Złość i kapitulacja nie pomoże, muszę dać z siebie wszystko, a resztą zajmie się ONA.

Aż sama nie wierzę, że tyle zmieniło się od mojego ostatniego wpisu. Ale zanim przejdę do szczegółów, to bardzo Wam dziękuję za wszystkie „kondolencje”, które popłynęły w moją stronę. Kto mnie lepiej zrozumie, niż Wy? Dziękuję za słowa wsparcia, za niezliczoną ilość maili, za pomysły jak sobie radzić, gdy nerwy, aż kipią i za cudną listę plusów bezdzietności 🙂

Przyznam się szczerze, że złość mi opadła następnego dnia, tak jak przypuszczałam. Wiedziałam, że nie mam wyjścia i muszę się wziąć w garść i jakoś ustawić firmę od nowa. Tzn. miałam wyjście, mogłam wszystkim pie….ć i zrobić sobie wolne, ale co by mi to dało? Jedynie poczucie, że czyjaś ciąża znów wygrywa nad moim życiem. Postanowiłam, że muszę coś zmienić, albo przynajmniej spróbować. Minęło 2 tygodnie i czuję, że było warto, choć może za zakrętem czeka jakiś następny strzał.

Ale teraz nawet zaczynam myśleć, czy ten niby nieprzychylny ciąg zdarzeń nie był mi potrzebny bym ruszyła z miejsca?

WYMUSZONY RESET

Po takich rewelacyjnych wiadomościach, które zwaliły mnie z nóg początkiem maja, bo zmusiły do zmiany zawodowych i trochę osobistych planów potrzebowałam chwili offline. Dlatego cały tydzień po weekendzie majowym zaszyłam się w domu i ciurkiem przeczytałam książkę dla przyjemności. Nie pamiętam już kiedy taką miałam w ręce. Zazwyczaj starałam się czytać coś mądrego, inspirującego, teraz sięgnęłam po zwyczajny, przyjemny „odmóżdżacz”.

1.jpg

W sobotę wybraliśmy się z M. w góry. Pojechaliśmy do Rabki i stamtąd powędrowaliśmy już drugi raz na Maciejową. Trasa jest spokojna i mało uczęszczana, o taką właśnie chodziło. Jak najmniej ludzi, hałasu, tylko śpiew ptaków, szum liści drzew i śliczne słoneczko, które aż trudno sobie przy obecnych ulewach przypomnieć.

W górach odpoczywam najlepiej. Zmęczenie fizyczne i cisza lasu działa na mnie kojąco. Atmosfera malutkiego schroniska na Maciejowej i śliczna panorama Tatr wynagradza trud wejścia do góry i wszystkie niepowodzenia poprzedniego tygodnia. Dreptając na szczyt zawsze przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły, tak było i teraz.

2- panorama tarty

my w bacówce na Maciejowej

Bacówka na Maciejowej

 

Skoro znów jest odwrotnie niż chciałam, skoro wszystko się burzy, to ostatni raz zostawię to nawet nie JEMU, a JEJ. Nikt mnie lepiej nie zrozumie niż Kobieta. Mając ogromne wątpliwości czy wytrwam, postanowiłam – najwyżej ostatni już raz, ale zaczynam Pompejankę. Mam już na koncie kilka odmówionych nowenn w różnych intencjach, a jedną w naszej wiadomej. Ale przyznam, że wtedy modląc się czułam, że to i tak nie ten moment. Dziś wiem, że źle sformułowałam swoją intencję.

Ja chyba nie umiem prosić o nic dla siebie, głupie to, ale tak mam. Niby bym chciała, ale często czuję, że i tak mam już wiele darów i nie wypada być zachłannym. Tym razem pomyślałam: Maryjo, po prostu rozwiąż nasz problem w końcu, jak chcesz, ale rozwiąż. Albo daj nam to dziecko szybko, albo niech zadzwoni ten telefon w końcu, albo zabierz pragnienie rodzicielstwa i ten skręt kiszek na myśl o ciążach innych, a w zamian za to pokarz inną, szczęśliwą drogę mimo bezdzietności. Kurcze, to musi zadziałać, przecież jestem otwarta, na każdą opcję, tylko niech zacznie się coś dziać!

Miałam obawy czy wytrwam i w sumie dalej mam, ale cóż, nawet jak któregoś dnia nie dokończę nowenny, to i tak lepiej próbować, niż czekać.

NO I SIĘ ZACZĘŁO

W niedzielę, napomknęłam mężowi, że muszę ogarnąć temat remontu kuchni. Jakiś czas wcześniej spięliśmy się o remont sypialni i przedpokoju, pomyślałam skoro M. nie chce, to ja się biorę za to, o czym marzę, czyli białą kuchnię. Mój M. jest raczej typem analityka niż Boba budowniczego, remonty go nie kręcą (w przeciwieństwie do mnie, kombinerki mam często w torebce), ale jak usłyszał k u c h n i a ??? To decyzja o demolce sypialni została podjęta w kilka minut 🙂

Zadzwoniłam do psiapiółki której mąż zawsze robił mi remonty w firmie i mieszkaniu, usłyszałam, że termin ma za pół roku. Ale stwierdziłam, że tak łatwo się nie poddam, pierwszy raz w życiu użyłam siły fb i popytałam znajomych czy kogoś polecą. Terminy jak na NFZ mnie nie interesowały, ale nie spodziewałam się, że na drugi dzień będzie już u nas tata innej znajomej na oględzinach, a kolejnego dnia rozpocznie remont. Dla nas oznaczało to przewrócenie domu do góry nogami i mieliśmy na to kilka godzin we wtorek wieczorem. W sypialni stała zabudowana ogromna szafa, w której było wszystko. Teraz to wszystko lata po salonie i jeszcze nie-dziecięcym pokoju, musieliśmy rozkręcić łóżko, bo okazało się, że nie mieści się w drzwiach. Po usunięciu wszystkiego, po północy padliśmy jak śledzie na środku salonu, który stał się sypialnio-szafo-przechowalnią.

Daruję Wam zdjęcia z tego przedsięwzięcia, bo nasza pusta sypialnia wyglądała jak trumienka. Boazeria wszędzie gdzie się da, na suficie kasetony w gwiazdki udające sklepienie niebieskie, a na podłodze panele, pod którymi leżał 30-sto letni, dobrze zachowany parkiet i to nas ucieszyło bardzo. Stwierdziliśmy, że zdzieramy panele, cyklinujemy i olejujemy parkiet. Tu też szczęście nam sprzyjało – M. znalazł pana do cyklinowania w 2 godziny i termin ustalił na koniec tygodnia.

W międzyczasie sama nie wierzyłam, że da się to tak szybko zorganizować, ale pomyślałam – Maryja działa 🙂

STARA ZNAJOMA

Koleżanka, która pierwsza odezwała się do mnie, po moich wołających o pomoc prośbach na fb dodatkowo mnie zaskoczyła. To moja znajoma z podstawówki, nie widziałyśmy się kilkanaście lat, ale po krótkiej wymianie zdań okazało się, że nie dość, że ma kontakty remontowe, to jej mąż jest stolarzem i robi meble (niesamowite, pomyślałam – za chwilę będę go potrzebować), to po krótkiej relacji czy wszyscy zdrowi i szczęśliwi, ona do mnie: nie chciałabym być w innym miejscu niż jestem, tylko … dziecka nam brakuje. Wiedziałam, że może nie mieć dzieci, ale nie spodziewałam się takiej bezpośredniej reakcji. Okazało się, że przeszła 2 inseminacje, 2 IVF, 20 lekarzy i dalej nie ma diagnozy i dziecka. Wyobraźcie sobie moją minę – to pierwsza znajoma z mojego bardzo szerokiego otoczenia, która ma ten sam problem i to w dodatku teraz się o tym dowiaduję. Te zbiegi okoliczności, które moja mama zwie opatrznością przestawały powoli mnie już dziwić, ale z otwartą buzią czekałam co jeszcze się wydarzy…

PRACA

Tu rano przychodziłam z wielkim trudem, przynajmniej przez pierwsze kilka dni. K. nawet uraczyła mnie rozkosznym hasłem, że wszystko u niej się tak niespodziewanie złożyło, bo miała przecież zakładać swoją firmę, dostała na nią dofinansowanie, a ta ciąża tak szybko, ale jej mąż stwierdził, że to i tak lepiej niż mieliby się starać latami o dziecko. I wiecie co? Ja wtedy aż ugryzłam się w język, ale …. ze śmiechu, a nie złości. Nie wiem czemu tak zareagowałam, to chyba znów Jej zasługa. Pomyślałam, trudno, K. i tak jest już w ciąży, lubię ją i życzę jak najlepiej. Mogę teraz udawać smutną (w sumie nie musiałabym udawać), ale co mi to da? Spróbuję zrobić wszystko, by przynajmniej ona mogła się cieszyć ze swojego szczęścia, w końcu to ona jest zawodowo pod moimi skrzydłami, a nie odwrotnie, muszę, a nawet chcę wyjść z tego z twarzą.

Umówiłyśmy się, że jak będzie się rano źle czuła, da mi znać i ja ogarnę poranne obowiązki sama. Kilka razy wychodziła wcześniej, by załatwić sprawy z dofinansowaniem do swojej przyszłej działalności. Na początku myślałam, jaka ja głupia jestem, znów będę robić za dwie i jeszcze szukać nowego pracownika. A tu znów a-ku-ku…

K. jest tak obowiązkowa, że hej. Jak opowiada mi, co rano robi żeby pokonać mdłości, to ją podziwiam, ale dzięki niej wiem, że się da! Siemię lniane, odpowiednia zdrowa dieta, w pracy worek warzyw, owoców, koktajl i ma więcej siły niż ja. Nie pozwala dawać sobie żadnej taryfy ulgowej i jeszcze mnie prosi: Lidia błagam, nie wysyłaj mnie za wcześnie na zwolnienie, ja chcę pracować. Maryjo, jak Ty to robisz??

Ale wcześniej czy później wiem, że zostanę sama, więc nowy pracownik jest potrzebny jak najszybciej. Tu opadało mi wszystko, rekrutacja szła w takim tempie, że wyć mi się chciało. Nawet myślałam, może w międzyczasie zadzwoni ten telefon i razem z K. pójdziemy na L4 w jednym momencie? I nagle któregoś dnia, w największym zamieszaniu, przy 10 klientach na raz, weszła do mojego biura ona – P. Chciała osobiście zostawić CV i chwilę porozmawiać. Idealny moment – pomyślałam, mam opóźnienie okropne, K. jest zajęta, więc chcąc zbyć szybko nową kandydatkę powiedziałam, by poczekała pół godziny. A ona z chęcią usiadła, by zaczekać. Stwierdziła, że może to nawet dobrze, bo się poprzygląda jak praca wygląda ( zaraz uciekniesz– pomyślałam, bo weszłaś właśnie w środek trąby powietrznej), a ona po kilku minutach podeszła do mnie i na ucho mi mówi, że może coś pomoże jak się da, bo faktycznie ruch mam spory……

No i tym mnie kupiła. Jeszcze nie widziałam jej CV, wykształcenia i doświadczenia, nie ważne, w końcu jest ktoś do pracy, … kto chce pracować, wow! No i od tygodnia P. jest z nami. Szkolenie nowych pracowników robię od 10 lat i nie jest to okres przyjemny. Muszę się trzymać wtedy na baczności, nie ma mowy na jakiś luz w pracy, tak jak z doświadczoną już K. Świeżynka chłonie wszystkie informacje i lepiej by jak najszybciej załapała tylko dobre wzorce. To jest dla mnie ciężki etap, za jakieś 2-3 miesiące będzie jak dawniej (śmiechy, plotki, trochę prywaty), ale teraz muszę lecieć z materiałem dla świeżo przyjętej P.

I kolejny raz poczułam JEJ działanie. Właściwie przez ostatnie 2 tygodnie czuję, jak ONA ustala codzienny plan mojego działania, ja tylko wykonuję plan.

K. okazała się jedyną z moich dotychczasowych współpracowników, która tak umie przekazywać wiedzę. Po kilku dniach usiadłam w kącie i obserwowałam co K. robi z P 🙂 Uśmiechałam się sama do siebie, bo ten obrazek widziałam pierwszy raz. Nie dość, że umie metodycznie przekazywać wiedzę, widzi błędy i delikatnie je poprawia, daje wzór, a potem rozlicza z rozkosznym uśmiechem na twarzy, nie pokazując ani grama wyższości nad P. Umie pochwalić, gdzie trzeba i zmotywować do dalszej pracy. W najśmielszych snach nie wyobraziłabym sobie tego. Zawsze to była moja robota. Czasem dostawałam po prośbie z innych oddziałów kogoś do wyszkolenia – bo tobie to idzie najlepiej i najszybciej. A tu proszę- nie jestem potrzebna do niczego.

W piątek usłyszałam od K.: ty jedź sobie spokojnie w te Bieszczady, my sobie damy radę, nauczę P. jeszcze tego i owego. Nie myśl o pracy, odpoczywaj, a my się tu popiszemy, zobaczysz!

Nie wiedziałam co powiedzieć. Uśmiechnęłam się wysoko w niebo i pomyślałam, chyba faktycznie dopiero teraz oddałam wszystkie swoje sprawy w JEJ ręce i czuję, że to był najlepszy ruch.

drabina do nieba

I JESZCZE NA KONIEC

M. próbował załatwić w pobliskiej firmie stolarskiej zrobienie nowej szafy na wymiar do naszej sypialni. Panowie stwierdzili, że nasz projekt jest do poprawek, bo tego się nie da, tamto trzeba zmienić no i koszt będzie … hoho- spory.

Zadzwoniłam więc do świeżo odzyskanej i jedynej bezdzietnej koleżanki, która rozpoczęła naszą przygodę z remontem. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, bo oni mieszkają 50 km od nas, a ja jak zwykle dzwonię w ostatniej chwili,  pojutrze przecież wyjeżdżamy. Mój mąż jest dziś u was w mieście na pomiarach u klienta, podjedzie do ciebie i wszystko obgadacie- usłyszałam. No i przyjechał za 4 godziny i wszystko się da i może szybciej i 30% taniej i znów nie mogę w to wszystko uwierzyć.

W te ostatnie 2 tygodnie stało się więcej niż przez ostatnie 2 lata. Wczoraj przysnęłam na ostatniej części nowenny, mam nadzieję, że będzie mi to wybaczone 🙂 bo z przyjemnością codziennie miętoszę w rękach koraliki różańca wołając o JEJ wsparcie.

Dziś dopiero czuję atmosferę urlopu. Ostatnie szybkie wydarzenia spowodowały, że już na niego nie czekałam, nie było czasu. Ten codzienny natłok zajęć i zaskakujące sytuacje spowodowały, że skoncentrowałam się na sobie, nie na ciąży K. Ja też mam życie, ono też jest ważne. Mogę się cieszyć jednocześnie swoimi radościami i jej.

wyprawka książkowa

książki urlopowe

Pakuję powoli plecak, kończę ostatnie pranie. Jutro jedziemy. Chciałabym tylko żeby nie lało, ale nawet gdyby…

Zrobiłam zapas lektury na wieczory, zabieram wino mojego M., odwiedzimy pewnie przytulne bieszczadzkie knajpki, chciałabym kupić ładną ikonę do naszego odzyskującego blask mieszkania.

Może spotkamy bieszczadzkie anioły, a nawet jak nie, to cisza, ptaki i świszczący wiatr za oknem schroniska już na nas czekają.

I nie mogę się też doczekać powrotu do domu. Na górskim szlaku dostaję najwięcej olśnień i nowych pomysłów. Układam w głowie plan na czerwiec. Gdy mam sporo zajęć, to nie muszę znosić ciąż znajomych, bo mam swoje sprawy. To jest chyba najlepsze lekarstwo. Może teraz tak piszę, a za chwilę znów jakiś grom mnie powali. Chcę wierzyć, że ONA jakąś drogę awaryjną znajdzie. Nawet nie wyprowadził mnie z równowagi mail z OA, w którym oficjalnie poinformowano wszystkich oczekujących na adopcję, że sytuacja jest fatalna i okres oczekiwania wydłużył się bardzo w porównaniu do 2016, 2017 roku.

Na to też powoli układam już jakiś plan, ale liczę, że może ONA będzie mieć lepszy.

Udanego weekendu Kochani! Przywiozę Wam trochę wiatru z Połonin.

 

 

Reklamy

18 myśli na temat “Złość i kapitulacja nie pomoże, muszę dać z siebie wszystko, a resztą zajmie się ONA.

  1. Cieszy mnie Twoj wpis u mnie jakos tez bez rewelacji po tym jak dowiedzialam sie ze moja siostra ot tak zaszla w ciaze pewnie wie, ze chodze struta stara sie odzywac ale mnie juz nic nie cieszy przede mna zmiana pracy jak zwykle czekam na moment okresu jakby to mialo jakies znaczenie zawsze w punkt dostaje okres a mimo tego zawsze vo miesiac ta naiwnos.

    Polubienie

    1. Nie chcę Cię jakoś na siłę pocieszać, bo wiem, że w tej sytuacji wszystko wychodzi sztucznie, ale…
      może jak Ci napiszę, że 3 miesiące temu moja siostra też powiedziała mi, że jest w ciąży i to drugiej już, a moja siostra jest ode mnie 4 lata młodsza i zachodzi w ciążę tak od pstryknięcia palcem…
      może będzie Ci choć troszkę lepiej 🙂

      Polubienie

  2. Ja też postanowiłam kolejny raz powierzyc Maryji ten nasz problem i od początku maja podjęłam się po raz 3 albo i 4, odmawiania Pompejanki; jutro kończę cześć błagalną; nie jest łatwo, bo staram się odmawiać ją nie tylko w domu, ale też jeśli się da- w pracy- bardzo często jest dużo rozproszenia i „zapominania”, na którym „koraliku” skończyłam itd., – więc wtedy zaczynam od nowa ” 10-tke”,ale zawsze udaje mi się dotrwac do końca; podczas jej odmawiania wiele się już podziało, wiele było takich „zbiegów okoliczności” – ostatnio byliśmy z mężem na mszy o uzdrowienie duszy i ciała i podczas modlitwy wiernych, ktoś nagle zaczął modlić się za małżeństwa, które pragną mieć dzieci, a które na tej drodze spotykają trudności (bardzo rzadko spotyka się takie modlitwy-mało ludzi modli się na głos w takich intencjach) .
    Lidio, ja wierzę-ba ja jestem przekonana, że Matka Boska ma nas w swojej opiece i zanosi do swojego syna nasze prośby…
    Dobrego odpoczynku i „owocnej” Nowenny.

    Polubienie

    1. Agatko,
      ja żeby nie zapominać na którym koraliku stanęłam kupiłam kolorowy różaniec będąc w Medugorje 🙂 Też odmawiam go wszędzie, najczęściej w drodze, zazwyczaj mam różaniec w kieszeni w kurtce. Zerkam tylko na jakim kolorze się zatrzymuję i potem wracam do tego miejsca:) To prawda, że opatrzność działa, tylko nam, czasem tak trudno wszystko oddać w boskie ręce.
      Pozdrawiam bieszczadowo jeszcze.

      Polubienie

  3. Droga Lidio, cieszę się że u Ciebie lepiej i życzę Ci powodzenia z pompejanką. Ja raz odmowiłam ją razem w mężem w intencji poczęcia dziecka, na razie czekamy na odpowiedź. Pamiętam, że w trakcie jej odmawiania działy się niezwykle rzeczy. Poznałam święta Ritę 😉 tzn. w krótkim odstępie czasu znalazłam na chodniku jej obrazek, potem mama podarowała mi różę po nabożeństwie do tej świętej a jakiś czas później w tramwaju spotkałam sporą grupę osób z różami, które też wracały z tego nabożeństwa. Potem znaleźlismy lekarza, który wreszcie znalazł konkretna przyczyne problemu, wyniki meza poprawily się i są w normie (a na początku niemal wszystkie parametry były fatalne) i maz powlutku zaczął otwierać się na temat adopcji mimo poczatkowych duzych oporow. Potem druga pompejanka to był szturm do nieba za przyjaciółkę w ciąży, u której badania wskazywały ciężkie wady płodu. W pierwszym dniu części dziękczynnej zadzwoniła do mnie, że mają wyniki bardziej szczegółowych badań i dziecko jest zdrowe :). Już niedługo będę jej chrzestną 🙂 Chciałabym mieć taką ufność jak Ty. Na razie u mnie dużo żalu i buntu, po tym jak wczoraj się dowiedziałam, że siostra spodziewa się trzeciego dziecka (i jak zwykle dowiedziałam się o tym nie od niej wprost). Nie potrafię wykrzesać z siebie żadnych pozytywnych emocji. Jedyne co mogę to ofiarowuje swój ból za dzieciątko, które adoptowalam duchowo. Tak sobie myślę, że może modlę się za dziecko, które adoptujemy kiedyś my (jesli się na to zdecydujemy), albo któraś z Was…

    Polubienie

    1. Kiwi kochana,
      Ty mówisz że ja mam ufność? Obawiam się, że jesteś dla siebie trochę za surowa. Ja przez bardzo długi czas nie umiałam dostrzegać tych działań opatrzności i dziwnych zbiegów okoliczności, czekałam tylko na jeden efekt, którego do dziś brak.
      Jak czytam co napisałaś, to sobie myślę – jesteś lata świetlne przede mną!
      Domyślam się jakie ogromne rozbicie czujesz i żal z powodu kolejnej ciąży siostry, ale że umiesz tak cudownie tą sytuację ogarnąć duchowo i modlić się za przyszłego Adoptusia – to tylko świadczy o Twojej ogromnej dojrzałości. Bądź dla siebie łaskawsza, masz prawo do emocji, tych smutnych, rozżalonych i przygnębionych również.
      Ściskam

      Polubienie

  4. Jak mniej myśleć też czeka u mnie na przeczytanie 🙂 pochwal się jak skończysz bo u mnie długa kolejka czytadeł.
    I niech to będzie twoje motto na ten cza- Mniej myśleć!!!
    Ja choć się nie leczę ani niczym nie wspomagam i tak zawsze mam nawroty myślowe w 28 dc…choć postęp jest taki ze na codzień zdążą mi się zapomnieć że to TE dni. Podjęłam znów radykalny krok i wracam do leczenie innej moje choroby, w tym czasie ciąża zabroniona bo lek uszkadza płud, wiec przez najbliższy rok będę odcięta od wszystkiego co ciążowe i będę mogła zakładać nową maskę – teraz się leczę, dajcie mi spokój. Dziwne że ja się na to cieszę 🙂

    Polubienie

    1. Jak tylko przeczytam „Jak mniej myśleć” dam znać na blogu, obecnie ta pozycja jest pierwsza w kolejce do czytania:)
      Gdy jestem w górach to jakoś zawsze mniej myślę. Nie wiem czy to wpływ tego, że tu jest zawsze mniej ciążowych bodźców, a właściwie nie ma ich wcale. Czy też zmęczenie na szlaku nie pozwala koncentrować mi się na czymś innym niż oddychaniu, nie wiem 🙂 Ale pewne jest to, ze w górach super odpoczywam, bo nie myślę ani o pracy, ani o bezdzietności.
      Życzę Ci powodzenia w podjętym leczeniu, myślę, że to bardzo dobra decyzja. Pierwsze musi być Twoje zdrowie, inaczej nawet będąc mamą, nie dasz rady realizować swojej roli ze spokojem.

      A tak odnośnie nowej maski, przypomniały mi się pewne zajęcia z psychologii z czasów studiów. Bardzo życiowa pani doktor namawiała nas wtedy, abyśmy wszystkie swoje decyzje i czyny w życiu podpierali zawsze przynajmniej 2 powodami. Tzn. żeby zawsze szukać drugiego powodu dla czynności, którą chcę lub muszę zrobić. Może w Twojej sytuacji to zda egzamin? Może wymyślisz jakieś inne zajęcie, pasję, czy coś, czego na 100% nie robiłabyś będąc świeżą mamą i połączysz z leczeniem? Rok to kawałek czasu, gdy można upiec kilka pieczeni na jednym ogniu i innym pokazać, że jesteś w trakcie mega przedsięwzięcia i dziecko, to najprędzej za rok 🙂 A niech zazdroszczą 🙂 Mnie to często pomaga.
      Pozdrawiam
      L.

      Polubienie

      1. Słuszne jest to co mówisz, ale niestety ja popadam w skrajności i dobieram sobie nie jeden, nie dwa a dwieście powodów…mój gin za każdą wizytą pytał co tym razem robię nowego, i że może by tak sobie odpuścić. Poruszyłaś mnie do jednego wspomnienia, do rozmowy (o dziwo) z moim tatą. Mówiłam mu właśnie to co teraz piszę, że ciężkie sprawy rozwiązuje nadaaktywności, że chyba źle, że tak właśnie robię…on słuchał i myślał, gdy skończyłam zaczął mi przypominać jaka byłam w dzieciństwie, w szkole itp. uświadomił mi że nawet będą dzieckiem byłam typem działacza…oczach taty zawsze taka byłam a w swoich jestem taka bo jestem niepłodna…Mam nadzieję, że to będzie rok przypominania sobie kim jestem.

        Moja siostra już czyta Jak mniej myśleć i jest zachwycona!!! Mówi, że to wszystko co tam jest jej dotyczy!

        W Bieszczadach byłam tylko raz w życiu, było cudownie. Specjalnie pojechaliśmy w czerwcu żeby dzień był długi i podjęliśmy się bieszczadzkiej korony, szliśmy prawie 12h, znasz?
        http://www.twojebieszczady.net/piesze/koronka.php

        Polubienie

        1. Ale trafiłaś, tylko tej trasy nie mamy zrobionej 🙂 Tzn dziś przeszliśmy jej kawalątek z Wetliny do Jawornika, bo po sensacjach z autem była już godzina 13, więc wystarczyło czasu na kilka godzin wędrówki. Zatem dopisuję do listy bieszczadzkich „to do”.

          A wiesz, że ja zawsze też byłam typem działacza? Tylko w najgorszych okresach mojego życia (gdy straciłam swoje największe hobby – taniec, a potem w niepłodności) ogarniała mnie totalna niemoc.
          Teraz ją pokonuję i czuję, że wracam do dawnego życia. Niepłodność staram się odstawić na bok, już nic z nią nie dam rady robić, a gdy jeszcze się leczyłam to poświęcałam minimum koniecznego na to czasu i zajmowałam się życiem, a raczej się tego znów uczyłam.
          Myślę, że sama ocenisz co jest dla Ciebie najlepsze. Popróbuj tydzień nic nie robić i podejrzewam, że wrócisz do działania 🙂
          Czytam teraz „Wysoko wrażliwych” i nie wiem czemu tak późno ta książka została wydana 🙂 Tu prawie wszystko jest o mnie i też mam już taki wniosek, że to jednak nie przez niepłodność, tylko wrażliwość odbieram świat trochę inaczej.

          Polubienie

  5. Cieszę się również, że ci się układa w pracy i że odpoczełaś na wyjeździe. Liczą się bardzo takie małe chwile szczęścia więc trzeba je łapać. Powodzenia w remoncie nas też czeka remont łazienki i balkonów na razie gromadzimy fundusze.
    Ja też wszystko zawierzam Bogu i choć jest mi bardzo cieżko i często się buntuje to jednak ON mnie uspakaja. To duża próba dla wiary mojej i mojego męża ale ja wciąż wierze, że ma to jakiś sens to cierpienie choć teraz go jeszcze nie widzę.
    Myśle, że moja bezpłodność ociepliła moje serce jeśli chodzi o adpocję, której bardzo się bałam teraz widzę jeszcze głębszy sens w tym że może jakiemuś dziecku damy miłość i szczęście a ona da je nam.
    Byliśmy na spotkaniach w dwóch ośrodkach adopcyjnych i czekamy na odpowiedź jeśli chodzi o to czy możemy aplikować bo choć mieszkamy na stałe w Polsce nasze główne dochody pochodzą z naszej zagranicznej firmy więc się martwię czy nas zakwalifikują. Dlaczego czas czekania na adpocję się wydłużył w tym roku jeśli możesz proszę napisz?
    Powodzenia we wszystkich przedsięwzięciach domowych i nie tylko domowych 🙂

    Polubienie

    1. My też długo gromadziliśmy środki, a teraz jak widzisz „przepychamy się” jak je wykorzystamy, bo nie ma ich jeszcze na tyle, by wyremontować wszystko jednocześnie. Ruszyliśmy z podłogą, sypialnią i za chwilę przedpokojem. W poczekalni jest jeszcze moja wymarzona kuchnia oraz łazienka + wc. No trochę tego jest 🙂
      Ja też wierzę mocno w sens wszystkiego co nas spotyka, choć nigdy w danej chwili go nie widzę. Robię to raczej na podstawie doświadczeń z minionych sytuacji, nigdy nie byłam mądrzejsza niż On, a moje rozwiązania po czasie okazywały się najgorsze z możliwych 🙂
      Wiesz Abi, adopcja to delikatny temat. Mało kto potrafi podjąć decyzję tak z miejsca, to zdecydowanie jest proces.
      Jestem ciekawa decyzji OA w Waszej zawodowej sprawie, bo jestem zdziwiona, że w ogóle mogą mieć do tego jakieś „ale”.
      A odnośnie pisma z OA, to był raczej taki ogólny dokument do wszystkich czekających, nie wiem czy to rutynowy ruch, czy sytuacja w OA jest obecnie wyjątkowa. W treści listu OA delikatnie zaznaczył, że robią co mogą by jak najwięcej adopcji było realizowanych, współpracują z innymi placówkami i monitorują regularnie bazę ogólnopolską, ale liczba adopcji w 2018 i 2019 roku spadła drastycznie w porównaniu do lat 2016/17. I chodzi raczej o ilość małych dzieci z uregulowaną sytuacją prawną. Ja się mogę tylko domyślać, że obecne prawo będąc bardziej łaskawe dla rodzin biologicznych, jest dużo mniej optymistyczne dla nas rodziców adopcyjnych i śmiem twierdzić dzieci. Jak będę coś więcej wiedzieć, to dam znać.
      Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s