Procedura adopcyjna, która pozwala polubić bezdzietność. Czy to tak miało być?

Tak mi się spodobało ostatnio moje życie, takie normalne, zwykłe, że cierpię na niedoczas przewlekły. Kuleje z tego powodu blog, a ja się trochę cieszę. Nie, że kuleje oczywiście, tylko, że w końcu widzę coś innego niż permanentny brak dziecka, który przeszkadza na każdym kroku.

Do adopcji się dojrzewa..

Większość z Was, czytających dłużej bloga wie, że temat adopcji przewijał się w naszym małżeństwie wiele lat, a w mojej głowie kilkanaście. Wspominałam Wam pewnie, że jeszcze nie znając mojego męża, a tym bardziej problemów jakie czekają mnie z poczęciem, marzyłam o adopcji dziecka.

Gdy po roku niepowodzeń w staraniach o dziecko usłyszałam diagnozę niedrożności jajowodów już myśleliśmy z M. o rozwiązaniu adopcyjnym. Potem wraz z kolejnymi możliwościami leczenia przesuwaliśmy ostateczną decyzję o zgłoszeniu się do ośrodka. Mogę powiedzieć, że ja na każdym etapie naszej walki o dziecko byłam gotowa na adopcję. M. musiał do tego dojrzeć. Ostatecznie możemy powiedzieć, że ruszyliśmy do OA, gdy to M. powiedział: „koniec tego, idziemy”. To był 2016 rok- nie mieliśmy wtedy teoretycznie żadnych konkretnych przeszkód, by posiadać dzieci biologiczne (o moich KIRach dowiedziałam się 2 lata później).

Nie powiem, bo mimo tego, że zawsze byłam zdecydowana, zawsze miałam też wiele obaw czy podołam adopcji. Domyślam się, że M. miał jeszcze więcej, ale oboje mieliśmy tak serdecznie dość „seksownej godziny policyjnej” czyli starań z zegarkiem/ śluzem/ monitoringiem w ręku, że z ulgą stwierdziliśmy – koniec, przynajmniej oficjalny.

Wybraliśmy jeden ośrodek adopcyjny, a właściwie M. zaufał mi i dodam, że jest to niekatolicki ośrodek. Zostaliśmy w nim miło przyjęci, choć nie mamy porównania do innych. Kurs wspominam bardzo dobrze, choć dzisiaj już jak przez mgłę. Testy psychologiczne które wg klucza i punktacji bym oblała, potraktowali bardzo łaskawie i pani psycholog wzięła mnie na ustne ich omówienie. Ona i ja byłyśmy w szoku, że takie farmazony pozakreślałam, bo moje ustne odpowiedzi były dokładnie odwrotne niż zakrzyżykowane w teście. Sami widzicie, jestem artystką do kwadratu.

Od otrzymania kwalifikacji minęło 25 miesięcy. Dużo / mało – zależy jak dla kogo.

I choć przez pierwszy rok nie nastawialiśmy się, że to do nas zadzwonią, to w drugim roku zaczynało się nam już dłużyć. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie czekaliśmy dwa lata. My czekamy już 9 lat. Ośrodki mają swoją teorię i sposób liczenia czasu oczekiwania. Ostatecznie ciąża biologiczna też trwa i to czas by przygotować się na przyjęcie dziecka.

Ile trwa ciąża adopcyjna?

Moim skromnym zdaniem okres starań, a raczej niepowodzeń o biologiczne dziecko też tu się zalicza. Okres leczenia, a w moim przypadku szukania kto się tego leczenia podejmie. Czas podejmowania decyzji o adopcji, który dla wielu małżeństw wynosi więcej niż jeden słodki, romantyczny wieczór. Czas oczekiwania na przyjęcie do OA, potem oczekiwania na rozpoczęcie procedury, na kurs, na kwalifikację i teraz na nasze dziecko. Ile lat czekania naliczyliście u siebie?

Pewne jest jedno, to nie jest radosne oczekiwanie. To jest oczekiwanie, podczas którego można 100x osiwieć i kolejne tyle się przefarbować.

Czemu zaznaczyłam, że wybrałam ośrodek niekatolicki? Choć katoliczką jestem, chciałam, by sprawa szkoleń, naszej kwalifikacji  była rozpatrywana przez inny pryzmat niż wiary. Mam jednak wrażenie ( i chciałbym, żeby to było tylko moje i to błędne wrażenie), że gdybym wybrała inny ośrodek, już jakiś czas temu bylibyśmy rodzicami. Jakoś w najbliższych nam katolickich OA jest dziwnie „więcej dzieci”. Nie chcę wchodzić w politykę, ale resztę sami sobie dopowiedzcie…

Mam czasami wrażenie, że nasz ośrodek, nawet gdyby chciał, nie ma wpływu na ilość adopcji, która w ostatnich dwóch latach ogólnie spadła bardzo, a u nich to już w ogóle. Zostaliśmy o tym ostatnio poinformowani oficjalnie, że czas oczekiwania na dziecko wydłużył się 2x. Odczuliśmy to również, w indywidualnej rozmowie z naszymi opiekunami, gdy praktycznie nie umieli odpowiedzieć na żadne nasze zniecierpliwione pytania. Odczuliśmy to kilka miesięcy temu, gdy OA chciał zaproponować nam adopcję mocno poza naszymi możliwościami. Nawet wtedy wysłuchaliśmy przydługawego preludium, że dzieci nie ma prawie wcale i jak nie ta propozycja, to…

Nie, nie chcę nikogo zniechęcać, nie taki mam cel, ale ostatnio dostałam kilka pytań o naszą sytuacje adopcyjną, więc nie będę koloryzować.

Ten okres czekania jest dziwny.

Z jednej strony to już takie spokojne czekanie, bo wiemy, że kiedyś raczej się doczekamy. Staramy się nie panikować, żeby nie powiedzieć, że nie wałkujemy z M. tego tematu między sobą, bo czekamy na „nasze dziecko”, a nie na „jakieś dziecko”. Wierzymy, że to wszystko ma jakiś cel, sens, że tak musi być. I jestem dziś pewna, że to nie są wyświechtane frazesy, tylko tak faktycznie jest.

Czasami nawet mam wrażenie, że temat procedury adopcyjnej jest zamknięty i nawet nie wracamy do tego w rozmowach. Pewnie gdyby przygoda z OA trwała rok, to bylibyśmy nadal podekscytowani, ale od naszej decyzji minęło 3,5 roku. Długooo, jak dla mnie. Czasem mam wrażenie, że to już przeszłość, niedokończona, ale przeszłość.

Nie będę udawać też, że właśnie ten długi czas oczekiwania powodował u nas jeszcze większe frustracje na wieści o ciążach znajomych i bliskich (kolejnych ciążach oczywiście). Dlatego dziś jesteśmy szczęśliwi, że nie pochwaliliśmy się prawie nikomu naszymi adopcyjnymi planami. To nie jest miłe, gdy w tym samym czasie (3,5 roku) moja siostra zdążyła zajść w ciążę, przesiedzieć ją na L4, urodzić, spędzić rok na macierzyńskim, zmienić pracę, znów zajść w ciążę, znów siedzieć na L4 i założę się, że zdąży jeszcze urodzić, iść na macierzyński…., dobra nie będę się dalej nakręcać

a my ciągle czekamy… mamy więcej lat… i o czym tu z nami gadać można skoro nie mamy dzieci?

To oczekiwanie na adopcję jest obecnie tak samo długie i męczące jak leczenie i oczekiwanie na biologiczne dziecko. A raczej jest to szkoła przetrwania, po której nie wiem ile nam siły zostanie dla tych wyczekanych dzieci.

Polubić bezdzietność..

Ostatnio sama siebie zadziwiam, tym jak zmienia się moje podejście do tematu bezdzietności. Może to wynik fiksacji, a może w końcu zaczynam normalnie żyć. To ciągłe czekanie spowodowało, że zaczęłam je powoli lubić. Już się przyzwyczaiłam, że jesteśmy z M. tylko we dwoje, że mamy w domu ciszę i porządek. Że możemy pospać w weekend dłużej i wyjechać w góry kiedy chcemy, że gotujemy to co lubimy, a nie to co zjedzą dzieci, że po fatalnym dniu w pracy możemy przespać do wieczora 3 godziny bez stresu kto się zajmie dzieckiem lub wyrzutów sumienia, że można było iść na plac zabaw.

I nie chodzi mi teraz o takie sztuczne pocieszanie się, które uskuteczniałam wiele lat. Ja teraz faktycznie kontempluję to, że mogę spokojnie posiedzieć na balkonie z kawą i nie zastanawiać się, co w tym czasie broi moje dziecko.

Mało tego, siadając z tą kawą w ręce, czuję nawet lekki ucisk w dołku, że to się za chwilę może skończyć!

Mam tak co raz częściej. Może to jakieś przeczucie końca tych wygód? Może ten pośpiech z remontem to działanie podświadomości? Sama jestem ciekawa.

Nie oznacza to też, że wycofuję się z naszej drogi adopcyjnej. Zobaczę dokąd zaprowadzi nas życie, ale może właśnie taki był cel tej naszej bezdzietnej tułaczki? By dostrzegać te cudowne momenty, które mamy teraz?

Bym umiała nie porównywać się do innych i odwrócić się na pięcie, gdy ktoś mi sprawia przykrość? To jest jedno z moich osiągnięć dzięki bezdzietności – uczę się zdrowego egoizmu i dbania o siebie. Bezdzietność dała mi wiele okazji, by to poćwiczyć. Wiem, że nikt o mnie lepiej nie zadba niż ja sama. Wiem, że jeszcze wiele przykrości usłyszę, taki jest świat. Ale sama mogę zadecydować, czy przyjąć je do siebie, czy zwrócić do nadawcy.

Wiem, że gdy pojawi się dziecko, świat przewróci mi się do góry nogami. Wiem, że będziemy szczęśliwi. Wiem, że będziemy super rodzicami (wybaczcie skromność).

Ale teraz się cieszę z cudnego, ciepłego wieczoru, obłędnego zapachu maciejki i że w tym stukaniu na klawiaturze przeszkadzają mi tylko komary, a nie wyrzuty sumienia, że zabieram tym czas swojemu dziecku.

Czy ja będę mieć czas siać maciejkę, jeśli zostanę mamą?

 

Reklamy

37 myśli na temat “Procedura adopcyjna, która pozwala polubić bezdzietność. Czy to tak miało być?

  1. Droga Lidio,
    to co piszesz jest mi bardzo bliskie, bo przechodzilam z moim m. przez wszystkie fazy, ktore opisujesz. Zreszta podpisuje sie pod wiekszoscia Twoich wpisow. Po dlugiej fazie rozpaczliwego leczenia, euforii adopcyjnej, walki o wszystkie dokumenty, nadszedl czas wrecz upojnego spokoju i tej jakze fajnej refleksji: ale nam razem dobrze. Razem – we dwojke. I po raz pierwszy spojrzalam w przyszlosc bez leku. Bedzie co ma byc i bedzie dobrze. Sama sie lapie na rozmyslaniu, czy bede miala jeszcze czas na…? Dlatego ciesze sie tym czasem i nigdzie mi sie nie spieszy. Tez po raz pierwszy, bo to jest wielka lekcja, ktora otrzymalam od nieplodnosci. Nie na wszystko mam wplyw i nie wszystko moge przyspieszyc. Fajnie mi z ta swiadomoscia, bo spadlo ze mnie mnostwo odpowiedzialnosci, ktora sama sobie kladlam na barki. Nasze i Wasze dziecko (bo wierze, ze nam sie uda) bedzie mialo szczesliwych rodzicow, gotowych by je przyjac. A do tego czasu cieszmy sie latem, pogoda, gorami (bo widze, ze i to nas laczy), calkiem przyjemna codziennoscia, ksiazkami, koncertami i cala masa przyjemnosci, na ktora mamy czas!
    Z calego serca Wam kibicuje i trzymam kciuki nie tylko za adopcje, ale odkrywanie na nowo szczescia!
    Bedzie dobrze-
    Mara

    Polubienie

    1. Oj masz rację, ja też sama dokładałam sobie spraw, za które wydawało mi się, że jestem odpowiedzialna. Taka chyba kara, że nie potrafiłam zajść w ciążę. Dopiero teraz zaczynam szanować siebie, doceniać swoje życie i cieszyć się nim. W myśl zasady, że dziecko potrzebuje szczęśliwych rodziców, a nie rodziców, których dopiero ono uszczęśliwi.
      Ja również trzymam kciuki za Was!
      Buziaki
      L.

      Polubienie

  2. Lidio, czy utrzymujecie kontakt z parami z warsztatów? Czy żadna z tych par nie ma jeszcze dzieci?
    U nas minęło dopiero pół roku od kwalifikacji, ale obserwując siebie i swoje emocje wiem, że nigdy nie pogodzę się z brakiem dziecka. Nie wyobrażam sobie życia we dwójkę. Chyba prędzej zwariuje.
    Ale z drugiej strony jestem świadoma, że przez tych 5 lat przywykliśmy do wygodnego, spokojnego życia tylko dla we dwoje. I pojawienie się dziecka może zrodzić początkowo frustracje.
    Życzę i Wam i nam dużo cierpliwości!

    Polubienie

    1. Olalu, nie utrzymujemy większego kontaktu z parami z kursu z OA. Tzn. na początku kontaktowaliśmy się jeszcze mailowo, wtedy gdy było w nas jeszcze trochę ekscytacji. Teraz raczej czekamy, kto pierwszy pochwali się, że już ma dziecko i jeszcze ta najważniejsza wiadomość przez żadną parę nie została napisana.
      Nie wiem, czy to Ciebie uspokoi, ale ja do niedawna (czyli prawie 9 lat czekania) też myślałam, że zwariuję bez dziecka. Piszę to, byś pamiętała, że wszystko się zmienia – i nasza sytuacja i my. Być może za jakiś czas też wpadniesz w tą fazę co ja pt. ” a jak to ostatnia spokojnie wypita kawa, to co ???” 🙂
      Ściskam mocno
      L.

      Polubienie

  3. Wiewiórkowo ile masz lat? Tak sie ciesze ze dodalas ten post zawsze myslalam ze adopcja jest prostsza niz te starania okazuje sie ze nie… Mnie te wiecznie czekanie na ciaze bardzo zmienily stalam sie obronca swoich uczuc jesli ktos mnie ranil ucinalam z nim kontakt w konsekwencji bardzo malo mam znajomych . Pewnie docenilabym teraz ten czas ze mam wolny i moge robic co chce kiedy chce spac do ktorej chce ale pojawiaja sie dni kiedy przychodzi taka pustka w zyciu przychodzi dzien gdzie moje marzenia ze zostane mama ze moj maz bedzie ojcem i jestesmy szczesliwi prysnelo wszystko nigdy nie przekonam sie czy dziecko byloby bardziej podobne do mnie czy do meza . Na dodatek te slowa ginekolog i bolesne okresy ze minie jak urodze dziecko teraz musze czekac nie na dziecko ale na menopauze

    Polubienie

    1. Niestety ja po kolejnym nieudanym transferze nie czuje mocy zeby dalej walczyc a chcialabym. Znow musze sie podniesc. Czekamy tez z OA zeby odpowiedzieli nam czy mozemy zlozyc papiery o adopcje co przedluza tylko ta sytuacje czekania i niewiadomej. Czuje ze w kwestii posiadania dzieci wszystko stanelo w miejscu i nie widac nadziei na przyszlosc. Bardzo dobrze ze odnalazlas rownowage i spokoj to jest bardzo wazne ja staram sie ja znalesc niestety nie idzie mi najlepiej. A wlasnie szykuje sie spotkanie ze znajomymi, ktorzy maja czworke dzieci i rozmawiaja tylko o tym i niestety chyba nie uda mi sie wykrecic. Moj maz przezywa to inaczej i nie ma z tym problemu wiec nie chce mu tego robic i sie wykrecac bo on cieszy sie na tego grilla. Wiec bede musiala sie zbierac po tym spotkaniu. Moze macie jakies rady jak mam sie przygotowac? Chcialabym znalesc sile zeby cieszyc sie ale jest mi bardzo trudno. Przepraszam ze tak smutno pisze ale taka jest prawda i nie musze udawac.

      Polubienie

      1. Chetnie dalabym Ci jakies rady tylko ze sama unikam takich spotkan bo zaczely mnie ranic ciagle rozmowy o dzieciach albo ciazach albo jak to bylo w ciazy nie wiem jak sie nie staralismy tych rozmow bylo zdecydowanie mniej a potem sie tego nawarstwilo i przestalismy z mezem na nie uczeszczac i chodzic nie przejmujac sie kompletnie czy ktos sie obrazi bardziej chodzilo o nasza kondycje psychiczna nasze sampoczucie niz zadawalanie innych i przybieranie maski no ilez mozna udawac i byc aktorem teraz nie slucham tego i jest zdecydowanie lepiej nie tesknie za Tym

        Polubienie

        1. Dziekuje Gosciu ja tez staram sie unikac takich spotkan i liczba znajomych u nas tez znacznie spadla. Czasami to mnie smuci a czasami nie – chyba bardziej smuci to mojego meza wiec staram sie od czasu do czasu nie odmawiac. Po nieudanych probach jest mi bardzo ciezko wkladac maske i udawac usmiech niestety niekiedy nie mam wyjscia. Zobaczymy jak bedzie grill ma byc w tym tygodniu.

          Polubienie

      2. Droga Abi,
        z tego co piszesz, to jesteście jeszcze w środku cyklonu – tu niepowodzenie po transferze, tu oczekiwanie na ruch OA – czego Ty od siebie wymagasz, dobrego samopoczucia? Miej litość dla siebie samej, pozwól sobie na chwilę słabości i niemocy. Przechodzisz teraz jeden z najgorszych momentów w drodze do macierzyństwa i kamienujesz się, że nie jesteś jeszcze dzielniejsza. Byłam na tym samym kilometrze tej trasy i wiem, że da się go przejść, że to chwilowe, że będzie lepiej. Daj sobie czas Kochana.
        Jeśli czujesz, że czekacie na ruch OA zbyt długo, albo coś Wam nie leży, to polecam, teraz macie najlepszy moment, by zrobić wywiad w innych OA i ewentualnie uruchomić procedurę gdzie indziej. Na moim etapie (po kwalifikacji) już jest to trudniejsze, więc jeśli czujesz wewnętrznie, że to mogłoby pomóc, to działaj.

        A odnośnie spotkań z „dzieciatymi” i to zakręconymi w dodatku. To jest ciężki temat, ja ostatnio próbuję unikać takich spotkań dlatego ilość moich znajomych spadła drastycznie. Ale nie ma tego złego – zyskałam Was- czyli takich znajomych, którzy mnie rozumieją 🙂
        Piszesz, że ten grill jest ważny dla Twojego M. – no to pewnie się poświęcisz i choć na chwilę pójdziecie. Ale co mogę Ci polecić, by dla Ciebie był odrobinę milszy? Ja zauważyłam jakiś czas temu, że wbrew pozorom na takich spotkaniach nie wkurzają i nie sprawiają przykrości mi dzieci (właściwie wcale), ale ich zakręceni rodzice, więc…. może to głupie, ale najwięcej siedzę z dziećmi 🙂 One są szczęśliwe, nie słucham tych farmazonów o zimnej kawie i innych w stylu „zobaczysz jak będziesz mieć swoje”, tylko szaleje z młodymi. Jestem dobrą ciocią, pozwalam na większość, mam w torebce kredki, czasem biorę te duże kolorowanki na podłogę (do kupienia w hipermarketach) i robimy inne głupie rzeczy. Znajomi mają chwile spokoju od dzieci, ja mam spokój od ich paplaniny, a potem wracam tak padnięta do domu, że 10x dziękuję Bogu, że jeszcze tej nocy nie mam dzieci, bo muszę się wyspać 🙂
        Napisz po grillu jak było.
        Ściskam
        L.

        Polubienie

        1. Na razie lekarz immunolog stawia na brak kirow implantacyjnych czyli immunologia ale nie wszyscy sie zgadzaja ze kiry na pewno stanowia problem. Nic dokladnie nie wiadomo inne badania dobre wiec uwazaja ze powinnismy probowac. Pewnie bedziemy probowac dalej ale ja bardzo chce zeby OA pozwolilo nam zlozyc dokumenty o adopcje. Mam do nich dzwonic na poczatku lipca. Prosze trzymajcie kciuki 🙂

          Polubienie

    2. Droga Gościu,
      To prawda, adopcja kiedyś była prostsza, ale tylko dlatego, że czas oczekiwania był przynajmniej o połowę krótszy. Teraz wszystko stanęło na głowie, więc można powiedzieć, że przechodzi się podwójną niepłodność – biologiczną i kilkuletnią adopcyjną.
      Ale widzę, że Ty dzięki niepłodności zyskałaś podobny dar jak ja, czyli umiejętność obrony siebie, swoich uczuć i praw. Wiesz, czasami myślę, że sama bym do tego nie doszła i gdybym zaszła w ciążę w pierwszym cyklu, to ten brak asertywności przelałabym na dziecko.
      A jeśli chodzi o pustkę, ona zostanie z nami zawsze. Musimy być tego świadome, dać sobie prawo do gorszych dni, a nawet zrobić tej pustce w sercu kawalątek miejsca – ona jest częścią naszego życia. Wszystko jedno czy zajdziesz w ciążę w przyszłym miesiącu jakimś nadprzyrodzonym cudem, czy zdecydujesz się na adopcję i pokochasz bez granic małego adoptusia, czy świadomie zadecydujecie, że przez dalszą część życia jedziecie tylko tandemem, zawsze doświadczenia niepłodności z Tobą zostaną. Pozwól im na to. To tak jakby żołnierz po misji w Iraku chciał udawać, że był rok na rybach i nic go nie wzrusza. Woja to wojna i musimy być dumne, że uszłyśmy z niej z życiem, z mężem (wciąż tym samym :)) i nawet jeśli nie wygrałyśmy, to ona też nas ukształtowała.
      A odnośnie pani ginekolog i jej teorii o bólach miesiączkowych – napiszę coś o tym w najbliższym czasie, ale polecam szukaj jakiejś innej lekarki. Życie jest za krótkie, żeby leczyć się u tych, którzy się na Tobie uczą. Następny post będzie dla Ciebie 🙂
      Pozdrawiam L.
      PS. 34 🙂

      Polubienie

      1. Dziekuje Wiewiórkowo to niesamowite odpowiadasz na kazdy komentarz czuje sie wysluchana przez Ciebie od A do Z przeczytalam Twoj blog i zamierzam ponownie go przeczytac bo przeszlas bardzo duzo. Ucieklam od Pani doktor potem ucieklam.od innego lekarza teraz jest juz 4 lekarz . Zawiesilismy starania bo czekanie na ewentualna ciaze mnie meczylo mialam okazje zmienic prace dawna ja powiedzialaby jak to ale jak zajdziesz co wtedy przeciez nie bedziesz niezalezna a dziecko bedzie biedne i nagle druga ja odpowiedziala staralas sie tak dlugo ciazy nie bylo dlaczego teraz mialaby byc A ty masz szanse sie tozwinac wiecej zarabiac wiec 2 zwyciezyla złożyła wypowiedzenie a miesiaczka przyszla tydzien pozniej.

        Haha ale na post bede czekac ❤

        To prawda jednych znajomych tracimy a zyskujemy takich prawdziwych i Ty tez jestes takim, który umie doradzic napisac cos pozytywnego wiele razy spotkalam sie z tekstem, ze ale jak to nie wolno sie odizolowywac od ludzi jestes jedyna ktora powiedziala ze nalezy dbac o swoja psychike!!! Dodatkowo tekst z dziecmi genialny ze tez wczesniej na to nie wpadlam Dziekuje Ci jeszcze raz wiewiórkowo ze jestes ❤

        Polubienie

  4. A rozważaliście złożenie papierów również w innym ośrodku. Mając kwalifikację z jednego powinni wam ją uznać w każdym innym ośrodku (chociaż z praktyki wiem, że różnie z tym bywa jednak warto moim zdaniem próbować). Ja już co prawda jestem po drugiej stronie adopcyjnego lustra jednak doskonale pamiętam ten czas oczekiwania jak bardzo frustrujący. I o ile przy pierwszym dziecku nie było tak źle (od momentu zgłoszenia do ośrodka około dwóch lat) o tyle czekanie na rodzeństwo skutecznie zryło mi psychikę – 4 lata czyli co najmniej o jakieś dwa za dużo 😦 .

    Polubienie

    1. Tak, mocno rozważam kontakt z innymi ośrodkami, choć nie wiem dlaczego, mimo wszystkich perypetii coś mnie jeszcze trzyma przy naszym. Postanowiliśmy, że dajemy sobie (albo im) czas do końca wakacji. Po powrocie z urlopu zacznę chyba dzwonić do innych OA. Takie przeniesienie nie jest łatwe, w naszym OA podpisywaliśmy oświadczenia, że jest naszym jedynym OA, ale przede wszystkim chodzi o to, że w naszej okolicy wszędzie są spore kolejki. W naszym OA, mamy już „wyczekane” 2 lata po kwalifikacji i ponad 3 od zgłoszenia, w nowym mogą nas wrzucić na koniec listy i czekać będziemy kolejne 2 lata. Sama już nie wiem. Biorę też pod uwagę bardzo dalekie ośrodki, bo słyszałam, że na północy Polski wszystko idzie troszkę sprawniej, bo jest więcej dzieci niż u nas na południu.
      Gratuluję wytrwałości w czekaniu! Czyli Wy jesteście gromadką 2+3? Dobrze zrozumiałam?
      Ściskam
      Lidia

      Polubienie

      1. Jesteśmy rodzinką 2+2+1 (ten jeden to pies też można powiedzieć, że adoptowany 😉 ).
        My w przypływie frustracji zgłosiliśmy się do ośrodka w sąsiednim województwie gdzie nie owijano w bawełnę i oczywiście powiedziano nam, że wpadamy na koniec listy co specjalnie nas nie zrażało bo co to za różnica być na końcu listy ale jednak przesuwać się w górę czy wisieć 2 lata na szczycie listy jak to było w naszym ośrodku. Nieco ponad rok od tego momentu doczekaliśmy się w końcu na telefon z naszego macierzystego ośrodka ale z tego co wiem w tym drugim zdążyliśmy się nieźle przesunąć.
        Życzę Ci powodzenia i wytrwałości. A,

        Polubienie

  5. Czeka mnie dopiero to oczekiwanie na dziecko adopcyjne, może jestem naiwna, bo jakoś się nie przejmuje, że może to tak długo trwać. Pamiętasz, wspominałam, że po sąsiedzku mamy rodzinę z czwórą dzieci i piątym w drodze. Ostatnio spędzaliśmy wspólnie sobotnie popołudnie i po naszych rozmowach doszłam do wniosku, że my wzdychamy za dziećmi, ich przytuliskami, krzywymi rysunkami, uśmiechem, buziakiem a oni (było widać) za naszym spokojem, możliwością bycia we dwoje, swobodą, możliwością wyjazdu gdzie tylko chcemy. Jak dla mnie wniosek jest tylko jeden, że zawsze będą aspekty życia, które będą dla nas niesatysfakcjonujące. Ja już czasem nie wiem, czego tak naprawdę nam życzyć. Czy na pewno dziecka? Czy może wielu ciepłych letnich wieczorów z głową na ramieniu męża, naszego towarzysza życia, świętowania, że nasze małżeństwo przeszło TAKĄ próbę, wdzięczności, że nasza głowa nadal sprawnie działa a serce nie jednak nie pękło na milion kawałków, miłości do samej siebie, wiary…

    Polubienie

    1. Soniu, trafiłaś w samo sedno! Chyba jesteśmy już na podobnym etapie nie-walki o macierzyństwo. Może właśnie o to chodziło, by zanim stracimy te cudne chwile tylko we dwoje zdążyć je jeszcze docenić, a nie tylko biec za czymś nowym.
      Witaj w klubie „wygranych” – ze sprawną głową ,sercem w jednym kawałku i wdzięcznością za to że tyle dzielnie przeszliśmy razem 🙂

      Polubienie

  6. Rozumiem doskonale, o czym piszesz. Podzielę się naszą historią. Na adopcję czekaliśmy dokładnie 3 lata, do samego końca staraliśmy się o dziecko za pomocą naprotechnologii, za mną 2 laparoskopie i tony leków. Też byliśmy w Ośrodku niekatolickim. Akurat nasze obserwacje są odwrotne – ośrodki katolickie dostają mniej dzieci i dłużej się czeka. Ale wreszcie doczekaliśmy się cudownej córki! Obecnie ma 8 miesięcy, jest zdrowa i bardzo pogodna. I powiem tylko tyle: na to nie da się do końca przygotować! 10 lat po ślubie byliśmy sami, uwielbialiśmy wyjazdy, czytanie, filmy. Teraz jest cudownie, ale walczymy ze swoim egoizmem- nie jest łatwo się przestawić. Mamy 37 lat, to też trochę późno na pierwsze dziecko (i pewnie jedyne). Ale wierzymy, że tak musiało być… Gdybyśmy nie przeszli tego wszystkiego, nie mielibyśmy Ali 😃 Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki, wiem, że to bardzo trudny czas, ale w odróżnieniu od leczenia jest gwarancja, że dziecko się pojawi!!!

    Polubienie

    1. Agnieszko,
      dzięki wielkie za Twoją „odę do radości” 🙂 Jak miło słyszeć, że jesteście, doczekaliście się, nie zwariowaliście i jeszcze jesteście szczęśliwi! Cieszę się też, że obalasz moje wrażenia dotyczące OA. Zawsze wydaje się, że po drugiej stronie byłoby lepiej:)
      Gratuluję Wam ogromnie wytrwałości, małej cudnej Ali i życzę szczęścia, choć już w innym wymiarze, bo spokoju i ciszy na pewno macie mniej.
      Ściskam
      L.

      Polubienie

  7. Tak całkiem słodko nie jest 😉 Kto mówi, że jest słodko, ten na pewno kłamie! 😂Teraz są zupełnie inne problemy: żywienie, prawidłowy rozwój, wychowanie, wtrącające się teściowe … Ale ośrodkowi nie możemy nic zarzucić: podali nam bardzo rzetelną informację o rodzinie i stanie zdrowia Małej i pomogli wszystko załatwić. Od telefonu do zabrania Ali do domu minęło 9 dni!!! Również przed i w trakcie rozprawy mogliśmy liczyć na pracowników ośrodka – wielki szacunek, to są profesjonaliści. Za nami lata depresji i skutku, to był naprawdę trudny czas, nikomu tego nie życzę… Ale najważniejszy jest efekt 😆

    Polubienie

  8. Rzeczywiscie dość długo czekacie. Pamiętam, że składaliśmy papiery w podobnym czasie. Tylko my już od roku jesteśmy rodzicami podobnie jak pozostałe pary z grupy. Byliśmy w ośrodku katolickim. Jeżeli czujesz, że to ten ośrodek to może właśnie ta droga prowadzi do Waszego dziecka. Ja osobiście czułam, że coś mnie ciągnie do tego a nie innego ośrodka. Trzymam mocno kciuki i jestem pewna, że szczęście zapuka również do Waszych dni. Warto czekać! To szczęście razy milion…chociaż to prawda początkowo trudno się przestawić ze spokojnego, wygodnego życia.

    Polubienie

    1. Droga Veritas, to jak doczekam do końca wakacji wciąż w stanie nie-matki, to chyba będę Cię męczyć poleceniem tych sprawniej działających placówek. Ostatecznie liczę, że będę matką, a nie babcią, a nasz ośrodek i jego tempo działania chyba prowadzi procedurę na adopcyjnych dziadków 🙂

      Polubienie

      1. Od momentu złożenia papierów w ośrodku do momentu poznania naszych dzieci upłynęło ok. 3,5 roku. Byliśmy ostatnią parą z naszej grupy, która czekała na dziecko/dzieci. Nie wiedzieliśmy już co o tym myśleć, ale korzystaliśmy z chwil we dwoje. Trzymam mocno za Was kciuki.

        Polubienie

      2. Niedawno poznałam parę, która starała się o adopcję w mniejszym mieście i długo czekali bo dzieci brak, dlatego przrnieśli papiery do Łodzi. Po 8 miesiącach telefon do nich zadzwonił. Także w ich przypadku była to dobra decyzja☺ My czekaliśmy nie tak długo, ale znam pary z mojego ośrodka, które czekały 4 lata. Bardzo chciałabym żeby i do Was zadzwonił. Zaglądam tu i czekam razem z Wami. ☺

        Polubienie

  9. Może ja też coś dorzucę, choć z Lidią już trochę rozmawiałyśmy na ten temat. Pomimo tego, że ja już jestem mamą, to nadal boli mnie, gdy słyszę te dialogi i komentarze odnośnie macierzyństwa. No daleko nie szukać wczoraj słyszę taki ogólny komentarz, nie skierowany do mnie bezpośrednio, ale na który powinnam jakoś zareagować: „No tyle ludzie czekają, żeby mieć dziecko, a potem rodzice są już w zaawansowanym wieku i te dzieci mają dziadków w zasadzie” Zamurowało mnie, więc mówię, że gdybym ja miała dzieci wtedy, kiedy chciałam je mieć, to byłyby już 10 lat starsze. Trochę się głupio tej osobie zrobiło (nie wie o adopcji) i zreflektowała się mówiąc: „Ale ja nie o pani mówię, tylko o tych co robią karierę i nie decydują się na dziecko” Hę?? A skąd on wie, czy te wszystkie osoby, które mają późno dzieci nie zmagają się z niepłodnością? Nie ma pojęcia, bo nawet mu to do głowy nie przyjdzie. Dlatego uważam jak Lidia, że trzeba skupić się na dzieciach, nie na durnych rodzicach. Choć ja nie umiałam, każdy kontakt z maluchem tak mnie ranił, że nie potrafiłam się długo podnieść. Więc zależy kto jak to przeżywa, nic wbrew sobie. Ty Lidio masz siostrę i jej dziecko, jesteś z nią związana, to jest inaczej. A ja po prostu nie musiałam się spotykać z tymi osobami, z którymi nie chciałam. Po to tylko, żeby ich zadowolić a samemu przeżywać? Nie, dziękuję. Niech myślą, że to ja jestem egoistką. Może jestem/byłam, ale czasem ważniejszy jest nasz spokój umysłu.

    Niestety muszę się zgodzić z tym, że adopcja już nie jest taka sama. Procedura trwa różnie, w zależności od ośrodka, ale w większości placówek czeka sie po prostu baaaaardzo długo. Co do ośrodków katolickich to prawda, że często mają one podpisaną umowę ze szpitalem i na przykład wszystkie noworodki trafiają do nich. Nie czarujmy się, to wszystko polega na układach, wspólnych interesach. U mnie w ośrodku od kilku lat niemowląt nie ma wcale… Zależy też, czy na przykład ośrodek współpracuje z rodzinami zastępczymi, pogotowiem opiekuńczym itd. To wszystko dość skomplikowane i nie mamy na to wpływu, ale warto wziąć to pod uwagę przy wyborze ośrodka. Jeszcze pół roku temu na przykład w jednym z ośrodków było bardzo dużo niemowląt i czekało się krótko, teraz się to zmieniło. W Sosnowcu było znów dużo rodzeństw, teraz mojej koleżance wprost powiedziano, że będzie długo czekać (pragnęli przyjąć właśnie rodzeństwo)

    Lidio, na jedno się nie zgadzam i będę Cię gnębić 😉 Nie przyzwyczajaj się i nie kontempluj życia bez dziecka. Zaakceptuj, ale nie staraj się za bardzo odnajdywać w tym szczęścia. Owszem, niech Ci zwykłe, codzienne sprawy przynoszą małe radości, ale niech one nie przysłonią tego prawdziwego celu, a Twoim celem jest mieć dziecko. Bardzo dużo par rezygnuje z adopcji właśnie dlatego, że po tym okresie czekania, nie są w stanie przyjąć już dziecka w to poukładane życie, nie tylko fizycznie, ale i w głowie (wiem to od psycholog z OA) Mówiłam Ci, że ja nie raz mówię do męża przekornie „I niby które z nas chciało dziecko?” wtedy kiedy na przykład chcielibyśmy pospać a nie możemy, ale to oczywiście żart. Są ludzie, którzy bez dziecka mogą żyć i świat mógłby być bez nich jako rodziny. A ja miałam to szczęście poznać Cię ostatnio osobiście i mówię stanowcze NIE dla świata bez Waszego dziecka, bez Was jako rodziny :*:* (no i pomijam egoistyczny fakt, że potrzebuję towarzystwa dla moich maluchów ;))

    P.S. Przepraszam, że znów zdominowałam komentarze, ale wiesz jaka jestem 😉

    Polubienie

    1. Izzy masz rację, bezmyślność ludzka nie zna granic no i to, że dają sobie ogromne prawo do oceniania innych. W tym tygodniu moja klientka się przyznała, że jest psychoterapeutką. Zapytała mnie zaraz drugiego dnia, czy mogę polecić jej jakieś leczenie dla niepłodnych kobiet, bo to jest 80% jej klientek. Same wysoko ustawione osoby – lekarki, kierowniczki, itd- starają się o dziecko tak jak my bezskutecznie, ale są oceniane przez pryzmat swojego stanowiska.
      A Ty bardzo dobrze robiłaś, ograniczając kontakty z dziećmi jeśli Cię to bolało. Ja właściwie też tak robię. W sytuacjach wyjątkowych (żeby nie wyjść na dzikusa) idę na spotkanie i … bawię się więcej z dziećmi:)

      A odnośnie radości z życia we dwoje- daj mi sie trochę nacieszyć. Dopiero ostatnio odkryłam ten cudowny stan. Właśnie dziś mówię do M. po pracy: „my jeszcze dziś nie mamy dzieci?”, on zdziwiony „no nie”, a ja na to „to dobrze, bo jestem padnięta, idę się położyć, jakby dzieci były to informuję cię że ty masz dyżury popołudniowe” Jego mina bezcenna.

      No ale jak już będziemy mieć dzieciaki, to mam małe opiekunki w postaci Twoich córeczek – nie zawaham się ich „wynająć” na wakacje w Chorwacji 🙂

      Polubienie

    2. Staram się nie dzielić czasu na ten przed dziećmi, z dziećmi czy po dzieciach. Nie chcę żyć bez dzieci tylko z myślą o dzieciach. Oczywiście cierpie z powodu tego, że mój etap bez dzieci nie jest taki jak bym chciała, ale kurcze prawi nic nie jest takie jak bym chciała 😉 My już mamy takiego bata nad sobą w postaci zadreczającego pytania: kiedy będzie dziecko?, naprawdę nie potrzeba nam jeszcze martwienia się o to że kawa zimna i człowiek niewyspany gdy już się dziecko pojawi.
      A gdy naprawdę się pojawi to pewnie będzie nie tylko zimna kawa ale i pytania czy dobrze zrobilśmy, przeklinananie po co nam to było…ale tak już jest bez względu na to czy się czekało na dziecko 1 czy 120 cykli.
      Będą smutki i radości tak jak teraz tylko inne. Ale my przedewszystkim musimy umieć żyć same ze sobą bez względu na to co i kto nas otacza. Bo może się wydaje że świat dla nas stanął a innym wymierza kolejne ciąże ale to nieprawda.
      Nie dajmy się zwarwiować temu że życie z dzieckiem i bez nalaży odzielić grubą kreska.

      Polubienie

  10. Dziekuje Lidio bardzo sie ciesze ze poznalam ciebie i inne dziewczyny ktore rozumieja to co czuje. Dzieki za uswiadomienie mi ze powinnam miec dla siebie litosc – przez chwile bylam zla na siebie ze nie moge cieszyc sie z grilla jak inni ale masz racje musze przeczekac ta burze. Mam nadzieje ze dla nas tez wyjdzie wkrotce slonce.
    Zaczynam lapac rownowage mimo ze nie jest latwo i mam wielka nadzieje ze w OA odpowiedza nam pozytywnie za kilka dni i nie beda robic dodatkowych przeszkod i rozpoczniemy nasze staranie 🙂

    Kilka dni temu przyjechala do nas na kilka dni rodzina mojego M. Wywiazala sie niespodziewana rozmowa nie wiem jak zostal poruszony ten temat i jedna osoba mimo ze wiedziala o naszych problemach zaczela komentowac ze dzieci adoptowane to nie to samo co biologiczne i nigdy nie beda jak nasze dzieci. I ze nigdy nie bedzie takiego zwiazku z dzieckiem jesli matka nie nosi je przez 9 miesiecy ciazy i ze ten czas jest jest najwazniejszy. A poza tym geny tez sa najwazniejsze i nic ich nie zastapi itp. rzeczy ktore czesto mowia osoby przeciwne adopcji. Wlasciwie powiedziala w wielu slowach, ze adopcja to taki „lichy substytut” macierzynstwa. Mozecie sobie wyobrazic jak ja sie poczulam jakby ktos uderzyl mnie w twarz. Na koncu tej rozmowy sie poplakalam pierwszy raz maska mi spadla przy innych i nie moglam jej utrzymac – bylo to za duzo dla mnie. Poszlam spac zaplakana i musialam niestety na nastepny dzien udawac ze wszystko jest w porzadku choc w srodku myslalam ze wybuchne. Jest mi przykro, ze ludzie musza w taki sposob wyrazac swoje opinie (maja do nich prawo ja im tego prawa nie odbieram moga myslec co chca) ale mogliby oszczedzic ich wypowiadania do osob ktore maja problemy z posiadaniem dzieci i marza o adopcji. Mogliby tylko powiedziec np. ze adopcja to nie byloby rozwiazanie dla nich jakby nie mieli dzieci i zakonczyc temat. Lecz z drugiej strony mysle ze ta rozmowa pokazala mi jak ludzie beda komentowac nasze szczescie po adopcji jak rowniez uswiadomilam sobie ze te slowa nie zlamaly mnie tylko zrozumialam jak bardzo rozni sie moje zdanie i uczucie do przyszlego adoptowanego dziecka badz przyszlych adoptowanych dzieci. Nie dam sie zlamac bede walczyc dalej. Tylko jak w przyszlosci ochronic nasze dziecko/dzieci adoptowane przed takimi opiniami?

    Polubienie

    1. Domyślam się jak musiałaś się poczuć w towarzystwie rodziny, gdy padły te słowa.
      Pamiętam jak ja, w o niebo lżejszej sytuacji pękłam. Podczas świąt Bożego Narodzenia 2 lata temu, mój młodszy o 10 lat brat zaproponował by obejrzeć jakiś film. Zaczął w skrócie opowiadać fabułę, a ja wychwyciłam jedno: bohaterem był dorosły mężczyzna, który był kiedyś adoptowany. Brat opowiadał w euforii o dokonaniach bohatera, a ja czułam że rozpadam się na milion kawałków. Nikt z obecnych nie wiedział o naszej adopcji (choć pewnie wtedy już się domyślili), mnie zaczęły płynąć łzy, potem gruchnęłam płaczem i łkając tylko poprosiłam, by znalazł inny film. Dobrze, że mam kumatego brata i zazwyczaj rozumiemy się bez słów, nawet gdy nie wie o co chodzi, ale widzi że o coś ewidentnie chodzi, to potrafi zmienić temat i załagodzić sytuację. Tak zrobił też wtedy.

      Dziś, gdy słyszę jakieś głupie komentarze nt adopcji mało mnie to rusza. A raczej nie biorę tego do siebie, tylko myślę sobie, skoro dla mnie to jest przykre, to jak bardzo to kiedyś dotknie moje dziecko. Dlatego chcę zrobić absolutnie wszytko, bym to ja mogła w jak największym stopniu decydować, kto wie a kto nie, że będę mamą adopcyjną. Kupa pracy przed nami w budowaniu poczucia wartości u naszych adopcyjnych dzieci, by w przyszłości dały radę takim głupim komentarzom.
      I właśnie dlatego uważam (nie będę skromna, przepraszam), że na ado-rodziców, „wybierani” są najdzielniejsi.
      Damy radę!

      Polubienie

  11. Witaj, my jesteśmy 7 lat po ślubie, bezdzietni. Niedrożność jajowodów, podejście do procedury adopcyjnej. Daliśmy sobie spokój,teoretycznie, bo w praktyce to nie możliwe-ciągle siedzi w głowie. Ja mam 36lat, mąż jest 10lat starszy. Moja Mama urodziła mnie po 40-tce,w tym roku zmarła. Była moją najlepszą przyjaciółką i nie mam do Niej pretensji, że mnie tak późno urodziła, ale widzę jak inne jest życie moich rówieśników, którzy mają rodziców około 60-tki. Tak jak napisałaś na swoim blogu „Bogu nie da się niczego wydrzeć”, ja nie chcę wydzierać dziecka. Myślę o tym, że w naszym wieku, ciężko by było o gromadkę dzieci, a zostawiać jedynaka, byłoby bardzo samolubne. Też jesteśmy na tym etapie, że cieszymy się życiem we dwoje. Ostatnio doszłam do wniosku, że większy problem z naszą bezdzietnością ma nasze otoczenie niż my sami. Jak zagadujesz do dziecka, to cię obserwują, z durną miną mówiącą „Boże, tak zaczepia cudze, bo swoich nie może mieć” , a ja tak samo zachowywałam się 15 czy nawet 20lat temu, gdy nawet nie wiedziałam o swojej niepłodności. Albo takie na siłę uszczęśliwianie nas swoimi dziećmi, czy nawet typowanie jakiegoś dziecka na naszego ewentualnego dziedzica. Nie wiem co nas w życiu jeszcze czeka, ale nie chcę myśleć o dziedzicach, czy o tym, kto się nami zajmie na starość. Dzieci też nie są żadną gwarancją. Jeżeli Bóg nie ma w planie dla nas dzieci, to pewnie ma coś innego dobrego. Wierzę w to. Życzę Tobie oraz innym, w podobnej sytuacji, dużo dobrego. M

    Polubienie

    1. Droga M.
      jak bardzo to co piszesz jest mi bliskie, ale też smutne. Naprawdę wiem co czujesz, bo myślę bardzo podobnie. Cięgle w głowie toczą wojnę sprzeczne myśli: z jednej strony, co ma być to będzie, jeśli taki jest dla nas plan w postaci rodzicielstwa adopcyjnego, albo późnego biologicznego, to musimy to przyjąć i wypełnić najlepiej jak będziemy umieć.
      Z drugiej strony atakuje moja buntownicza natura, że nie chcę być mamo-babcią, że nie chcę być w ciąży po 40-stce, że jak tak mnie życie urządziło, to niech sobie takie spóźnione nagrody w …. wsadzi.

      A potem emocje opadają i dociera do mnie, że ja to sobie mogę zadecydować z czym kanapkę na kolację zrobić, a nie kiedy i jak będę mamą. Nie godzę się z wersją, że moja sytuacja to kara za coś, że mamy cierpieć. Wolę wersję, że na Górze naprawdę jest On i wie co robi. Że ja widzę tylko mały wycinek całości. Że moja mama, która urodziła mnie po 20-stce w niczym nie jest lepsza od Twojej, która urodziła po 40-stce. Moja zdecydowanie wcześniej wyczerpała swoje siły przy 3-ce dzieci, widzę czasem, jak dziś psychicznie jest zmęczona i boję się, że odejdzie dużo za wcześnie.

      A odnośnie innych życzliwych znajomych – mnie też robi się słabo, gdy słyszę te idiotyczne reakcje, albo widzę zmieszane miny. Dlatego staram się ograniczać do minimum kontakty z dzieciatymi. Bo problem mam nie z dziećmi, tylko z ich rodzicami.
      Ściskam najmocniej jak umiem
      Lidia

      Polubienie

  12. Niedawno usłyszałam akurat od immunologa, że dzieci własne poznajemy i kochamy też po „zapachu”, że nasz i ojca zapach robi zapach „akceptowalny” naszego rodzonego dziecka dla nas – i usłyszałam poradę, jeśli adoptuje Pani dziecko to tarzajcie się razem, spijcie razem po to, żebyście przesiąknęli swoim zapachem…bo jest większa szansa na „pokochanie”… wtedy potwierdziłam we własnej głowie kołatającą się tam od dawna myśl – czy adopcja jest dla mnie? czy poradzę z różnymi trudnościami, które będą na 100%
    1. nie ma „dostępnych” małych dzieci (polityka i 500+), a szczerze, ilu chce 8-10-latka?
    1a. im starsze dziecko, tym ma więcej problemów i smutków, którym trzeba radzić – a czy zawsze się da?
    1b. jaką mam gwarancję, że go/ją pokocham?
    2. jak zareaguje moja własna psychika?
    3. reakcja mojego otoczenia?
    4. brak wsparcia po adopcji?
    5. i wiele więcej wątpliwości?

    Życzę szczęścia w życiu wszystkim, którzy adoptowali oraz tym, którzy nie adoptowali.

    Polubienie

    1. Magdo, wszystkie te pytania są bardzo trudne i każda z nas odpowie na nie inaczej, bo jesteśmy na różnym etapie drogi. Polecam zapisz sobie dziś odpowiedzi, potem zrób to samo za rok i dwa. Skąd ten pomysł? Bo to czego ja się bałam 4 lata temu przed zrobieniem pierwszych kroków do OA, dziś jest już pestką. Nie wyobrażałam sobie adopcji dziecka 3 letniego i starszego, dziś myślę już nawet o nastolatku, ale nie w kategoriach, „dobra niech już będzie, byle tak długo nie czekać”. Po prostu zaczynam dostrzegać plusy adopcji dziecka starszego i widzę siebie w roli matki, która zaczyna macierzyństwo od rozmowy z dzieckiem, a niekoniecznie od przewijania i karmienia.
      Wątpliwości jednak mam sporo i pewnie zawsze je będę mieć. Ty też się nimi nie martw, kiedyś usłyszałam, że obawy i wątpliwości przyszłych rodziców adopcyjnych i zastępczych wynikają tylko ….. z ich odpowiedzialności 🙂
      Ściskam
      L.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s