczni podjęliśmy decyzje o kupnie domu ponieważ mieszkaliśmy wśród młodych w nowym bloku gdzie dzieci rodziły się w postępie geometrycznym.
    Po przeprowadzce poznaliśmy sąsiadów Oraz ich 4 dzieci w wieku 2-9…a 5 w drodze….bardzo ich lubię no ale sami powiedzcie, że to złoty strzał i to nie w moją macice.

    Polubienie

    1. Soniu, Twoja wiadomość zmartwiła mnie najbardziej. Toż ja o niczym nie myślę, tylko żeby się wyprowadzić z mojego miasta, osiedla, placu zabaw i mieć spokój. Dom z dużym ogrodem, drewnianym płotem, rabatką i warzywnikiem był w mojej głowie bezpieczną ostoją przed wszystkimi napastliwymi dzieciatymi inwazjami.

      Nie wpadłam na to, że sąsiedzi będą mogli mieć gromadkę 🙂
      Trzymaj się dzielnie!

      PS. Zasadziłaś już tuje by się czasami schować? 🙂

      Polubienie

      1. Tuje i pergole już stoją. Ale dzieciaki bardzo nas polubiły i za godzinę wpadaja pograć z nami w gry (proszą tka uroczo ze nie da rady odmówić)… to takie dziwne uczucie trochę smutne ale bardziej miłe:)

        Polubienie

  7. Ja po „każdej ciąży” mam 3 dni kaca. I ostatnią ciąże (na którą koleżanka czekała 9 lat) wyczułam zanim się dowiedziałam o tej informacji… chyba każda z NAS ma ten radar. I tą przeżyłam najbardziej bo już wszystkim się udało a Nam nie. Teraz zrobił mi się już kac po telefonie z OA do innych tylko nie do Nas… masakra. Nie dość że mam problem z ciążami to jeszcze z telefonami:) patologia. I znowu myślę do wszystkich dzwonią a do Nas nie i znowu wydaje mi się to mało realne że się wydarzy. Na zasadzie wszyscy mają swoją role ale mój scenariusz tego nie przewiduje… wiem że to źle tak myśleć ale nic nie poradze. Także współodczuwam z Tobą. Życze siły i pozbierania się.

    Polubienie

    1. Madziu, siedzimy w tej samej patologii obie 🙂 Mimo, że uważam się za realistkę, a nie pesymistkę, to faktycznie czasami mam wrażenie i myśli, że w kwestii rodzicielstwa, adopcji, telefonów i dzieci u innych znajomych, los nie sprzyja nam wyjątkowo.
      Baaa, ja czasami się z tego śmieję, bo to naprawdę trudne wymyślić tak perfekcyjny scenariusz, jaki my realizujemy przez ostatnie 9 lat. A jednak są tacy scenarzyści 🙂 i co jakiś czas okazuje się, że to nie koniec akcji, a raczej, że da się ją bardziej skomplikować.
      W każdym razie, zawsze możesz pomyśleć o mnie – i już nie jesteś sama.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Wczoraj pisalam Ci o uzalaniu a dzisiaj strzal w pysk siostra lat 40 szwagier lat 55 beda miec dziecko wyplakalam caly dzien i sposob w jaki mi to oznajmili…. serdecznie sciskam wszystkie kobiety ktore rowniez to samo przezywaja:(

      Polubienie

  8. To może ja przedstawię Wam tą hmmm… mniej miłą stronę macierzyństwa? Jako „świeżo upieczona mama” adoptusia, na którego czekaliśmy 9 lat. Też po drodze przywdziewając maski, i zostając chyba ostatnią bezdzietną znaną mi parą. Otóż nasze życie zmieniło się o 360 st. Każdy dzień jest taki sam, nawet nie do końca wiem jaki jest dzień tygodnia mamy (interesuje mnie to tylko w kwestii podlewania kwiatków co niedziala… do niczego innego jest to niepotrzebne). Żyjemy od karmienia do karmienia i od drzemki do drzemki. Każdego dnia padam na twarz o 21, wstaję o 5. Zupełnie nie mam już czasu ani dla siebie, ani dla swoich pasji. Nawet kwiatek gnieździ się w za małej doniczce… nie ma kiedy przesadzić. O lampce wina mogę tylko pomarzyć, bo nawet jeśli M. zajmie się małym to ja i tak muszę wstać kolejnego dnia o 5 rano, a ja nawet po jednej lampce jak się nie wyśpię to się fatalnie czuję :P. Za każdym spacerem zastanawiam się czy nie będę w te pędy biegła do domu bo mały dostanie histerii 😀 Nie wyskoczę od tak do sklepu po bułki, to cała wyprawa trwająca około 40 minut samo przygotowanie plus np.. gdy śpi to czekanie aż się obudzi, bo siłowo obudzony jest po prostu wściekły 😀 Nawet siusiam z otwartymi drzwiami żyby go widzieć czy słyszeć. Tak wygląda życie z dzieckiem 😀 Nie dziwie się, że jak komuś uda się po 3 miesiącach to nie potrafi tego docenić tak jak my , przez co macierzyństwo niektórych przerasta ( niektórych powtarzam!). Szczerze? Gdybym bez problemu została matką to chyba by o mnie w wiadomościach mówili, że zdesperowana kobieta wyskoczyła z balkonu (z parteru) :P. Teraz (dzięki) każde wspomnienie bezdzietności, każdy jego uśmiech i nawet każda łezka sprawia, że nigdy nie zamieniłabym tych trwających z nim dni na nic innego 🙂 ale jestem świadoma tego, że to ta walka i lata bezdzietności sprawiły, że mogę być matką. Kochającą bezgranicznie.

    Polubienie

    1. Biała Kochana,
      dziękujemy za podzielenie się Waszą obecną rutyną. Troszkę otrzeźwiasz, a troszkę wzbudzasz zazdrość – jak dla mnie szczególnie tą rutyną właśnie. Może to za jakiś czas odszczekam. Pocieszasz też, że po tylu latach czekania wszystko może się skończyć szczęśliwie.
      Mój post nie miał na celu się użalać, czy porównywać, że obecne ciężarne mają lepiej niż ja, ale źle się w nim wyraziłam, muszę to sprostować przy kolejnym.
      Ale nie ma co ukrywać liść laurowy Ci się należy, choć teraz pewnie bardziej marzysz o 3 dodatkowych godzinach snu.
      Ściskam i przesyłam pokłady energii
      L.

      Polubienie

  9. Dobrze, że piszesz. Nie jest kolorowo. Choć jak czytam to wiem, że moje 2lata przyjmowania tabletek jest niczym w porównaniu z 9latami czekania na dziecko.
    Myślę, że koleżanka z pracy nie chciała w żaden sposób sprawić Ci przykrości i myślę, że nie poczujesz się lepiej mówiąc jej o rozstępach, nadwadze itp.
    Pamiętam jak dowiedziałam się o pierwszej ciąży, a moja cioteczna siostra poroniła. To dla osoby, która ma się podzielić wiadomością o ciąży też jest trudne (jeśli wie, że druga strona stara się o dziecko).
    Wczoraj dowiedziałam się, że znajoma po 20latach małżeństwa zaszła w ciążę. Myślała, że to objawy menopauzy. Oni pomagali najbliższym przy opiece nad dziećmi. Byli wolontariuszami w hospicjum. Poświęcili swoje życie pomocy innym.

    Polubienie

    1. To prawda, że temat jest trudny dla obu stron, czuję to patrząc na moją siostrę, czy mamę, które chciałyby by mi było lepiej, ale często zachowują się tak, że mi smutno. Wiem, że robią to nieświadomie.

      Szczerze przyznam, że sytuacji ciąży po 20 latach…. boję się chyba najbardziej. Oczywiście jestem pewna jak wtedy bym postąpiła, ale nie wyobrażam sobie jak pozbyłabym się żalu, że to wszystko się tak przekornie ułożyło. Jeśli kiedyś być chciała, mogła i wiedziała, to napisz jak znajoma radzi sobie w tej sytuacji. Czy ogarnęła ją bezgraniczna radość, czy raczej strach i żal, że ten cud narodzin jest tak późno.
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  10. Droga Lidio,
    Podpisuje się dziś Tuśka, bo przeglądając wcześniejsze komentarze dziewczyn z poprzednich wpisów zauważyłam, że są już chyba 3 Tyśki! Ale mniejsza o większość 🙂 Piszesz w komentarzu, że Twoim celem nie było użalanie się nad sobą. Kochana, ale użalaj się ile wlezie! I tak już staramy się przywdziewać maski niemal na każdym kroku, to chociaż tutaj je ściągnijmy 😉 Kto Cię zrozumie jak nie my? 😉
    Bardzo współczuję tego, co ostatnio dzieje się u Ciebie w pracy, też miałam „przyjemność” gratulowania koleżance, która chyba jakoś miesiąc po ślubie zaszła w ciążę. Na szczęście ominęły mnie te wszystkie rozmowy o ciąży i dzieciach, bo koleżanka siedzi w innym pokoju.
    Najbardziej jednak boli, kiedy bliska Ci osoba zaczyna zachowywać się tak, jakby zapomniała o Twoim problemie. Moja przyjaciółka która też długo nie mogła zajść w ciąże ze swoim poprzednim partnerem, po rozstaniu poznała chłopaka, z którym po niecałym roku zaszła w ciążę. Lekarze mówili jej że ma bardzo małe szanse na dziecko, a jednak stało się. Był to dla mnie cios i mimo że cieszyłam się jej szczęściem. Nie znałam już nikogo, kto miałby problemy z zajściem w ciążę tak jak ja, poczułam się samotna. A najgorsze stały się spotkania, szczególnie te pierwsze po porodzie, kiedy jedynym tematem było dziecko. Mimo że starałam się zmieniać temat, opowiadać o sobie. Ale miałam wrażenie że przyjaciółka jednym uchem słucha, drugim wypuszcza. Potem było już trochę lepiej, zaczęło ją interesować co u mnie i ogólnie sprawy poza dzieckiem. Pewnego razu kiedy byliśmy u niej z mężem opowiadała, że zaczęła spać w łóżko razem z synkiem i że od tego momentu lepiej się wysypiają, mały już się tak nie budzi. Razem z mężem stwierdziliśmy, że zawsze przerażała nas wizja, że można w ten sposób udusić dziecko (pamiętam jak prawie udusiłam tak mojego psa :D). No ona na to że biologiczna mama ma taki instynkt, że nie udusi w ten sposób swojego dziecka. I zaczęło się – jaka to więź między matka a dzieckiem jest silna, i że to jednak ta sama krew, i to jest niepowtarzalne i wspaniałe… ZONK! Nie wierzyłam własnym uszom, mój mąż też siedział w osłupieniu, zupełnie nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Mąż zmienił temat o 18 stopni, ale przyjaciółka chyba nie załapała, że te komentarze były zupełnie nie na miejscu. Oboje nie mieliśmy odwagi powiedzieć że nas to zabolało. Kilka dni miałam z głowy. Oczywiście to jedna sytuacja z wielu.
    Pozdrawiam Was dziewczyny, trzymajcie się dzielnie 🙂
    Tuśka, okularowa bliźniaczka

    Polubienie

    1. A to Ty, Okularowa:)
      ktoś mi kiedyś napisał, że nie tylko syty głodnego nie zrozumie, ale ten co się szybko nasyci tak samo szybko zapomina jak było być głodnym.
      Daruj jej, ewidentnie należy do szerokiej grupy co się MaDkami zwą 🙂

      Ja najczęściej nie umiem się powstrzymać w takich sytuacjach od sarkazmu. I uwielbiam te momenty, jak zaaferowana mama opowiadając o tych nocach nieprzespanych, o tych kolkach, co chwilę wtrąca „wiesz jak jest”, a ja uroczo odpowiadam, „no jasne że wiem, też dziś nie spałam, też zimna kawę piłam, takie to życie jest brutalne”.

      A tak na koniec sobie myślę, nie ujmując nic żadnej formie rodzicielstwa, ale jak ogromny instynkt rodzicielski trzeba mieć w sobie, by chcieć stworzyć więź bez „krwi z krwi”, bez pępowiny i bez comiesięcznego USG.

      Serdeczności
      Lidia

      Polubienie

  11. Lidko, przytulam Cię… po prostu. Rety, teraz kolejny raz doceniam to, że pracuję sama…
    Pamiętam, jak rok temu moja młodsza siostra tak bardzo bała się powiedzieć mi o swojej pierwszej ciąży. Wtedy wszyscy bali się, jak to przyjmę. Pierwszy tydzień przeryczałam, potem założyłam maskę, zbroję i „żyłam dalej”, od czasu do czasu płacząc po kątach, a na zewnątrz okazując żywe zainteresowanie tematem ciąży. Teraz kocham siostrzeńca do szaleństwa i jest jedynym dzieckiem, przy którym czuję się… tak dobrze, beż tego żalu w sercu, po prostu ciesząc się, że jest, bo jest taki trochę „mój”. Ale… jest mi przykro, że nikt z bliskich o moje samopoczucie nie pyta, nikt nie zauważył depresji jakiś czas temu. Wszystko kręci się wokół Małego i… obaw siostry, że za szybko zajdzie w drugą ciążę. To, że ja nie zajdę być może nigdy, już jakoś umyka. Może dla nich jest to już oczywiste, a skoro ja „dobrze wszystko znoszę”, to po co drążyć temat? Dlatego czasem zastanawiam się, czy nie przestać już ciągle udawać i wyjść na rozżaloną, zazdrosną, egoistyczną małpę… Tylko co to będzie? Rozpaczliwa próba zwrócenia uwagi na siebie? Na to, że świat niektórych z nas nie kręci się wokół ciąży i dzieci?
    Dzisiaj przeżywam dwa odrzucone przeze mnie i męża zaproszenia: jedno na organizowany przez jego zakład pracy Dzień Dziecka (koleżanki z pracy usilnie nas zapraszały… doprawdy, byłaby to dla nas rozkosz…), a drugie na kinderbal w rodzinie. Nie chodzę już na spotkania wspólnoty, odkąd pojawiły się w niej dzieci. I nie zamierzam się z tego nikomu tłumaczyć. Dbajmy o swoje zdrowie psychiczne ile tylko możemy, w sytuacjach, w których mamy na to wpływ. Dogadzam sobie (w granicach zdrowego rozsądku). 2-godzinna wizyta w hotelowym spa? Proszę bardzo. Śniadania w spokoju przy książce lub gazecie? Proszę bardzo. Spanie w weekend do oporu? A dlaczego nie? Pieczenie ciast po pracy, żeby zagłuszyć myśli o niepłodności? Jak najbardziej! Wydanie kasy na aparat na zęby, bo zawsze marzyłam o pięknym uśmiechu? Tak, teraz to zrobię. I tak dalej… Wiem, że to tylko środki doraźne, ale zawsze to coś.

    Uściski dla wszystkich Zamaskowanych! :*

    Polubienie

    1. Wcale się nie dziwię, że odmówiłaś zabawy w kinderbalu 🙂 Dla nas niepłodnych można powiedzieć, że to podwójna zabawa – śmiech przez łzy, że też w ogóle komuś przychodzi do głowy takie zaproszenia dawać.
      Tak sobie myślę, czytając o Twoim dogadzaniu sobie. Czy czasem niepłodność nie spadła przede wszystkim na te osoby, co wcześniej zawsze martwiły się o innych, a nie o siebie? Może to taki czas narzucony nam przymusowo przez naturę, bo inaczej byłybyśmy zawsze zaangażowane w czyjeś życie, pomaganie, ogarnianie, a siebie nie dostrzegłybyśmy nigdy.
      Pozdrawiam Cię gorąco z rozkosznego balkonu, popijając pyszną kawę – tak w ramach dogadzania 🙂
      L.

      Polubienie

  12. Bardzo mi przykro, że musi być ci tak ciężko zwłaszcza w pracy więc nie da się przed tym uciec. Dobrze zrobiłaś, że zapomniałaś na chwilę o diecie w takich sytuacjach ja też tak się ratuje. Wtedy liczą się małe przyjemności które możesz sobie zafundować – mogą być też duże ( kosmetyczka, fryzjer, wyjazd lub coś co sprawia ci radość).
    Moje wszystkie koleżanki są już mami lub biegają w kolejnej ciąży oprócz jednej przyjaciółki, która zmaga się tak samo jak my ale nie chce o tym rozmawiać więc rozmawiamy na wszystkie tematy tylko nie ten więc nie mogę się jej wyżalić. Myślę, że nasze problemy uczą nas empatii i ja staram się pamiętać o empatii jak rozmawiam z innymi ludźmi. Nie będę np. do niezamężnej osoby, która ma problemy ze znalezieniem drugiej połowy mówiła jaka jestem strasznie szczęśliwa w małżeństwie i że to jest cel istnienia. Tak samo do kogoś puszystego nie będę mówić np. że jest tak super jeść wszystko co sie chce i się nie tyje i super wygląda. Można powiedzieć tyle słów, które nie ranią innych. Można poruszać wiele tematów które będą dla nich również przyjemne. Nie sądzę, że twoja szefowa powiedziała te słowa żeby cię zranić ale powinna pomyśleć co mówi i że tobie będzie przykro. Bo ma prawo być ci przykro.
    Wczoraj byliśmy na spotkaniu ze znajomymi, którzy mają dwoje dzieci z jego pierwszego małżeństwa i pierwszy raz od jakiegoś czasu zrozumiałam, że to nie fakt, że ludzie mają dzieci powoduje, że czuję smutek lecz to jak ludzie się zachowują wobec nas. Mieliśmy tak miły wieczór ponieważ ta para spowodowała, że czuliśmy się dobrze i rozmawialiśmy o różnych sprawach także o ich dzieciach.
    Ja bywam często w takich sytuacjach, że czuję się źle zwłaszcza jak znajomi ogłaszają ciąże – mam już przygotowany uśmiech i słowa gratulacji na takie częste okazje – w rodzinie i u znajomych mają wszyscy po kilkoro dzieci i planują więcej. Właśnie mamy się spotkać z innymi znajomymi na grilla, którym urodziło się czwarte dziecko i właśnie przygotowuje swoją rolę na ten dzień. Ja też jak radar czułam, że ona jest w ciąży chociaż nic jeszcze nie powiedziała. Niestety w jakiś sposób nie czuje się w ich towarzystwie dobrze i czuję właśnie ten narastający smutek i będę musiała włożyć na to spotkanie moją maskę.
    Jak ja sobie z tym radze – jest ciężko co tu ukrywać maska pomaga. Uciekam od trudnych tematów staram się, żeby rozmowa była lekka jeśli spotykam właśnie takich ludzi którzy ten smutek we mnie wywołują. Oczywiście trudno przewidzieć co ktoś powie i czy nie spędzę kolejnych dni z poduszką i chusteczką.
    Lidio życzę ci żebyś jak najszybciej dostała ten wyczekany i wymarzony telefon i żebyście znaleźli wasze dziecko. Żebyś już nigdy nie musiała czuć tego smutku w sercu. Robisz wiele dobrego prowadząc ten blog ponieważ pocieszasz takie osoby jak ja i dajesz świadomość, że nie zmagamy się sami z naszymi emocjami i problemami. Widzę, że osoby zmagające się z bezpłodnością są pozostawione z boku w społeczeństwie i dzięki takim ludziom jak ty jest nam łatwiej. Więc w żadnym razie się nie przejmuj jeśli post jest smutny tutaj nie musisz już zakładać maski bo każda z nas czuje to samo.
    My idziemy za kilka dni na rozmowę do dwóch ośrodków adopcyjnych. Bardzo się boję, że nie sprostamy wymaganiom i nas odrzucą. Taka moja paranoja po tym jak ani leczenie ani in vitro nie dało rezultatu boje się, że adopcja może też się nie udać. Oprócz spotkania będziemy mieć za parę tygodni kolejny transfer tym razem z lekiem który ma podobno pomóc na problemy immunologiczne (dostałam niedawno wyniki, że brakuje mi kliku tzw. KIRów potrzebnych do implantacji zarodka przynajmniej taka jest teraz diagnoza).
    Trzymaj się Lidio cieplutko
    Uściski

    Polubienie

    1. Abi, myślimy podobnie. Ja jestem jedyną osobą w moim najbliższym otoczeniu bez dzieci, a tyle lat po ślubie. Nie mówię o tym, więc może niektórzy myślą, że jestem nastawiona na karierę 🙂 Ale na litość Boską – jak mam koleżankę pannę, to tak jak napisałaś nie opowiadam jej jaki to mój mąż jest super i czy ona nie myśli żeby kogoś poszukać. Tu trzeba tylko trochę empatii i myślenia i chyba z tym drugim jest u ludzi gorzej.
      Super, że macie takich znajomych z którymi lubicie się spotkać, a to że mają dzieci i umieją mimo wszystko nie robić Wam przykrości na takim spotkaniu, to świadczy że to ludzie z ogromną klasą. Tylko pozazdrościć.
      Wiem, że wieloletnie leczenie ujmuje nam poczucia wartości i nadziei że się w końcu uda, ale nie myśl o adopcji w kategoriach, że Wam odmówią. To zupełnie inna droga, dajcie sobie czas na przemyślenie i rozmowy w ośrodkach. W naszym OA było kilka par, które podobno zostały z innych OA odesłane z kwitkiem i to z głupimi argumentami. U nas podobno przyjęci byli zupełnie normalnie, z uśmiechem. Wiec nie sugerujcie się jednym miejscem.
      Trzymam kciuki za Waszą drogę!
      L.

      Polubienie

  13. Tak mi serce pęka czytając Twój wpis. Ileż to razy przez to przechodziłam w swoim 6-letnim oczekiwaniu…? Nie umiem zliczyć. I tak naprawdę niewiele osób (właściwie 3 tylko-moja przyjaciółka,młodsza siostra i szwagierka)potrafiły zrozumieć albo inaczej-chciały mnie zrozumieć. I chyba tylko od nich nie usłyszałam głupich tekstów. Ale tak jest że ludzie nie potrafią okazać trochę empatii, zastanowić się co mówią i przy kim. Moja mama zawsze mówiła że dzieci są najważniejsze i że ma się dla kogo żyć (phi!akurat w jej ustach brzmi to jako kłamstwo bo o ile czytałaś moje ostatnie wpisy to wiesz jak się zachowuje ostatnio…:(( ).
    Wiesz, w tym czasie oczekiwania modliłam się usilnie i wiarą że moje modlitwy zostaną wysłuchane. Kiedyś na starym blogu zamieściłam piękny cytat z Biblii o tym że mamy prosić a będzie nam dane o ile będziemy w to wierzyć. Ja w sobie miałam tę wiarę. Że na pewno będę mamą tylko muszę przetrwać ten okropny czas. Te słowa dały mi wiele siły. Na pewno pomogły mi w czasie procedury bo ta wiara dawała mi siłę i nadzieję że to już za moment… I Tobie życzę tej wiary, pewności,szczególnie w takie dni…

    Polubienie

    1. Dzięki Marysiu za wsparcie. Od tygodnia radzę sobie nadzwyczaj dobrze, to chyba cisza przed burzą:) Ale postanowiłam sobie, że ostatni raz zacznę się modlić w tej intencji. Tym razem zaczęłam robić to z wiarą, ale chyba dlatego, że inaczej sformułowałam tą moją prośbę. Dziwne, bo od tej pory zaczęły się dziać małe cuda, a ja czuję, że mam na wszystko co raz mniej czasu.
      A słowa „proście, a będzie wam dane” fantastycznie ułożył w modlitwę Ojciec Pio – polecam ją gorąco. Zawsze gdy się nią modlę, to sobie myślę, trzeba być o.Pio, by postawić Bogu taki szach-mat 🙂
      Pozdrawiam
      L.

      Polubienie

  14. Witaj nie ma chyba sposobu na to ale powiem Ci ze trzeba byc w zyciu egoista i od kad tak wlasnie zaczelam z mezem zyc i dbamy o siebie nie porownuje sie do innych to jest mi lepiej. Pomysl ze takich osob jak Ty jest wiecwj ze wszyscy znajomi rodzina maja dzieci a my jako jedyni nie (wiec sama nie jestes jest duzo takich par ) co robimy- odliczamy dni do wczasow. Pojechalismy na urlopik schlalismy sie niesamowicie poznalismy fajna pare ale bez dzieviakow fakt ze mlodsi od nas ale no trudno tylko chyba tacy zostali bylo swietnie maz skakal do morza na disco poszlismy poszalelismy rano kac i maska znika i nie ma mowy o uzalaniu sie nad sobo nie pisnelismy ani slowa ze sie staramy stwierdzilismy ze tak bedzie lepiej jak przestaniemy sie uzalac do ludzi ktorzy nie rozumieja problemu… caly czas jednak wierze ze to pozytywnie sie zakonczy te nasze czekanie 😉

    Polubienie

    1. O użalaniu do innych nie ma mowy, o nie, to nie w moim stylu 🙂 Tym bardziej że ja o tych sprawach nawet nie rozmawiam 🙂 Ale masz rację, trzeba żyć tym co jest, cieszyć się z małych radości i myśleć o tym, co tu i teraz.
      Powodzenia!
      L.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s